czwartek, 2 lutego 2017

23. Odkupienie






Mróz nocy ćmił skórę Japonki, opatulonej zbyt cienką warstwą hanfu, przeznaczoną zresztą do spania pod grubą kołdrą. Noce stawały się coraz chłodniejsze, wcale lepiej nie wypływając na powietrze stojące w bezruchu, czyniąc je zamiast rześkim, ciężkim i dusznym. Płuca pracowały na wysokich obrotach, gdy opuszczało się wnętrza budynków. Sami prezenterzy wiadomości w telewizjach zalecali nie wychodzić na zewnątrz, jako że stan pogodowy pogorszył się w ciągu ostatnich dni przez intensywne działania magii Heylin, zmieniając układ przyrodniczy planety z zielonkawego na mroczniejszy, operujący nienasyconą paletą barw. Cała planeta porządkowała się i przyjmowała nowy wymiar kostny pod kanon Heylinu, w którym miała trwać przez najbliższe dziesięć tysięcy lat. Po nich, jak obiecał Imperator, zrzeknie się on władzy i przyroda odzyska swój dawny urok, aby świat się nie rozpadł i zachowana została równowaga. Walka i wyścig po władzę zaczną się od nowa z nowymi rywalami i obrońcami sił Dobra; również ten kolejny pojedynek, będący jeszcze w dalekiej, dalekiej przyszłości, Chase Young zamierzał wygrać. Z palcem w nosie poradził sobie z wybrańcami z klasztoru Xiaolin tej ery, więc i następnych przechytrzy i zwycięży, jakby zwyciężanie wpisane było w jego naturę i było mu przeznaczone jak kochanka.
Kimiko wróciła do swojego pokoju, z ulgą przyjmując panujące w nim ciepło. Zanurzyła się w miękkość pościeli i łóżka, po czym oddała do reszty onirycznym wizją, które porwały ją hen daleko w krainy opasane w fantastyczne obrazy, w których gwiazdy spadały całymi szwadronami jak deszcz, a ona stąpała po błyszczących tysiącami barw kałużach, podążając za białym królikiem, prowadzącym ją nie wiadomo dokąd. Z łatwością udało się Japonce zasnąć i spała niemalże do południa, przyjmując ten zasłużony odpoczynek, który miał zregenerować jej siły po ostatnich wydarzeniach, kosztujących ją olbrzymich pokładów energii i emocji.
Wraz z przebudzeniem w świetle nowego dnia, Kimiko zdziwiła się w pierwszej kolejności faktem, że Siostry i Matka nadal nie wróciły z pałacu. Po chwili uznała, że jeśli impreza trwała całą noc, a one wykorzystywały ją do intensywnej pracy, próbując zwieść kocich wojowników, z pewnością odsypywały teraz minione godziny w ich łóżkach, wraz z całą świtą balujących do białego rana osób. Pomyślała o księciu, ciekawa jak on spędził czas. Zrobiła zgorzkniałą minę na wizję, w której książę upaja się rozkoszami oferowanymi przez sproszone baby, sącząc swój smoczy eliksir Lao Mang Long. Nagle poczuła się tak, jakby nie spełniła jakiegoś obowiązku i ominęło ją coś ważnego. Kimiko doskwierało wrażenie, że powinna być wraz z Siostrami w pałacu poprzedniej nocy, że powinna była brać udział w tej imprezie i być w pobliżu Jego Wysokości. Nie znajdywała racjonalnego powodu ani wytłumaczenia, dla którego miała się czuć tak, a nie inaczej, ale uczucie i tak ją dręczyło.
„Co mnie on w ogóle obchodzi? I co ja się przejmuje tym, co on o mnie myśli? Straciłam cnotę, gdy u mnie był? – straciłam. Niech więc spada na drzewo.”
Było tak silne i tak trwałe, że porównywała go do złotych łańcuchów, próbujących ją skuć w pogrążających wizjach, od których serce z  niesmacznego stresu zaczynało szybciej bić. Dzień upływał jak na złość wolnym rytmem, a ona nie potrafiła przestać się przejmować, ani się zająć czymś ciekawym. Do jakiegokolwiek zajęcia nie spróbowałaby się uciec, już po chwili przestawała widzieć sens w robieniu tego, co robi. Odkładała więc krzyżówki, przestawała bawić się w wizażystkę, wyłączała telewizor, wreszcie przestawała wyczekiwać Sióstr i Matki, gapiąc się przez okno. Zmartwienia potęgowały się jak fale a wzburzonym sztormem morzu, bo nadal nie wracały, a w planach raczej nie miały zostawać drugi dzień w pałacu Wiecznego Cesarza, chyba że nie raczyły jej o tym poinformować.
„Nie. Umowa była, że tylko jeden dzień będę pilnować Domu.”
Jeden dzień, więc stwierdziła, że musiało chodzić o pełną, dwudziestoczterogodzinną dobę, a zatem do wieczora wypędziła ich ze swojej głowy. Niestety na ich miejsce wpełzły inne myśli, wcale nie lepsze, bo prowokujące Japonkę do durnych działań jak napisanie listu do Jego Wysokości.
To, co śniło się Kimiko miało swój późniejszy wydźwięk podobny do choroby, która zakleszczyła się w organizmie i zamierzała o sobie bez ustanku przypominać, atakując przeróżnymi symptomami co jakiś czas. Leżąca na wznak na łóżku zmarkotniała Japonka przechodziła istne katusze psychiczne, gdy widmo pocałunku ponownie zaczynało ją dręczyć i nie dawać świętego, upragnionego jak woda na pustyni spokoju. Prześladowały dziewczynę liczne obrazy, w których lubieżnie i z pożądaniem oddaje się wojownikowi, rozchylając wargi pod jego kuszącymi ustami, wydającymi się niebywale apetycznymi. Wyobrażała sobie na nowo jego stanowczy dotyk, ruch dłoni krążącej po jej ciele, gorące spojrzenie zdradzające, że mu się podoba i go pobudza... Wreszcie wspominała, jak nieśmiało drżał jej język w jego ustach, próbujący zgrać się z przeciwnikiem w tańcu, w którym ona brała udział pierwszy raz. Może to właśnie to było powodem, dla której ten buziak z wrogiem tak ją prześladował? Bo był dziewiczy? Książę Heylinu skradł jej pierwszy pocałunek i uciekł z nim w siną dal, nie pozostawiając choćby cienia nadziei, że jeszcze kiedyś znów otrzyma to szczęście i doświadczy magii znowu. Odtąd jej życie upływać będzie według krzywych zaklętego uczucia.
Wreszcie uderzyła pięściami w materac.
„Nie! Ja nie oszalałam!”
Wstała z nastawieniem na walkę. Postanowiła zacząć ją od gorącej kąpieli w pianie; uwielbiała gorące kąpiele, relaksowały ją i koiły nerwy. Wierzyła więc, że jest to dobre rozwiązanie na dolegliwości, doskonały sposób na wzmocnienie swego ducha wojowniczki. Ale gdy zanurzyła się w pachnącej wodzie, już zaraz przypomniało jej się, jak lizała się z księciem ciemności; wkurzona wyszła z wanny, w której miała spędzić przynajmniej godzinę, aż kąpiel stanie się zimna, poszła do pokoju i tam wzięła się za czytanie jakiś książek, którymi Matka zapełniła półki jej szafek; nie miała pojęcia, o czym są, tytuły i opisy nie zdradzały, że okażą się romansidłami, pisanymi na jedno kopyto o dziewczynach marzących o miłości rodem z bajki; przeczytała parę zdań i już zaraz przypomniało jej się, jak lizała się księciem; uciekła do pokoju, włączyła telewizor, leciały wiadomości poświęcone Imperatorowi – już zaraz przypomniała jej się, jak lizała się z tym zakazanym mężczyzną!
Biła się po czole, próbowała ogarnąć, złożyć do kupy, ale umysł ani myślał, by posłuchać woli cierpiącej dziewczyny. Działał jak odosobniony organ, wyparty spod kontroli. Wmawiała sobie, że ktoś musiał chyba rzucić na nią jakiś zły czar, czyniąc w ten sposób głupi żart, który dla niej w ogóle nie był śmieszny. Albo to się skończy, albo całkiem postrada zmysły.
„Ja chyba sama się nakręcam!”
Wyszła więc na dwór, w pogoni za świeżym powietrzem. Niech ją ostudzi i ogarnie za nią, bo ona sama nie potrafi. Była jak kaleka. Przeszła się wzdłuż i wszerz po dziedzińcu przed wejściem głównym do Domu Nocy. Wyglądała jak zbłądzona konkubina w tym czerwonym kimonie, oczekująca powrotu pana swego ciała.
Niespodziewanie coś skutecznie przykuło uwagę Kimiko i oderwało ją od przeklętych wspomnień. Spojrzała w kierunku otwartej bramy. Po drugiej stronie ulicy dostrzegła tą samą postać wzbudzającą masę podejrzeń, co wcześniej. Stała między budynkami w zaułku i patrzyła się prosto na Japonkę. Nie dostrzegła oczu szpiega, ale czuła na sobie jego wzrok, wwiercający się w nią niczym wiertło. Wychyliła głowę do przodu i spostrzegła również, że wojownicy Chase’a warują cały czas przy bramie. Czy nie widzą zatem tej istoty? Czy nie widzą, jaka jest podejrzana, i że nie jest to pierwszy raz, kiedy kręci się tak w pobliżu? Czy tylko ona ją widziała?
„Ja naprawdę chyba zwariowałam.”
– Przepraszam! – zawołała niezbyt głośno, nie spuszczając wzroku z tajemniczej postaci i ostrożnie podchodząc do wojowników Heylin, którzy mieli swoją wartę tego dnia przy bramie do Domu Nocy. Ciekawe; sam Książę odszedł obrażony, insynuując, że więcej nie chce jej widzieć na oczy, ale z trzymania jej pod kloszem nie zrezygnował i wciąż kazał jej pilnować. Może po prostu chodziło o to, by udupić dziewczynie życie?
Podeszła do wysokich, skośnookich strażników z zamiarem zwrócenia ich uwagę na ten cień w kapturze, który ewidentnie ją śledzi i niepokoił swoim zachowaniem. Lecz po chwili zorientowała się, jak głupi i śmieszny jest jej zamiar. Strażnicy prędzej wyśmieją ją, niż zainteresują męczącym ją zmartwieniem. Kpina połączona z zaskoczeniem, którą dostrzegła na ich twarzach już na wstępie, skutecznie zniechęciły Kimiko do pójścia za ciosem. Wyobraziła sobie, że mają ją za śmiecia, który trzeba pilnować, bo kiedyś tam coś znaczył, ale że jest śmieciem to nie powinna mieć prawa w ogóle zawracać im głowy.
– Nieważne – mruknęła speszona, odwracając się szybko i wracając do Domu, który teraz wydał jej się schronem, do którego i tak nie zdążyła dojść, bo już po sekundzie usłyszała za sobą podśmiechiwania. – Zwariowałam. Jak nic zwariowałam.


– Dlaczego one do cholery nie wracają…?
Kimiko zamieniła dziedziniec z powrotem na salon i teraz to w nim krążyła w zamyśleniu. Nadszedł wieczór, a ona nie przestawała się niepokoić. Nic dziwnego zresztą, w końcu Matka i Siostry nadal się nie odnajdywały. Zdążyła minąć dokładna doba, lecz zero odpowiedzi, zero choćby pierwiastka informacji o tym, co się z nimi dzieje. Narzekała na brak telefonów komórkowych w tych Heylin czasach. Nie miała jak skontaktować się z Matką, ani ona z nią. Nie mogła przestać się denerwować, bo kto wie czy coś się im nie stało? Jeszcze nie zaczynała panikować, a więc skutecznie odpierała od siebie czarne scenariusze, w których organizacja Míren zostaje zdemaskowana, a już wkrótce przybędą po nią koci wojownicy, by i jej wymierzyć sprawiedliwość.
„Na pewno nic im nie jest, na pewno.”
Próbowała poszukać głosu swego Instynktu Tygrysa z nadzieją, że on zdoła coś podpowiedzieć. Niestety milczał, wraz z proroczą kobiecą intuicją.
W końcu udało jej się posadzić swoje cztery litery na fotelu i jak gdyby sądząc, że słowami przelanymi na papier zdoła ocalić się przed bezdusznym rozliczeniem ze swymi wrogami przez Jego Wysokość, uległa tajemniczej namowie wypływającej najprawdopodobniej z serca i wyciągnęła z szuflady stolika papier, oraz tusz. Podjęła się napisania pierwszego akapitu, otwierając go oficjalnym „Ukochany Władco”. Nie kontrolowała tego co robi, niech to wszystkie płynie dalej z wolą zidiociałego serca. Ale już po chwili osłabła w zapędach i poniechała wysiłków, kiedy ogarnęła, jakie ośmieszające jej honor głupoty wypisuje. Zgniotła papier w dłoniach, po czym dokładając na złości, spaliła go niewielkim płomieniem. Nie zostało nic po tym dowodzie chwilowej słabości.
– Dobry wieczór.
Niczym rażona piorunem poderwała się z fotela, podnosząc na równe nogi. Spojrzała w kierunku drzwi, które niegrzecznie zostały otworzone, mimo wywieszonej tabliczki „zamknięte”. Osłupiała sekundowo na widok garbiącego się dziadka, który kuśtykał na lewą nogę. Owinięty w ciemny płaszcz, chował twarz pod kapturem, spod którego wystawał kawałek wielkiego nosa i siwej brody. Dziwne, bo głos miał całkiem młody i niepasujący do całokształtu sylwetki.
– Dobry wieczór. Przykro mi, ale zamknięte – rzekła sucho i krótko Kimiko. Nie życzyła sobie żadnych klientów, co to to nie.
– Jak to możliwe? Przecież zawsze macie otwarte, zwłaszcza na wieczór.
– Ale dziś jest wyjątkowo zamknięte – podniosła ton głosu, by zabrzmieć jeszcze dobitniej. Ani trochę nie poruszał jej fakt, że rozmawia z człowiekiem starszym.
– Na pewno? Może znalazłby się ktoś, kto mógłby mnie obsłużyć?
– Niestety, ale nikogo poza mną nie ma, a ja tylko pilnuję Domu. Proszę przyjść kiedy indziej. Do widzenia.
Podeszła do gościa i kładąc na nim delikatnie ręce, zaczęła wypychać go na zewnątrz.
– Jesteś sama? Chwileczkę! – zawołał, gdy był już w połowie wyrzucony.
– Do widzenia!
Dziadek nie chciał się tak łatwo poddać; w ostatnim momencie wsunął rękę, kiedy Kimiko zasuwała z powrotem drzwi. Od ścisku pisnęły drzwi.
– Aua! O kurwa! Puść, Kimiko!
Raptem zamarła, gdy usłyszała jak ten obcy człowiek wyjawia jej imię, jakoby nieobca mu była jej tożsamość. Z szeroko otwartymi oczami zwolniła drzwi i pozwoliła dziadkowi odsunąć je, by uwolnić swą niemalże zmiażdżoną dłoń.
– Znasz mnie? – mruknęła na wpół słyszalnym głosem, bo tak wielki ogarniał ją szok.
Postać weszła do środka, mijając bez słowa Japonkę. Nagle przywiodła ze sobą wspomnienia tego zakapturzonego cienia, który nie raz obserwował ją przed Domem Nocy; pewnie gdyby więcej razy wychodziła na dziedziniec spostrzegłaby, że czuwał przed nim dość często, jeśli nie każdego tygodnia. A spędziła już szmat czasu w owym zamtuzie. Teraz kiedy miała stawić czoła potencjalnemu prześladowcy, struchlała. Może nie powinna go wcale wpuszczać? Co jeśli okaże się być jakimś zabójcą? Albo klientem, którego nie dobiła, i który przybył się teraz zemścić, lub dokończyć dzieła? Oblicze burmistrza i wszystkich mężczyzn, z którymi miała do czynienia mignęły jej w ułamkach sekund przed oczami, aż wreszcie dziadek zdjął kaptur i ściągnął maskę, pod którą skrywał tożsamość przyjaciela.
To ja – powiedział młody mężczyzna, którego Kimiko za nic nie rozpoznawała, choć wydawał się bliski. Pokręciła znacząco głową.
– Czyli?
– No jak to? Nie poznajesz mnie? To ja, Rai!
Raimundo. Kimiko zamrugała parę razy. Imię rozbrzmiało echem w jej czaszce; po chwili już pamiętała, skąd kojarzy te brazylijskie rysy twarzy, grubiutki nos, szerokie jak wąsy brwi, wąski podbródek i ciemno-zielone oczy.
– Raimundo! – zawołała jego imię, by dobrze zasmakować je na języku. – To naprawdę ty!
– No… Co, nie poznałaś mnie, co nie? Wybacz mi ten kamuflaż!
Kimiko uśmiechała się, choć nie umiała określić, czy radość, którą okazuje, jest prawdziwa. W zasadzie kompletnie nie umiała określić, jakiego pokroju emocji właśnie doświadcza. Pod wpływem chwili jawiła te uczucia, które wydawały jej się właściwe w obecnej sytuacji, lecz co tak naprawdę przeżywała w głębi? Niepokojącą pustkę, obojętność, jakby widok przyjaciela poza wywarciem szoku, że nadal żyje i się spotkali wcale nie poruszał serca dziewczyny. Bądź co bądź, zdołała zapomnieć o nim i o całej przeszłości…
Raimundo wpatrywał się tak, jakby czegoś oczekiwał. Szybko zastanowiła się, o co może chodzić, lecz za nic nie wpadła na to, że kolega pragnie się wyściskać. Sam wyszedł z inicjatywą, wyciągając do przodu ręce. Uścisnął Japonkę, która nie potrafiła w pełni się odwdzięczyć, a kiedy drgnęła, było już za późno; speszony Raimundo dał krok w tył.
– Zmieniłeś się – wybełkotała cokolwiek, byle tylko nie milczeć w niezręcznej pozie i minie. Patrząc na niego nie wiedziała, czy myśleć o nim nadal jak o chłopcu, czy jak o mężczyźnie. Wyrósł, zmężniał z twarzy i z ciała, choć wydawał się wątły, acz ciężko było stwierdzić, czy zmizerniał w skali mięśni, czy może to przez to przebranie.
– Ty się nic nie zmieniłaś. Kompletnie. Jesteś tak samo młoda, jak wtedy, kiedy widziałem cię po raz ostatni. Choć nie powiem, nie powiem… uroda ci sprzyja. – Niespodziewanie pokręcił głową. – Zanim cokolwiek zacznę gadać… Powiedz mi szczerze. Szczerze. Mogę ci ufać?
– Słucham?
– Czy mogę ci ufać?! Wal prosto z mostu, jesteś z nim?!
– Z kim?! – zapytała, również podnosząc głos pod pływem nagłego ataku werbalnego ze strony smoka wiatru.
– Z jaszczurem! Czy przyjęłaś jego rządy? Proszę powiedz szczerze, to oszczędzę nam obojgu kłopotu i zaraz się zmyję.
Kimiko zamrugała.
– Nie… Nie jestem po jego stronie, jeśli o to pytasz.
Raimundo odetchnął ciężko, jakby spadł mu olbrzymi kamień z serca.
– Wierzę ci. Wierzę, że byś mnie nie okłamała. Wybacz mi, że tak naskoczyłem.
Przemilczała to. I tak odpowiadała mu jak w amoku, nadal lustrując go, jakby był ułudą, która zaraz miała się rozpłynąć.
– Co to za kamuflaż? Udajesz dziadka?
– Kogoś muszę udawać, bo są rozesłane za nami listy gończe. To znaczy za mną. Za tobą też kiedyś były, ale zniknęły jakiś rok temu. Kiedy to zauważyłem, pomyślałem, że zostałaś schwytana. Wystraszyłem się jak nie wiem i postanowiłem nie ryzykować, a wychodzić na miasto tylko jako dziadzio. Niezłe to przebranie, co nie? Ashley mi pomogła.
– Kto?
– Ah, wybacz, możesz ją znać z jej pseudonimu: Katnappe. Wiesz, ta laska, która bawiła się w drugą kobietę-kot i była miejską złodziejką.
Katnappe? – powtórzyła z naciskiem, jawnie nie dowierzając. Cała przeszłość zaczęła walić do niej tłumem, a ona wołała w samoobronie: „precz, precz”… Jakoś nie chciała do niej wracać, ani do porażki, do win, których nigdy nie odkupiła, nawet jeśli mogło to oznaczać powrót do dawniejszego sposobu walki z Heylin – a czyż nie tego właśnie pragnęła?
– Ta. Wiesz, ktoś musiał mi dotrzymywać towarzystwa, kiedy was nie było obok – tłumaczył dalej Raimundo, kompletnie nie zauważając w jakim stanie psychicznym jest dziewczyna obok.
– Dotrzymywać towarzystwa? Ale że w jakim sensie?
– Słuchaj, mam ci wiele do opowiedzenia, ty mi pewnie też, więc może gdzieś usiądziemy? Wiesz, nie chcę być nachalny, ale ostatnio tyle szpiegowałem ten budynek w poszukiwaniu okazji, żeby cię zobaczyć, że nie odmówiłbym małej filiżanki herbaty.
– Herbaty…? Jasne… Wchodź.
Głos Japonki może i był zachęcający, ale zaprowadziła go do swojego pokoju pełna obaw, niechęci i strachu, że źle postępuje. I znów nie umiała sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego się tak czuje.


– Och, tego mi brakowało. Gorącej herbaty z cytryną – oświadczył, rozkoszując się kubkiem ożywiającego napoju, który Kimiko nalała mu z wielkiego, porcelanowego dzbanka, goszcząc go w swoich czterech ścianach, którym on nie mógł przestać się przyglądać.
– Raczej nie mamy wiele czasu – uprzytomniła mu, aby streszczał się z konsumpcją poczęstunku, a doszły do niego jeszcze ciastka, i szybko opowiedział to, co opowiedzieć zamierzał. Sama Japonka była ciekawa, jak wyglądają niektóre sprawy z perspektywy innych osób. – Mówiłeś o listach gończych… Tylko za tobą są?
– Tak. Kiedyś były za całą naszą czwórką, rozsiane na każdym drzewie, słupie… po prostu wszędzie. Ale zostałem jedyny. Wiele osób przyłączyło się do jaszczurki. Takich jak Omi, czy nawet Clay.
– Co ty gadasz? – No takich wieści za nic nie spodziewała się usłyszeć. „Co ja więc wyprawiam? Nie powinnam się buntować władcy, skoro Omi czy taki nawet Clay go przyjęli…”
– To znaczy… Clay jeszcze zachował jako taką neutralność, bo Omi to kompletny zombie. Jaszczur pozwolił Clayowi wieść wolne życie na uprawie roli w Teksasie, pod warunkiem, że nie będzie robić nic głupiego. Wiem, że przez rok czasu był obserwowany i dowiódł lojalności względem Heylin. Nigdy nie przestanie być co prawda obserwowany, ale może żyć jak sobie chce. Nic mu nie grozi, o ile jest podporządkowany prawom Imperium. Wyobraź sobie, że się żeni.
– Żeni? – Kolejna dawka wystrzałowych wieści. Co będzie dalej?
– No nie? Rozumiem, że kontakt nam się urwał, ale zawsze miałem nadzieję, że jednak to ja będę jego świadkiem… Z drugiej strony widzieliśmy się tylko raz, po czym musiałem spadać, bo żadne z nas nie chciało ryzykować. Ja jestem poszukiwany i gdybym tak pojawił się na jego ślubie, to…oj, działoby się! Nie chcę rujnować mu życia.
– A Omi? Dlaczego ma być zombie?
– A weź! Z nim to są takie jaja, że to się w pale nie mieści! On to ogólnie został kocim wojownikiem w armii jaszczura, i to dobrowolnie! Nie jest zahipnotyzowany, ale jest mu tak wierny, tak lojalny, że na kilometr lepiej się do niego nie zbliżać. Raz go odnalazłem i spróbowałem pogadać, to ten zaczął się wydzierać i zwoływać swoich kocich kolegów. Spróbowałem za parę miesięcy drugi raz i udało mi się zamienić z nim słowo. Powiedział, że przyjął z honorem naszą porażkę i teraz odkupi winy bycia kiepskim wojownikiem Xiaolin, skazując się na wieczną, niewolniczą służbę u Chase’a.
„W ten sposób można odkupić winy?” – przetrawiła to w myślach.
– Dlatego też tak wyskoczyłem z tym, czy mogę ci ufać. Musiałem wiedzieć, czy zaraz też nie zaczniesz wołać durnych wojowników, a ja jestem dość mocno poszukiwany i prędzej jaszczur wychłosta mnie do krwi, niż zechce wysłuchać, co mam do powiedzenia. A za tobą listów nie ma, kiedyś, jak mówiłem, były, ale zniknęły; no i masz niezłą obstawę z wojowników. Nie dziw mi się więc, ale myślałem, że dużo ryzykuję.
Zapadła głucha cisza. Wieści wydawały się Kimiko przezabawne, że myślała o tym, aby zacząć się na głos śmiać. Okazało się bowiem, że Clay i Omi potraktowali całą swoją xiaolińską misję nie jak życiową, ani jak przeznaczenie, któremu mieli być do końca wierni, lecz jak pewien etap, który przegrali, który się skończył i teraz należało przyjąć to, co sprowadzał los.
– Wybacz mi, Kim. To wszystko moja wina.
Spojrzała na niego nie zgadując, do czego zmierza.
– Postąpiłem jak debil, nie jak odpowiedzialny lider, prowadząc nas na tę samobójczą misję. Wszyscy straciliśmy nasze dawne życia… Z kolei ty… Ty przeze mnie zostałaś… zostałaś… pracownicą w burdelu… Tak strasznie cię przepraszam za to, Kim.
– Nie musisz…
– Muszę… Wiesz, jak się przeraziłem, kiedy pierwszy raz usłyszałem plotki o Japonce z niebieskimi oczami, która sprzedaje się w domu publicznym? Pomyślałem sobie, że to nie możesz być ty, że jesteś zbyt delikatna i dobra, żeby tak skończyć. Pomyślałem o tych wszystkich facetach, którzy mogą chcieć cię zbrukać, że… – zrobił pauzę, przygryzając wargę. – Chodziłem taki wkurwiony. Zawiodłem cię, Kim. Zawiodłem nas wszystkich. Potem jeszcze te plakaty, że cię licytują. A potem jeszcze dowiedziałem się, że Chase cię dorwał i on cię tu odwiedza!
Kimiko odchyliła się, wiedząc, co myśli jej przyjaciel.
„Sądzi, że Chase się mną zabawiał… Zaraz go uspokoję.”
– Szukałem pierwszej lepszej okazji, żeby do ciebie przyjść i cię ocalić. Przysięgam, że gdyby była szansa, przybyłbym wcześniej, ale…
– Rai, spokojnie. Nie jestem taką dziwką, jaką ci się wydaję. Nikt mnie nigdy nie posiadł – weszła mu w zdanie, nie chcąc ciągle słuchać tych wywodów. Inaczej nie umiała określić jego żalu, który powinien ją pewnie poruszyć, ale nie poruszał. Chłopak był zbyt obcy dla niej.
– Co? Jak to? – Raimundo zdziwił się wielce.
Kimiko zacisnęła usta. Teoretycznie to, co zamierzała mu zaraz powiedzieć miało być tajemnicą dla wszystkich mężczyzn na świecie. Ale Raimundo przecież nie był zagrożeniem, ani celem… Powinien być sojusznikiem.
– Ten burdel to przykrywka – wyznała. – Nie jesteśmy prostytutkami. My tu ściągamy Heylińczyków, poimy narkotykiem, który ich usypia, a następnie wstrzykujemy im truciznę zawierającą wirus Zhayu. Wszyscy nasi klienci umierają po tygodniu. Oczyszczamy świat – oznajmiła z dumą.
Oblicze Raimunda pojaśniało, a zaskoczenie wymalowane na jego twarzy nie zmalało nawet odrobinę.
– Poważnie mówisz? A ja sobie palce obgryzałem, że… – urwał, gdy nagle go coś  olśniło. – O kurde! Powiedz, że otrułaś jaszczura!
Kimiko spuściła głowę. Ścisnęła swoje cienkie dłonie położone na udach.
– Nie. Niestety, jego nie udało mi się otruć.
– No tak…To dlatego ciągle do ciebie tak przychodził.
– A ja ciągle próbuję. Dlatego tak tu tkwię. – „Akurat. Kłamię jak z nut.”
Rai zaczął się śmiać, jakby się załamał i znalazł w porażce niebywały powód do śmiechu.
– Czyli kompletnie nie trzeba cię ratować? Świetnie sobie radzisz, widzę… Zabawne. Naprawdę. Myślałem, że odkupię swoje winy, ratując cię, a tu proszę. Pozostanie mi już tylko ratować Ashley.
– Ratować ją? W jakim sensie? I dlaczego się z nią w ogóle trzymasz?
– Ashley dopadł wirus parę tygodni temu. Jest umierająca… Nie mam pojęcia, czym ją leczyć, żadne lekarstwa, które zmuszony jestem kraść nie działają. Trochę Pazury Tygrysa mi we wszystkim pomagają, dzięki nim tak dobrze podróżuję, uciekam łowcom Chase’a i w ogóle. – Pokazał na moment rękawice z wielkimi, złotymi pazurami obsianymi w abstrakcyjne wzory, które naciągało się na rękę i następnie przecinało się nimi szybkim ruchem przestrzeń przed sobą,  aby wykreować portal pozwalający przenosić się w każde miejsce na Ziemi. – Mi i Ashley pomagają w podróży, lub raczej w uciekaniu. Wywiad Heylin nieustannie nas tropi.
– Niestety, ja też nie znam lekarstwa…
– Szlag by to… Nie wiem, co zrobię, jeśli ją stracę…
Kimiko wyprostowała się jak struna.
– Lubisz ją?
Raimundo przybrał pozę trochę zawstydzoną, ale przytaknął kiwnięciem głowy.
– Jest moją dziewczyną. Najbliższą osobą, bez której bym nie przetrwał. Kto by się tego spodziewał, nie? Jest starsza ode mnie o parę lat, bardziej niż ty, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Nigdy nie przeszkadzały mi starsze dziewczyny. Wiesz… Samotność to straszna sprawa. Tułałem się po świecie sam, odkąd nasza drużyna się rozpadła podczas ataku na Heylin Pałac. Wystarczyły tygodnie, a ja już zacząłem wariować, bo nie miałem do kogo gęby otworzyć. Brakowało mi was strasznie. Jednak z drugiej strony próbowałem przyjąć tę kare, bo uważałem, że taki los muszę właśnie przeboleć za to, co zrobiłem. Poprowadziłem nas na pewną klęskę. Byłem głupi i porywczy. Myślałem już, że umrę, aż spotkałem Ashley. Chase wiele swoich wrogów, lub tych, których po prostu nie lubił, bo go wkurzali, powystrzeliwał z katapult. Ashley spotkał podobny pech. Przeżyła, jednak utraciła sprawność fizyczną. Już zawsze siedzieć będzie na wózku, nigdy nie przeobrazi się w Katnappe. I wiesz, co ci powiem? Jest kompletnie inną  osobą. Bardzo łagodną i ciepłą. Wspieraliśmy się od samego początku, odkąd na nią wpadłem. W zasadzie to ja ją znalazłem na obrzeżach Stolicy, czołgającą się do nikąd. Ocaliłem ją, a potem ona ocaliła mnie przed szaleństwem. Długo tułaliśmy się razem po świecie i w końcu coś musiało zaiskrzyć. Nawet jeśli Ashley przykuta jest do wózka, tworzymy duet i do końca będę przy niej.
Dopiero w tym momencie słowa Raimunda wzruszyły Kimiko i sprawiły, że postać wydoroślałego chłopaka siedzącego przed nią zaczęła stawać się bliższa. A jeśli nawet umysł wciąż go nie rozpoznawał i kazał zakończyć znajomość dla własnego bezpieczeństwa, serce pragnęło się otworzyć, by pochwalić dojrzałe uczucie, jakim ten smok wiatru niewątpliwie musiał darzyć złodziejkę Shen Gong Wu, z którą niegdyś musieli walczyć. Wróg pokochał wroga, i to za wnętrze, nie za ciało. Zazdrościła mu trochę tego uczucia. Była dumna z Raimunda. Aczkolwiek jego sytuacja życiowa była trudniejsza, bo żył w ciągłej niepewności, czy za chwilę nie zostanie złapany przez Wywiad, radził sobie i potrafił odnaleźć w swoim położeniu zalążek szczęścia. Zaś ona? Może również mogłaby coś dostrzec, gdyby przestała spoglądać na same negatywne strony kolei swego położenia.
– Mógłbym jeszcze filiżankę? – spytał Brazylijczyk, wyrywając tym samym Kimiko z otchłani wewnętrznego sondowania.
– Tak, jasne.
W półuśmiechu napełniła wolnym, wyćwiczonym w zmysłowości ruchem ponownie opróżnione naczynie. Jej filiżanka stała pełna od początku, a herbata w niej zdążyła wystygnąć.
– Bym zapomniał cię zapytać. Jesteś w posiadaniu jakiegoś Wu?
Kimiko zastygła w bezruchu w drodze do odstawienia dzbanka. Jej wzrok potoczył się melancholijnie po podłodze. Kompletnie zapomniała o Gwieździe Hanabi, którą miała odzyskać. Co się z nią stanie, jeśli książę nigdy więcej jej nie odwiedzi?
– Nie. Nie mam żadnych Wu.
– To nie dobrze. Nie masz czym się bronić w razie czego. – Rai pomacał się po kieszeniach, sprawdzając, czy czegoś nie ma. – Cholera. Nie mam niczego przy sobie. Ale postaram się wrócić i coś ci dać, żebyś mogła poczuć się znów wojowniczką! Na te ostatnie słowa oczy Kimiko rozbłysły, jakby zawitały w nich latarnie.
„Wojowniczką…? Ale… to się skończyło…”
– Może jeśli dam ci coś do obrony, zdołam zdobyć moje odkupienie… Ale w tym wszystkim nie ma tyle złego, co dobre by nie było. No bo patrz, z dwojga złego lepiej, że to Chase rządzi, niż jakiś Hannibal, czy Wuya. Chase jeszcze potrafi okazać łaskę, z kolei oni… brrr… Boję się pomyśleć, co by zrobili z nami, czy ze światem!
Niespodziewanie umilkli, bo rozległ się dziwny szelest, dobiegający z salonu. Po chwili dołączyły do niego szmery, jakby stado pszczół wdarło się do środka Tiánmì. Głosy poruszały się szybko i rosły.
– Co to? – spytał spanikowany Raimundo, który od razu zaczął wyobrażać sobie najgorsze: budynek obserwowany jest bardziej, niż sądził i łowcy Chase’a przyszli po niego, by zaprowadzić go przed oblicze władcy. Albo jeszcze gorzej – on sam przybył odegrać rolę kata sprawiedliwości.
Ale  Kimiko ostudziła jego nerwy, rozpoznając wołanie jej imienia, aby przyszła się przywitać.
– To Siostry i Matka! Wróciły! Musisz stąd spadać!
Nic więcej nie dodając z racji tej, że nie było czasu, wstała i gestami dłoni zaczęła poganiać kolegę do szybkiej ewakuacji.
– A…! Zobaczymy się jeszcze? – spytał z nadzieją.
– Nie wiem. Nie wiem, co się teraz będzie dziać, a ostatnio… zdarzyło się coś niedobrego, teraz Siostry wróciły spóźnione z… Po prostu nie wiem! Ale wypatruj okazji!
– Się wie! Będę jak nic!
Okrążył stolik i stanął na środku pokoju, wyciągając Złote Pazury Tygrysa. Zamachnął się, a wówczas czarno-biała wstęga rozpruła powietrze, błyskając białym światłem, jakby utkana była z błyskawic. Wewnątrz rozpościerał się delikatnym zarysem obraz lasu, do którego chciał uciec. Nim wszedł w portal, jeszcze na moment odwrócił się do Japonki, która zaczęła się trząść. Obdarzył ją czułym spojrzeniem.
– Dobrze było cię widzieć, Kim. Trzymaj się. Powodzenia.
Po czym nie czekając na żadną odpowiedź, jak gdyby wcale na nią nie liczył, zniknął, nie zostawiając po sobie nawet cienia.


Jeszcze nigdy nie sądziła, że tak rozpromieni ją widok Matki, czy Sióstr, choć w przypadku zauważenia Dyris reakcja opiewająca w niechęć była jak najbardziej pożądana i naturalna. Cieszyła się, że wracają żywe, acz spóźnione, bowiem dusiło to żmiję strachu, jaka zaczęła uwijać gniazdo we jej wnętrznościach. Uszły z życiem, wróciły, Imperator nadal nie odkrył ich wielkiej tajemnicy.
Kimko nie zdążyła wyjść z pokoju i się przywitać, jako że Wan Lanfen uraczyła ją złożeniem własnej wizyty, nie otrzymując zbyt długo znaków życia ze strony Japonki. Powitały się chłodno, acz obie odczuły ulgę na swój widok. Niewątpliwie Matka i Siostry maja wiele do opowiedzenia, a i sama Kimiko była ciekawa tej wiedzy, wszakże chodziło o Imperatora, tego, który w każdej chwili mógł istotnie wpłynąć na to, jak toczy się jej życie.
– Ktoś tu był? – zapytała na początek Matka, rozglądając się po pokoju jakby w poszukiwaniu złodzieja, albo zakazanego kochanka.
– Co? Tutaj? Nie. Nikt – skłamała Kimiko, licząć, że czyni to jak najlepiej. Musi pamiętać, by dobrze ćwiczyć tajniki oszustwa, do czego inspiruje ją ostatnio wiele czynników, na przykład Keiko. Poprzestała jej ufać, tak przynajmniej sobie powtarzała, bo w końcu kto wie do czego zdolna może być zakochana w heylin wojowniku dziewczyna?
Matka przybrała oziębłą postawę, zakładając dłonie na biodra.
– Więc czemu masz rozstawione dwie filiżanki napełnione herbatą?
Kimiko spojrzała na dowód zbrodni. „Szlag by to…”
– A bo może był jeden… klient…
– Tak? Więc będzie wpis w utargu i monety w kasie? – dokopywała się dalej prawdy kobieta, zaświadczając któryś raz o swej upartości.
– Eee… Nie, bo on wyszedł niezadowolony już na początku – wyjaśniła całkiem sprawne.
– Doprawdy?
– Tak… Co się stało? Matka mi nie ufa? Kogo innego miałabym tu gościć?
Matka nie umiała odpowiedzieć sobie na to pytanie, ale i tak postawiła sprawę jasno, nawet jeśli odeszła nie udzielając ostatniego komentarza. Straciła do Japonki zaufanie, o ile kiedykolwiek jakimś ją darzyła. Pytanie czemu?
Wraz z nią Kimiko dołączyła do Mírén, które rozsiadały się wygodnie w salonie, parząc herbatę i nadal przeżywając to, co przeżyły. Chwaliły się niestrudzenie, że odwaliły niezapomniany i zwalający z nóg występ; od ich tańca ponoć żaden mężczyzna nie mógł oderwać wzroku, a gdy się skończył i westchnienia ucichły, każdy z gości rzucał się do nich z otwartymi sakwami, wręcz błagając o uświadczenie swych usług. Na pytanie, czy otruły kogokolwiek z heylińskiej świty, odparły ze smutkiem, że tylko jakiś nisko ustawionych urzędasów, bo reszta urodziła się ze zbyt dużym sprytem.
– Kiedy któraś z nas próbowała podejść kociego wojownika, udawało jej się zaciągnąć go do jakiegoś zakątka, ale potem… wszystko toczyło się nie tak, jak plan zakładał – opowiadała Yu Tian. – Taką Cing przeleciał cały dziesięcioosobowy oddział. Dlatego chodzi taka zła i zapłakana. Pragnie zemsty.
Dopiero wówczas Kimiko zerknęła na jedyną z Sióstr, która trzymała się z boku, stojąc pod ścianą z podkrążonymi, czerwonymi oczami i opuchniętymi wargami. Miała dzień, by dojść do siebie, ale nadal widać było, że cierpiała. Milczeniem starała się jednak przykryć swoje katusze.
– A dużo chociaż tych urzędasów otrułyście? – spytała Kimiko, by przyćmić ten niezręczny temat.
– Niedużo – wtrąciła Matka. – Ale też i nie bez powodu. Nie mogłyśmy ryzykować, a nie chodziło nam o pobicie jakiegoś rekordu, natomiast o zdobycie większej popularności. Teraz, kiedy pokazałyśmy się bardziej światu, niebawem zacznie tu ściągać cała zgraja durnych mężczyzn. A gdybyśmy zaryzykowały w pałacu… Cóż. Źle mogłoby się to skończyć. Wyobraź soie. Prostytutki z Domu Nocy , o którym jest coraz głośniej zjawiają się w pałacu Cesarza. Tydzień po zakończonej imprezie pojawia się wiele zgonów wśród osób, które się na niej bawiły. Wszystkim coś dolega, tylko nie prostytutkom. Od razu cały świat nabiera podejrzeń. Musimy działać ostrożnie i uważać, co robimy. W końcu igramy z samym Cesarzem.
– A Cesarza? Próbowałyście otruć Cesarza? Dyris. – Spojrzała znacząco na rywalkę. – Miał być twoim celem.
Dyris prychnęła.
– Byłam zbyt zajęta odpędzaniem od siebie adoratorów, niestety nie zrozumiesz, jak to jest posiadać czyjeś zainteresowanie.
– Posiadałam zainteresowanie samego Cesarza.
– Doprawdy? – zakpiła głośno ruda. – Dla mnie to wyglądało tak, jakby robił ci łaskę, przybywając tu na twe listowne prośby. Teraz ma cię totalnie w dupie. Beztrosko sypia ze swoimi nałożnicami.
Nie wiedząc czemu Kimiko odczuła gorzki smak żalu na podniebieniu. Udała jednak, że uwaga wrednej Siostry nie robi na niej wrażenia. I tak coś innego jej ciągle chodziło po głowie, ta otumaniająca myśl o odkupieniu win… A może tak jednak napisać ten list?
Rozmowa nie trwała długo i urwała się, gdy większość Mírén okazało zmęczenie. Na ostatnie pytanie Kimiko, dlaczego wróciły tak późno Matka wyjaśniła, że musiała porozmawiać ze swoją przełożoną, kryjącą się w pałacu, i której tożsamości za nic nie chciała zdradzić, a to wiązało się z nieco wydłużonym pobytem. Dziewczęta i tak zresztą do późnego południa regenerowały siły po długiej, pracowitej nocy. Kimiko skierowała się wolnym krokiem, dającym wyrazić po trochu smutek, jaki ją dopadł po słowach Dyrs, do swego pokoju. Miała wielką ochotę zamknąć się w nim, wycieńczona każdym czynnikiem, jaki przez ostatnią dobę szargał jej nerwy i wytrzymałość psychiczną – od napastliwych snów z Wiecznym, po nudności i spotkanie z dawnym przyjacielem. Nawet minęła Keiko bez słowa, obijając się z nią barkami.
Tuż przed wejściem natknęła się na jeszcze jedną osobę – Fumi, która pamiętając każdą złość i nieprzyjemność, jaką ruda jej wyrządziła, powzięła sposobność, jakiej się dopatrzyła za dobrą do urządzenia sobie małej, prywatnej zemsty.
– Dyris nie mówiła prawdy. Ja miałam okazje przechadzać się dość blisko księcia. Słyszałam, jak mówili o tobie, on i jego wojownicy.
Kimiko zerknęła momentalnie za siebie, upewniając się, czy nikt ich aby nie podsłuchuje, jak gdyby rozmawiały o czymś zakazanym.
– Mieli plany, żeby wyrwać cię stąd, ale nie w tym sensie, by uwolnić. Oj nie. Chodziło im o sprzedanie cię bezpośrednio Imperatorowi, przerobienie na jego nałożnicę, która grzałaby mu codziennie łoże… Mówili o lepszym losie i sławie, na jakąś zasługiwałaś. Więcej chyba nie muszę  powtarzać, oprócz jeszcze tego, że…
– Że?
– „Japonka spierdoliła sprawę. Obraziła pana śmiesznym zarzutem”, powiedział jeden z nich. Książe przytaknął, mając taką surową minę, że aż mnie zmroziło. A potem mnie zobaczyli i sobie poszli gadać gdzie indziej.
Po chwili mała Fumi zniknęła za rogiem, pozostawiając Kimiko osamotnioną w walce z natłokiem nowych informacji, które burzą pałętały się w jej umyśle, wprowadzając w nim na nowo bałagan. Z wrażeń podparła się o ścianę. To wszystko nie trzymało się kupy. Lekarz wyraźnie powiedział jej, że straciła cnotę, a jedyny rytuał, w jakim mogłoby się to zdarzyć, to seks. Z nikim go nie miała, na pewno nie przy zachowanej przytomności, którą straciła, kiedy była z Youngiem sam na sam. On się wyparł, co obrała za naturalną naturalność, wszakże jest zły, a źli kłamią nawet wtedy, kiedy w duchu są dumni z dokonanego przestępstwa. Z drugiej jednak strony doskonale znała jego zamiłowanie do honoru i aż trudno było jej uwierzyć, by mógł go zhańbić dla takiej błahostki, jak pozyskanie uniesień wykorzystując ciało niezdolnej się bronić dziewczyny. To pójście na łatwiznę nie w jego stylu. To wybranie chwilowej rozkoszy, nie gwarantującej powtórki i hańbiącej honor, co też nie było w jego stylu. A teraz dochodziły jeszcze te usłyszane wyznania od Fumi… Nic się z niczym nie łączyło, czy więc zatem możliwym było, aby lekarz się mylił? Albo kłamał? A jeśli tak, to może faktycznie powinna napisać list, albo spróbować tak dostać się do pałacu, stanąć oko w oko, i wyrazić wszystko właśnie przy takim dokonaniu?
Jak oddychała, tak nie mogła wyrzucić z siebie tego pomysłu, jaki podrzucił jej nieświadomie Raimundo na odkupienie win. Powinna przeprosić Chase’a, przeprosić, na nowo i szczerze przyjąć jego rządy jako swoją karę i otrzymać w nagrodę spokojne życie, bez dręczycieli. Może po okazaniu skruchy zostałaby zwolniona z więzienia w Tiánmì, w końcu przez temperament i niepowściągliwość języka została ukarana tak, a nie inaczej? Czyli w sumie otrzymała wyrok, karę za winy i miała zrehabilitować się, ucząc się szacunku do mężczyzn, a więc głównie do niego i poznać realia nowego życia, do jakiego również miała się dostosować. Lecz czy nie kryło się za tym coś jeszcze? Omi mu służył i od niego Chase prawdopodobnie dowiedział się, jak bardzo zhańbiony porażką w walce z siłami zła honor może zadręczać wojowników z buddyjskiego klasztoru. Pewnie domyślił się, że każdy z wojowników przechodzić będzie katusze i w zamian za spokój dla swoich rządów, oferował odkupienie. Kiedy Kimiko rozwodziła na ten temat i próbowała obalić wszystkie niejasności, dochodziła do wniosku, że działania Chase’a to jego sposób na podziękowanie za łatwe złożenie mu świata do stóp.
„Napiszę ten list. Nie wiem jakimi słowami, ale coś napiszę. Cokolwiek… Muszę go przeprosić i wyznać, że pragnę się z nim zobaczyć.”
Na koniec wspomniała jeszcze pocałunek, którą również ją wabił i nakłaniał do przełamania oporów, i wreszcie też Gwiazdę Hanabi, jakiej nadal nie odzyskała.
„Mój honor jest do odzyskania. Jest. Odkupienie mam załatwione dzięki niemu i honor tak samo dzięki niemu mogę oczyścić. Nie być jak dziwka, ale zasmakować życia jako wojowniczka w tym nowym świecie. Wystarczy, że wygram pojedynek, który on dla mnie zorganizował.”

9 komentarzy:

  1. Ej, te pogodowe anomalie i fatalna jakoś powietrza to taka aluzja do smogu? xD

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany... TYLE PRZEGRAĆ!

    Błagam Cię, siostro, niech Kimi napisze ekstra list i niech książę da jej to odkupienie!

    Nie... teraz będę przeżywać. Tak przeżywać, jak tylko może kobieta... która dowiedziała się, że jej ulubiona literacko-telewizyjna żeńska postać tyle straciła u jej ulubionej literacko-telewizyjnej męskiej postaci!
    Rany... i kto w końcu maczał palce w rozdziewiczeniu Kimi?! A może ona jest dziewicą, ale Sryris przekupiła lekarza, żeby piertolił trzy po trzy? Tak, to by pasowało. Głupia Sryris. Głupi ginekolog. Na pewno doszło tu do złamania hipokratesowej przysięgi. xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Ajajaj! Tyle się dzieje! Od początku podejrzewałam, że ta tajemnicza postać to Raimundo. Swoją drogą jego opowieści o pozostałych smokach mnie zszokowały. Myślałam, że założyli jakąś tajną organizację do walki ze złem, a tu nic, urządzili sobie sielankę w świecie Chase'a. Podejrzane i do nich niepodobne. Co jak co, ale Omi nigdy nie poddałby się Heylinowi z własnej nieprzymuszonej woli. Mam nadzieję, że szykują jakiś plan, ale z drugiej strony tak lubię Chase'a, że nie chcę, by czyhali na jego życie. XD Kimi się nie liczy, bo jej zauroczenie do księcia rośnie z każdym dniem, więc szansa na otrucie go jest niska (wykluczając to, że Chase tak łatwo nie da się oszukać).
    Już nie mogę się doczekać, aż się spotkają. ^^
    Weny! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A właśnie sobie myślałam, że fajnie by było poczytać nowy rozdział, ale niee, za szybko bym chciała - a tu proszę! Bardzo bawił mnie zwrot z lizaniem xd W ogóle to jaa, Rai się pojawia! Długo już miałam podejrzenia, że któryś z ex-wojowników odwiedzi Kimi. No i ten optymistyczny koniec ^^

      Usuń
  4. Anonimowy2/10/2017

    Super to jest! Zabawię na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy3/08/2017

    Kiedy rozdział???
    -Miła

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy