czwartek, 16 marca 2017

24. Erotyczne sny

Dla Raylie, bo ma dziś urodzinki, a moje prezenty są takie beznadziejne... ;( chlip



Filiżanka niewypitej herbaty z zawartej w niej szczyptą trucizny spoczywała cały czas na drewnianym stoliczku, tuż obok dogasającej świeczki o zapachu wanilii. Noc zdążyła minąć i teraz za oknem świtał nowy dzień, którego złotawe promienie przebijały się delikatną siłą przez poliestrowe zasłony w kolorze ciemnego fioletu, tuląc ciepłem nagą skórę Keiko, która jeszcze niespełna parę godzin temu połyskiwała od potu lub śliny, pozostawianej przez mokre pocałunki heylin wojownika. Crove odpoczywał w jej łożu po miłosnych zapasach zmrożony twardym snem. Keiko nie planowała go budzić, nadal było za wcześnie i ilość monet, które wpłacił na konto Domu Nocy pozwalały mu zostać do południa, dlatego uważała z dotykaniem jego ramienia. Obawiała się, że nawet najmniejszy ruch zdoła go ocucić, kiedy ona uwielbiała patrzeć na niego, gdy śpi, bo wówczas przekonywała się, jak bardzo uroczy, słodki, młody i niewinny jest tak naprawdę.
Pod tą powłoką wojownika pracującego dla sił złego Imperium, którego na dodatek przysięga lojalności złożona wieki temu Imperatorowi zmieniała go od czasu do czasu w tygrysa, krył się mężczyzna z sercem otwartym na prawdziwe i szlachetne uczucia pokroju miłości. Wystarczyło tylko odwdzięczyć się tą samą, przypadkową w gruncie rzeczy otwartością, która sprawiła, że padli sobie w objęcia i nie mieli zamiaru się z nich wypuszczać. Niestety rzeczywistość była chłodniejsza od ich pikantnych i czułych wizji o wspólnej przyszłości; już niebawem Crove opuści sypialnie Keiko, by powrócić do pałacu, zaś ona pozostanie, by przyjmować innych.
Na myśl, że przyjdzie im się znów pożegnać, Keiko rychle posmutniała. Nie wytrzymując ciężaru tego smutku dźwignęła się na łokcie, by ucałować niemalże każdy skrawek klatki piersiowej kochanka. Później nie zorientowała się, kiedy zdrzemnęła się jeszcze na godzinkę, aż wybudziły ją pieszczota męskiej ręki, która ochoczo głaskała jej kobiecość.
 – Uwielbiam, kiedy nosisz ciepły kolor włosów, moja kiciu – powiedział na dzień dobry Crove, zauważając że jego ukochana już nie śpi. Zabrał niechętnie dłoń.
Uśmiechnęła się do niego czule, wyciągając w nogach. Ponownie pomyślała o tym, jak bardzo się w nim zakochała i jak dawno straciła trzeźwy osąd sytuacji, jaki powinna zawsze zachowywać przy mężczyznach takich jak on. Matka wiele razy przestrzegała ją, oraz każdą Míren przed urokami Heylińczyków. „Oni, jak i zresztą każdy mężczyzna, nie potrafią kochać tak jak kochają my, kobiety” – mówiła. Teraz ta prawda przypomniała jej się wraz z kłującą świadomością, od której dostawała ciężkiego węzła w gardle, świadczącego do czego potrafi być zdolna w imię tych zakazanych uczuć.
Przysunęła się do niego, a on objął ją mocniej, przekazując z siebie przyjemne ciepełko. Żadne z nich nie chciało się rozstawać. Pragnęli być razem już na zawsze.
– Kocham cię, wiesz o tym, prawda? – wyznała w przypływie smutku, który zaczął ją ogarniać.
Crove, nie zauważając jeszcze niczego, przytaknął.
– Wiem. A czy ty wiesz, jak bardzo ja kocham ciebie?
Nie odpowiedziała od razu, przełykając ślinę. To był ten problem, że nie była pewna jego uczuć.
– Wiele bym dla ciebie poświęciła – kontynuowała, skutecznie wprowadzając kolejnym zdaniem wojownika w konsternację. Czemu zebrało się dziewczynie na takie wyznania ? Zakładał, że z poczucia winy wygłasza mu poklepujące serce słowa, bowiem za moment, gdy stąd wyjdzie, przyjdzie inny dotykać to, co należy do niego.
– Ja dla ciebie również – oznajmił, udając, że niczego się nie domyślał, acz i tak nie zgadł prawdziwego powodu, dla którego Keiko zmieniła swoje zachowanie.
– Więc mi to udowodnij – nakazała nagle. – Udowodnij mi, żebym poczuła się lepiej…
Crove zmarszczył brwi. Dziewczyna brzmiała, jakby miała na sumieniu coś ciężkiego, jakiś dokonany grzech, którego zgodziła się dopuścić w imię tego, co ją z nim łączyło.
– Coś się stało? – spytał, trafiając w sedno sprawy, lecz Keiko zamiast wyjaśnić, postanowiła zamilknąć w tym temacie.
Ruchem głowy zaprzeczyła, jakoby wydarzyło się coś złego. Pragnęła spędzić jak najlepiej ostatnie godziny u boku ukochanego, dlatego wspięła się na niego, wpijając się w jego usta. Jak tylko zaczęli się całować, zapomnieli o całej rozmowie, którą spróbowali odbyć, oddając się rozkoszom tego szybkiego numerku na wygniecionej i przesiąkniętej ich zapachem pościeli. Po raz kolejny Keiko udało się zapomnieć w jego silnych ramionach o tym, jak to zdradziła swoją własną przyjaciółkę, decydując się skłócić ją z Wiecznym poprzez opłacenie lekarza, by ten sprzedał Kimiko bajeczkę o tym, że straciła błonę. Wszystko poszło zgodnie z opracowanym na szybko planem, w efekcie którego Chase Young nie zaglądał już do burdelu i był bezpieczny, bo nie groziła mu dłużej żadna trucizna. A jeśli on był bezpieczny, to i Crove’owi nic nie groziło, nawet Kimiko, bo przecież nie będzie dłużej zmuszona użerać się z człowiekiem, którego wszakże nie trawiła. Każdy powinien być bezpieczny i szczęśliwy, a jednak Keiko doskwierało poczucie winy i wstręt do samej siebie. Wszystko przez to, że nie widywała więcej uśmiechów na twarzy przyjaciółki.


Tej nocy Chase znów przyśnił się Kimiko. O ile przyśnił było właściwym słowem, bowiem wydawał się jeszcze bardziej realny, niż poprzednio. Mogłaby wręcz przysiąc, że to nie sen, a jawa i książę odwiedził ją w przypływie łaski.
– Podaj mi swoją cenę, gwiazdko – szeptał pochylony nad jej twarzą.
Leżeli obok siebie, ich ciała się stykały, Kimiko czuła bijące od niego ciepło i doznawała najprawdziwszych dreszczy. Jej odwaga słabła w obliczu tak rzeczywistych fantazji. Aż za dobrze lustrowała oczami jego rysy twarzy, rejestrowała słuchem każdy jego pomruk, zapamiętywała dotyk jego wszędobylskich dłoni, krążących po jej ciele w poszukiwaniu zakamarków, przez które mogłyby wślizgnąć się głębiej. Myślała o tym, aby się bronić i go od siebie odpędzić. Ale nie mogła, bo jej ciało za bardzo się rozpalało, a niepojęta namiętność opanowywała umysł. Nie panowała nad samą sobą, jak gdyby tak naprawdę pragnęła tego wszystkiego. Jak gdyby okłamywała dotąd samą siebie w kwestii tego, że go nienawidzi, a tak naprawdę od zawsze ją pociągał. Tłumaczyła się przed swoją duszą, że padła ofiarą złego uroku. Uroku pocałunku, który prześladował.
– Gwiazdeczko, moja mała gwiazdeczko. – U księcia budziła się poeta. – Twoja skóra parzy, usta zadają ból, a jednak nie mogę się od ciebie oderwać. Jesteś jak magnes.
Znów się nachylił i dmuchnął gorącym powietrzem na jej odsłoniętą szyję. Matka zabraniała odsłaniać szyi, nadgarstków, czy kostek, a jednak kołnierz kimona, w którym spała Kimiko, był z lekka rozpięty. Chase próbował zajrzeć dalej, wsuwając za niego swój nos. Wyławiał zapach, który go nęcił i jasno o tym dowodził, wydając pomruki zadowolenia. Zachowywał się przy niej jak prawdziwy kochanek, ale przecież oni nie byli kochankami. Niczego takiego nie ustalali, chyba że zrobili to podświadomie. Nic między nimi nie zaszło, czemu więc Kimiko podobało się jego zachowanie, a jeszcze bardziej gra, którą toczyli?
– Podasz mi swoją cenę? Podaj mi ją, mała – nalegał. – Ile chcesz, żebym mógł cię posiąść?
– Powiedziałam ci już. Nie stać cię.
– Daj spokój. Nie ma ceny, której nie byłbym w stanie zapłacić. A wszystko ma swoją cenę. Zdradź przeto swoją.
Szczerze powiedziawszy to pewna cena chodziła Japonce po głowie, ale nie była to forma zapłaty pieniędzmi, ale w innej postaci. Bała się jednak ją zdradzić, bała się reakcji księcia, którego bliskość się jej podobała. Wrócił do niej, po tym jak zdążyła się za nim stęsknić. Źle się stało, że się pokłócili i odszedł. Żałowała tego i pragnęła naprawić swój błąd, jednocześnie wychodząc ze wszystkiego z twarzą.
– Pamiętaj, kim zostałaś, moja gwiazdko. Twoim obowiązkiem jest się teraz sprzedawać. Głównie mnie, bo jestem twoim panem, z którym przegrałaś walkę o świat, więc podaj cenę.
Jego słowa zadawały ból niczym sztylet podcinający żyły. Kimiko równie dobrze mogłaby zacząć się teraz wykrwawiać, bo prowadził do kapitulacji jej umysłu. Nie chciała się sprzedawać w żaden sposób, to było iście hańbiące, ale z drugiej strony… jemu… mogłaby. Gorzko to przed sobą przyznawała, ale mogłaby. Na jej decyzję składały się nie tylko uczucia, zaś jeszcze pragnienie odkupienia. Miała plan, jak je odzyskać, pytanie czy zadziała, jeśli wszystko toczyć się będzie w otoczce sennych mar?
– Chciałabym wpierw, żeby książę zechciał do mnie przyjechać. – Odważyła się spojrzeć prosto w oczy. – Przyjedź do Domu Nocy, Wasza Wysokość. Przyjedziesz?
Zamilkł.
– Proszę! Dlaczego nie chcesz przyjechać? Nie chcesz mnie zobaczyć? Mieliśmy umowę, gramy o moją Gwiazdę Hanabi, nie możesz mnie tak teraz porzucić. Masz zobowiązania wojownika!
– Obraziłaś mnie – przypominał.
– Wasza Wysokość też wiele osób obraża, mnie również i nie robię o to wyrzutów. Co mam zrobić, żeby uzyskać twe wybaczenie? Czy mam napisać list?
– Jeżeli przyjadę, to tylko w złym zamiarze. Przyjadę posiąść to, co moje, zdradź mi tylko swoją cenę…
– Proszę cię, czy mam napisać list?
Za nic nie chciał udzielić na to odpowiedzi. Zamiast tego trwał przy swoim:
– Dlaczego nie chcesz zdradzić mi swojej ceny? Obawiasz się czegoś? Będzie ci ze mną dobrze. Umiem zadowolić kobiety. Zobacz jak bardzo prześladuje cię mój jeden pocałunek…
– Nie spodoba ci się moja cena…
Zignorowawszy słowa Japonki, jakby zupełnie ich nie usłyszał, Chase przekręcił się na plecy, biorąc ją wcześniej w swe objęcia. Znalazła się nad nim i mocno do niego przywarła. Zaczęli się całować. Nie odrywali od siebie swych ust ani na moment, chyba że dla złapania głębszego oddechu. Muskali się i sapali na siebie, rozpalając swe wnętrza do białego szaleństwa. A wszystko było tak do przesady prawdziwe, że Kimiko jeszcze nad ranem po przebudzeniu czuła wciąż ciepło na swych wargach, smak męskiego ciała i elektryzujące, delikatne skurcze między nogami.
Wzdychała raz za razem, ciesząc się mimo wszystko, że ten dziwny sen minął. Aby mieć jeszcze pewność, podbiegła do okna i rozszczepiła zasłony. Blask dnia oślepił ją na moment i boleśnie zakuł w nocy. Nie mogła jednak stwierdzić, czy to już jawa, czy może nadal sen, bo przecież w snach tak samo reagowała na bodźce. W panice złapała się za obolałą głowę.
– Ja świruję…


W trosce o dobro swoich podopiecznych, Wan Lanfen postanowiła zaprowadzić pewne zmiany. Po pierwsze nie będzie więcej ryzykować, sprowadzając do Domu Nocy księcia, którego łatwiej jest sprowokować niż przechytrzyć, ale co miesiąc dziewczęta odwiedzać będzie doktor, który częściej od poprzedniego zajmie się ich zdrowiem i zadba o nie. W końcu Matka nie chciała, aby któraś z nich ucierpiała jeszcze mocniej niż samą klęską w potyczce z klientem, która kończyła się rozkraczeniem przez nich nóg; najgorsze niebezpieczeństwo czaiło się w chorobach wenerycznych, które niektórzy z tych typów mogli ze sobą wnosić. Nigdy nie da się stwierdzić, kto jest posiadaczem zarazy, nawet cierpiących na Zhayu nie zawsze dawało się rozpoznać, jeśli przechodzili dopiero przez pierwsze jej stany. Zadbaniem o to, by co miesiąc każda z Míren badana była przez doktora specjalistę, miało świadczyć jednocześnie przede wszystkim o wielkiej trosce Wan Lanfen. Żadna z nich nie powinna zapomnieć, ile dla nich wszystkich robi.
Lekarzem okazała się dość wysoka kobieta, czysto krwista Chinka, której bardzo powodziło się w Imperium. Robiła karierę, podobnie zresztą jak inni lekarze dzięki wzrosłej liczbie pacjentów. Nie bez powodu się ceniła, ale Wan Lanfen gotowa był zapłacić każdą cenę, byle tylko jej podopieczne sprawdzała specjalistka o dobrej reputacji, która nie będzie też mężczyzną. Jeszcze tego by brakowało, by któryś z tych psów zaglądał sobie do krocza jej dziewczynek.
Keiko musiała również wyłożyć parę monet, aby przekonać Panią Doktor Fa do milczenia w sprawie dotyczącej Kimiko. Chodziło o to, by nie wyznawała prawdy o tym, że była mniszka nadal jest dziewicą, co by nie pogrążyć i tak nadszarpanych relacji między nimi. Doktor nie zadawała pytań. Cieszyła się, że miała mniej roboty przy Kimiko, która nie spostrzegała, tudzież z niewiedzy, że jest badana bardziej oględnie w przeciwieństwie do swych Sióstr.
I tak bardziej zaprzątała sobie głowę czymś innym, mianowicie próbowała skłonić się do napisania listu. Siedziała zamknięta w swoim pokoju, ciesząc się z braku klientów, aczkolwiek przeczuwała, że Matka niebawem się za nią weźmie. Nie miała pojęcia, co napisać, co zawrzeć, oraz jak zacząć, co było najtrudniejsze. Za każdym razem, gdy moczyła włosie pędzla w atramencie, przekonywała się do tego, że już nie śni, bowiem we śnie jej relacje z księciem były dobre. Całowali się i ani przeszłość, ani teraźniejszość nie miały znaczenia; byli zamknięci we własnym, odrębnym świecie, jaki sobie stworzyli. W zetknięciu z rzeczywistością czar prysł i nie mogła liczyć dłużej na względy u tego, który dziwnym sposobem zaczynał jej się podobać. Powracała smutna świadomość, że jest z nim pokłócona, że książę odszedł, bo już dłużej jej nie chce i teraz ona musi się wysilić, aby go odzyskać. Uważała to za niesprawiedliwie. Nie chciała się za nim uganiać, wolałaby odwrotną sytuację, w której to ona jest obiektem jego westchnień, i żeby to on tracił dla niej głowę. Dlatego też tak trudno było się przełamać dziewczynie i siąść do pisania kolejnych przeprosin. Miała się za kobietę mimo wszystkich wyższych lotów i lubiła jawić się jako niedostępny owoc mężczyznom. A jedna rzeczywistość była inna, inna od jej marzeń i snów; w rzeczywistości to ona musiała walczyć o to, aby nie zostać samiuteńka jak palec, pogrążony na dodatek w niespłaconej odkupieniem winie. Żałowała, że ona i Chase nie mieli więcej czasu na to, by się lepiej poznać…
Podjęła beznadziejną próbę spisania paru słów wyrażających to, co czuje, w liście do niego, lecz każda owa próba kończyła się sromotną klęską. Zwyczajnie nie umiała zacząć, przełamać pierwszych lodów. Każdy początek uważała za żałosny i opiewający w fałsz, którego nie mogła znieść, a co dopiero książę. Najbardziej zamartwiała się myślą, jakąż to wstrętną opinie musi u niego posiadać.
„Głupiej, pyskatej smarkuli…”
Coś udało jej się wystrugać z tego wypruwania swoich żył. Miała szczerą nadzieję, że ten wysiłek nie pójdzie na marne i odzyska to, co straciła. Swoją szansę na odkupienie i spokojne życie bez dręczących wyrzutów sumienia u boku tego, z którego rządami się pogodziła. Musiała jeszcze jakoś zakończyć, a potem znaleźć kogoś, kto wysłałby za nią ten list, lecz na to nie mała już sił. Nie robiła sobie nic z faktu, że Matka zdążyła umówić ją z pewnym klientem, który przecież może wpaść w tym samym czasie, co książę, jeśli ten z powrotem przekona się do zadręczającej się Japonki.
Obwieściła to Kimiko wieczorem, gdy ta rozbierała się w swoim pokoju, szykując się do kąpieli. Dziewczyna pisnęła, gdy ujrzała Matkę wparowującą do jej czterech ścian bez żadnego precedensu czy ostrzeżenia.
– Spokojnie, dziecko. Przede mną nie masz się czego wstydzić, ja nie podniecam się kobiecymi ciałami. Przyszłam przypomnieć ci, że musisz zarabiać na siebie, a więc za parę dni przybędzie do ciebie klient. Liczę, że mnie nie rozczarujesz.
– Nie rozczaruję, Matko.
Wan Lanfen popatrzyła jeszcze po Kimiko, nim zdecydowała się wyjść.
– Twoja uroda jest legendarna. Mogłam zbić na tobie fortunę, gdybyś nie straciła tych włosów…
– Odrosną mi, spokojnie.
– Wiem o tym. Do tego czasu noś jednak perukę i nie waż mi się bez niej pokazywać.
– Wierzysz, Matko, że zdołam być silna i nie popełniać już żadnych błędów? – spytała nieśmiało, oczekując z potrzeby odrobinki pocieszenia i wsparcia.
– Nie wierzę w przemiany duchowe ludzi. Jedyne w co wierzę to w potęgę pieniądza i jędrnych piersi. Ale nic ci nie szkodzi spróbować być taką, jak my.
– Zrobię co w mojej mocy…
– Lepiej dla ciebie, żeby tak było. Po imprezie w pałacu mamy dużo nowych gości. Trzeba nadążać za ich potrzebami. W tym celu niezbędna jest mi dyspozycyjność każdej z moich Míren. I przede wszystkim lojalność.
– Obiecuję nie zawieść.
Matka pokiwała głową, po czym wyciągnął przed siebie filiżankę, jaką ze sobą przyniosła.
– Masz, wypij ten trunek. To na przyrost włosów, doda ci tez energii, bo chodzisz jakaś struta i niewyspana.


Sala tronowa o podstawie koła utrzymywana była jak zwykle w nieskalanej czystości. Ciemnozielone ściany pruły witrażowe okna nie przedstawiające żadnych konkretnych obrazów, czy ludzie – sprowadzały się do abstrakcji, niepojętej chmary kontrastujących się ze sobą w chaotycznym zestawieniu kolorów. W komnacie stało wiele czarnych kolumn z obsydianu oraz pochodni zdobionych upiornymi kolcami, które płonęły pomarańczowym ogniem. Wypucowana, ciemna podłoga odbijała światła, jakie padało z sufitu ze szkła.
Książę siedział na swym tronie przygnieciony nostalgią. Jego myśli krążyły po mapie świata, drążąc problemy, które rozwiązał, lub nadal na rozwiązanie czekały. Od zmartwień zdawał się zapadać w krześle niczym okręt nabierający wody. Wiele celów leżało jeszcze przed nim i droga do nich była długa, lecz na razie najważniejsze było znalezienie sobie żony-kukiełki, którą bez problemu by sterował, i która nie tylko robiłaby za ozdobę u jego boku, zaś czyniła wszystkie powinności żony w ich łożu.
„Kobieta jest ozdobą mężczyzny” – powtarzał sobie. „Moja nie może być byle jaka, bo to mówić będzie o mnie. Ale nie może być do przesady zjawiskowa, by jednak utożsamiała się z duchem poddanych.”
W tym celu zgodził się ze swoimi doradcami, że zorganizowanie kolejnych imprez będzie dobrym przedsięwzięciem. Kosztownym, co prawda, i ogoli nieco budżet Imperium, ale koniecznym, bo właśnie podczas wielkich uroczystości ujawniały się utalentowane perełki, na które warto zwrócić uwagę. Na ten moment zakończył swoje wcześniejsze ekspedycje do innych krajów, postanowił odpocząć od podróżowania, nakazując, aby kandydatki przysyłano mu do pałacu. Był ciekaw, czy pojawią się jakieś smaczki, choć przeczuwał, że coś nieprzyjemnego wisi w powietrzu.
– Wyglądasz na rozpromienionego – zauważył, kiedy spojrzał w stronę Crove’a, który stał tuż obok, pilnując bezpieczeństwa swego władcy. Wojownik był rozmarzony, a jednak spróbował swój ukryć półuśmiech, lecz zdecydowanie za późno. –  Randka się udała?
– Tak, szefie.
Chase powtórzył jego słowa w myślach. Widywał już takie przypadki w swojej armii nie raz i nie przeszkadzały mu miłosne wypady jego poddanych, o ile nadal zachowywali mu wierność. W przypadku Crove’a na pewno nie musiał się martwić; był jednym z jego najlepszych wojowników, któremu bez wahania powierzyłby swoje życie.
– Zakochałeś się? – drążył temat, znudzony do granic.
– Nie wiem, czy to miłość, ale zależy mi na niej. Pragnę ją mieć tylko dla siebie – przyznał szczerze Crove.
– Miłość czasem łatwo pomylić z obsesją.
Chase wspomniał Gwiazdę Hanabi, która zrujnowała mu cały plan swoim niedorzecznym oskarżeniem, które zakuło jego dumę. Wówczas do sali tronowej weszli wreszcie wojownicy od eskorty gości, jakich miał zaraz przyjąć. Jeden z przybyłej piątki klęknął przed władcą, kładąc dłoń zamkniętą w pięść na piersi.
– Wasza Wysokość, przyszły nowe kandydatki.
Wreszcie coś, co zdołało ożywić władcę świata.
– Dawaj je.
Po chwili całą salę natchnęło niebywałe ożywienie, wszyscy się wyprostowali, otworzyli szerzej znużone oczy, a z sufitu spadło więcej przejrzystego światła. Do środka weszła grupka dostojnie ubranych kobiet, w strojach tak kolorowych, jakby do komnaty wpadł orszak barw oderwanych od tęczy. Każda wystroiła  się po swojemu; dla każdej było to istotne pięć minut, w których musi uczynić wszystko, aby zabłysnąć, bowiem taka okazja nie często się pojawia. Niektóre wręcz zadziwiały i szokowały zmyślnością fryzur, czy odwagą w dobranym makijażu. A inne pozostały szarymi myszkami, mając nadzieję, że to skromność najgłośniej będzie krzyczeć i przykuje uwagę przystojnego Imperatora.
Wiecznego zdumiała ilość kobiet. Mógłby przysiąc, że jest ich aż tysiąc, acz w rzeczywistości nie liczyły nawet całej setki. Przez ogrom dekoracji i kolorów, w sali nagle zrobiło się każdemu z wojowników niesłychanie tłoczno, iż zapragnięto otworzyć któreś z okien, by wpuścić trochę świeżego powietrza, nim uduszą się w tej wielorakiej gamie zapachów.
Młode dziewczęta z pierwszego rzędu wstrzymały oddech, kiedy książę maszerował wzdłuż nich, przyglądając się twarzy każdej z osobna. Obok niego kroczył niziutki, lekko przygarbiony szambelan, który notował wszelkie uwagi, jakie padały ze strony pana. Nosił też z sobą dokumenty kandydatek, aby w razie pytań podać większe informacje dotyczące ich, na przykład jaki mają rozmiar stopy, jaki jest ich poziom wykształcenia, skąd pochodzą, jakie mają zainteresowania… Kiedy pierwszy rząd został sprawdzony, przechodził on na tyły grupy, aby następne w kolejności mogły się pokazać. I tak na przemian, aż do ostatnich kandydatek.
Wiele w międzyczasie zostało od razu pożegnanych z kwitkiem, na co rozpłakiwały się z bólem serca. Chase przeczesywał wzrokiem kolejne szeregi i ze smutkiem dochodził do wniosku, że nie istnieje taka, która by mu w pełni odpowiadała. Zawsze pojawia się jakaś wada, jakieś ale, którego nie da rady znieść.
– Ty…
Ku własnemu zdziwieniu wyłowił z tłumu szarych myszek i kolorowych papug jedną, która zafascynowała go posiadaniem czegoś niezwykłego. Wskazał palcem długowłosą dziewczynę, której ostre rysy nadawały wrażenia, jakoby jej twarzy była w kształcie trójkąta. Na dodatek miała spojrzenie jasne jak samo światło, iż przez chwilę nabrał wrażenia, że Kimiko naprawdę wtargnęła mu dzięki cwanej taktyce do pałacu. Miał już nawet zawołać do niej „gwiazdko”, bo taka była podobna, lecz kiedy dziewczyna podeszła na komendę i mógł przyjrzeć jej się dokładnie, rychło zrozumiał, jaka tajemnica kryła się w białych oczach.
– Ona jest ślepa –  stwierdził fakt, jakby zwracał się do szambelana, który spoglądał na kandydatkę litościwie jak ojciec.
Chase złapał ją za podbródek i uniósł delikatnie jej twarz. Nie umiała na niego spojrzeć; patrzyła gdzieś w dal, przed siebie, utrudniając tym samym odgadniecie myśli. Ten wygląd osobliwym sposobem poruszył jakieś wewnętrzne struny księcia. Przykuwał i hipnotyzował, jednocześnie wzbudzając marsz ciarek po plecach, aż po samiuteńki koniec kręgosłupa. W dodatku była chłodna, prawie tak zimna jak lód. Czy ta dziewczyna na pewno żyła?
– Co ci się stało ze wzrokiem?
Przed odpowiedzią, ukłoniła się nisko zgodnie z zasadą etyki i manier, błogosławiąc Imperatora życzeniem, aby żył wiecznie po wsze czasy.
– Straciłam go w wypadku, Wasza Wysokość.
– Mhm.
Popatrzył jeszcze na tę piękność o spojrzeniu tak cienistym i pustym, jakby wewnątrz ciała nie mieszkała żadna dusza. Było w niej coś, co intrygowało i jednocześnie przerażało. Skrywała tajemnicę i zagadkę, jaka kusiła Chase’a i zachęcała, aby spróbował ją odkryć, przy okazji rozpalić ten posąg niby ze śniegu. Nieskończony wzrok nadal trzymała utkwiony gdzieś za nim. Nie widziała go, ale wyczuwała bezbłędnie jego obecność i zbliżające się ku jej twarzy ponownie dłonie, które tym razem zapragnęły dotknąć długich włosów. Miał słabość do długowłosych, młodych dziewczyn. Kiedy chwycił jeden z luźno opadających kosmyków, z zadowoleniem stwierdził, że są jedwabiście miękkie, zadbane, co go dziwiło, bo jakże ich właścicielka mogła tak skutecznie pielęgnować swój wygląd? Ten wygląd też był dlań specyficzny. Odnajdywał w nim niezwykłe podobieństwo do smoka ognia.
Przez moment pomyślał, że chyba znalazł sobie właśnie żonę.


Kimiko zaczęła lękać się swoich snów i zaśnięcia. Siedziała na łóżku spowitym ciemnością, ścierając się z obawami. Nie zapaliła żadnej ze świec, a okna, za którymi błyszczała kończąca się noc, przysłoniła muślinowymi zasłonami, gotowa położyć się wreszcie spać. Już niebawem zaświta nowy dzień i wszystkie Siostry po ciężkiej pracy kładły się, by odpocząć. Kimiko również musiała czuwać, czy aby któryś z klientów nie zechce skorzystać z jej usług. Nikt jednak się nie skusił, na co wzdychała z lekkim żalem. Sądziła, że praca jako skrytobójczyni pozwoli oderwać się od napastujących ją myśli związanych z pocałunkiem i księciem ciemności. Była zmęczona, wręcz padała na twarz, a jednak obawiała się zasnąć – obawiała się znów ujrzeć go w swoich snach. Miała pewność, że dzieje się z nią coś nadzwyczajnego, bowiem czy jest to normalne, kiedy jeden mężczyzna śni się kobiecie każdej nocy? Według jej kalkulacji, Chase odwiedził jako mara przeszło z dziesięć razy. Za każdym razem wypytywał o cenę, za jaką może mu się sprzedać. Kiedy ona w odpowiedzi pytała, czy ją wkrótce odwiedzi, książę zaczynał milczeć i jedyne, czemu się oddawali z pasją, to pieszczoty. Pieścili się zawsze, pocałunkami, czy to gestami dłoni. Nigdy nie dochodziło do niczego konkretnego, sen się wówczas urywał i Kimiko otwierała oczy. Była pewna, że kiedy tylko spocznie głową na poduszkach i zaśnie, Chase po znów się pojawi, gotów ją zadręczać i pozostawiać w morzu niewiadomych, pośród pytań bez odpowiedzi.
„Nie chcę ciągle przez to przechodzić. Mam już dość. Chcę spać spokojnie i śnić o czymkolwiek, tylko nie o nim. Tym bardziej, że te sny z nim są aż za dziwne…”
Fakt faktem projekcje burzące stan umysłu Japonki podczas odpoczynku były nad wyraz realistyczne. Gdy mijały, nadal doskwierało jej wrażenie, że czuje jego dotyk. I tak za każdym razem, iż zaczynała wierzyć, że nigdy tak naprawdę nie zasypia, a poddaje się amokowi spod działania jakiegoś narkotyku, zaś wszystko, co się potem z nią dzieje, jest prawdziwe, tylko ona o tym nie wie. Lecz z drugiej strony, gdyby tak było, resztę dnia przeżywałaby niczym wyczerpane z sił zombie.
Wzdychając, postanowiła poddać się wypadkowej losu. I tak nie ucieknie od zaśnięcia, a nuż może tym razem będzie miała to szczęście i nie spotka się z Chase’em. Trzymała się tej nadziei, ulegając woli zmęczenia. Lecz nawet nadzieja i niezliczone prośby nic nie wskórały, i nie przyniosły zwycięstwa.
– Czy mogę złożyć głowę przed twym łonem?
– Wasza Wysokość, proszę nie być takim perwersyjnym…
Kimiko spoczywała na prawym boku, odwrócona przodem do władcy świata i jej życia. Trzęsła się, choć nie działo się jeszcze nic złego. Tkwiła w kimonie zapiętym po samą szyję i ani jej nadgarstki, ani kostki nie wystawione były na widok szelmowskiego, złotego spojrzenia.
– Wydałem ci się frywolny? Chodziło mi jedynie o złożenie głowy na twych kolanach  –  Chase Young zarechotał złośliwie, sugerując wielką zbereźność myśli zarumienionej upadłej mniszki. – Choć nie powiem, to wspaniałe przeżycie położyć się przed otwartymi nogami dziewczyny…
– Jesteś na mnie zły, więc czynisz sobie ze mnie żarty… –  wydukała speszona. To nie był sen, to był koszmar. –  Czy minie ci kiedyś ta złość?
– Jękniesz, nim moja ostrość zmaleje.
– Co to znaczy?
– Zaraz się przekonasz…
Otulił ją, zamykając szczelnie w kołysce swych ramiona. Kimiko chętnie przyjęła jego rozkosze, otwierając spragnione pocałunków usta. Nie spieszyło im się, więc zaczęli wolno, z pełną dozą czułości i dokładności. Po chwili książę przeszedł do stanowczych ruchów, a jego drapieżna postawa, w której ściskał i gniótł Japonkę w materac, pobudzała krew w jej żyłach, jednocześnie sypiąc na jej ciało deszczem zimnych dreszczy, mających ostudzić wzrastającą temperaturę. Robiła się coraz gorętsza i coraz bardziej chętna na więcej. Niepotrzebnie zadręczała sobie jak zwykle umysł pytaniami, czy dobrze się całuje, czy dobrze pracują jej wargi, a język współgra w tańcu z językiem partnera. Powoli zaczynała boleć ją szczęka.
 „Czemu zaczyna boleć mnie szczeka? Przecież to sen”.
Traciła oddech, zaś serce przyspieszało swój rytm bicia. Miała wrażenie, że maleje w ramionach, które trzymały ją z taką siłą, jakby naprawdę pochwyciło ją dzikie zwierzę. W końcu zgubiła się w mijającym czasie i nie umiała stwierdzić, jak długo się z nim pieści, ani kiedy pozwoliła mu się dotykać.
– Jutro wyślę do ciebie list. – Przerwała na moment pocałunki przy pierwszym lepszym przebłysku trzeźwości, który pomógł wyrwać się z tego upojenia przyjemnością.
– List? – powtórzył zaskoczony. Dał się oderwać, ale wciąż wisiał zbyt blisko jej ust. Gotów wrócić do zaspokajania skrytych potrzeb i pogłębiania wrażeń w każdej chwili…
– Chcę, żebyś przybył do mnie – wyznała otwarcie. – Wasza Wysokosć, my musimy kontynuować nasz pojedynek. Chcę odzyskać moją Gwiazdę Hanabi, a ty, panie, chcesz poznać moją cenę.
– Zdradzisz mi ją, kiedy przybędę?
Zawahała się. Czuła, że znów odlatuje na fali szaleństwa. Działo się z nią coś niewytłumaczalnego.
– Tak…
Spostrzegła uśmiech malujący się na twarzy księcia. Wystraszyła się nagle konsekwencji swojej wypowiedzi.
– Co zrobisz, gdy ją uiszczę?
Nadal wisiał tuż nad nią, a ich wargi niemalże się stykały. Co zrobi, kiedy znów da mu się uwieść? Zapewne odpłynie i niczego się nie dowie. Wciąż dychający rozum podpowiadał, że z tych pseudo-snów może się wiele dowiedzieć.
– Oddam ci się.
– Oddasz mi się? – Dmuchnął ciepłym powietrzem przy kolejnym uśmiechu. Jeszcze trochę i zaniknie dystans między nimi.
– Oddam.
Nie zastanawiała się dłużej nad żadnym słowem. To była magia chwili.
– I będę mógł zrobić z tobą, co tylko będę chciał?
– Jeśli cena będzie się równać…
Chase zaśmiał się.
– Widzę, że dojrzałaś do faktu, że mieszkasz w burdelu. Zachowujesz się jak rasowa dziwka.
Już miał paść na nią z powrotem, ale Kimiko uniosła dłoń i przykryła nią jego usta. Jeszcze jedna rzecz nie dawała jej spokoju.
– Wasza Wysokość… proszę zdradź mi coś…
– Co to?
Spojrzała mu głęboko w te jego rozpalone, świecące się oczy. Pionowe źrenice drgały i zdawały się przeszywać ją na wylot. Nie cierpiała ich, zawsze wyprowadzały ją z równowagi i zasilały się w niej niepokój.
– Potrafisz czarować, znasz różne sztuczki… do tego posiadasz różne Shen Gong Wu – zaczęła powoli i ostrożnie.
– Tak, to prawda.
– Zastanawiam się więc, czy… czy nie użyłeś któregoś, aby… aby odwiedzić mnie pod osłoną nocy – zrobiła celową pauzę, badając jego reakcję. Gdyby nie ciemności panujące w pokoju, może udałoby się jej je rozszyfrować. – Wyjaw mi proszę, czy te sny są prawdziwe?
Przez dłuższą chwilę milczał, nawet się nie poruszył, ani nie uciekł od niej. Trwali przytuleni, a rozkopana kołdra otulała im nogi.
– Gdyby były prawdziwe, nie obchodziłbym się z tobą tak łagodnie – rzekł wreszcie, a Kimiko niespodziewanie westchnęła. Była przygotowana na to, że sen się urwie, nim pozna odpowiedź.
– A jednak przepowiedziałeś mi, że będziesz mnie prześladować. To dręczenie mnie, gdy śpię, może być twoją vendettą. Możesz pod przykrywką snów przychodzić, otumaniać mnie i zabawiać się w zemście moim kosztem…!
Dotknął jej policzka, delikatnie go pogłaskał, nabierając szerszego uśmiechu.
– Moja maleńka, ty rozum tracisz. Śnisz i nic poza tym. Nie ma mnie obok ciebie.
– To czemu czuję bardzo dokładnie twój dotyk?!
– Bo mówię, tracisz rozum. Masz zbyt wybujałą wyobraźnię i nic więcej.
– Czyli ciebie tutaj nie ma…
– Nie ma mnie.
– A gdzie jesteś? Gdzie jesteś i co robisz?
– W moim pałacu. I myślę o tobie, gwiazdko.


Tianmi ożywał jedynie w nocy. Za dnia Míren odsypiały do późna po ciężkiej pracy, by potem wstać i flegmatycznie przeczesywać pomieszczenia budynku w poszukiwaniu krótkiego zajęcia, jaki wypełni pustkę między odpoczynkiem, a szykowaniem się na kolejnych klientów. Zaraz po śniadaniu Kimiko usiadła do swojego listu i postanowiła go zakończyć. Przeczytała go z kilkanaście razy, aż wyczuła się każdego ze zdań na pamięć. Nie była pewna, czy jego treść zdoła wpłynąć na złożony charakter księcia, ale nie przestawała wierzyć w swoje umiejętności. W końcu nauczył się wielu przydatnych tricków i tym razem odwołała się do politycznych sztuczek, mianowicie spisała polityczne przeprosiny, w których teoretycznie przyznaje się do błędu, lecz nie mówi tego otwarcie. Chase powinien przeto uznać, że list faktycznie wyszedł spod jej pióra, bowiem tylko ona miała takie problemy z okazaniem skruchy przez swoją dumę, o czym nie raz się przekonał.  Dodała parę wyznań opartych o tęsknotę, a także zaalarmowała o czyhającym na nią niebezpieczeństwie.
„Każdy mężczyzna lubi poczuć się jak bohater” – uczyła Matka. Niech więc Chase wie, że ma okazję odegrać rolę bohatera i uchronić ją przed klientami Domu Nocy.
Przez następne godziny oczekiwała Fumi, która spała do bardzo późna po ostatnim zmaganiu się z grubo starszym od niej klientem, którego czujność zdołała uśpić w ostatnich sekundach i otruć, kiedy już straciła wszelką nadzieję na sukces. Znalazła ją wieczorem, gdy poczty były już dawno zamknięte. Wręczyła jej list z prośbą, aby następnego dnia wyświadczyła jej przysługę i nadała go na adres pałacu Jego Wysokości. Napomknęła, by nie zdradzała nikomu, co dla niej czyni, bowiem Matce mogłoby się to nie spodobać. Aczkolwiek Wan Lanfen pragnęła śmierci Wiecznego, nie narzekała na obecny stan rzeczy, w którym nic nie zagraża jej interesom. Wyjątkowo Kimiko nie zwróciła się z tą prośbą do Keiko, jaką wielokrotnie mijała w Domu bez słowa. Dawne przyjaciółki nie rozmawiały ze sobą, ich kontakt się zacierał, a relacje pogarszały. Żadna nie robiła niczego, co mogłoby przerwać tę powiększającą się przepaść między nimi.
Fumi spełniła prośbę starszej Japonki już nazajutrz, dodając, że nie jest to dla niej wielki wyczyn i z chęcią może służyć pomocą przy następnych razach. Kimiko podziękowała i obiecała kiedyś spełnić swój dług.
W końcu nadszedł ten wieczór, w którym do Kimiko miał zawitać nowy klient, jakiego wcześniej jeszcze nie obsługiwała. Ubrała się stosownie, założyła niebieskie kimono w skropione śniegiem gałązki i w przebiśniegi. Oczy podkreśliła czarną kredką, usta pomadką w kolorze malin i o zbliżonym smaku. Na głowę zaś ubrała perukę, której nie uczesała w żadną zmyślną fryzurę. Pozostawiła włosy rozpuszczone i jedynie przystroiła je gdzieniegdzie srebrnymi spinkami w białe lilie. Spoglądając w lustro znów czuła się pięknie, jak za czasów, gdy odwiedzał ją książę Heylinu. Tym razem nie wystrajała się jednak dla niego. Nawet, gdy Dom był pod opieką Dyris, nie czyniła się na takie bóstwo, jak teraz, a wszystko przez to, że podświadomie liczyła, że któregoś wieczoru zastanie w salonie właśnie księcia. Jeśli tak się stanie, musi wyglądać nienagannie, zjawiskowo. Jej marzenie, aby stracił dla niej kiedyś głowę, nie dawało jej żyć.
Wyszła ze swojego pokoju i wolnym krokiem skierowała się do pomieszczenia z recepcją. Stojąca za ladą Matka zerknęła na nią kątem oka i pochwaliła wybór stroju. Kiedy tylko Kimiko pojawiła się w salonie, poczuła na sobie multum spojrzeń, lustrujących jej osobę od stóp do głów. Roiło się od klientów z różnych warstw społeczeństwa; ci z Heylinu byli lepiej ubrani, nosili kosztowne garnitury i koszule rozpięte nieco pod szyją, reszta zaś przypominała jakby ich pracowników. Niektóre z Sióstr dotrzymywały panom towarzystwa, siedząc im na kolanach, gładząc dłońmi ich pierś, oraz szepcząc sprośne rzeczy do ucha. Z nowej szafy grającej ulatniała się spokojna melodia. Dym palących się kadzideł ,mających zniweczyć zapach papierosów, lekko odurzał. Na szczęście drzwi otwarte były na oścież, przy okazji aby przechodni mogli zobaczyć, jak wspaniale dzieje się w popularnym Domu Nocy.
Matka nakazała Kimiko zbliżyć się do lady, nie przestając sumować rachunków, których tej nocy wystawi sporo. Klient nie zjawił się jeszcze, ale już dostrzegła, że paru innych jeszcze raz zastanawia się nad swoim wyborem i ewentualną podmianą Míren na właśnie tę niebieskooką Japonkę.
– Dobrze, że masz tą perukę – oznajmiła. – Niektórym aż ślinka pociekła.
Kimiko nie ukrywała – lubiła być w centrum zainteresowania i podobało jej się, że mężczyźni okupowali ją spragnionym, podnieconym spojrzeniem, próbując wyobrazić sobie rozkosze z jej udziałem. Nie obchodziło ją to, że myślą o niej jak o panience lekkich obyczajów. I tak nigdy tak naprawdę jej nie posiądą, zaś ona ułoży ich sobie wszystkich do stóp. Czuła, jak wzrasta w niej duma, samouwielbienie i pewność siebie.
– Kiedy przybędzie mój klient?
– Niebawem. Ostrzegam cię od razu, to będzie prawiczek.
– Prawiczek? – Ta wiadomość sprawiła, że Kimiko nagle zechciała odejść do pokoju.
– Tak. Bardzo bogaty i do tego z Heylinu. Wprowadzisz go w świat dorosłych, podarujesz mu niezapomnianą rozkosz, oczywiście przy użyciu narkotyku, a następnie go otrujesz.
Poczuła się podle. Ten tajemniczy młodzieniec, którego jeszcze nie poznała, wydawał jej się wielce niewinny i czysty. Zaczęła się obawiać, że nie da rady go skrzywdzić, tym bardziej, że nastawiła się na wyniszczanie Heylińczyków, jacy byli okrutnymi, starymi mężczyznami z ogromną listą grzechów na sumieniu. Młody człowiek powinien według niej otrzymać jeszcze szansę na zmianę. Nie chciała go krzywdzić, nie chciała być aż tak bezwzględna. Lecz z drugiej strony, jeśli tego nie uczyni, nie wypełni woli Matki, dzięki której nadal nie wylądowała na ulicy, lub co gorsza; w więzieniu.
Skręciła ku szafie grającej i tam oparła się o ścianę, starając się nie myśleć o tym, co ją czeka. Znów chwytało ją sumienie wypytujące o to, czy na pewno dobrze postępuje, będąc częścią organizacji tych wyrafinowanych skrytobójczyń. Wnet zorientowała się, że pewien mężczyzna, który stał nieopodal wyjścia na taras, nie przestaje jej obserwować odkąd pojawiła się w salonie. Starała się nie zwracać nań uwagi, ale jego postawa to utrudniała. Z ciekawości też zaczęła zerkać w jego stronę, a wówczas zorientowała się, że klient jest przystojny z twarzy, choć z oczu źle mu patrzyło. Były ciemne i zimne, zdawały się alarmować o niebezpieczeństwie. Pod nimi Kimiko zaczynała topnieć i tonąć jednocześnie. Jej nogi robiły się słabsze, nabierała ochotę zawołać do niego, aby przestał się na nią tak gapić. Mężczyzna robił jednak swoje, pijąc gorzkiego drinka z cytryną. Gdy skończył, zdecydował się podejść.
„Niech to, on idzie w moją stronę.”
Pomyślała o tym, żeby też się ruszyć i uciec. Ale zmiana miejsca w takim momencie nie była profesjonalnym zagraniem. Zastanawiała się, co robić, jak wybrnąć, kiedy jegomość podejdzie i pewnie spróbuje zagadać. Z każdą sekundą był coraz bliżej, a Kimiko coraz bardziej zaczynała się czuć jak w opałach. Coś było nie tak z tym facetem, wyczuwała to na odległość, intuicja potwierdzała słuszność przeczucia. Wypatrzyła Matkę, która jak na ratunek tak samo szła w jej kierunku. Oboje dotarli do niej w tym samym czasie.
– Droga Wan Lanfen, widzę, że miałaś dostawę – zagadał mężczyzna, kłaniając się uniżenie Matce. Kimiko jeszcze bardziej zgłupiała, gdy zauważyła, jak jej szefowa uśmiecha się do niego ze szczerością. Nigdy nie uśmiechała się w ten sposób do żadnego mężczyzny. Kim był ten człowiek?
– Pan Kai Jin, witam serdecznie. Miło widzieć pana z powrotem w naszych progach.
– Dobrze wiesz, czym byłem tak zajęty ostatnim, długim czasem.
– Ach tak. Już nawet martwiłam się z moimi dziewczynami, że już nigdy więcej nas nie odwiedzisz.
Ten dialog wpływał stresująco na dociskającą się do szafy grającej Japonkę. Zdawali się rozmawiać ze sobą jak para przyjaciół, która spotkała się po latach, aczkolwiek jegomość wydawał się dużo młodszy od Matki.
– Tę piękność widzę po raz pierwszy. Czy to ta, której cnota była nie tak dawno licytowana?
– Zgadza się. Jest z nami już przeszło rok, ale rzadko kiedy kogoś na nią stać. Jak widać, to okaz.
– W rzeczy samej.
Kai Jin uśmiechnął się życzliwie do Kimiko, której oczy powiększyły się ze strachu. Przyjrzeli się sobie. Kai był posiadaczem krótkich, czarnych włosów, postawionych na jeża i wygolonych mocniej na skroniach, jak przystało na panującą modę. Wydawał się Japonce naprawdę przystojny, ale przekonała się przy nim, że jej serce zdążyło już kogoś wybrać. Bała się jego dotyku i wolała nie pogłębiać z nim kontaktu. Nawet jeśli dzięki niemu mogłaby poznać nowy smak miłości, może nawet prawdziwie się zakochać i zapomnieć o prześladującym ją pocałunku. Nie wiedziała, jaki jest naprawdę, co jeśli skrywa w sobie charakter znacznie lepszy od księcia? Może to bratnia dusza i jeszcze o tym nie wie?  Może los daje jej szanse na bycie szczęśliwą, lecz czy szczęście faktyczne jest jej pisane, skoro pracuje w burdelu? Ktoś taki jak on raczej nigdy nie spojrzy na nią inaczej, jak na dziwkę.
– Chciałbym spędzić z nią noc.
Nogi Japonki ugięły się i omal nie ześlizgnęła się po ścianie na podłogę. Popatrzyła na Matkę, jej oczy krzyczały „ratunku”.
– Przykro mi, ale jest już dziś zarezerwowana komuś innemu – oświadczyła Wan Lanfen.
– Zapłacę dwa razy więcej.
– Niestety… nie mogę uczynić ci tego wyjątku.
– Mnie nie możesz? Mnie? – Kai Jin zbliżył się do Matki i jakby zagroził czymś swoją pozą. Kimiko jeszcze bardziej poczuła lęk. Ten mężczyzna zdawał się mieć na Matkę jakiś haczyk. O co mogło chodzić?
– Nawet tobie. Chodzi zwyczajnie o reputację. Klient, który ją dziś wybrał pochodzi z potężnej rodziny, która mogłaby mi zaszkodzić.
– Ja też jestem potężnym człowiekiem. Jeśli chce, mogę zrównać twój burdel z ziemią.
„Ktoś przed tobą też już tak mówił” – pomyślała Kimiko. „A jednak Matka nie uległa i oby nie uległa tobie.”
– Naprawdę, bardzo mi przykro. Mogę umówić cię na przyszły tydzień.
– Dopiero? Chcę ją mieć dziś, najpóźniej jutro.
– Jutro jest niedziela. Dom Nocy jest wówczas nieczynny. Każdy potrzebuje odpoczynku.
– Dla mnie go otworzysz.
– Ależ… bardzo pana proszę, nie mogę łamać reguł i czynić takiego wyjątku dla pana. To przywileje godne Imperatora, a pan nie jest Imperatorem. Jeśli usłucham, mogę niepotrzebnie ściągnąć na Dom niechcianą uwagę…
– Wan Lanfen, chyba masz mnie za głupca i jeszcze chce mnie mieć za wroga.
To zabrzmiało tak groźnie, że Kimiko aż podskoczyła. „Kim jest ten człowiek, do diaska?” Matka mimo wszytko nie dała się zastraszyć.
– Nie sądzę – zaczęła, cedząc przez zęby – aby pańska matka była później z tego zadowolona. Proszę odejść i wziąć sobie inną Míren. Nuta Rozkoszy nadal jest wolna.
– Nie chce jej! Ona jest stara i przeleciał ją cały oddział! – uniósł się, lecz na szczęście pozostali klienci byli zbyt zajęci, aby dostrzec, że obok ktoś się kłóci.
„Skąd on wie o tym, co przytrafiło się Cing? Czyżby mieszkał w pałacu?”
Kai wziął oddech i szybko ochłonął.
– Ale niech będzie. Wrócę tutaj zaraz po weekendzie. I tym razem dostanę to, czego chcę.
Wyprowadzony z równowagi skierował się do wyjścia. Stracił wszelką ochotę na dalsze przebywanie w Domu Nocy. Nie chciał zaspokajać nawet swoich potrzeb z inną. Kimiko razem z Matką odprowadziła go wzrokiem, bojąc się tego, co może przynieść poniedziałek.
– Matko, kto to był?
– Nie interesuj się – usłyszała tylko, po czym kobieta wróciła do kasy.
– Jakże ci współczuję.
Kimiko odwróciła raptem głowę i zobaczyła Dyris, która stanęła tuż obok niej. Miała włosy w nieładzie i starała się je uporządkować, zupełnie jakby była po stosunku. W jej głosie zaś pobrzmiewał czysty sarkazm i kpina.
– O co ci chodzi?
Dyris prychnęła.
– Ten klient, który się tobą zainteresował, to najgorszy pech, jaki mógł ci się przytrafić. Otóż widzisz… Kai Jin to jedyny mężczyzna na całym świecie, którego nie wolno nam otruć. Gdy więc przyjdzie ci spędzić z nim noc, będziesz musiała podarować mu rozkosz bez użycia narkotyku. Czy tego, chcesz czy nie.
– O czym ty mówisz? To nie Heylińczyk?
Dyris nie odpowiedziała, zaśmiała się jedynie.
– Nie chciałaś zostać dziwką, a jednak i tak nią będziesz, bo widać po nim, że bardzo mu się spodobałaś.  Przed przeznaczeniem nie da się uciec.
Następnie odeszła, bo do Kimiko wreszcie zaczęła powracać Matka, prowadząca ze sobą zagubionego młodzieńca, który tej nocy pragnął stać się mężczyzną. Na widok młodej twarzy  chłopca, który ledwie przerastał ją wzrostem, poczuła, jak kaja jej się serce. Chyba nie da rady wykonać zadania.
– To moja Gwiazda Hanabi – przedstawiła ich Matka. – To z nią właśnie przeżyjesz swoje pierwsze fajerwerki…
Chłopak wyciągnął trzęsącą się i spoconą rękę do upadłej mniszki. Kimiko z oporem pozwoliła się wziąć pod ramię, a koleinie z jeszcze większym trudem zaprowadziła go do pokoju. Nie przestawał się rumienić i nerwowo uśmiechać. Czuła się przy nim jak jego matka, która ma go poduczyć w kwestiach intymnych. Stwierdziła, że to okropna rola.
Młody nie wiedział kompletnie, jak postępować, i jak to wszystko wygląda w praktyce. Znał seks tylko z opowieści i według instrukcji, które podyktował mu ojciec pracujący w spółce skarbowej Imperium, powinien być stanowczy, pewny siebie, odważny i przede wszystkim: powinien dominować jak mężczyzna. Ale on nie potrafił i jego polecenie wydane do Kimiko w nerwach i nieśmiałości, by się rozebrała, brzmiało bardziej jak prośba maleńkiego kotka o pogłaskanie.
Kiedy spoglądała mu w jego skośne, małe oczy, Kimiko przypominał się Omi i nie umiała patrzeć na niego inaczej, jak na przyjaciela. Nie umiała zrobić mu krzywdy. Korzystając z tego, że był zdenerwowany, zaproponowała mu filiżankę herbaty, nim przejdą do rzeczy. Chłopak przed niczym się nie wzbraniał i od razu usłuchał jej woli. Uznał, że lepiej będzie, gdy to doświadczona kurtyzana pokieruje tym wieczorem, aby jednak był to niezapomniany, cudowny pierwszy raz. Kimiko zastanawiała się nad scenariuszem tego razu. Ostatecznie chciała umieścić w jego głowie takie obrazy, po których chłopak wyjdzie szczęśliwy i niczego nie będzie żałował. Tym bardziej, że na pewno go nie otruje wirusem.
„On nie ma w sobie zła. Wydaje się taki dobry. To ten dziwny Kai Jin jest zły. Tak, on a pewno jest zły. Podobnie zresztą jak książę, dla którego straciłam głowę…”

Młody klient od razu osuszył całą filiżankę i nie zorientował się, kiedy padł w sidła narkotyku. Kimiko odegrała przed nim scenę, w której sprawia jej niebywałą przyjemność, a ona wydziera się w niebogłosy, mówiąc mu, że ma talent w tym, co robi, i że następne jego kobiety będą równie zadowolone, co ona. Doszedł szybciej niż się spodziewała i nie zapanowała nad tym kompletnie. Jak już wcześniej postanowiła, nie wyciągnęła zastrzyku ze śmiercionośną chorobą; zamiast tego spokojnie zgasiła światło i położyła się obok niego spać. Z rana go pożegna, dziękując za wspaniałe przeżycie, a Matce sprzeda jakieś kłamstwo. Później stanie przed oknem i zacznie na nowo wypatrywać księcia Heylinu.


______________________________________________________

note: Wreszcie wróciłam do tych internetów... Z moim czasem wolnym jest coraz gorzej. U niektórych mam zaległości, które postaram się nadrobić. Robienie conceptów do gier to nie taka bułka z masłem.

8 komentarzy:

  1. Jak na razie nie zawodzisz. Tytuł obłędny. A tylko spróbuj zrobić mi smaka i zostaw go niezaspokojonego, to będą to najgorsze urodziny świata. Zaraz po tych, na których nie dostałam kucyka. xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. .........!!!! Tylko nie to! :Q

      Usuń
    2. Najlepsze urodziny świata.
      Dziękuję.
      Prowadź tak fabułę dalej.
      Absolutnie zachwconam.

      ps: mój skromny prezent dla Cb jest już gotowy, ale musisz niestety poczekać...xd

      Usuń
    3. Tylko tak mówisz. xd Wiem, że mogło być lepie. Ale co ja poradzę... fabuła. :<
      Cieszę się, że mimo ostatniej sceny przypadło Ci do gustu. :x

      Usuń
  2. Czyli on wchodził do jej snów czy nie? Mam nadzieję, że jednak się od tego powstrzymał, bo byłoby to zbyt żenujące. XDDD Biedna Kimi i jej zbereźne myśli. :D
    Coś czuję, że będzie się działo w następnym rozdziale. Trochę mnie niepokoi ten arogancki jegomość, co to się zapisał na poniedziałek do Kimiko. Kim on jest? Mam nadzieję, że nie będzie epizodyczną postacią, bo zainteresował mnie.
    Rozdział świetny, chociaż miałam nadzieję, że Chase spotka się z Kimiko i sobie wszystko wyjaśnią... :C
    Weny! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie pisnę ani słówka. xd Zawsze może być tak, że Kimi traci rozum. xD Niektórym ludziom czasem się tak zdarza, więc może i ona ma pecha? :D
      Spokojna głowa, nie będzie to postać epizodyczna. Narobi trochę zamieszania, które ja nie mogę się doczekać. :3 Nie wiem, czy będzie działo się w następnym rozdziale, ale postaram się, żeby nie było nudno. :x
      No niestety, jeszcze nie przyszedł czas na reunion. :x
      Dzięki, też weny życzę! :D

      Usuń
  3. Ha-ha! Wiedziałam, że Chase nie jest tak podły, żeby korzystając z pierwszej lepszej okazji rozdziewiczyć Kimi! Niemniej mógłby już przestać się gniewać ;( Mogliby urzeczywistnić te sny :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! xD Chase jest dumny i przez to łatwo się obraża. xd
      Szczerze to jeszcze nie wiem, czy chce, by między nimi doszło do czegoś na serio i poważnego. xdd
      Niemniej dziękuję za komentarz. :D <3

      Usuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy