piątek, 21 lipca 2017

30. Łatka


Nie chciała, ale musiała przekroczyć próg drzwi i dołączyć do koleżanek z pracy, które o godzinie południowej spożywały pierwsze śniadanie. Cing, Fumi, Dyris, Meisa i Keiko prowadziły ten sam tryb życia, co Kimiko, który zakładał rozpoczynanie dnia później niż zwykle czynili to mieszkańcy Xia, a to zwyczajnie z powodu warunków ich pracy. I przeważnie jadały wszystkie razem, z dala od Matki, która mało przy którym posiłku towarzyszyła dziewczynom, lecz tym razem, przez zawieruchy z poprzedniego wieczora, Gwiazda Hanabi niechętnie zawitała do swych Sióstr.
Jak tylko weszła, poczuła mocniej słodki zapach soi, dopiero późnej drugi przypominający alkohol, jaki kropił umeboshi – jedno z bardziej lubianych potraw w Domu Nocy. Stół, przy którym siedziały siostry, po brzegi zapełniały mniejsze i większe miseczki na pocukrzony ryż, mleko sojowe, chruściki, kiszone śliwki i zmielone w papkę wiśnie, a także standardowo roztrzepane i usmażone jajka. Dziewczyny jadły w spokoju, który nie zakłóciło przybycie tak zwanej „czarnej owcy”. A jednak Kimiko zdążyła wyobrazić sobie najgorsze myśli w ich głowach i poczuła się gorzej ze swoją decyzją o wkroczeniu do kuchni.
Myślała, czy by nie zaczekać i nie jeść samemu. Myślała, czy by nie unikać Sióstr, względem których trawiła w sobie drobne pretensje i żal, oraz które same darzyły ją tym samym. Jej relacje diametralnie się z nimi pogorszyły. Chociaż nie zależało jej całym sercem, ani nawet w połowie, na przyjaźniach w burdelu, w którym nie widziała swojej przyszłości, nie pragnęła pędzić w nim życia w tak niezdrowej atmosferze. Miała szczerze dość tego, że ktoś ciągle gdzieś krzywo na nią spoglądał, wrażenia, że jest obgadywana, czy braku koleżanki do pogadania. Starała się być silna, ignorować to, walczyć. Poniekąd powodziło jej się w swoim postanowieniu, lecz ile tak pociągnie?
Bez przywitania się, poszła od razu do lodówki. Obok Dyris składała naczynia po sobie do zlewu. Kimiko otrzymała od niej krótkie, niesympatycznie spojrzenie. Udając, że jednak jest ślepa na zaczepki, bez słowa wyciągnęła karton mleka sojowego, oraz chruściki ze słodkiego ciasta. By poprawić swój zły humor, miała zamiar opchać się jak największymi kaloriami.
Poszukała pałeczek w szufladzie. Wnet komentarze zza pleców stały się wyraźniejsze.
Ani b, ani c. Ciekawe, czy się dosiądzie.
Zostawcie jej naczynia do pozmywania. Teraz i tak wypada jej kolej.
Cicho.
Moja kolej wypada w przyszłym tygodniu – nie wytrzymała Kimiko. Odwróciła się do swoich antagonistek.
Co podsłuchujesz? – zaatakowała Dyris.
Nie trzeba podsłuchiwać, żeby usłyszeć takie głupie i zbędne teksty. Mogłybyście być choć na tyle ludzkie i obgadywać mnie w innym pomieszczeniu.
Dziewczyny zamilkły, czerwieniąc się, że zostały przyłapane na gorącym uczynku. Jedynie Dyris pozostała niezmieniona. Nie zamierzała tak łatwo odpuszczać.
Już nic powiedzieć nie można, bo księżniczce tiara się chwieje.
Odjeb się – warknęła Kimiko.
Grzeczniej – ostrzegła ruda. – Możesz sobie myśleć, co chcesz, ale nie jesteś nikim wyjątkowym i nie powinnaś się rządzić.
Ja się rządzę? A co ja takiego robię?
Decydujesz za nas wszystkie.
Niby jak?
A tak, że nie pytając nas o zdanie, postanawiasz zacząć się buntować i dyktować własne warunki. – Dyris wstała, a ręce oparła o blat stołu. Reszta Miren przestała jeść na widok tej batalii. – Wiesz, kto tak postępuje? Rozkapryszone księżniczki. One wszędzie gdzie są, żądają, aby to ludzie i warunki otoczenia dostosowały się do nich, bo są takie dumne i pyszne. To obrzydliwe.
Gówno wiesz!
O, proszę, jak przeklina. Prawda boli to i z równowagi wyprowadza.
Kimiko zacisnęła pięści. To nie były zwykłe potyczki, jakie dziewczyna mogłaby mieć w szkole, czy w pracy wśród koleżanek. Tutaj otaczały ją przeszkolone żmije, które umiały między innymi tak zagrać na czyjejś psychice i skłonić do powiedzenia czegoś nieprzemyślanego, aby zawsze wygrywać dyskusjach. Uzmysłowiwszy to sobie, Kimiko straciła ochotę na to, aby się odzywać. Bezpieczniej będzie milczeć, jak i ewakuować się z jedzeniem do swojego pokoju.
Po prostu nie chcę być niczyją niewolnicą – powiedziała skromniejszym tonem. – Tobie może odpowiada iść do łózka z każdym, kiedy ktoś pstryknie ci palcami. Nie widzę nic złego w tym, że staram się mieć swój honor.
Przykro mi, że cię rozczaruję – dogadywała Dyris – ale decydując się na pracę tutaj, wyrzekłaś się swojego honoru. Nie musisz uprawiać prawdziwego seksu z mężczyznami, aby stać się dziwką.
Kimiko nic na to nie odpowiedziała. Nie umiała wymyślić żadnej konkretnej riposty, chciała tylko zjeść w spokoju śniadanie i sobie iść. Na szczęście ruda sama odpuściła, a że zjadła już swoją część, wyszła z kuchni zwycięskim krokiem.
Zapadło milczenie. Dziewczęta zaczęły z powrotem w ciszy jeść swoje porcje, robiąc to manualnie, bowiem chociaż pusto spoglądały w swoje dania, ich zmysły pozostały wyczulone. Ta gołym okiem widoczna sztywność i gotowość tak drażniła Kimiko, że musiała wykorzystać resztki po burdzie jako okazję do wyprowadzenia własnego ataku.
Meisa, powiesz mi, dlaczego się wczoraj wtrąciłaś, hm? Co to było przy recepcji?
A co, to już nie można podejść do mężczyzny? – Meisa zrobiła wielce zdziwioną minę i podciągnęła brwi do góry, tworząc wrażenie, jakby rozmawiała z kimś mniej inteligentnym.
Można, jeśli nie jest zajęty.
Nie jesteście parą.
Wiesz, w jakim sensie mówię. Jak mam go zdobyć, jeśli się wtrącasz i odwracasz jego uwagę ode mnie?
Daj spokój. To był tylko niewinny flirt.
Niewinny… To zrób coś dla mnie w takim razie i go więcej nie powtarzaj.
Meisa prychnęła, nic jednak od siebie nie dodając. Jakby nie patrzeć źle zrobiła i racja była po stronie Kimiko, bowiem sama Matka zarządziła, aby nie wtrącać się do jej polowań na księcia, który do łatwych mężczyzn nie należał.
Faktycznie się rządzi – rozległ się czyjś szept, na tyle głośny, by Kimiko mogła go usłyszeć.
Bardziej zacisnęła pięści. Nie wskazywała winowajcy, wszystkie Siostry były dla niej tak samo okrutne. Poczuła gorąc w środku, do głowy uderzyły groźne myśli, aby dokopać koleżankom w sposób bolesny. Lecz gniew ten przeminął szybciej, niż się pojawił, a zastąpiło go diametralnie odmienne uczucie, jakim był smutek. Gorzki żal rozpętał się po sercu Japonki, ściskając powieki od dołu. Chciała się rozpłakać, ale nie mogła tego zrobić przy dziewczynach. Lekceważąc więc swój głód, darowała sobie śniadanie i poszła do pokoju. Opuszczając nielubiane towarzystwo, puściła na odchodnym spojrzenie pełne niewypowiedzianych rozczarowań względem Keiko, która przez cały czas zachowywała milczenie i neutralną pozę.


Pękła niczym worek pełen wody i wypuściła z siebie litry łez, które od dawien dawna się w niej gromadziły. Dotąd albo nie miała okazji, szczególnego powodu do popadania w rozpacz, albo dzielnie chciała walczyć do końca, utrzymywać się w przekonaniu, że jest twarda i niezłomna, oraz że przezwycięży wszystkie katusze, jakie zaczęła znosić w Domu Nocy. Niestety nawet najtwardsza zbroja kiedyś ulega pod naporem ciosu i tak prędzej czy później wszystkie złe emocje, jakie się w niej nagromadziły, musiały doszukać się ujścia. Ku własnemu zdziwieniu, płacz w poduszkę przyniósł niezwykłe ukojenie. Sądziła, a także niejako pragnęła, ryczeć przez cały dzień, aby wzbudzić zainteresowanie i litość u reszty kobiet w domostwie, jednak łzy skończyły się przedwcześnie. Jak gdyby wcale tych cierpień nie było tak dużo w jej dzienniku doświadczeń.
Ukojenie przyszło, choć nadal było wiele powodów, za które mogła wydawać na świat łzy. Sprawy związane nie tylko z koleżankami z pracy nie dawały Kimiko spokoju. Poniekąd wstyd dobierał się do niej swoimi ostrymi jak kły szponami i rozszarpywał na niej czerwieniącą się skórę, a to z powodu wyzwania, jakie postawiła Księciu Heylinu. Zastanawiała się, czy przyjmie on jej propozycje, czy może wyśmieje i pogrąży. Co prawda krył się za tym nie jeden szlachetny cel, który zamierzała osiągnąć, tak jednak świadomość, że w oczach wojownika została brudną, sprzedajną dziwką, potrafił ją trapić i strącać z nóg. Zapadała się w łóżku niczym wrak. Obie opcje były mocno prawdopodobne. Mogłaby przysiąc, że da radę wytrzymać wszystkie problemy, ale czuła, że jej psychika staje się coraz słabsza i siada na mieliznach krzywd.
Do tego jeszcze moja kolejna wpadka… Jak ja mogłam pomylić sen z rzeczywistością? Jak ja mogłam się tak na niego rzucić. Co on sobie musiał myśleć o mnie, kiedy go… całowałam…?”
Wnet dąsanie przerwało pukanie do drzwi. Kimiko nie spodziewała się gości i z odrazą zerknęła w tamtą stronę.
Nie chcę gości.
Wbrew sprzeciwom Wan Lanfen zajrzała do niej, niosąc śniadanie, którego Japonka nie dała rady skonsumować.
Chyba nie zamierzasz mi się głodzić, co? – spytała nader uprzejmie, choć Kimiko pozostała czujna w kontakcie z nową hieną.
Zjadłabym po prostu później. Teraz nie mam apetytu.
Przez swoje mazganie się?
Tak, właśnie tak – rzuciła na odczepnego.
Ależ nie musisz się bulwersować. Pamiętaj, że jestem tu zawsze, by ci pomóc. Cokolwiek mogłaś o mnie myśleć w ciągu ostatnich dni, oraz jakkolwiek mnie potraktowałaś, dobra Matka nigdy nie wyrzeka się swoich córek. Znosi w ciszy cierpienia i czeka, aż im znów dopomóc. No to mów, jaki masz problem?
Kimiko zamrugała, nie dowierzając w matczyne intencje kobiety. Nie miała też najmniejszej ochoty, aby zwierzać się jej z czegokolwiek.
Nie mam żadnego problemu. Chwila słabości, ale ogarnę się… Muszę w końcu usidlić Imperatora…
To może chociaż na jego tema zechcesz porozmawiać?
Matka ma jakiś pomysł, co mogłoby mi pomóc?
Nie pomysłem chcę ci doradzić. W zasadzie to chciałabym, abyś go sobie odpuściła – odparła zaskakująco.
Kimiko niemalże podskoczyła na łóżku.
Matka żartuje, tak? Jestem bliżej niż kiedykolwiek, mam teraz odpuszczać?
Tu chodzi o bezpieczeństwo naszej organizacji – zaczęła wyjaśniać Wan Lanfen. – Sprawa z Wiecznym wymknęła się już dawno spod kontroli. Jestem pewna, że on coś podejrzewa, może się nawet domyśla… Cieszyłam się, kiedy straciliście kontakt i on tu więcej nie przychodził. Dzięki temu mogliśmy dalej rozwijać naszą działalność. Teraz z kolei znów grozi nam niebezpieczeństwo. Nie zrozum mnie źle, mała. Nie kwestionuję twoich umiejętności ani intencji. Po prostu za bardzo zaczęłam się martwić i moja intuicja podpowiada mi, że tak będzie najlepiej. A pamiętasz, co mówiłam ci na temat kobiecej intuicji? Nigdy nie kłamie.
Ale Matko! – U Kimiko włączył się alarm. Nie chciała teraz rezygnować i zamykać sprawy. Nie w tym momencie. – Ja go mam w garści! Ostatnio poszłam z nim na nowy układ. Wiem jak wrobić, wiem jak zrobić, żeby się we mnie zakochał. Będę musiała się poświęcić, pogodziłam się z tym, ale jestem pewna sukcesu jak nigdy! Potrzebuje tylko szansy…!
Znowu jakieś układy? A nie przychodzi ci do głowy, że on tobą manipuluje i cię podpuszcza? To trudny człowiek. Moim błędem było, że kiedykolwiek pozwoliłam, aby ten wielki trud spoczął na twoich barkach, kiedy przecież jesteś najmniej z nas wszystkich wyszkolona. Przeprasza cię za to. Te twoje układy z nim mogą się bardzo źle skończyć. Czy mówiłam ci już, że kobiety nie trzeba uderzyć, żeby ją zranić? Niestety, Kimiko. Zabraniam ci się z nim widywać.
Kimiko otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, lecz Matka uniosła wskazujący palec.
On nie ma tu prawa wstępu. Nie będziesz się z nim kontaktować.
Ale…
Zadecydowałam!


Gdzieś w okolicach godziny piątej nad ranem, Kimiko obudziła się za potrzebą napicia się wody. Dom Nocy spał po hucznych zabawach i był zamknięty. Klienci albo rozproszyli się do swoich domów, albo spali w pokojach Miren, otoczeni ich zabójczymi ramionami. Nic nie zakłócało spokojnych snów i nawet Kimiko poruszała się na palcach, aby nikogo nie zbudzić.
Z pokoju wymknęła się bezszelestnie, choć kiepsko widziała przez zmorzone oczy. Ziewała i czuła się po trochu, jakby lunatykowała. Chciała wracać do łóżka, ale pragnienie nie dawało spokoju. Minąwszy recepcję, kątem oka dostrzegła, że komputer, na którym Matka prowadziła swoją księgowość, sam się włączył i wyświetlił powiadomienie. Kimiko poszła dalej, starając się trzymać głowę w miarę prosto. Weszła do kuchni i nalała sobie szklanki do wody. Mokry chłód zalał krtań, od którego aż stęknęła. Musiała się nim cieszyć, bo prognozy pogody zapowiadały coraz gorsze upały.
Zaspokojona zaczęła wracać do swojego pokoju. Z przekąsem stwierdziła, że Dom Nocy o tej porze, kiedy wszystkie dusze śnią, jest całkiem przytulny i dałoby się w nim żyć, gdyby ten stan nie ulegał zmianie.
Niespodziewanie zatrzymała przy drzwiach od pokoju Keiko. Przechodząc blisko nich zdało jej się, że coś zza nich usłyszała. Ciekawość bez precedensu z nią wygrała i nakłoniła do tego, aby zajrzeć do starej przyjaciółki. Zakładała, że jak każdy śpi. Ona i Crove, którego znów przyjęła do siebie podczas wieczoru, sprzedając Matce kolejną ściemę, iż tym razem również spróbuje go otruć. Otworzyła drzwi bardzo powoli i bardzo delikatnie. Przybliżyła się do niewielkiej szparki, przez którą dało się dojrzeć obraz pokoju. I wnet padła na podłogę, nisko przykucając. Keiko i Crove nie spali. Uprawiali seks pod kołdrą, okryci kołdrą do połowy.
Kimiko zrobiło się wstyd, ale nie zamknęła drzwi. Również nie odeszła. Zamierzała popatrzeć, sama nie rozumiejąc czemu. Po prostu zapuściła żurawia i wlepiła w nich swój wzrok. Obsiały ją rumieńce, a pęcherz ścisnął ból. Wstrzymała oddech.
Crove umiał pieścić Keiko w sposób, jakiego na pewno nie powstydziłby się żaden kochanek, co dziewczyna objawiała, dziękując pocałunkami i głaskaniem. Widać było jasno, choć panowały ciemności, że jest zadowolona i czuje się kochana. Próbowała tłumić w sobie jęki, ale nie jeden uciekał przez jej rozchylone, mokre wargi, trafiając do płonącego z zażenowania ucha Kimiko.
Nie zastanawiała się nad swoimi intencjami, bo nie było na to wówczas czasu. Momentami myślała o tym, aby przerwać to wstrętne podglądanie i oddać kochankom należną im prywatność. Ale nie potrafiła tego zrobić. Coś tak mocno trzymało ją przy tych drzwiach, że chciała patrzeć na nich do końca. Nie robiła sobie z tego wyrzutów. Ani z ochoty na to, żeby zesikać się pod drzwiami. Chciała puścić i ulżyć sobie. Właśnie w tym miejscu i w tej chwili.Nie wiedziała, skąd ta nagła potrzeba, ale pilnie musiała iść do toalety. Obwiniała ten widok. Za to, jak i za inne uciski w jej ciele.
Oko się jednak nie odrywało od szpary w drzwiach. A im dłużej patrzyła, tym większy stawał się ból między nogami. Śledziła ruchy kochanków, wyłapywała ich jęki, wyobraźnią dopowiadała sobie to, co było niewidoczne.
Nie wytrzymała; puściła się biegiem do toalety, a szum jaki narobiła nagłym zrywem, powiadomił kochanków. Wpadła do swojej toalety. Tam sobie ulżyła, jednocześnie łapiąc się za głowę, jaka zaczęła nieprzyjemnie pulsować.
Co mi odwala… Jak nie sny to teraz ochota na domowe porno...”


Gdy nastał nowy dzień, starała się nie rozmyślać o tym, co widziała, ani co odczuła, dopuszczając się zbrodni przeciwko prywatności koleżanki. Gdzieś tam w umyśle pamiętała, że źle zrobiła i powinna się za to karać, ale w zbyt dużej mierze skupiała się na samym fakcie, że Keiko miała z Crove’em romantyczny seks. A ona nigdy nie.
Warknęła, kręcąc głową z niedowierzaniem, gdzie biegną jej myśli.
Muszę się ogarnąć, mam ważną rzecz do zrobienia.”
Napisanie listu wymagało pełnego skupienia. Najmniejszy błąd mógł kosztować totalną klęską, ponadto nie mogła liczyć na żadne wsparcie. Kolejny raz robiła coś przeciw woli Matki i musiała przyznać przed samą sobą, że smakowała jej ta adrenalina w podstępnym działaniu. Robiła to dla siebie, wreszcie w swoim interesie. Nikt nie mógł ją za to ocenić, ani karać. Zwłaszcza, że nie było powodów, jak wierzyła, w doszukiwaniu się zagrożeń.
Nie będę robić z nim nic złego. Co więcej, poświęcę swoją godność, żeby na pewno go usidlić. Matka i Siostry powinny być mi za to wdzięczne i bić pokłony.”
Wzięła wreszcie pióro w palce i zaczęła pisać. Najpierw na „brudno”, by sprawdzić, jakie słowa pragnie przelać na papier, oraz ile niuansów jest jej w stanie przyjść do głowy. Podczas gdy jej Siostry szykowały siebie i swe pokoje na przyjście klientów, Kimiko pisała list za listem, pragnąc stworzyć ten najlepszy. Wbrew własnym pozorom nie zamierzała kreślić słowami nie wiadomo jak obszernych wywodów. List miał być krótki, zwięzły i treściwy. I jak się okazywało, stworzenie takowego okazało się nie lada wyzwaniem. Mogła się jednak w pełni oddać temu zadaniu. Nie musiała na szczęście dzielić zmartwień co do spraw, które męczyły resztę dziewczyn, bowiem Imperator dał jej immunitet za jaki była wdzięczna. Acz doskonale wiedziała, że na dłuższą metę w tej nietykalności nie pociągnie, bowiem nie zgromadziła wystarczających oszczędności, aby wieść wiecznie spokojny i dogodny żywot, tym bardziej, że Matka na pewno zacznie ściągać od niej czynsz za brak spółkowania z klientami, ponadto dochodził jeszcze problem z Raimundem.
Biedny, chory Raimundo. Kimiko chciała szczerze pomóc staremu przyjacielowi, lecz jak, skro był poza jej zasięgiem i nie wiele sama mogła zdziałać?
Mam nadzieję, że jakoś się trzyma. Powinnam spróbować mu pomóc. W końcu on zrobiłby dla mnie to samo.”


Lato rozświetliło ogrody dostojnego pałacu Księcia Heylinu, barwiąc na kolory, których dotąd nie w sposób można było spotkać. Standardowe i codzienne błękity oraz czerń uzupełniła szersza, wręcz nieskończona gamma barw, roztaczająca się w płatkach różnego rodzaju kwiatów – peonii, hortencji, godźików, asterów, kolkwikcji i wiele, wiele innych. Ogrody stanowiły szerokie pasma zieleni rozsiane na otwartej przestrzeni, jak się mogło wydawać, acz w rzeczywistości wysoko nad nimi rozciągała się srebrzysta kopuła z cegieł i betonu. Solidna konstrukcja oplatała sztucznie wykreowane na potrzeby pana łono natury, udostępniając jednak jaskiniowe przejście, czyli pozostawione w ich pierwotnym stanie, wyżłobionym drutem gór wrota, które wypuszczały dróżkę wychodzącą na prawdziwą przestrzeń świata zewnętrznego. Dalej ciągnęła się długa skalna półka, pod którą frunęło morze mgły. Wokół zaś zapierał dech w piersiach krajobraz jawnie malowany, przywodzący na myśl chińskie malowidła, w których potężne, wysokie i dość wąskie góry pięły się dumnie, unosząc nad białą linią chmur, która nadawała im cudownej zdolności lewitowania nad ziemią, z której się zrodziły. Tego krajobrazu, którym tak cieszył się Chase, Aya nie mogła zobaczyć. Ani ogrodów, wodospadów, ani całego pałacu. A przecież dom Imperatora był jednocześnie największym dziełem jego życia, nie tak dawno spisanym ósmym cudem świata.
Jedyne co mogła to wsłuchiwać się w głos otaczającego ją świata, oraz wdychać zróżnicowane zapachy, zgadywać, który z kwiatów upchnięto jej we włosy. Gdy zasiedli do stolika rozstawionego przy niewielkim jeziorku okalanego kolkwicjami, kamieniami i smoczymi rzeźbami, Chase podarował jej chińską różę i teraz patrzył, jak się nią zajmuje, mając wzrok pusty, a minę pozbawioną wyrazu. Sam delektował się herbatą, przyniesioną przez sługi, a także odrabiał za Japonkę podziwianie ogrodu, którego piękną kompozycję najbardziej poruszały chyba ścieżki. Nieskończone, wijące się ścieżki wysypane żwirem potrafiły czasem zgubić. Chase lubił nimi spacerować, bo pomagały w sposób niezwykły i głęboki oddać się bezgranicznie myślom. Przespacerował się z Ayą i żałował, że nie był w stanie poznać, czy i ona doświadczała wraz z nim podobnego zjawiska. Zbyt martwa na twarzy nie zdradzała żadnych myśli, a przez to on nie mógł jej poprawnie odczytywać, a przez to też poznać i rozszyfrować. To go zaczynało frustrować. Nie spisywał jednak jeszcze dziewczyny na straty. Wciąż nie sprawdził jej całkowicie i nie mógł stwierdzić, co z nią zrobić. Czy nadawała się na jego żonę? O tym dowie się pewnie niebawem, kiedy minie wystarczająco dużo czasu, aby mogło do czegoś między nimi dojść. Na przykład do pocałunku, który według niego, najlepiej mówił, czy dwie osoby do siebie pasują.
Zrelaksowany sobotnim popołudniem pogrążył się w ciszy w sprawach, które nie dawały mu spokoju. Tu, pośród własnoręcznie wykreowanej harmonii i piękna, którą chroniła zewsząd masywna ściana wulkanu, czuł się silniejszy do walki z problemami. Od dłuższego czasu zamartwiał się Wuyą. Wiedźma zamieszkiwała jedną z komnat w pałacu i nieustannie coś kombinowała przeciwko niemu, nawet jeśli zaprzeczała, to przeczuwał instynktownie, iż źle mu życzy. Nie mógł jej jednak wyrzucić, wolał mieć pod nosem i pilnować, ani też zniszczyć, bo w swej osobie, która przeżyła więcej niż on, chowała zmyślnego stratega i potencjalnego pomocnika, który władał niebezpiecznie dużą wiedzą. Kto wie, czy kiedyś nie będzie mu do czegoś potrzebna. Tej wiedzy się też obawiał. Umysł Wuyi mógł zdziałać zapewne wiele, niekoniecznie w jego interesie. Zwłaszcza, że szpiedzy zaczęli donosić o coraz większej skali niepokojących śladów. Stąd chodził od paru dni cały napięty i poddenerwowany. Głowił się, co zrobić z wiedźmą.
Mógłbym odciąć jej ręce, żeby nie mogła rzucać zaklęć. Wówczas stałaby się najmniej niebezpiecznym więźniem w pałacu. Ale jeśli jej magia będzie mi kiedyś potrzebna?”
Ból zmęczenia dochodził do rozterek i siłą rzeczy je umacniał. Potrzebował masażu, jakiejś odskoczni. Może zawoła służącą; może poprosi Ayę.
Aya… Co za beznadziejne, nudne imię bez wyrazu.”
Jak pusty wzrok patrzący bez celu, jak dusza bez większych zainteresowań.
Co robisz? – spytał dziewczynę, odstawiając filiżankę gorzkiej herbaty.
Myślę.
O czym?
Aya podniosła niemrawo głowę. Jej ruchy były równie cichutkie, delikatne i mało zauważalne, co ledwo słyszalny głosik.
O Was, panie.
I co wymyśliłaś?
Wasza Wysokość czymś się przejmuje. Jakieś trudne sprawy Was kłopoczą.
Skąd taki wniosek? – zaciekawił się tą jakże trafną diagnozą.
Jeden z kącików ust Ayi uciekł lekko w górę.
Może nie widzę, ale dość dobrze wyczuwam nie tylko obecność, ale i odczucia osób, które mnie otaczają. Zwłaszcza, gdy jestem z nimi sama. W miejscach, które nie zakłócają pracy zmysłów. Wasza Wysokość się martwi. Jest bardzo przez to niespokojny.
Hm.
Nie skomentował inaczej. Był zaskoczony, ale też spłoszony jej oceną. Poczuł się nagle dziwnie goły. Zdecydowanie lepsze było dla niego przekonanie, że to on wszystko wie i przeczuwa, bo to on widzi, a Aya jest ślepa, a więc zdana na niego. Okazało się inaczej. Aya potrafiła go rozszyfrowywać, kiedy on jej nie, ponadto robiła to skuteczniej, bo wyczulonymi zmysłami, a nie wzrokiem, który mógł oszukać i łatwo podać nieprawdę z pierwszego rzutu. Chase jeszcze nigdy nie był w sytuacji, w której nie miał przewagi w sferze odgadywania drugiej osoby. I na pewno nigdy nie musiał pilnować się ze swoim zachowaniem. Zupełnie, jak gdyby znalazł się w potrzasku, lub ktoś zakładał mu smycz. Aż przeszły mu po plecach ciarki.
Panie… – Za jego plecami rozległ się głos posłańca wojownika. Mężczyzna ukłonił się przed swoim władcą, gdy ten odwrócił się do niego.
Czego?
Bez zbędnych słów posłaniec wyjął kopertę z listem. Podał ją władcy.
A to źródło problemów – dodała od siebie Aya.
Chase spojrzał na nią uważniej. Po chwili puścił jej słowa w niepamięć i zajął się otwieraniem listu. Dał strzegącym im w ukryciu żołnierzom znak, aby odprowadzili Ayę do komnaty, w której spędzała samotne noce. Nie chciał, żeby zaczęła wyczuwać jego odczucia, kiedy będzie czytać wiadomość od innej Japonki.
Kiedy Aya zniknęła, swobodnym ruchem rozwinął list.

Drogi książę,
Minęło już parę dni i nie mam żadnego odzewu. Martwię się. Nie wspominając, że usycham z tęsknoty. Nudno mi samej, oraz niecierpliwie się, by poznać odpowiedź Waszej Wysokości. Nie chce poganiać, ale strasznie chcę wiedzieć.
W porządku, może trochę dławi mnie pragnienie, aby jednak Waszą Wysokość pogonić. Proszę mnie tylko źle nie odbierać. Moje plany wobec Waszej Wysokości zostały złożone z samych dobrych intencji, w których nie można dopatrzeć się niczego złego. A mam przeczucie, że Wasza Wysokość w swojej nieufności wobec mnie spodziewa się czegoś niemiłego z mojej strony. Jeśli tylko mogę, pragnę zaprzeczyć wszystkim tym podejrzeniom.
Naprawdę jestem dobrą kobietą. Gwarantuję, że Wasza Wysokość nie pożałuje, decydując się do mnie znów przyjechać.
Chciałabym podziękować też za interwencje w sprawie klientów, którzy niegdyś do mnie przychodzili i mnie gnębili. Dziś już tego nie robią, mogę cieszyć się swego rodzaju wolnością.
A także pragnę powiedzieć, że wybaczyłam Waszej Wysokości interwencje w sferę moich myśli, snów, jak i ostatnie całowanie na łóżku.
Tyle jeśli chodzi o to, co u mnie słychać. Proszę mile o mnie myśleć.
Najserdeczniejsze pozdrowienia,

Gwiazda Hanabi

Chase prychnął kpiarsko na końcówkę listu. Choć skończył czytać, przejrzał go jeszcze parę razy. Przetrawił i ze śmiechem pokręcił głową. Posłaniec, który nadal go nie opuszczał, że przygląal się wszystkiemu w ciszy. Chase schował list do kieszeni. Zastanowił się chwilę. Kątem oka dostrzegł, jak posłaniec próbuje się ulotnić, zachowując postawę jak do ukłonu.
Zaczekaj.
Panie?
Dwie sprawy. Pierwsza: czy udało się ustalić kto pisał listy do smoka ognia? Druga to potrzebuję listy Shen Gong Wu znajdujących się w skarbcu.
Wojownik popatrzył zdziwiony na swego władcę, a wszystko to przez drugie pytanie.
Śledczy nadal analizują pismo, ale wstępne, całkiem mocne założenia już są. Podejrzewa się o to drugiego upadłego mnicha: smoka wiatru. Nie mamy informacji co do jego położenia, nie wiemy, gdzie się ukrywa, ale jest duże prawdopodobieństwo, że to właśnie on skontaktował się ze smokiem ognia. Treści listu w niektórych miejscach wręcz nie pozostawiają złudzeń.
Chase nie ukrył swego niezadowolenia. Palcami stukał powierzchnię stołu, a podminowany łoskot roznosił się po ogrodach i ginął w jego zgiełku.
Niech wywiad kontynuuje swoją pracę – polecił. – I niech się pospieszą z tym dochodzeniem. Przekaż im to i wróć do mnie z listą naszych Wu.
Wybacz, panie, że ośmielę się zapytać, ale… od kiedy Wasza Wysokość się nimi interesuje?
Książę posłał słudze jednoznaczne spojrzenie, iż nie ma najmniejszej ochoty odpowiadać na to pytanie. To był sekret, z którym na razie nie zamierzał się dzielić z nikim, bo i plan względem nich był niepewny.


Kimiko nie miała innej możliwości, jak poprosić po raz pierwszy nie którąś z Sióstr o wysłanie listu, ale wojowników Heylin, którzy warowali przed Domem Nocy, strzegąc zakazu ustanowionego przez ich pana. Zła była na siebie, że wcześniej na to nie wpadła, acz okoliczności, jakie wtedy panowały, dawały jej niskie szanse na pomyślne dogadanie się z mężczyznami. Bądź co bądź odpychali ją od siebie na samym wstępie, każąc wracać do pokoju. Teraz jednak coś uległo zmianie, bo nie tylko zechcieli wysłuchać tego, co miała do powiedzenia, ale zagwarantowali, że jej list dotrze do Jego Mości.
I tak samo mogła liczyć na to, że to właśnie oni przekażą ewentualną odpowiedź, podczas zmian warty. Przychodziła do nich w dzień, pytając się, czy jest do niej list z pałacu. W końcu po paru dniach wojownicy przytaknęli głowami.
Odpisał mi coś? – zapytała zgodnie z rutyną, podchodząc do bramy otwierającej dziedziniec.
Ta. Masz.
Jeden z wojowników – ten, który wyglądał z twarzy na bystrzejszego – wyjął z kieszeni starannie złożoną kopertę, która nie pogniotła się mimo swej podróży. Dał go Japonce, która na jego widok cała się rozpromieniła niczym słońce, jakie w prognozach miało nabrać niezwykle na sile parzenia skorupy ziemskiej.
Romeo i Julia – skomentował po cichu, gdy Kimiko zaczęła się oddalać.
Co ty? Nie tak mają na imię? – zdziwił się jego młodszy kolega.
Ech, ty imbecylu…
Kimiko zamknęła się bezapelacyjnie w swoim pokoju. Dłonie pociły jej się od trzymania koperty. Bardziej denerwowała się, aniżeli cieszyła, bowiem ostatecznie nie miała żadnej gwarancji, że to, co przeczyta, będzie ubrane w miłe słowa.
A jeśli zaraz przeczytam, że mnie rzuca?”
Domysły na temat tego, jaką Chase ma na jej temat opinię, nie dawały spokoju. Otworzyła okno, doznając wrażenia, że zaczyna się dusić. Gorąc z podwórka szybko wpadł do środka i wcale nie dopomógł. Rozebrała się więc i ubrała bardziej zwiewny i lżejszy strój, na jaki absolutnie nie pozwoliłaby jej Matka, gdyby była tego świadkiem. Trudno lecz – niech jej Siostry się męczą przez klientów, ona obchodziła swój kolejny dzień wolny.
Spoczęła na łóżku i z delikatnością kobiety przy niemowlęciu zaczęła otwierać kopertę. Przełknęła głęboko ślinę, po czym zaczęła czytać list od księcia ciemności.

Najdroższa kokieterko,
Wciąż myślę nad twoją szaloną propozycją, podstępnie złożoną mi w celu wyłudzenia prawa i okazji do stosunku płciowego z moją osobą. I innych tym podobnych przywilejów. Nadal uważam, że o wiele łatwiej byłoby powiedzieć wprost czego się chce (jestem doprawdy przyzwyczajony do tego, że kobiety chcą mieć ze mną seks i dzieci). Ale to twoje warunki, twoje sposoby na grę wstępną, dostosuję się. Szkoda tylko, że za opłatą.
Nie wolałabyś zamiast śmieci otrzymać w prezencie kwiatki lub czekoladki? Umniejszyłoby to twoją dziwkarskość. Co prawda nie uprawiam romansów, ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek. Bez wątpienia byłoby to niekonwencjonalne i nowe zjawisko, bowiem żaden mężczyzna dotąd nie chodził z kwiatkami, czy z czekoladkami do burdelu. Zwłaszcza do kobiety, która ewidentnie zabujała się w nim na zabój i teraz pilnie doszukuje się usprawiedliwień na swoje niekontrolowane wcześniej zachowania, w których uległa namowom palących ją uczuć.
Niemniej byłoby mi łatwiej ze wszystkim, gdybyś zdradziła mi swoje prawdziwe zamiary. Nie mogę dać wiary twoim postulatom, bądź co bądź jesteś kobietą i wam się nie ufa. Nie chce mi się wierzyć, że kiedy znów przyjadę, to naprawdę jak do kobiety lekkich obyczajów, mającą apetyt na Wu. Wyczuwam zmyślnie ukryty haczyk. Nie zostawiaj mnie zatem w rozterkach, bo to tak nieładnie. Czy ja cię wystawiam na tego typu sprawdziany?
Żałuję, że nie mam wglądu do twojego życia codziennego. Fakt faktem jesteś rozchwytywana. Skąd pewność, że nie próbujesz się mną zabawić i w tym samym czasie nie leżysz w łóżku z innym? Albo nie wysyłasz podobnych listów do innych mężczyzn? Bez względu na to, co napiszesz, ile razy mi zaprzeczysz, moja głowa pozostanie pełna smutnych obiekcji. Niestety.
Myślę o tobie intensywnie. A czy mile…?

Chase Young
Wieczny Cesarz Imperator, Książę Heylinu

Ty stary chujku – Kimiko warknęła, aczkolwiek list nie wyprowadził jej w tak dużej mierze z równowagi.
Nie było tak źle. W zasadzie było całkiem dobrze. Spodziewała się podobnych słów, może niektóre, te zbyt dosadne, sprawiły ból, ale ostatecznie z treść listu mogła swobodnie wnioskować, że Jego Wysokość jest otwarty na jej propozycję. A co za tym idzie – miała rację przypuszczając, że mu się podoba. Plan uwiedzenia księcia rozkwitał. Jedyny punkt, wobec którego się wahała, to czy iść w zaparte i zaprzeczać mu, jakoby była nim zainteresowana w sposób szczególny, czy też nakłamać, że się w nim bezgranicznie zakochała. W obu przypadkach uważała, że będzie się pogrążać.
Nie marnowała czasu. Jeszcze tego samego dnia wystrugała kolejny list.

Drogi książę,
W dużej prośbie apelowałabym o powstrzymanie się z nadawaniem mi tytułu kokieterki, jako że w pewnym stopniu mi to uwłacza. Tak samo proszę o nieprzyrównywanie mnie do swoich fanek. Posiadam zdecydowanie inny stosunek. Bardziej wyjątkowy. I na pewno nie zależy mi na reprodukcji z udziałem genów Waszej Wysokości.
Postawiłam takie, a nie inne warunki, ponieważ gołym okiem widać, że to Wasza Wysokość pragnie ze mną coś więcej. Moim obowiązkiem, jako posłusznej poddanej, która jednak nie chce zostać seks niewolnicą z czystej zasady posłuszeństwa, jest udostępnić Waszej Wysokości możliwość zbliżenia się w otoczce nader sprzyjającej takim sytuacjom.
Bez urazy, ale kwiatki i czekoladki nie mają w naszej relacji żadnej wartości. Jeśli jest mowa o przypuszczalnym chamikowaniu się (również proszę o stosowanie zamienników w celach uniknięcia cenzury; nowe słowo chamiko, jest złożone z naszych imion), to jednak zważywszy na naszą przeszłość, oraz fakt, że to ja jestem przedstawicielką płci słabszej, na którą zwala się wszelką winę i na dodatek żyjącą w niekorzystnym dla mej opinii miejscu, to ja, a nie pan, mogę lękać się wszelkich nieprzyjemności w następstwach pochodzących z rozkwitu naszych relacji. Dla prostego przykładu już teraz jestem określana dziwką, bo między nami doszło do pocałunku, niezaprzeczalnie zainicjowanego przez Waszą Wysokość. Cokolwiek by się nie wydarzyło, ja zawsze będę oskarżana o najgorsze, zniesławiana i obrażana. Jako środek terapeutyczny i zapobiegawczy ewentualnym przejawom depresji, pragnęłabym naprawdę otrzymać coś wielce cennego ze strony Waszej Cesarskiej Mości, jeśli mam dopuszczać do zbliżenia. A sprezentowanie Shen Gong Wu byłoby czymś.
Tylko tak zdołamy zniwelować przepaść różnic, która się między nami rozciąga. Tylko tak będę mogła poczuć się lepiej i z sercem bez zmartwień oddać pragnieniom, jakie posiadam. I jakie bez wątpienia posiada również Wasza Wysokość. To moja cena. Nie kryje się za tym żaden drugi plan. Pragnę być dobrą poddaną i przez swoją dobroć otrzymać coś, co zostało mi odebrane. Wasza Wysokość chce ode mnie szczerości, daję ją więc. Żałuję, że sama jej nie otrzymuję, bowiem nie jestem ślepa na niekwestionowane dowody, że to Wasza Wysokość na mnie „leci”, a nie na odwrót. Ale oczywiście na kobietę jest łatwiej zwalić.
Jedno z przysłów chińskich mówi, że wpierw trzeba w kogoś zainwestować wiarą, jako że zaufanie zawsze przychodzi później. Proszę we mnie uwierzyć. Proszę przybyć i dać mi szansę. Nie ze względu na moją „szaloną propozycje’”. Ona nie jest istotna, została wysunięta jedynie jako odpowiedź na wołania Waszej Wysokości o pocałunek. Podałam cenę takiego pocałunku. Proszę przybyć ze względu na nasz trwający pojedynek. Chce go wygrać, ale w samotności tego nie dokonam. Mogę śmiało dodać, że moja propozycja przyczyni się do przybliżenia nas do finału. Wszakże cały czas się poznajemy, teraz nawet w większej intensywności, a czy nie o to Waszej Wysokości chodziło?
Pozdrowienia
Gwiazda Hanabi


Wojownik o przezwisku Jebak wszedł do komnaty, w której miał zastać swego księcia. Szedł, nie wiedząc w sumie po co, chyba tylko dla towarzystwa swego pana, jakie tak wysoko sobie cenił. Znalazł go leżącego na długiej leżance pod wysokimi, wąskimi oknami, których witrażowe szyby obstrzeliwały wypastowaną podłogę kolorowymi światłami. Na wysokim, okrągłym stoliczku stała porcja Lao Mang Long w czarnej miseczce o złotych zdobieniach w geometryczne wzory. W pomieszczeniu służącym do relaksu nie znajdowało się zbyt wiele mebli, których pan uznał zresztą za zbędne tutaj. Wystarczyło parę miejsc do spoczynku, efektowne okna, malowidła ze scenami batalistycznymi, rzeźby, oraz przeogromny żyrandol z miniaturowymi smokami, podobny do tego w jadalni.
Jebak zatrzymał się w połowie drogi, kiedy ujrzał, że jego książę zrywa boki z gigantycznego śmiechu, jaki go dopadł.
Wasza Wysokość – dał znać o swoim przybyciu. Musiał jednak zaczekać jeszcze długą chwilę, zanim Chase doszedł w miarę do siebie i był gotów na rozmowę.
O co chodzi? Nie przeszkadzaj mi teraz.
Jebak dostrzegł bystrym okiem, że jego pan ociera mokre kąciki oczu. W prawej dłoni trzymał najnowszy list od Japonki. Zatem to ona go tak ubawiła. Jebak zaciekawił się niesłychanie całym zdarzeniem i zamiast się ulotnić, postanowił dopytać o szczegóły.
Proszę o wybaczenie, ale niezmiernie jestem ciekaw, co też przyszło z Domu Nocy. Czy jakieś nowe smaczki?
Czy smaczki to nie sądzę – odparł Chase. – Musisz wiedzieć jednak, że możliwe, iż będę kiedyś potrzebować twojej pomocy.
W czym panie?
W pisaniu listów miłosnych. Takich wiesz… w stylu poezji Su Shi. A ty, o ile pamięć mnie nie myli, masz talent nie jednego krasomówczego rapsody, kiedy potrzeba.
Jebak zawstydził się.
Szefuniu… Z tobą nikt się przecież nie równa. Niemniej chętnie pomogę w pisaniu poezji. Wbrew pozorom to bardzo prosta sprawa. Skąd jednak ta potrzeba?
Chase posłał przyjaznemu wojownikowi uśmiech lisa.
Wracam do mojego starego planu. Mam ptaszynę do upolowania.
Jak to! – zawołał zaskoczony Jebak. – Przecież to podstępna żmija! Przecież ona nigdy nie przyjmie dar od Waszej Wysokości!


Najdroższa kokieterko,
Musisz wiedzieć, że wzruszyło mnie do łez twoje słowotwórstwo. Jak i to silenie się na wyrafinowaną ripostę i w efekcie tworzenie jakiegoś bękarta lingwistycznego. Mam doprawdy wrażenie, że próbujesz zrobić mi wodę z mózgu twoimi intelektualnie zaawansowanymi sprostowaniami. Niech ci będzie, możemy się tak bawić. Od dziś seks między nami to chamiko w wersji pikantnej.
Ubawiłaś mnie do łez.
Niech mnie, ktoś może nas czytać? To straszne! A jak zaczniemy pisać naprawdę brzydkie rzeczy? Kto wie, gdzie poniesie nas nasze oratorstwo i twoje nikczemnie zbereźne myśli. Stwierdzam, że to fajna zabawa. Zabawmy się. Wczujmy w te dyktatorskie i policyjne czasy, w jakich przyszło nam żyć. W pierwszej kolejności zmieńmy nasze podpisy, może nikt się nie domyśli, kim naprawdę jesteśmy i ominie nas widmo straszliwej cenzury.
Opinię dziwki, moja droga, posiadasz nie dlatego, że się ze mną całowałaś, lecz dlatego, że puściłaś się z innymi. Tak naprawdę do momentu, w którym nie usłyszał cały świat o twoim talencie w sztuce miłosnej nikt nie słyszał o dziwce Kimiko. Takowa nie istniała. Wina więc leży tylko i wyłącznie po twojej stronie.
Będę się do ciebie zwracać tak, jak mi się podoba, niemniej tytuł kokieterki mogę nadać ci w każdej chwili, na podstawie każdego mojego widzi mi się. Kokietujesz mnie jak możesz, wbrew temu co powiesz. Nie wytknę ci gdzie, w którym momencie, bo nie powiem, podoba mi się to. Zdradzę tylko tyle, że twoje słowa nie układają się w spójną całość. Nie umiesz powiedzieć mi tego wprost, ale też nie zaprzeczysz i nie pozostawiasz złudzeń. Powiedzmy to więc teraz. Jestem w twoim typie, uświadomiłaś to sobie i teraz głowisz się jak tu zostać moją kobietą. Wystarczy zapytać. Mamy XXI wiek, dziś to nawet kobiety oświadczają się mężczyznom. Jesteś postępową feministką, prawda? Daj dobry przykład odwagi, szczerości i pewność siebie swojemu środowisku przy naszym następnym spotkaniu, bo niewątpliwie do niego dojdzie. Nie martw się.
To podniecające, że tak się starasz, żebym to ja się na ciebie rzucił, nie na odwrót, i by to na mnie spoczywała potem odpowiedzialność za pierwszy krok. Ze mnie próbujesz uczynić słabszą płeć. Znowu nieładnie.
Głowa do góry. Spróbuję oszczędzić ci wstydu. Nadal nie jestem przekonany, jak Shen Gong Wu mają tu pomóc, ale zgoda, użyję ich jako przyzwolenia na zdobycie bezcennego pocałunku od ciebie, Jaśnie Pani. Muszę przyznać, że zmyślnie kombinujesz. Nie rób sobie jednak zbyt wielkich nadziei.
Chińskie przysłowia mówią też, że od zbyt dużych ambicji, człowiek łatwo może się zadławić. Wiem, co mówię.

Chase Young

Po przeczytaniu tych słów Kimiko długo do siebie dochodziła. Czytała je zawsze na łóżku przy herbacie malinowej z kozieradką. Książę zarzucał jej, że próbuje robić mu „wodę z mózgu”, ale to ona nie znalazłby lepszych słów na opisanie tego, co sama przechodziła. Jej umysł musiał pracować na najwyższych obrotach, stawać na wyżyny, pilnować się, aby nie popełnić wpadek i jak się okazywało, niektóre akapity wojownika potrafiły ją znokautować. Nieustannie miała wrażenie, że gubi się w tym natłoku słów i kwiecistych sformułowań. Nagle rozmowy, które przeprowadzała na żywo z księciem stały się prostsze. Głowiła się nad tym, co pisać dalej, aby skłonić go do przyjazdu, jednocześnie zachowując twarz w całym przedsięwzięciu. A miała wrażenie, które ją po prawdzie dołowało, że cokolwiek nie napisze, nie będzie w stanie przebić się przez bariery bystrości i wieloletniego doświadczenia Chase’a, co za tym idzie – nie zdoła go przechytrzyć.
Postanowiła bardziej zawierzyć swej intuicji. To, jak sądziła, podpowiedziałaby jej teraz Matka. Żałowała po trochu, że nie ma z kim skonsultować swoich listów. Z całą pewnością byłoby łatwiej Japonce nie tylko zrozumieć, ale i podjąć bezpieczną, trafną decyzje w sprawie dalszego działania. Kobieca intuicja miała być zawsze niezawodna w trudnych do rozstrzygnięciach sprawach. Kimiko liczyła, że jeśli podda się emocjom, kontrolowanym rzecz jasna, to coś zdoła osiągnąć.
Ach gdzie też jest teraz moja przyjaciółka, kiedy jest mi potrzebna? Ano bzyka się z kochankiem.”
W całej tej chmarze problemów i niuansów, Kimiko mimo wszystko musiała przyznać jedno. Czy wyzwanie, czy nie, podobało jej się pisanie listów z Imperatorem. W zasadzie to świetnie się przy nich bawiła. Lektura była pierwszorzędna. Miała nadzieję, że Chase uważa podobnie.

Drogi książę,
Ubolewam. Ubolewam po stokroć. Wolałabym, gdyby zamiast „kokieterko”, książę zechciałby jednak nazywać mnie „Gwiazda Hanabi” w Domu Nocy, ewentualnie wołać mnie Kimiko, jak mi dano na narodzinach, w rozmowach prywatnych. Tudzież w listach. Bardzo proszę zaoszczędzić sobie fatygę z pisaniem listu do urzędu, czy jakiegoś tam edyktu, żeby ustawić mi ten głupi tytuł, którego naprawdę nie chcę i nie potrzebuję.
A co do ripost, to mogę tylko prychnąć i rzec, że pewnie więcej takich z wysokiej półki Wasza Wysokość nie dostanie, skoro są tak mądre, że aż piorą mózg. Nie chcę potem dostać jakiejś kary za nieumyślnie uszkodzenie zdrowia Waszej Wysokości. Życzę dziesięć tysięcy żyć tak przy okazji.
Nie ma co insynuować i gdybać na temat moich planów. O wszystkim można przekonać się na własnej skórze, na miejscu. Mam nową, pyszną herbatę. Owoce na poczęstunek. Ciepło się robi, proponuje spacery, wspólny piknik do później nocy. Oferuję wiele sposobów na spędzenie wolnego ze mną czasu. Co jednak najważniejsze, przypominam po raz który o naszym pojedynku. Chyba, że Wasza Wysokość naprawdę tego czasu dla mnie nie ma. Domyślam się, że może to być spowodowane innymi kobitami. W końcu trwają poszukiwania na idealną żonę. Pytanie. Jak idą?
Na koniec jeszcze raz poproszę przy całej mojej mocy o powstrzymanie się od zwalania tak naprawdę wszystkiego na mnie. Mamy być bezpośredni? To ja zapytam zatem wprost. Czemu Waszej Wysokości tak zależy na całowaniu się? Kto tu kogo podrywa i na kogo leci? To Wasza Wysokość mnie kokietuje i podpuszcza. Ja tylko stawiam warunek, jednocześnie udostępniając możliwość zdobycia tego, jak to zostało ujęte: „bezcennego pocałunku” z mojej strony.
To nie są żarty i nie widzę powodu do śmiechu, że obawiam się cenzury. W porządku, dociera do mnie fakt, że nasza korespondencja leci inną pocztą. Niemniej nigdy nie wiadomo czy ktoś niepowołany nie przechwyci naszych listów.

Pozdrowienia
Kimiko


Najdroższa kokieterko,
Nadal to robisz. Zacznę oszczędzać ci wstydu już teraz i nie będę tłumaczyć jak dziecku, gdzie popełniasz istotnie kluczowe wpadki w swoich niezliczonych próbach perswazji. Wskażę tylko na jedno. To ty do mnie piszesz. To tobie najbardziej zależy. Zasłaniasz się pojedynkiem, ale powiedzmy szczerze; czy jeśli przybędę, to usłyszę odpowiedź na postawione przez mnie pytanie? Obstawiam, że nie i będzie to kolejna rozmowa z serii, w której mnie uwodzisz.
Już tłumaczę, dlaczego pocałunek jest ważny. Powiedzmy, że w ten sposób najłatwiej mi poznać kobietę. Ponieważ składasz mi niepoprawne propozycję, z całą pewnością zachce mi się całować na początek, jeśli na nią przystanę.
Ależ proszę, nie przerywaj swoich ripost. Ubóstwiam twoje oratorskie popisy, zwłaszcza w tym wydaniu, w którym puszczają ci nerwy.
Dziękuję za życzenia.

Chase Young

Kimiko prawie w amoku zgniotła list w kulkę papieru.
Co on ma z tą kokieterką… Niech przestanie mnie tak nazywać!”
Ostatni list przyszedł z lekkim opóźnieniem i był na dodatek krótszy od pozostałych, a już zaczynała wierzyć, że rozwiną się między nimi większe rozmowy, co by mogła zaczerpnąć z nich więcej informacji.
A on nie dzieli się ze mną praktycznie niczym. Nie chce powiedzieć, jak mu idą poszukiwania żony.”
Wstała z łóżka i podeszła do szafeczek ze szkatułkami na przeróżne bibeloty. Otworzyła jedną i wydobyła z niej notes z kalendarzykiem, który pomagał między innymi kontrolować regularność miesiączek. Zgodnie z twierdzeniem daty cała korespondencja, jaką prowadziła z księciem, trwała już prawie dwa tygodnie.
Dwa tygodnie… Gdzie uciekł mi ten czas?”
Przez ten okres Kimiko nie przyjmowała żadnych innych klientów, chociaż Matka wysunęła taką propozycję i nie przestawała namawiać. Odmówiła z tej racji, że książę zapowiedział powrót i lepiej było nie ryzykować. Nie pojawiał się jednak, wystawiając cierpliwość i Kimiko, i Matki na próbę. Japonka zamartwiała się, bo ile jeszcze mogła czekać na jego powrót? Albo chociaż na informację, że ma się go spodziewać tego dnia, o tej godzinie. Pisała z nim dwa tygodnie – to dość dużo czasu. Kto wie, co robił w międzyczasie?
Może zabawiał się z jakimiś kandydatkami na żonę… On nie ma dla mnie czasu… Zeszłam na daleki plan.”
Skoro sytuacja nie ulegała zmianie i nic nie wskazywało na to, jakoby Chase oprócz kontynuowania listownych przekomarzanek, rozpatrzył na serio propozycję odwiedzin, Kimiko pozostawało jedno. Długo nie uda jej się spławiać Matki; nikt za nią czynszu nie opłaci. Co za tym idzie będzie zmuszona przyjąć któregoś z klientów.

Łatka dziwki tak łatwo się widać ode mnie nie odklei.”

4 komentarze:

  1. No i było tak zajebiście, ale w przedostatnim zdaniu w wuj długiego rozdziału musiałaś mnie wkurfić. Dziękuję.
    Kimiko wreszcie odzyskała rozum, ale teraz znów schodzi na złą drogę. Nie, Chase na pewno się nie dowie. Na pewno się nie zdenerwuje jak ostatnio. Na pewno nie oleje Kimiko już na zawsze (w końcu ile można dawać szans?). Na pewno nie spali burdelu.
    Jak chciałam pogratulować Kimiko udanego chamikowania i przestania być kozłem ofiarnym na docinki dziwkosióstr, tak teraz skretyniła się do reszty. Przepraszam, sis, ale już nie mam do niej sił.
    Chase i kotki są jak zawsze fajni, a Chase to wgl z tą ciągłą kokietką <3 Jebak mnie zaskoczył. Umie w poezję romantyczną? Moja kicia <3
    Chomikowanie takie... Niespodziewane xd Chcę mieć więcej Chase'a. Przy Chasie się relaksuję i dobrze bawię. PS umarłam na tym domowym pornolu, muahaha xd
    Ej, te laseczki jedzą paskudztwa na śniadanie. Próchnicy dostaną od tylu słodkości z rana. Tak, życzę Dyris i Meisie, żeby im ząbki wypadły.
    Niech Matka się jebnie w głowę tak ze dwadzieścia razy. Znowu próbuje się rządzić Chasem. Idiotka.
    Weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj sis :X Ale może jeszcze do niczego złego nie dojdzie? :x
      Kimiko na pewno doskonale zdaje sobie sprawę z tego całego ryzyka. Na pewno bierze sobie do serca wszystkie argumenty przeciw. :x Poczekajmy do następnego rozdziału. Może wynajdzie inny sposób na zarobek? A może Kimi ucieknie. Kto to wie. xd Nie spisujmy jej na straty. Ona ma ciezko! xd
      Przynajmniej Chase dobrze wypadł. Nie wkurzyła scena w ogródku?xd Ano. Jebak ma zdolności, a co. xd
      A Matka stara się być dobra. No ej, martwi sie o los organizacji, nie?xd

      Usuń
    2. Gdyby miała na uwadze pewne względy, nigdy by o tym nie pomyślała. Napisałaby raczej: ty wuju, wyskakuj z kasy,jak nie chcesz, żebym się nie puszczała, bo mi nawet na podpaski skąpią.
      Scena nie wkurzyła, raczej potwierdziła, że Chase jednak nie traktuje kobiet przedmiotowo, jak to lubi zapewniać, stać go na jakiś romantyzm i życzliwość. Poza tym lasia ma nudne imię i jest z nim tylko dlatego, że przypomina Kimi. I jest pokrzywdzona przez los :c mówiłam Ci chyba kiedyś, że gdybym nie mogła widzieć, pisać i czytać, wolałabym umrzeć, więc wiesz, współczuję jej i tyle.
      Jak taka jest szlachetna, niech założy organizacje charytatywną np do walczenia ze smogiem w Pekinie, a nie chamiko parkę będzie mi ustawiać.

      Usuń
    3. Masz rację, powinna mu tak powiedzieć. xd Co on sobie myśli.
      O, czyli Aya nie wkurza. Dobrze wiedzieć. No tak, jest pokrzywdzona. Tez bym sobie bez wzroku nie poradziła. :( No cóż. Ale scenkę z Chayą musiałam wcisnąć.
      Się ciesz, że Matka nie ingeruje w listy, albo ich nie kradnie. :x

      Usuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy