piątek, 20 stycznia 2017

22. Cena lekkomyślności




Keiko była jedną z tych dziewczyn, na które spoczęła odpowiedzialność roznoszenia czarek z trunkami alkoholowymi z różnych fermentacji i przepisów. Cieszyła się, że gdy z cichym głosikiem przeciskała się przez tłumy i proponowała poczęstunek, żaden z przybyłych klientów nie okazywał jej zainteresowania, nie raczyć nawet na nią spojrzeć. Wszyscy mężczyźni mieli wzrok wlepiony w scenę i w tancerkę, która po odzyskawszy równowagi kontynuowała swój spektakl jak gdyby nigdy nic.
Kiedy taca została opróżniona, Keiko zawróciła do miejsca z cateringiem, w którym powinna zastać zapas czarek i alkoholu wydawany przez Cing. Lecz zamiast sprawowania kontroli zastała panikę i scenę z denerwującą się na Cing Matką.
– Jak to alkohol się skończył? W spiżarni jest  cały zapas, który powinien być  tutaj!
– Wiem, Matko. Powiadomiłam Fumi, żeby przyniosła parę butelek, ale coś długo nie wraca. Nie ma co rozdawać Siostrom i one nie mają czym częstować klientów.
Matka warknęła głośno.
– Ci mężczyźni nic a tylko by chlali. Trzeba było zrobić większy zapas. Ach, jak mogłam tego nie przewidzieć? Nieważne! – urwała, akurat gdy Keiko podeszła do nich, pokazując, że i jej tacka jest już pusta. – Keiko! Nie masz nic do roboty, prawda?
– W chwili obecnej – nie – przyznała.
– W takim razie pójdziesz do spiżarni i zobaczysz co z Fumi. Jak ją znajdziesz razem przyniesiecie dostawę alkoholu, jeśli nie, sama przyniesiesz tyle, ile dasz radę udźwignąć. Przy braku alkoholu biznesmeni lubią się bez powodu burzyć. Nie możemy dopuścić do tego, żeby braki w zaopatrzeniu kosztowały nas dobrą oceną wieczoru. Do roboty!
– Tak jest – odparła posępnie Keiko, po czym skręciła ku ścieżce wiodącej przez wysokie zarośla.
Droga złożona została z jasnych kamieni, obrośniętych ciemną, suchą trawą, a nad nią rozciągały się sznury z lampionami i wstęgami, tak jak w innych miejscach, by dodać ogrodowi jeszcze większych uroków. Wąska i obmurowana ze lewej i z prawej strony krzakami, stanowiła oddzielne, wręcz sekretne przejście do kuchni, z której wydawane były poczęstunki. Tego przejścia używały Míren, by z łatwością dostać się do Domu Nocy, jeśli nie towarzyszył im żaden klient zainteresowany ich urodą. W innym przypadku przekraczały z nim główne wejście od frontu przybytku, aby pokazać ludziom przechadzającym się po miasteczku o tak później porze, iż usługi są cały czas oferowane i wiele osób z nich chętnie korzysta. Jeszcze się nie zdarzyło, by i Keiko mogła porobić za reklamę ze swym klientem. Dotąd zadowalała ich w tajemnicy, w zamkniętych pomieszczeniach. Szczególnie jednego, który wysoce cenił sobie ich prywatność.
Wnet ktoś złapał ją za ramię i w silnym uścisku, równie niespodziewanie, pociągnął w krzaki. Przedzierając się przez chmarę liści i pąków, cudem unikając zahaczenia materiałem hanfu o ostre gałązki, Keiko wylądowała w ciasnej, ogrodowej przestrzeni między płotem z krzewów a murem z kamienia okalającym teren nieruchomość. Ciemny zaułek nie posiadał żadnej drogi ucieczki. Był tajnym miejscem oddzielonym od wszystkiego, zwłaszcza od wzroków ciekawskich gapiów, w który można było całować się do woli, nie martwiąc się o dyskretność.
I tak Crove dostawszy wreszcie Keiko w swoje łapska, przycisnął ją do muru, jakby jeszcze bardziej zapragnął ją dla siebie schować, po czym zaatakował serią stęsknionych pocałunków.
– Już myślałem, że nie zdołam cię porwać.
– Kotek, co ty wyprawiasz? – Keiko wyrwała mu się jak poparzona wrzątkiem, kładąc mu ręce na nagim torsie i odsuwając go o krok. Crove nigdy nie nosił pełnej zbroi; zawsze miał ramiona po same dłonie obudowane w stalowe płyty, tak samo barki i nogi, jednak brzuch wręcz lśnił obnażonymi mięśniami, których o dziwo nie szpeciła wciąż żadna blizna, acz żył już kilkaset lat i stoczył nie jedną bitwę.
– Całuję cię – wyjawił fakt oczywisty. Znów się pochylił i znów złączył ich wargi. Keiko nie ukrywała, że rozpływa się od tej słodkości, ale zdrowy rozsądek nakazywał ostudzić zmysły i się opamiętać.
– Ale nie tutaj, to ryzykowne…
Zero reakcji, jedynie kolejne muśnięcie.
– Matka tu krąży, wysłała mnie do kuchni…
Dłonie wojownika zsunęły się na jej uda; zaczęły je masować, pieścić dotykiem, ugniatać jak ciasto – uwielbiała, kiedy ją dotykał w taki sposób – aż wylądowały na pośladkach. Niech będzie przeklęta ta bielizna, którą wyczuł pod cienką warstwą hanfu.
– … Jeśli nas przyłapie, będzie źle. Ktoś nas może usłyszeć…!
– Będziemy cicho, jesteśmy w tym przecież dobrzy – Za nic nie zamierzał przestać, przechodząc teraz ustami do smakowania smukłej szyi Japonki.
– Nie wygłupiaj się, kocie…
– Ty się nie wygłupiaj, kiciu…
Całował ją tak mocno po tej szyi, celował w tak dobre i czułe miejsca, że Keiko drżała i miała wrażenie, że topi się w jego uścisku jak lodowiec. Doskonale wiedział, co robi. Miał do perfekcji obcykane jej słabe strony. Już chciała mu darować i oddać się tak, jak za pierwszym razem, gdy ją uwiódł swym urokiem, ale widmo nieobliczalnej Matki o wzroku sokoła ponownie ocuciło z gorącego transu.
– Nie! Przestań!
Odsunęła go lekkim pchnięciem, po czym starła z wściekłym spojrzeniem. Crove był zawiedziony, nie takiego wieczoru oczekiwał. W ogóle cały wieczór był do bani i chodził wkurzony, aż zauważył ją skręcającą w stronę potencjalnej kryjówki, którą mogliby wykorzystać do poprawienia sobie humoru. Nakręcił się, a tu takie rozczarowanie!
– Jasne. Pewnie rezerwujesz się dla kogoś innego – rzucił wrogo.
– Wcale nie…
– Nie? Widziałem, jak te grubasy tutaj wlepiają w ciebie wzrok. Pewnie jakiś zdążył poprosił już o godzinę z tobą…! Jeśli któryś cię dotknie, utnę mu łeb! – wycedził przez zęby, po czym dobył srebrnego miecza. Wysunięcie się ostrza rozdarło powietrze dość głośnym zgrzytem. Keiko wystraszona obawą, że nieustannie nastawiająca uszu Matka mogła ich usłyszeć, w momencie położyła dłonie na jego własnych i zachęciła do schowania orężu.
– Nie rób nic głupiego… – poprosiła, ale Crove nie zamierzał odpuszczać.
– Nie rozumiesz, że mam dość dzielenia się tobą? Opuść ten burdel! Chodź ze mną do pałacu… Zamieszkaj w nim ze mną…!
Keiko spuściła głowę. „Zaczyna się.”
– A rozmawiałeś ze swoim panem?
Crove zamilkł.
– Nie, jeszcze nie… – przyznał po chwili.
– Więc co mi proponujesz? Ja odejdę i potem nie będę miała się gdzie podziać. Poza tym nie znamy się wystarczająco długo. Nasza miłość dopiero raczkuje i ja nie mogę być jej na tyle pewna, by wszystko już dla ciebie poświęcać. Jeśli chcesz mi dowieść swoich uczuć, zaoferuj mi coś bardziej realnego.
Nie sądziła, że zdoła kiedykolwiek mu coś takiego powiedzieć. Zawsze była przy nim jakaś taka ledwo przytomna, jakby wysysał z niej wszelką energię, co skłaniało ją ku temu, by legnąć pod nim w łóżku. Teraz zaś stawiała opór jak dąb na wietrze, czego dotąd nie czyniła. Ale tak samo nie sądziła nigdy, że będzie mieć tak silną słabość do mężczyzn o kaukaskich rysach – z tak zarysowanymi kościami policzkowymi, ze skośnymi, jasnymi oczami i o śniadej cerze, jakby opalonej wiecznie w słońcu. Musiała tylko pamiętać o tym, by ostrożnie mu odmawiać i ostrożnie neutralizować jego popęd, bo bądź, co bądź, nie chciała stracić jego zainteresowania.
– W porządku. Pójdę więc do księcia i porozmawiam z nim otwarcie. A kiedy się zgodzi, rozumiem, że odejdziesz ze mną?
Keiko zwęziła wargi w cienka linię.
– Nie? Wolisz zostać i dalej się puszczać? – zagrzmiał niebezpiecznie.
– I widzisz? Ja swoje i ty swoje. Nie rozumiesz o co mi chodzi! Ja nie wiem czy to uczucie, które nas łączy nie jest tylko kolejnym, przelotnym romansem… – wyznała, smutniejąc. Skoro już jednak zaczęła mówić, co dręczy jej serce, postanowiła kontynuować: – Byli już tacy przed tobą, którzy też twierdzili, że mnie pokochali, ale tak naprawdę chcieli mnie zamknąć w swoich czterech ścianach i uczynić prywatną kurewką… Chcieli mnie uwięzić, karmić szczynami i ruchać dzień i w noc…
Crove był przerażony na twarzy.
– Żartujesz? W życiu nie miałbym względem ciebie takich intencji. Za bardzo cię szanuję. Chcę ci podarować wolność!
– Ty sam nie jesteś wolny…
Tym razem zamarł, prostując się w plecach. Keiko natychmiast pożałowała swoich słów i zrobiła przepraszającą minę. Niestety za późno.
– Wybacz, nie chciałam…
– Właśnie, że chciałaś – przerwał, surowiejąc w oczach. – Cóż, skoro nie chcesz spędzić tego wieczoru ze mną, nie będę się narzucać. I tak straciłem ochotę.
– Zaczekaj…! – zawołała go cicho i rozpaczliwie, ale Crove nie usłuchał; odszedł, znikając w krzakach.
Nie chciała go zranić i nie sądziła, że tak zareaguje, ale świadomość, że zakochała się w niewolniku trochę ją uciskała. Bała się o jego los. Wiedziała, że jeśli coś stanie się Wiecznemu, taka sama krzywda sięgnie Crove’a, bo wszyscy wojownicy Heylin byli z nim połączeni i umierali, gdy z ich pana uchodziła dusza. Związek, w który się wplątała nie będzie łatwy. Jednak nie chciała rezygnować z tej miłości i tak łatwo poddawać; miała nadzieję zarówno, że ich uczucie rozkwitnie, oraz że Crove’owi przejdzie.
Klepnęła się w czoło, każąc się za te słowną gafę. Następnym razem powściągnie w porę swój język. Może jeśli ona mu wystarczająco udowodni, że de facto zależy jej na nim, on również z niej nie zrezygnuje i pokaże, czy faktycznie nie chce jej jako kurewki, ale jako osobę.


Zionął gniewem jak zachodnie smoki ogniem i było aż nader jasne, że ten ożywiony wieczór nie zostanie tak łatwo zapomniany. Chase wyszedł z pokoju Kimiko w takim stanie, iż od razu zaciekawił sobą Keiko, która zjawiła się w salonie w dalszym poszukiwaniu Fumi. Ściany w Domu Nocy zdawały się drżeć od jego kroków. Swoją postawą zarażał wszystkich niepewnością, napięciem i strachem. Keiko była zszokowana, widząc Księcia Heylin aż tak wyprowadzonego z równowagi. Tak samo zdziwiła ją Kimiko biegnącą za nim, jakby coś wymknęło jej się spod kontroli. A prawda była taka, że nie takiej reakcji się spodziewała po swoim stałym kliencie i nagle obudziło się w niej wprowadzające w dyskomfort uczucie, że może przesadziła, że może powinna była trzymać emocje na wodzy, i że prawdopodobnie przyjdzie jej gorzko żałować swoich słów.
– Dokąd idziesz? – spytała niebieskooka, skutecznie zatrzymując władcę tuż przed wyjściem. Kompletnie zignorowała Keiko, która dla bezpieczeństwa, jak gdyby miało coś zaraz wybuchnąć, odsunęła się na bok. – Wychodzisz tak po prostu? Uciekasz?
Chase zakpił prychnięciem, odwracając się na pięcie.
– Zejdź ze mnie.
– Nie. Nie zejdę. Nie zamierzam ci tak łatwo odpuścić.
– A to dlaczego? Jesteś taka pewna swego; mówisz, że masz dowody, po co więc coś jeszcze ode mnie oczekiwać? Pozwolisz, że się usunę, zanim podejmę pod wpływem chwili zbyt wcześnie decyzję. W przeciwieństwie do ciebie, nie działam pochopnie.
Teraz to Kimiko prychnęła.
– Zostałam otruta! Ty byłeś ze mną w pokoju przez cały czas!
Chase machnął na nią ręką i odwrócił się z powrotem do wyjścia.
– Rozczarowałaś mnie – dodał na odchodnym, na co Japonka prychnęła ponownie, tym razem ze zdwojoną siłą, chcąc dobitnie mu przekazać, że wcale ją to nie obchodzi.
Aczkolwiek wewnątrz przejmował ją żal. Jakkolwiek Kimiko niespodziewanie zechciała ratować sytuację, nie udało się. Chase ulotnił się ekspresowo, zostawiając Japonkę pełną wątpliwości. Coraz więcej myśli rozsadzało jej skronie szeptami, że przesadziła, i że mogła to wszystko lepiej rozegrać – bezpieczniej. Oddychała szybko, jak przy ataku serca. Miała wrażenie, że wirujący grunt pod nogami powoli zaczyna znikać, rozpadać się od ciężaru trwożących jej klatkę piersiową emocji. Ich ogrom ją przytłaczał, a dochodząca do tego niewiedza związana z postawą Chase’a, która nie pozostawiała jasnej odpowiedzi co do tego, czy był winny i co zaszło tej jednej szczególnej nocy, doprowadzała do szaleństwa. Myślała już, że upadnie, przewróci się na tę znikającą podłogę, ale nagle na jej ramieniu pojawiła się czyjaś dłoń. Uśmiech Keiko, jaki zobaczyła, był czuły i szczery, pełen wsparcia jakiego potrzebowała.
– Pokłóciłaś się z nim? – spytała przyjaciółka.
– Chyba nie chce mnie znać… – odparła z trudem Kimiko, jakby to stwierdzenie, które jakoś dziwie rozrywało jej serce przerażeniem niczym przy utracie czegoś cennego, kosztowało ją cennego wysiłku.
Keiko pokiwała głową, jak gdyby chciała zainsynuować, że to uczucie nie jest jej obce. Pokazała butelkę sake, którą trzymała w dłoniach.
– Chodźmy się napić.


Od czasu do czasu Kimiko łapała się za króciutkie kosmyki włosów, nie mogąc przyzwyczaić się do nowej fryzury. Były zdecydowanie za krótkie i czuła się nieprzyjemnie lekko, brzydko, jakby upokorzenie, którego doświadczyła, nie było wystarczające. Lżejsza głowa na złość wydawała się pusta. Jedyne, co oprócz powietrza miało wypełniać ją jak balonik, to to wstrętne poczucie, że popełniła błąd, którego nie cofnie, i którego nie naprawi. Zdecydowanie brakowało dziewczynie pomysłów i planów na przyszłość. Tkwiła w kropce,  jak pokonane zwierzę w klatce, w otumaniającej zmysły i powodującej bezsilność niewiedzy. Wszystko się jakoś tak samo wymknęło spod kontroli… Jeszcze nie tak dawno cieszyła się całkiem niezłym powodzeniem; Chase przychodził do niej, ona z nim grała, próbowała uwieść, przechytrzyć, ale jej spryt okazał się zbyt mały, jak u dziecka, jakby wcale jeszcze nie dorosła i ta zabawa z ogniem oślepiła ją zuchwałością. Niby przemyślała wszystkie opcje do wyboru i idące za nimi konsekwencje, ale ani razu nie wzięła pod uwagę możliwości, iż w życiu różnie bywa i nie zawsze wyjaśnienia spraw są od razu oczywiste. Czasem trzeba głębiej pokopać, by dojść prawdy, czego ona nie chciała zrobić, woląc jak najprędzej doprowadzić do samosądu i wymierzyć samemu ślepą sprawiedliwość. Teraz pozostało jej pić i opierać się o ramię przyjaciółki, która sama nie czuła się lepiej, acz starała się nie zdradzać stanu swego ducha, ani tym bardziej powodów przygnębienia.
– Sama to sobie wszystko zafundowałam – wyrzekała w ramach spowiedzi, wyjawiając dyskretnie osobie, którą miała dłużej nie uważać za przyjaciółkę za jej tajemnice o romansie, że to ona była sprawcą ostatnich krzywd, które jej się przytrafiły. Stwierdziła, że nie ma sensu zwalać dłużej winy na Dyris. Przynajmniej Keiko może powiedzieć, jak było naprawdę, postanawiając jednak dalej kłamać reszcie. Matka zapewne zabiłaby ją za tę zuchwałość, która kosztowała ich ryzyka podczas licytacji, jako że teraz na scenie zamiast Kimiko tańczy uzurpatorka. I niby wcześniej uznała, że nie może już dłużej ufać swej przyjaciółce z dzieciństwa, uległa chwili słabości i pragnienia, aby się wygadać (a także mocy alkoholu), i zapomniała o wszystkim, co jej w niej zgrzytało.
– Błony też się pozbawiłaś? – zapytała Keiko, nalewając kolejnej dawki sake do czarki Kimiko.
– Nie. To akurat było nieszczęście, które mnie spotkało, i którego za nic nie chciałam. Po tym straciłam rozum. Przestałam myśleć rozsądnie. Byłam zaślepiona tą utratą, a przecież to tylko cnota… Po chuj ona komu?
– Stanowiła dla ciebie jakąś wartość – stwierdziła Keiko, patrząc jak Kimiko chłonie łapczywie alkohol, niczym wprawiona w te zawody pijaczka, lub ktoś, kto prawdziwie przechodzi ciężką depresję. Były zamknięte w czterech ścianach pokoju Gwiazdy Hanabi, siedziały na łóżku i tylko świeczki oświetlały im pościel oraz zieloną butelkę z ryżowym alkoholem, która powinna zostać dostarczona do rąk oczekującej pilnie dostawy Cing.
– Owszem, tak było. Ale teraz, kiedy te emocje ze mnie zeszły, stwierdzam, że przecież to nie koniec świata. I tak nigdy nie było mi przeznaczone podarowywać jej komuś specjalnemu. Wyrzekłam się miłości, wybierając samotność w dniu, w którym zaczęłam nauki w klasztorze Xiaolin. W sumie, kogo w ogóle obchodzą jakieś takie bzdety? Równie dobrze mogłabym ubolewać nad złamanym dziewiczym paznokciem.
– Niektórych obchodzą, niektórych nie.
– Tak. Obchodzą tych, którzy wiodą normalne życie. Nasze życia nie są normalne. Jesteśmy prostytutkami-wojowniczkami. Jak to w ogóle brzmi! Jak z jakiegoś taniego filmu, albo z beznadziejnego opowiadania. Byłyśmy świadome od początku tego, że kiedyś może coś nie pójść po naszej myśli i z kimś wpadniemy, że się tak wyrażę.  A ja zrobiłam z tego taki wielki zamęt… Na brodę Dashiego, ile ja mam lat?
– No… zrobiłaś. Ale nie zadręczaj się tym teraz. Miałaś wszelkie prawo czuć się zdruzgotana. A przyznanie się do błędu jest dojrzałym zachowaniem.
Kimiko pokręciła  głową.
– Nie… Ja czułam nienawiść. – Odkleiła się od ramienia Keiko i patrząc się bez przerwy w ciemność przed sobą, która ogarniała pokój, mówiła dalej jak w amoku. – Byłam tak załamana, że chciałam na szybko rozwiązać tę sprawę. Chciałam się za wszystko zemścić. Byłam pełna nienawiści do wszystkiego, zwłaszcza do świata, bo znów coś przegrałam. Ja nie takie życie powinnam wieść, Keiko. Ja powinnam być wojowniczką walczącą o dobro świata, nie sprowadzać niczego do jakiś prywatnych gierek, prywatnej zemsty. Powinnam tak… na serio walczyć. To, co teraz robię… To nie jest to. To jest praktycznie nic nieznaczące. Podświadomie czułam to od początku i masz rację z tym, że tutaj nie pasuję. Najgorsze jest to, że odstawiłam taki spektakl przed Chase’em, że nie wiem czy dożyję jutra. W końcu ma nade mną władzę. Wyrwałabym się stąd, gdybym mogła, ale nie mogę. Jestem otoczona przez wrogów. Cokolwiek bym nie wymyśliła, nie mam wpływu na przyszłość. Wkopałam się, Keiko…
Kimiko usłyszała westchnięcie, świadczące najprawdopodobniej o zawodzie. „Znów palnęłam coś nieprzemyślanego i teraz zraniłam jej uczucia? Co się ze mną dzieje?”
– Po pierwsze: zbyt krytycznie do siebie podchodzisz. Jesteś człowiekiem, a bycie człowiekiem oznacza podejmowanie różnych decyzji. Czasem lepszych, czasem gorszych. Czyż nie chciałaś zamknąć sprawę z Wiecznym? Miałaś go dość, czyż nie? Miej więc głęboko gdzieś, co on sobie myśli. Jeśli ktoś spróbuje po ciebie przyjść jutro z jego świty, będziemy o ciebie walczyć. Zresztą nie uważam, żeby on chciał mścić się za zerwanie z nim poprzez skrzywdzenie cię na duchu i ciele. Raczej nie przychodził tutaj, bo chciał się angażować, prawda?
– No raczej. On nie jest tym typem.
– Więc właśnie. On nawet nie chciał do ciebie zaglądać, ma ważniejsze sprawy na głowie, to ty go ciągle ściągałaś listami, tak to miał cię w dupie. Jestem pewna, że szybko o tobie zapomni.
„Coś w tym jest” – stwierdziła po szybkim przemyśleniu Kimiko, odstawiając czarkę. Już wystarczy tego picia.
– Chyba masz rację. Przestanę mu o sobie przypominać i jakoś to przeżyję.
– I o to chodzi. Z kolei jeśli mam się odnieść do tego, co mówiłaś na temat naszej profesji to wiedz, że znowu mnie rozczarowujesz…
Kimiko uniosła brwi. Keiko przybrała oziębłej postawy, typowej dla kogoś, kogo obraziło się po raz który.
– Gdyby każdy człowiek na świecie podchodził do życia z takim podejściem, z jakim ty podchodzisz, to nigdy nie wyszlibyśmy z epoki kamienia łupanego. Serio to, czym się zajmujemy jest nic nie znaczące? Ludzie walczą ze złem na różne sposoby. Niektórzy są wpływowymi ludźmi, władcami, którzy mogą zadecydować, żeby nie spadła gdzieś bomba, jeszcze inni są żołnierzami, ratującymi biedne dzieci przed bombami, inni tylko policjantami, walczącymi z włamywaczami, albo ochroniarzami stojącymi całymi dniami w supermarketach. Jeszcze inni walczą o dobro tego świata poprzez zapalanie lampionów i składaniem zwykłego życzenia, aby wszystkim wokół toczyło się lepiej. I żeby pomóc temu życzeniu, udzielają się chociażby staruszce nosząc za nią zakupy. Ludzie na różne sposoby czynią ten świat lepszym, albo gorszym. To, że nie walczysz już dla świata dłużej jako Xiaolin wojowniczka, nie oznacza, że wszystko co robisz teraz pozbawione jest sensu. Z takim myśleniem nigdy niczego nie udowodnisz i nigdzie nie zajdziesz. A to, co robimy ma sens. Oczyszczamy świat, pamiętasz? Nawet takim malutkim czynem przyświadczasz się światu, bo ktoś musi ten malutki czyn zrobić, bez którego większe nie zaistnieją.
Oczy Kimiko zalśniły.
„Fajnie gada. Jest naprawdę mądra. A co z tym idzie, musi mieć naprawdę konkretny powód, dla którego oszukuje mnie ze swoim romansem… Co to może być?”
– Masz stuprocentową rację. Przepraszam. – Obie się ucisnęły na zgodę. Trzymając głowę wspartą o ramię przyjaciółki, Kimiko westchnęła: – Keiko, nawet jak się cieszę, że możemy zawsze ze sobą szczerze porozmawiać – rzekła, rozpoczynając inną grę, którą miała nadzieję poruszyć struny moralne przyjaciółki. – Zawsze możemy sobie wszystko wyznać i na siebie liczyć. Jesteś wspaniałą, prawdziwą przyjaciółką.
Odsunęły się od siebie. Przez moment Kimiko miała wrażenie, że uśmiech jaki wstąpił na twarz Keiko był spontaniczny i nerwowy. Za krótko jednak trwał, by mogła mieć pewność.
– Musimy obie się wspierać. Czasy są trudne. Tak naprawdę dzisiaj, bez znajomości, człowiek umiera już na początku.
Tą tezą Keiko sprytnie spróbowała odsunąć od siebie podejrzenia. W końcu nikt, kto nie nosi na swym sercu żadnej winy, nie wyskakuje z taką łatwością z kolejnym tematem. Chyba, że jest naprawdę wyrachowany i bezwzględny. Zdolny do wielu rzeczy, by coś osiągnąć.
– Więc… Nie będziecie się już widzieć? – spytała nagle Keiko z innej beczki.
– Ja i Chase? Nie. Może czuć się bezpieczny, bo nie zdołałam go otruć.
– Mhm. No trudno, poszukasz innych wrogów.
– Może. Choć nadal mam wrażenie, że moją powinnością jest go powstrzymać. Takie było zadanie mojej drużyny.
– Ale twojej drużyny już nie ma – przypomniała szybko Keiko, nim ta głupia myśl przejmie umysł Kimiko niczym wirus. – Nie masz kontaktu z kolegami, więc nie powinnaś ryzykować i robić niczego głupiego. Lepiej poszukać innej drogi na naprawianie świata.
– W porządku. W takim razie spróbuję wykorzystać mój wygląd, o ile nadal jestem w miarę atrakcyjna, i pokarać zwyrodnialców, przychodzących tutaj, którzy zatruwają ludzkie społeczeństwo.
– I tak trzymaj.


Następnego dnia Matka obwieściła Siostrom wyniki licytacji, które były całkiem zadowalające, aczkolwiek nie pojawił się efekt „wow”, jakiego się spodziewano. Meisa, która robiła za fałszywą, niebieskooką Japonkę pobiła rekord Dyris i zarobiła kilkaset tysięcy yuanów, spędzając noc z kilkoma adoratorami, którzy zapłacili najwięcej. Oczywiście przed opinią publiczną skutecznie zatajono fakt, że zwycięzców licytacji było więcej niż jedna osoba. Coraz częściej fałszywe informacje docierały zresztą do ludzkości, która i tak nie zdawała się dłużej przejmować propagandą, przyjmując ją z pokorą i posłuszeństwem każdego dnia. Z początku może wyłączano odbiorniki tv, nie czytano gazet, lecz po kolejnym roku rządzenia Imperium Heylin, zauważono, że dyktatura przynosi pewne pozytywy. Na przykład nie było już dłużej wojen, wszyscy stali się równi, każdy mógł wieść życie, jakie chciał, o ile nie zagrażał bliźniemu i władcy, wszystko stało się jakieś takie spokojniejsze, państwo było jedno, więc społeczeństwo było scalone zamiast podzielone przez wysoką różnicę kulturową. I jeszcze wiele innych korzyści zauważali dziennikarze podający się za niezależnych, którzy coraz otwarciej przyznawali się do zmiany poglądów, zaczynając prognozować lepszą, świetlaną przyszłość.
Z wygranych na licytacji pieniędzy Kimiko nie dostało się nic, co Matka wytłumaczyła tym, że byłoby to niesprawiedliwe wobec Meisy, która musiała zostać wynagrodzoną za swój zaimprowizowany występ, jaki uratował całe przedsięwzięcie. By jednak nie być do przesady bezduszną kobietą, oraz żeby młody wygląd Kimiko się nie marnował, Wan Lanfen zakupiła dość drogą perukę z długimi, czarnymi włosami, jaką dziewczyna miała nosić do czasu, aż jej własne kosmyki podrosną na tyle, by znów dodać wrażenia „wysmuklenia” jej trójkątnej twarzy. Zdecydowanie gorzej wygadała w krótkiej fryzurze, posiadając „koci pysk”, jak to zwykła określać ją Dyris.
Kolejne dni mijały, a Kimiko spędzała je na uwodzeniu klientów i oszukiwaniu ich, a następnie usypianiu i truciu. Każdy dzień rozpoczynała kąpielą, przygotowaniem pokoju, dbała o to, by jej nadgarstki i szyja zawsze skropione były jej ulubionym perfumami o zapachu piżma i jaśminu. Matka mówiła, że kiedy zmoczy się zapachem wewnętrzną stronę nadgarstka, to zapach dostaje się do żył, krwiobiegu i wówczas kobieta zaczyna emanować nim całym ciałem, a że są na bazie alkoholu, nie mogą zaszkodzić organizmowi. I tak Gwiazda Hanabi zniewalała głównie zapachem z nóg każdego, który ośmielał się skorzystać z jej usług. Dużą satysfakcję podarowywała Kimiko w swej niewiedzy Dyris, która nie ukrywała swej zazdrości o to, że Japonce tak dobrze idzie. Pewnego dnia zdarzyło się, że Kimiko dostała przez niedopatrzenie Matki dwóch klientów o tej samej godzinie. Mężczyźnie nie byli zdegustowani myślą o trójkącie – wręcz przeciwnie, bo bardziej się nakręcili. Z początku Kimiko obawiała się, że sobie nie poradzić i jej dwie dziury zostaną brutalnie na raz zbezczeszczone, ale los okazał się przychylny i obdarzył ją wystarczającym sprytem, by sobie poradzić.
Chociaż czas leciał, Kimiko nie mogła przestać myśleć o Wiecznym, który zamilkł, jakby zapadł się pod ziemię i słuch o nim zaginął. No może nie do końca, bo w gazetach, zwłaszcza w „Evil”, nadal można było o nim poczytać, tym bardziej, że redaktorzy na wiele stron uwielbiali się o nim rozpisywać. Teksty mówiły, że książę nieźle sobie radzi, że wszystko mu się układa, że wrócił do szukania żony. Niby bywało tak, że ich rozłąki potrafiły trwać wiele miesięcy, tak niestety Kimiko już teraz doznawała wrażenia, że się od siebie oddalają już na dobre i wkrótce pozostaną dla siebie jedynie lichym wspomnieniem.
„Pewnie nigdy więcej go nie ujrzę, nigdy więcej nie będę go przeżywać.”
Powinna się cieszyć, a jednak czuła wewnątrz siebie niezrozumiany niepokój, mieszający się w ciemnej czarce zwanej sercem ze smutkiem. Nie miała bladego pojęcia, co ze sobą te dwa bliźniacze uczucia wkrótce przyniosą. Miała tylko nadzieję, że cokolwiek to będzie, uda jej się to przezwyciężyć i żyć dalej. W końcu o to chodziło, by przeżyć życie, które ją wyjątkowo ostatnim czasem skłaniało ku coraz częstszych refleksji. W chwilach samotności i błogiej ciszy, w której umysł sam się porządkował, Kimiko próbowała odnaleźć sens życia i cel, za którym mogłaby podążać z wiernością łabędzia. Pod przymkniętymi powiekami, szukając tych dwóch rzeczy, jedyne co odnajdywała, to siwą pustkę.
W końcu nadszedł dzień, do którego Míren intensywnie przygotowały się bez udziału Kimiko, która nie miała prawa wstępu wejścia na teren pałacu Jego Wysokości. Był to dzień, w którym w domu Wiecznego kroiła się gruba impreza, zaaranżowana w intencji pozyskania serc poddanych poprzez pokazanie im, że z Heylinem fajnie jest trzymać. Kimiko od rana chodziła smutna, próbując rozweselić się zabawami w przerabianiu sztuki makijażu i wypróbowując nowe kredki do oczu oraz cienie. Szukała jakiś nowych sposobów, trików oraz stylów, mogących zwiększyć poziom jej urody. Zabiegi teoretycznie działały, bo porywały ją na wiele godzin i sprawiały, że zapominała o fakcie, iż jej Siostry właśnie przygotowują się na spotkanie z Cesarzem, którego uraziła, który nie chce jej pewnie znać, i którego nigdy już pewnie nie zobaczy, i tylko ona z całego społeczeństwa świata nie została zaproszona.
Starała się nie denerwować.
– Szkoda na to moich włosów. Jeszcze posiwieje, a ten dupek pewnie wychodząc zabrał ze sobą moją nieśmiertelność. Moją. Okradł mnie!
Po chwili pokręciła głową, patrząc, jak odrastające włosy nie zakryte peruką falują pod wpływem ruchu. Odrastały, więc rzeczywiście wróciła proces starzenia się.
– I bardzo dobrze. Na co komu nieśmiertelność? To głupie tak trwać i trwać.
Wieczorem odszykowane i wyperfumowane Míren wraz z Matką na czele zebrały się w salonie, obwieszczając gotowość do wyjścia. Aczkolwiek Kimiko nie wybierała się z nimi, również zjawiła się w tym samym pomieszczeniu na żądanie Wan Lanfen, aby je pożegnać i życzyć sukcesów. Kobiety oprócz torebeczek z zestawem do szybkiego poprawiania makijażu i włosów zaopatrzone były również w trucizny. Zamierzały uwieść gości i wojowników Wiecznego, a następnie pogrzebać ich życie w fałszywych spazmach rozkoszy.
– Pilnuj domu, Gwiazdo Hanabi. Gdyby przyszedł jakiś klient, obsłuż go jak należy – nakazała Matka, zostawiając Dom i klucze pod opieką Japonki.
Keiko pomachała Kimko na do widzenia, to samo pozostałe Siostry – wszystkie oprócz Dyris, która uśmiechała się cynicznie i złośliwie od ucha do ucha. Ruda wychodziła z zamiarem pozyskania serca Jego Wysokości, pragnąc w ten sposób jak najmocniej dobić rywalkę, która poległa w tym zadaniu. Kimiko starała się udawać, że nie rusza jej ta żałosna zagrywka, ale w głębi czuła kwas, który chętnie rozlałaby na zewnątrz, najlepiej na twarzyczkę tego durnego orangutana.


Kiedy została sama, zaczęła się cholernie nudzić. Chociaż światła paliły się w Domu, budynek od zewnątrz wydawał się kompletnie pusty i nikt nie decydował się zajrzeć do środka. Spędzająca czas w fotelu Kimiko przy gazecie z krzyżówkami chętniej spoglądała na pomysł w umyśle, aby zamknąć wcześniej i położyć się spać. Coś ją jednak długo trzymało przy zawziętości w czuwaniu, niby jakieś liche poczucie, że może jednak odwiedzi ją ktoś znajomy. Może na przykład sam Wieczny, który zorganizował całe to przedsięwzięcie po to, aby wywabić irytujące Siostry i Matkę z domu, i następnie spędzić czas sam na sam z Gwiazdą Hanabi, pragnącej zaoferować mu to, co nauczyła się w sztuce uwodzenia. Te podchody wydawały się taką dobrą zabawą i naprawdę wierzyła, że Chase mógłby coś takiego zaplanować. Nie zdziwiłaby się. Mógłby działać w intencji sprawdzenia, jak zachowa się, nie będąc pod niczyją kontrolą. W końcu powiedzenie, że dzieci najczęściej broją pod nieobecność w rodziców, nie bierze się znikąd.
Ale Chase nie przychodził, choć leciała godzina za godziną, a atrament w długopisie powoli się wyczerpywał od wypełniania haseł w rubrykach rozpisanych w magazynie „Evil”.
– Synonim od idiota na pięć liter? Chase – podśmiechiwała od czasu do czasu. – Uuu, to jest dobre! Nazwisko człowieka, który pobił rekord w posiadaniu najkrótszego penisa w 2003 roku? Young. Hm. Mogłabym tworzyć własne hasła, na przykład „Jak nazywa się profesja od wywalania świńskiego gówna?”, odpowiedź: „Książę Heylin”.
Zrezygnowana i zmęczona odłożyła gazetę na stół. Dopiła do końca swoją herbatę, po czym stwierdziła, że chrzani to czuwanie i zamknie wcześniej ten głupi burdel. Zgasiła wszędzie światła, zamknęła dokładnie każde okno i każde drzwi, a także podliczyła utarg dobowy, schowała go w książce rachunkowej, zabezpieczyła kasetę, na koniec udała się do swojego pokoju.
Było przerażająco pusto i cicho. Dom Nocy jeszcze nigdy nie był taki wyciszony. Panował mrok przez zgaszone światła i noc. Chociaż słabo widziała na oczy, Kimiko nawet ognia nie wyczarowywała, by oświetlić sobie drogę do łóżka. Wystarczająco dobrze znała na pamięć układ pomieszczenia i bez problemu trafiła na oślep. Zwaliła się na materac, jak burzona kolumna, bo tak wielkie nagle zaczęło trwożyć ją zmęczenie. Ziewnęła, przeciągając się. Stwierdziła nawet, że nie chce się przebierać, więc zrzuciła z siebie tyko niektóre warstwy odzienia, aby nic ją pod kołdrą nie przytłaczało. Następnie zapakowała się w pościel, uklepała poduszki i przekręciła na bok.
„Na lewym boku śpi się najwygodniej i najzdrowiej, zapamiętajcie, wojownicy” – przypomniała jej się przed snem formułka zapomnianego mistrza. Ktokolwiek ją uczył sztuk walki, pamięć o jego wyglądzie i imieniu zginęła na przestrzeni lat i ciężkich wydarzeń.
Dość szybko odpływała do krainy snów, lecz zanim całkiem straciła przytomność, zdążyła poczuć jeszcze dotyk na swej talii. Otworzyła na gwałt oczy. Jakaś ręka zakotwiczyła się na jej ciele, po czym niespodzianie pociągnęła ją do tyłu. Pościel pod sunącą na drugi koniec łózka Japonką zaszeleściła. Wnet zderzyła się z ciałem kogoś innego, które wydawało się strasznie twarde i dwa razy większe, że mogłoby ją przykryć. Przeraziła się nie na żarty. Gdyby światło było zapalone, dałoby się ujrzeć jak w błyskawicznym tempie cała krew odeszła jej z twarzy. Nie była sama. Ktoś do niej przywarł i objął, nie pozwalają uciec. Ze strachu zastygła w miejscu. Czy to napad? Czy to gwałt? Czy to jakiś wysłany na nią zabójca z misją księcia, by skończyć jej żywot tej jednej, samotnej nocy? To na pewno kara za zuchwałość, za te hasła w krzyżówkach!
– Ile kosztuje noc z tobą, Gwiazdko?
Od razu rozpoznała ten szorstki, seksowny głos. To żaden wysłannik, to Jego Wysokość we własnej osobie. Czyli jednak odwiedził ją po długiej przerwie, którą potrzebował pewnie na opanowanie emocji. Kimiko nagle nabrała jakiejś nieprzyzwoitej odwagi.
– Nie stać cię.
Usłyszała kpiące prychnięcie.
– Sprawdź mnie. Podaj swoją cenę.
Pomyślała, żeby odwrócić się do niego, nie leżeć tak tyłem, ale spojrzeć mu odważnie w oczy, ale on ani myślał jej pozwolić się poruszyć. Zapragnęła, żeby zapaliło się jakieś światło, co by przegnać tę atmosferę utkaną w mrok, która służyła zaistnieniu stosunkom płciowym.
– Nie zrobię tego – odparła stanowczo.
– Więc ją odgadnę – rzekł wesoło głos, którego pan kompletnie nie przejmował się jej postawą. Jego ręka niebezpiecznie się poruszyła, zjeżdżając powoli, bardzo powoli, z talii Japonki. – Czy to tysiąc yuanów?
Kimiko parsknęła głośnym śmiechem.
– Tyle nie kosztuje nawet wylizanie moich stóp!
Humor szybko minął i z powrotem zesztywniała, kiedy poczuła dotyk na biodrze. Chase przycisnął ją do swojego podbrzusza.
– A sto tysięcy? – kontynuował.
„Sto tysięcy yuanów to dużo kasy…” – pomyślała cicho Kimiko. „Ale nie! Nie będzie go na mnie stać. Nigdy!”
– Za to możesz sobie co najwyżej popatrzeć… Na moje bose stopy.
Przeciwnik zamilkł na moment, rozmyślając nad kolejną ceną.
– A życie twoich Sióstr i Matki? Co bym za nie otrzymał?
Kimiko wytrzeszczyła w ciemności oczy.
„Nie! Chce się targować za ludzkie życie? O nie! Coś się stało w pałacu! Coś nie wyszło, pojmał je!”
– Czego chcesz? – zapytała drżącym, piskliwym głosem. Dłoń wojownika nie przestawała po niej wędrować, zaczesując teraz okrąg na jej pośladku. Takie masaże zazwyczaj funduje się kochance, aby się rozluźniła, bo będzie dobrze, będzie wspaniale, czeka ją same przyjemne doznanie, ale na Kimiko działały odwrotnie i spinały ją jeszcze bardziej. Przestała grać w jego grę i zażyczyła otwartych odpowiedzi.
Chase nie miał powodów, by ich nie udzielać.
– Zemsty, a czego niby? Zraniłaś moje uczucia, moją dumę, myślisz, że tak łatwo ci odpuszczę?
– Chcesz się zemścić? W jaki sposób? – Czuła, że będzie tego żałować.
„Czy mi się wydaje, czy nagle czas przyspieszył?”
– W bardzo zwyczajny. Będę cię prześladować. Już nigdy nie przestaniesz o mnie myśleć. Zadbam o to.
Tak jak trwała dotąd na boku, tak teraz przewróciła się na plecy, kiedy wojownik za nią zdecydował się nieco podnieść. Nie zamierzał jej jednak opuszczać – szybko pochylił się nad dziewczyną, z niebywałą łatwością rozszczepiając jej nogi, jak gdyby ten opór, który próbowała stworzyć, był budowany tylko dla pozorów. Jego oczy stanowiły jedyny świetlisty element w tej gorejącej przestworzy, w której zanikał wszelki kontakt z przedmiotami. Kimiko miała wrażenie, że lewituje pod nim i jedyne, co czuje, to jak kładzie się między jej udami. Pochylał do niej twarz coraz bardziej i bardziej. Złote ślepia zanikały pod przymykającymi się powiekami. Chase szeptał coś do niej, przypominał o tym, czego się dopuściła nie tak dawno, jak to błagała go o pocałunek, który on w swej łaskawości raczył jej podarować.
– Chcesz tego. Przyznaj, że chcesz. Tęsknisz za tym.
– Chciałbyś…
Broniła, czy też grała do samego końca, by zwabić go jak najbliżej, a gdy nic ich już nie dzieliło, wpiła się w jego usta z szybkością skaczącego do ataku tygrysa. Spijała miękkość jego warg, próbowała ją spisać w swojej głowie i dokładnie zapamiętać, nie mając zielonego pojęcia, że już teraz jest w trakcie odtwarzania zaledwie kawałka z minionej sceny. We śnie sądziła, że się z nim całuje, jakby to rozpalanie się w jego ramionach było dla niej jakimś hitem, choć przecież nie chciała go znać i nienawidziła go. A jednak sen był tak silny, że porwał ją na dobre i sprawił, że w nim zwariowała.
Nagle obudziła się, bo jakiś przeklęty szmer ze świata zewnętrznego wdarł się do jej uszu i zaburzył otumanioną przez mary podświadomość. Otworzywszy oczy natychmiast się podniosła i przeszła do siadu. Wciąż otaczały ją ciemności, lecz nie czarne i gęste, zaś lekkie i niebieskie, przez które dało się zauważyć, że jest kompletnie sama w swoim pokoju.
– Co za pojebany sen!
Wykonała parę płytkich i nerwowych oddechów, aż ogarnęła się w pełni i ocuciła. Uzyskawszy pewność, że już dłużej nie śni, zdecydowała się wstać. Potrzebowała spaceru na świeżym powietrzu, by doszczętnie ochłonąć.
– Co za pojebany sen – powtarzała bez ustanku, przeżywając to, co w nim doświadczała.
Wspomnienie pocałunku powracało do niej co raz częściej. Prześladowało ją jak piętno, nie chciało opuścić. Nie umiała go zinterpretować – czy był błędem, czy może czymś fajnym. Po prostu był, zapisany w jej życiorysie, i nie dawał o sobie zapomnieć.
Opatulona w szlafrok wyszła do ogrodów, siadając na drewnianej ławce. Chłodna noc działała przyjemnie orzeźwiająco. Tego właśnie było jej trzeba. Oddech unormował się, kiedy nagle spłynął na nią cudowny spokój. Spojrzała w niebo. Noc lśniła tysiącami białych gwiazd.
– One wszystkie trwają i są nieśmiertelne – stwierdziła ot tak. Po chwili  na nowo posmutniała. – A co ze mną się teraz stanie?
Zniżyła wzrok, patrząc teraz przed siebie.

– Mam nadzieję, że Matka i Siostry sobie radzą. Weszły w paszczę lwa…

___________________________________________________

note: Już myślałam, że nie wrócę na tego bloga, no ale... wena wróciła. xd

13 komentarzy:

  1. Wreszcie! Moja sis ożyła! Gdzie mój popcorn?!?!?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popcorn? Lepiej weź melise. xd Chociaż nie, ona bedzie zbędna. Wszystko będzie Ci zbędne, bo jest... tak sobie. xd

      Usuń
    2. No więc pod koniec stanęło mi serce.
      Powiedz mi, kochana, uchyl rąbka tajemnicy: czy to był"tylko" erotyczny sen? Czy może Chase w przerwie między sałatką a Laośką zechciał opuścić przyjęcie i odwiedzić swego Kopciuszka? XDD

      Usuń
    3. Im sorry, tylko sen. Xd Ale kto wie, może to Chase ja na nial zesłał z przyjecia?

      Usuń
  2. Za każdym razem gdy czytam u ciebie rozdział serce bije mi tak, jakby miało wyskoczyć z piersi. Czekam na kolejny, a póki co - WIĘCEJ CHASE'A! 😙

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, choć nie wiem co mogło być takiego pompującego krwiobieg. Chyba tylko ta ostatnia scena. ;p

      Usuń
  3. Rany, ale długo na to czekałam! :D
    Rozdział świetny, a pod koniec miałam już nadzieję, że to działo się naprawdę, a nie tylko we śnie. To okrutne! ;-;
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że czekałaś! :) Serio, strasznie mi zapunktowałaś, że muszę Ci się jakoś odwdzięczyć. xd

      Usuń
  4. Tyle czekałam! A już myślałam na koniec, że moje marzenia się spęłnią : o Samym snem ciężko się zadowolić :( Kurczę, obawiam się, że będą mieli teraz "ciche dni" przez jakiś czas,a ja czuję niedosyt akcji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj.
      No tak, najprawdopodobniej będą mieli. ;p Ale przeżyyyjesz.

      Usuń
  5. Bonnie1/25/2017

    Okej, nie wiem co się ze mną dzieje, ale fanką Crova i Keiko też zostaję XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak?xD To ja się cieszę. Tylko oby Twoja miłość(? xD mam nadzieję, że miłość) do chamiko nie zamaleje przez to. :D

      Usuń
    2. Bonnie1/26/2017

      Jeśli postarasz się, żeby nie zmalała to nie zmaleje XD
      Szkoda że nie doszło do niczego więcej między nimi. XD Głupia Matka. Denerwuje mnie ta kobieta!
      Kiedyś myślałam, że ona może być fajna, ale teraz widzę, że to babsko chyba bardziej kocha swoje pieniądze niż "córki" xd Strasznie nimi pomiata. ;/ I co się stało z Fumi, która zniknęła? XD

      Usuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy