niedziela, 16 października 2016

21. Spektakl



– Nic z tego. Nie wyjdziesz do nich. Nie puszczę cię.
Matka z oporem podjęła tę trudną, ale konieczną decyzję w zaistniałej, pokręconej sytuacji, tonącej w dramacie. Licytacja zbliżała się coraz bardziej, a wciąż nie wymyślono ratunku. Była w pokoju z Keiko i z Kimiko, która znów siedziała przed lustrem, tym razem z miną wypraną z wszelkich emocji. Kłębowisko uczuć miało się odpalić jak zapłon dopiero za jakiś czas. W dłoniach trzymała maskę z leczniczych specyfików, którą zdjęła po upływie zaleconych dwóch godzin. Z precyzją światowej sławy rzeźbiarza zostały oddane jej rysy.
– Twarz cudem się wyleczyła – kontynuowała Wan Lanfen, patrząc z ulgą na znów czyściutką buźkę Gwiazdy Hanabi. – Nie mam pojęcia, co to był za atak krost, ale moje niezawodne przepisy na szczęście pomogły. Niestety na głowę nic nie mam, nawet peruki; Xia pod tym względem okazuje się totalnym zadupiem.
Była ósma rano, ale Yu Tian i Keiko zdążyły już sprawdzić na łamach internetowej wyszukiwarki, że w ich miasteczku nie ma sklepów z gadżetami do stylizacji, tudzież właśnie z perukami. Najbliższy sklep znajdował się w Stolicy oddalonej nader za bardzo, do tego i tak nie dotrze do niej nikt, kto jest kobietą. Wszystko przez panujący zakaz podróży, godzący w swobodę życia obywateli Imperium, jaki Książę nie zamierzał jak na razie znieść.
– To co teraz zrobimy? – spytała Keiko. – Zaraz przybędą klienci. Nie możemy ich teraz wygnać, spadnie nam reputacja…
Matka kroczyła chwilę po pokoju, szurając wzrokiem po podłodze. W długiej, czarnej sukni w fioletowe wzory wyglądała bardzo dostojnie, jak silna kobieta przygotowana na takie kryzysy. A jednak jej twarz szpecił strach i zmęczenie, jak pęknięcia w marmurowych posągach. Niesamowicie przybyło kobiecie lat w ostatnim czasie, z tragicznym skutkiem niwecząc szlachetne piękno, którym lubiła się szczycić. Siwe włoski na skroniach mnożyły się, acz starała ukrywać je pod innymi, wybierając zmyślniejsze fryzury. Ostatecznie musiała uchodzić jako przykład dobrego wyglądu i zadbania, aby podopiecznie chętnie ją naśladowały. Teraz jednak nie potrafiła niczym zabłysnąć. Dręczyła ją obawa uciekającej sprzed nosa fortuny. Nawet jeśli Kimiko dojdzie do siebie, znów będzie piękna jak przedtem, nie wywiesi po raz drugi reklamy o sprzedaży cnoty niebieskookiej Japonki. Jej bezruch i milczenie kazały wątpić, by miała jakiś plan.
– Meisa! Do mnie. – Nie było rady, licytacja nie mogła przepaść jak spadająca do studni spinka, trzeba było ratować ten dzień. Choćby i oszustwem.
Zawołana Japonka zjawiła się raz dwa, trzymając służalczo spuszczoną głowę. Matka zdążyła poszukać jeszcze swoich fajek, czując atakujący ją z tego stresu głód nikotynowy. Coraz więcej paliła, co troskliwe dziewczęta, jak na przykład Fumi, raczyły jej wytykać, wyczuwając zły koniec.
 – Udawałaś raz Kimiko, jesteś do niej całkiem podobna, możesz więc zrobić to ponownie. Wyjdziesz i zatańczysz za nią.
Míren obecne w pokoju podniosły wspólnie brwi, nie kryjąc zaskoczenia. Zauważając niczym jasnowidz napływające do ich umysłów wątpliwości, Lanfen szybko dodała:
– Będziesz na scenie i nikt tam nie zauważy, czy masz niebieskie oczy, czy nie. Przygotuj się. Ważna będzie twoja buzia. W tłumie nie będzie żadnych klientów, z którymi mogłaś mieć styczność, gdyż jak mniemam wszyscy zdążyli już umrzeć. Po licytacji zadbamy o to, by w pokoju było też na tyle ciemno, aby upity klient, który zapłaci najwięcej, również z bliska nie mógł zorientować się, że to przekręt. Nie mamy innego wyboru, moje panie, musimy tak postąpić.
Meisa oczywiście zgodziła się wypełnić wolęMatki, a że była podobna do Kimiko i świetnie znała układ tańca, nic nie wskazywało na to, by coś mogło źle pójść. Zostawiono więc Gwiazdę Hanabi samą w spokoju i z własnymi rozterkami; nie miała nic do powiedzenia w tej sprawie, ale nie ukrywała przed swym odbiciem w lustrze, że pasuje jej taka sytuacja. Zmagała się z mięśniami twarzy, by nie pozwolić sobie na uśmiech. Jeszcze było za wcześnie, by świętować. Jeśli Chase zjawi się na licytacji, szybko zorientuje się, że to nie ona tańczy na scenie, więc wówczas liczyła, że potraktuje ją łagodnie i zajrzy do jej pokoju, by mogli we dwoje wygarnąć sobie wszystko, co im zgrzyta i ciąży na sercu.


Kimiko obserwowała z kłębowiska cieni oblegających korytarz wyprowadzaną przez Matkę cwanie wystrojonego sobowtóra. Szefowa trzymała dłonie na ramionach Meisy, maszerując z nią stanowczym krokiem ku drzwiom z hebanowego drewna od tarasu, jaki tej nocy przerobiony został na scenę do tańca. W ogrodzie czekały już ławki, powoli zapełniane falą przybyłych klientów, spragnionych tej nocy niespodzianek, uciechy i dobrego występu. Poniekąd ich marzenia zostaną spełnione. Meise ubrano w błękitno-białe hanfu wysadzane pokruszoną cyrkonią, by w świetle wznoszącego się na najwyższy pułap księżycowego dysku jaśniała niczym gwiazda, którą faktycznie miała tego wieczoru być. Rozpuszczono jej włosy i niczym nie przyozdobiono, za to twarz wymalowano pudrami i cieniami w taki sposób, iż podobieństwo do prawdziwej Kimiko było wręcz uderzająco spore. Gwiazda Hanabi nie mogła oderwać oczu od tego sobowtóra, który w tych włosach pozostawionych w lekkim nieładzie, przypominały jej czasy, nim jeszcze trafiła do Domu Nocy, będąc połowicznie sierotą próbującą ukryć nędzność ostatnich wydarzeń jakie odcisnęły pięto na jej duszy poprzez sztuczne uśmiechanie się do świata. Zastanowiła się przez chwilę, czy choć trochę zmieniła się od tamtego czasu. Raczej niewiele biorąc pod uwagę więzy nieśmiertelności,  które pragnęła z siebie zrzucić. Przynajmniej w tym całym zajściu i w fakcie, że nie ona wystąpi na scenie nie będzie się dłużej czuć niczym osaczone zwierzę, które z jednej strony atakuje Matka ze swym pragnieniem zbicia fortuny, a z drugiej Chase Young. Ciekawa była, czy jeśli Wieczny przybędzie i zasiądzie gdzieś tam na widowni, to czy zorientuje się, że bierze udział w istnym balu przebierańców.
„Na pewno będzie śmiesznie.”
– Kimiko?
Obróciła się za siebie, usłyszawszy ściszony jakby presją lub strachem głos Keiko. Przyjaciółka wyrażała oczami skruchę już na samym wstępie. Kimiko zapałała nadzieją, że może zechce przyznać się do swego burzliwego i skandalicznego romansu z wojownikiem Heylin.
– Chciałabym… Chciałabym cię przeprosić.
Kimiko zamrugała parę razy. Nadzieja jej nie opuszczała. „To chyba faktycznie to. Odzyskam moją Keiko… Pomogę jej się z tego wyleczyć!”
– Przeprosić mnie? – spytała, skrywając swą ekscytację nadchodzącym wyznaniem do wysłuchania. – A za co?
Keiko zawahała się, uciekając wzrokiem.
– Za to, że cię ściągnęłam do Domu Nocy.
Te słowa kompletnie zbiły Kimiko z pantałyku.
– To był błąd, nie powinnam była cię w to wciągać…
– Ale o czym ty mówisz? Dlaczego teraz zmieniłaś zdanie?
– Bo widzę jak tu cierpisz, siostrzyczko! – Keiko złapała ją za dłonie. – To nie jest i nigdy nie było miejsce dla ciebie. Ty nie jesteś taka, żeby zabijać, ani żeby być osobą wyrachowaną. Jesteś dobra i to wyróżnia cię spośród reszty Sióstr. Nie jest zimna jak my, potrafisz dojrzeć dobro w drugim człowiekowi i co najgorsze jest w tym wszystkim, cierpisz. Cierpisz, bo cię tu ściągnęłam. Przysięgam, że gdybym wiedziała, że to się tak potoczy… Tak strasznie mi przykro, że straciłaś włosy, że zostałaś oszpecona…
– Ale Keiko… – Palcem zamknęła jej usta. – Nie masz mnie za co przepraszać. Chciałaś mnie chronić. Uciekałam wtedy przed Imperatorem, pamiętasz? To był nasz jedyny pomysł, by zapewnić mi ochronę. Sama się na to wszystko zgodziłam. Skąd mogłyśmy wiedzieć, że coś takiego się wydarzy?
– No właśnie… bo widzisz… – zamilkła na chwilę.
Patrząc się na nią i na to, jak się waha, by coś jej ważnego powiedzieć, Kimiko myślała tylko o jednym.
„No powiedz już to. Przyznaj, że dałaś się omotać temu całemu Crove’owi. Ja ci z tym pomogę. Nie odrzucę cię, a pomogę ci z tego wyjść. Tylko się przyznaj, błagam…”
– Działałam wtedy trochę egoistycznie – powiedziała w końcu.
„Egoistycznie? Że niby w jakim sensie?”
– Bo widzisz przez cały czas czułam się mimo wszystko samotnie w Domu Nocy. Nagle ty się pojawiłaś i wpadłam na taki pomysł, żeby cię zwerbować… Za wszelką cenę chciałam, żebyś do mnie dołączyła, żebyśmy razem siedziały w tym gównie, bo ta cała organizacja jest gówniana… Wcale nie uważam, byśmy postępowały dobrze, trując ludzi… I wcale aż tak mi nie zależało wtedy, żeby ratować cię przed Wiecznym… Chciałam po prostu ciebie mieć, dokładnie tutaj, żebym nie czuła się dłużej samotna, i żeby było mi lepiej. Twój powrót sprawił, że zrobiło się tak jaśniej w moim życiu. Jasne, martwiłam się o ciebie i też chciałam ci pomóc, ale to było jakby dla mnie cały czas sprawą drugorzędną… Przepraszam cię za to.
Kimiko nic nie odrzekła, analizując w ciszy wszystko, co usłyszała.
– Mam nadzieję, że nie będziesz się na mnie gniewać… Naprawdę nie wiedziałam, że to wszystko się tak potoczy, że zostaniesz nie dość, że oszpecona, to jeszcze masz Wiecznego cały czas na karku. Naprawdę mi przykro.
Wciąż milczała, pozwalając Keiko dopowiadać co tam tylko parło jej na język. Zdecydowanie nie tego spodziewała się usłyszeć i o niej dowiedzieć. Co było jednak jeszcze dziwniejsze, to fakt, że wcale to tak mocno Kimiko nie poruszyło i w sumie nie robiło różnicy. Obojętność wdzierała się do jej serca, jakby jej to nie dotyczyło. Owszem, czuła złość w sobie dowiadując się, że Keiko od początku działała tak naprawdę we własnym interesie, jednak nadal oczekiwała, że usłyszy od niej to, co tak usłyszeć bardzo chciała: „Zakochałam się w Heylin wojowniku!” Zupełnie, jakby miało jej to jakoś ulżyć, sama nie wiedząc do końca w jaki sposób. Była gotowa się z nią zjednoczyć w tej traumie, w tym grzechu i być oparciem. Pomocą w odzyskaniu odkupienia, jak gdyby to właśnie było sprawą, która ją naprawdę dotyczyła. Ale nie otrzymała tego, przez co odczuła frustracje i z tego powodu zapragnęła się wypiąć na pseudo-przyjaciółkę, obrazić, przestać się na dobre z nią zadawać. Mimo wszystko nie mogła jej o tym powiedzieć i musiała kontynuować udawanie, że wcale nic nie wie o jej małym romansie, tak więc wygarnęła swoją złość i rozczarowanie pod osłoną usłyszanego wyznania.
– Cóż. Zaskoczyłaś mnie – rzekła porażająco zimnym głosem. Kiedy jej słowa powróciły do niej jak echo, sama była zaskoczoną oschłością swej odpowiedzi. – Nie sądziłam,  że stać cię na coś takiego…
– Kimiko… – Keiko nie mogła znieść tego tonu i obawy, że się rozstaną. Nadal trzymały się za dłonie, więc nadal można było liczyć, że jakoś się wszystko ułoży.
W końcu Gwiazda Hanabi spojrzała na nią z uśmiechem.
– Spokojnie. Nie gniewam się. Dzisiaj ciężko być bez grzechu. Żyjemy w zbyt brutalnym świecie, którym rządzi zło. Nie wymagajmy więc od siebie bycia osobami bez skazy, bo to zwyczajnie niemożliwe. – Tymi słowami chciała wpłynąć jeszcze jakoś na Keiko i zapalić w niej iskierkę wiary, by uwierzyła w nią i przekonała się jednak do tego, by wyznać, że zakochała się w złym mężczyźnie. Chciała, żeby zrozumiała, że może jej zaufać, nawet jeśli nie zawsze postępowały wobec siebie poprawnie. Trzeba sobie wybaczać, a Kimiko, wbrew temu, co sądziła Keiko, wcale nie jest taka dobra i pokrzywdzona…


Furtka wysokiego płotu okalającego ogród otworzyła się o wyznaczonej godzinie niczym zawór, przez który wlał się do środka potok ludzi. Półmrok ogarnął firmament nad ogrodem, zaś ziemie oświetliły postawione lampiony, wskazujące krętą dróżkę wyłożoną kamieniami jaka prowadziła do ławek przystrojonych kwiecistymi wianuszkami. Klienci zajmowali po kolei miejsca; na pierwszy ogień poszły te, które stały najbliżej wystrojonej światełkami i kurtynami sceny. Postawiono na technologię i za światła robiły lampy przeznaczone do występów, jakie w swym arsenale właściwości zdolne były tworzyć rozmaite i wielobarwne glansy, wspomagające oczarowywanie przedstawień i zaprowadzanie magicznej atmosfery. Mężczyźni wręcz nie mogli doczekać się tego, co szanowna właścicielka przybytku Wan Lanfen dla nich zaplanowała. Każdego zżerała ciekawość i pragnienie ujrzenia tej zapowiedzianej piękności o wyjątkowych oczach. Jeśli okaże się prawdą, że faktycznie istnieje taka Azjatka i z buzi jest niczego sobie, nie poskąpią pieniążków na wykupienie z nią nocy. Oby tylko w miarę prędko zaczęła się licytacja, bo choć dopiero zasiadali, już wiercili się jakby ktoś wsypał im mrówki do gaci.
Gośćmi byli sami wielcy protokolanci, bogaci biznesmeni, politycy, głównie kasta urzędasów i prezesów wielkich spółek, którzy mimo posiadania wysokich stanowisk, mieli zbyt dużo wolnego czasu i pieniędzy, z którymi musieli coś zrobić, mając w poważaniu pozostawione w domach rodziny. Kto im zabroni spędzać czas w miejscach takich jak to, które i tak wywyższała na tle innych burdeli wysoka renoma i pozytywne opinie. Choć tak samo przelewał się tu seks z alkoholem, panowało zapewnienie o wysokiej jakości oferowanych usług. Nie było mowy o zastaniu, starych, brzydkich kobiet ze zwiędłymi piersiami i luźnymi jak kieszenie pochwami. Każdy ganiał za czymś zupełnie odwrotnym, tudzież pozwalał sobie na takie niecne przygody.
Wśród tych osób siłą rzeczy musiał pojawić się również Chase. Aczkolwiek szczerze nie przepadał za takimi miejscami i nie lubił spędzania czasu z kobietami, które oddawały swe ciała innym, musiał przybyć z naostrzonym w kieszeni nożem, jaki otwierał mu się pod wpływem gniewu, by w razie czego rozliczyć się z babsztylem, który nie ustosunkował się do jego zakazu. Wyraźnie powiedział, że upadły smok ognia, którego więził w tym burdelu nie ma być wykorzystany do tego typu przedsięwzięć; nie bez jego zgody. A jednak spotkał się buntem, który parzył jak spoliczkowany policzek, dlatego też przybył w obstawie wojowników do pachnących ogrodów z tarasem przerobionym na reprezentacyjną scenę.
Nie spóźnił się, a jednak kiedy większość miejsc była już zajęta i część ludzi wolała stać, zamiast zajmować ławki na tyłach w obawie, że stamtąd niczego nie zobaczą. Wciąż znajdywali się jednak tacy, którzy usadzali swe zwaliste ciała na byle jakim siedzeniu, byle tylko spocząć i mieć siłę na pełne współzawodnictwo w licytacji, która nie zacznie się przecież od razu. Chase nie miał zamiaru męczyć nóg i stać. Jako książę zaczął się więc domagać dobrego miejsca, rozdając rozkaz swoim wojownikom, między innymi Jebakowi.
Zhinu podszedł do prezesów zajmujących pierwsze miejsca o typowo herodowych wyglądach. Mieli się za ważniaków i każdy z nich był pewny swego zwycięstwa w licytowaniu cnoty wyjątkowej dziewczyny. Na wojownika Heylinu spojrzeli typowo jak ci, którzy oceniają człowieka po jakości jego butów. Nie było ciężko wygnać ich wyznawszy, że nieświadomie zajmują miejsca swego władcy i jego wojowników, którzy w hierarchii stali wyżej nad nimi. Wszyscy spanikowali na widok Imperatora i bez przejawów najmniejszego sprzeciwu pospiesznie wstali i odeszli gdzieś jak najdalej, byle tylko nie naprzykrzyć się przypadkiem swemu panu. Chase zajął swobodnie wygodniejsze ławki z przodu, siadając prosto i związując na piersi ręce. Po cichu tamował swą złość, która na zapas próbowała wziąć go w obroty, acz jeszcze nie było potrzeby się unosić. Najpierw musi mieć stu procentową pewność, że Wan Lanfen mu się sprzeciwiła.
– Co zrobisz, szefie, jeśli ta upadła mniszka się tu pojawi? – spytał ciekawski Zhinu.
– Jeszcze nie wiem.
– Mówiłeś, że masz obojętny stosunek wobec tego wszystkiego. Mówiłeś, że jak będzie trzeba, to wszystkich zabijesz, włącznie z nią, jeśli tylko cię wkurwi.
– Bo tak było.
– Było?
– Zmieniłem myślenie od mojego ostatniego spotkania ze smokiem ognia.
Jebak nie ukrywał swego zdziwienia.
– A co się zmieniło? To chyba nie ma związku z tym całowaniem? Nabijałeś się z tego, powiedziałeś, że jest zagubioną kurewką, która nie wie czego chce i...
Wnet na scenę wyszła Wan Lanfen, trzymając bezprzewodowy mikrofon w dłoniach. Stanęła na środku, w kręgu białego światła odcinającego ją na tle ciemnych kurtyn i terakotowych ścian. Ubrała się ładnie i wymalowała tak, że nie było widać jej zmarszczek ani lekkiego strachu, który ścisnął jej serce w chwili, w której dostrzegła Imperatora.
– Witam wszystkich szanownych panów, którzy zechcieli skorzystać z mojego zaproszenia i przybyć tego pięknego wieczoru na to wyjątkowe spotkanie. Wyjątkowe, bo mam dziś do zaoferowania dziewczynę, której nie  posiadł jeszcze nikt inny. – Spojrzała w tym momencie na Księcia Heylinu, który nie spuszczał z niej swego spojrzenia drapieżnika.  – Z wielką przyjemnością zapraszam państwa na niezapomniany występ. Gwarantuję wspaniałe przeżycia i podniecenie… Przed państwem… Gwiazda Hanabi!
Niespodziewanie przed Matką eksplodowała zasłona dymna i po chwili nie było już jej na scenie, za to pojawił się ciemnoczerwony parawan. Na chwilę zgasło światło. Ze schowanych skrzętnie głośników wyciekły pierwsze nuty spokojnej muzyki granej na bambusowym flecie. Publiczność wstrzymała oddech. Światła zgasły i zastała ciemność; dym jaśniał w tajemniczym blasku padającym z góry choć stali pod otwartym niebem. Po chwili zabłysły nowe,  srebrzyste łuny, jakby księżyc ujednolicił swój promień i spuścił go na parawan, jaki nagle opadł. W pierścieniu zwiniętych zasłon pojawiła dziewczyna z tradycyjną chińską parasolką w tym samym szkarłatnym kolorze. Kucała i skrywała pod nią swoją głowę, iż tylko kaskada czarnych, długich włosów wypadała na widok wraz z płachtami ubrania. W tym samym momencie inne Míren wyszły z ukrycia niosąc tacy z czarkami wypełnionymi ryżowym alkoholem jako poczęstunek; teraz, kiedy wszystkie oczy mężczyzn wlepione były w scenę, nikt nie będzie ich zaczepiać i przeszkadzać w wypełnieniu swoich obowiązków.
Gdyby w czarce zamiast alkoholu była Lao Mang Long – eliksir ze smoków – Chase pewnie by po nią sięgnął, kiedy podsunięto mu tace prawie że pod nos, a tak musiał odmówić lekkim ruchem głowy. Jego wojownicy chętnie skorzystali z oferty, a ponieważ nie byli ani trochę zainteresowani rozpoczynającym się występem, szczypnęli po kolei w tyłek mijającą ich Nutę Rozkoszy.
Dziewczyna na scenie wstała powoli, a skręcone na niej ubrania uczyniły z niej jednolity posąg, który powoli wznosił parasolkę nad sobą, by następnie zakręcić nią w powietrzu półkole. Odsłoniła swą twarz, trzymając jednak wzrok spuszczony, iż nikt nie był w stanie dostrzec koloru jej oczy, choć każdy się pochylał do przodu, mrużąc własne. Klienci nie ukrywali wzruszenia urodą tancerki, która zaczęła stawiać nieśmiałe kroki w rytm grającej melodii. Wszyscy, poza Chase’em, który siedział z tęgą miną wyrażającą wkurzenie.
Już na samym początku wyczuł w rysach dziewczyny, że coś jest nie tak. Przyjrzał się dokładnie kształtowi jej nosa, podbródkowi, ustom, a nawet łukowi brwi. Wszyscy było inne, podobne, ale inne. Przestał zwracać uwagę na taniec opowiadający swą choreografią historię zagubionej w świecie dziewczyny, nie posiadającej marzeń ani trosk i nie wiedzącej, po co żyć, aż poznaje miłość, która zaczyna ją ukierunkowywać, jednocześnie stając się motywem do dalszej egzystencji. Wiedział, że nie ma do czynienia z prawdziwą ulubioną kurewką tego burdelu, z żadnym cnotliwym kwiatuszkiem, a z jakąś marną podróbką. Gdy raz dziewczyna podniosła wyżej oczy, by widzieć, gdzie stąpa, dojrzał, że są czarne niczym dwa węgielki. Nawet kolorowych soczewek nie zdołali wykombinować!
– Co za zwyrodniałe oszustwo! – zawołał, acz nie na tyle głośno, by  usłyszała go cała publiczność. Jedynie ci, którzy siedzieli w pobliżu zrazu się ocknęli, zastanawiając o co chodzi, skąd to oburzenie. Koci wojownicy zwrócili się w stronę swego pana, również Raian, który przestał upominać Jebaka, by nie pił, bo musi prowadzić później konia.
– O co chodzi, panie? – spytał Zhinu.
– To nie ona. To nie jest ona.
– Jak to?
Chase nie odpowiedział, tylko wstał, jakby wyprowadzono go z równowagi, choć jeszcze się trzymał, po czym skierował się do wyjścia. Za nim ruszyła cała jego świta, co zbudziło zmieszanie wśród reszty gości i podejrzenia. Wychodząc, zerknął na ułamek sekundy za siebie i sprawił, że tańcząca coraz energiczniej dziewczyna pod wpływem jakiegoś niewidzialnego pchnięcia straciła równowagę i się przewróciła. Tłum poruszył się i westchnął głośno. Część mężczyzn, która zdążyła się w niej zakochać zerwała się ze swoich miejsc i podleciała do sceny, gotowa służyć pomocą biednej kobiecie i sprawdzić przede wszystkim, czy nic jej nie jest i będzie nadawać się do seksu, który nieustannie chodził im po głowie. Przynajmniej bez wszczynania awantury Chase zdołał pokrzyżować Matce plany i zniszczyć magię wieczoru zainicjowaniem tej jednej wpadki, która na pewno zaowocuje uzyskaniem mniejsze kwoty w trakcie licytacji.
Na zewnątrz, poza terenami ogrodu wojownicy nie przestali pytać księcia o to, co dalej, ani o samą inicjatywę oszustwa.
– To skandaliczne, jak cię potraktowano, szefie – rzekł Raian.
– Zgadzam się! Co oni sobie myśleli? Spalmy ten burdel wreszcie! – wysunął się Zhinu. – Co to miało znaczyć niby? To jakaś przykrywka, by ona spróbowała uciec? Może powinniśmy szybko przeczesać teren, czy się nie wymyka?
Chase patrzył się wściekle w bliżej nieokreślony punkt.
– Nie ma mowy, żeby zwiała. Natychmiast sprawdzić okolice!


Kimiko faktycznie myślała o tym, żeby uciec. To była świetna i niepowtarzalna okazja, bo została sama w Domu Nocy, wszyscy byli na zewnątrz, skupieni na przedstawieniu. Nim jeszcze się zaczęło, miała wszystko przygotowane i spakowane: jedzenie na drogę, ubrania na przebranie, pieniądze. Pod osłoną nocy i wykorzystując to wielkie przedsięwzięcie, które zaciekawiło również straż przed bramą do burdelu, planowała uciec, wspinając się po murze i uciekając gdzie pieprz rośnie. Ubrała wygodne spodnie i bluzę z kapturem, którym przysłoniła sobie głowę. Z nową fryzurą kamuflaż stanie się prostszy. Byle tylko wymknąć się teraz z tego okropnego miejsca…
Ale porzuciła ów plan jak tylko uzmysłowiła sobie, że nie ucieknie wystarczająco daleko, by armia szybkich jak strzały kocich wojowników nie zdołała jej wytropić. Z samego miasta tak samo się nie wydostanie, zwłaszcza o tej porze i wówczas tylko by podpadła Imperatorowi, a nie tego chciała. Nie po to ugrała cały ten plan zresztą, żeby teraz uciekać. Chciała konfrontacji z nim, więc czekała cierpliwie, aż wejdzie do Domu Nocy, by sprawdzić czy nie ma jej właśnie w środku. Była pewna, że nie nabierze się na sobowtóra i odliczała minuty do spotkania z bijącym na zawał sercem.
Powtarzając sobie to, co miała zamiar powiedzieć, nieustannie myślała o tym, że prawda może zdołać ujrzeć kiedyś światło dnia, o ile dobrze o nią nie zadba i nie dopilnuje, by sprawę, którą sama wywołała, zakopało się pod dywan. A prawda była taka, że za obcięciem włosów i krostami stała nie żadna Dyris, lecz ona sama. W dużym skrócie chodziło Kimiko o to, co zawsze – o przetrwanie. Jej życie było zagrożone od chwili, w której zaliczyła z Wiecznym wpadkę, w dodatku Matka zwiększyła czające się na horyzoncie niebezpieczeństwo, decydując się z upartością osła na przeprowadzenie licytacji mimo wszystko. Wówczas umysł Japonki zaczął kreować co rusz to nowe pomysły, jak wybrnąć z tego wszystkiego, jak ocalić siebie samą ze szpon śmierci, która niechybnie po nią sięgała. W końcu, obarczając winą za wpadnięcie na coś tak perfidnego oschłość ze storn Sióstr, stwierdziła, że mogłaby usprawiedliwić swoje głupie zachowanie po pocałunku, jeśli książę był go świadkiem, konfliktem w Domu Nocy, jaki miała z taką jedną Dyris. W tym celu potrzebne były wpierw argumenty i zaplecze innych Míren, dlatego postanowiła sprowokować rudą do większych kłótni, by każdy poświadczył, że faktycznie sobie dokuczają. Jeśli Chase do niej przyjdzie, powie mu, że zachowywała się dziwacznie po pocałunku, bo jedna jędza wsypała jej pigułkę gwałtu do herbaty i o czym dowiedziała się po czasie. Doda, rzecz jasna, że jest okropnie rozczarowana tym, jak postąpił, widząc ją taką skrzywdzoną i bezbronną. Obcięła sobie włosy i oszpeciła krostami buzie, które były zwykłą reakcją alergiczną na tombak, którego dotyku nie tolerowała w żaden sposób, a założyła  w postaci naszyjnika, by dodać swoim usprawiedliwieniom większej wiarygodności. Tym bardziej musiała, bo Dyris na wzgląd na licytację, odpuściła parę dni przed z atakowaniem rywalki.
A gdyby nawet Chase o niczym nie wiedział i od razu, w ciągu sekundy po pocałunku się ulotnił, mogła użyć tego wszystkiego do zobrazowania mu, w jakimż to piekle ją skazał, na jakie cierpienia zarówno psychiczne i fizyczne skazał, i może zdołałaby nakłonić go, by jednak pozwolił mieszkać w jakimś domu, z ojcem, choćby i pod kloszem, ale jednak w domu, nie w burdelu, którego miała dość, bo wszystko tu było spaczone, zdeprawowane, obłudne i pełne zakłamania. A ona to wszystko łykała jak pelikan. Obstawała jednak przy pierwszym przypuszczeniu, bo  w końcu ktoś musiał być odpowiedzialny za to, że nie jest już dziewicą, a wszystko poszlaki wskazywały właśnie na Jaszczura.
Kimiko nie pochwalała tego, że każdy idzie w tym środowisku po trupach. Nie pochwalała tego, ze Keiko zabija, ani że romansuje z kocim wojownikiem. A kiedyś ostrzegała ją, że Heylin może wyprać mózg. Przestrzegała przed księciem, ale jego wojownicy również potrafią zwodzić niewinne, dobre serca na manowce. Lecz czy Keiko na pewno była taka niewinna? Przestała ją oceniać odkąd sama dołączyła do skrytobójczyń i odnalazła pasję w uśmiercaniu Heylińców, choć dotąd otruła tylko jednego Burmistrza, którego teraz zastępował inny, równie okropny nadęty grubas. W gruncie rzeczy, tak jak jej wcześniej powiedziała, są pełne zła i nie powinny nazywać się dobrymi postaciami. Dokonały morderstw i to już je spaczyło na tyle, by Kimiko mogła odnaleźć w sobie siłę potrzebną do wymyślenia takiego planu ratowania skóry. Lecz o co chodziło samej Keiko, że miała przed nią sekrety? Dlaczego przyjaciółka nie dochowywała wierności w przyjaźni? Czym jej zawiniła, czym sobie na to zasłużyła? Kimiko próbowała odgadnąć powód, zastanawiając się czy aby ona nie potraktowała jej kiedyś podobnie, lecz kiedy wybiegała w przeszłość, utwierdzała się tylko bardziej w tym, że od zawsze była z nią szczera, więc nie powinny się tak okłamywać.
A jednak Keiko brnęła dalej ze swymi kłamstwami, które nie najlepiej jej wychodziły. Jakkolwiek się to skończy, na pewno nie procentowało niczym pozytywnym w ich relacjach, a jedynie je pogarszało, dodatkowo zasmucając Kimiko, bo przekonywało, że jest zupełnie sama w tym burdelu i może liczyć tylko na siebie. Świadomość bycia skazaną na samotność wżynała się w jej serce bólem tak straszliwym, iż w snach kreślonych pragnieniami podświadomości, poszukiwała drugiej osoby tak rozpaczliwie, iż nawet sam Wieczny przestawał być postrzegany przez nią jako wróg, zaś ktoś, z kim mogłaby się dogadać, ktoś, kto mógłby ją z tego miejsca wyzwolić, zwrócić wolność na tyle, na ile było to możliwe, pozwolić żyć w Imperium na warunkach bardziej godziwych smoczej wojowniczki Xiaolin; wystarczyłoby tylko skrócić swą własną wrogość względem niego i stać się milszym. Lecz jak miała tego dokonać, kiedy doznawała duchowych katuszy pełnych rozczarowania na myśl, że prawdopodobnie był jej cielesnym oprawcą? Gdyby się przyznał, nigdy, ale to nigdy by mu nie wybaczyła i spróbowałaby go zabić, obojętnie jakim sposobem, choćby i niebywale ryzykownym, grunt, żebys choć trochę odratować swój honor.
Dlatego pilnie go wyczekiwała i choć wydawało jej się, że jest uzbrojona w cierpliwość, to czekanie ją wykańczało.
Nie usłyszała, żeby ktoś chodził po korytarzu, ani żeby ktoś otworzył drzwi i wlazł do jej pokoju. Leżała na łóżku skulona, wpatrując się w ogień zapalonych przy łóżku świeczek. Dopiero po jakimś czasie wyczuła, że nie jest sama. Spojrzała w jego stronę, unosząc się na jednym łokciu. Chase stał prosto z rękoma związanymi z tyłu, patrząc się na nią wzrokiem nie do odgadnięcia. Milczeli, jakby nie wiedząc w jaki sposób się przywitać.
W końcu jednak Chase zdecydował się przełamać ciszę.
– Doprawdy niezmiernie weselę się tym, że zastałem cię w tym pokoju, a nie gdzieś na zewnątrz, cipko.
Zaczął iść w jej kierunku, rozglądając się po bokach, jak gdyby szukał jakieś zasadzki. Ale żadna pułapka nie została zastawiona. Kimiko nadal słowem się nie odezwała, patrząc nań spod kaptura, który zaciekawił Jego Wysokość.
– Wyjaśnisz mi może, o co chodzi z tym przedstawieniem?
Kimiko wzięła wpierw głębszy oddech, by podjąć próbę odegrania własnego spektaklu.
– Wynoś się z mojego pokoju.
Zatrzymał się.
– Proszę? Wyganiasz mnie? Dopiero przyszedłem.
Znów zamilkła, opadając na łóżko, zamiast zwerbalizować wprost dalszą część przygotowanej mowy. Chase z kolei przechylił głowę lekko na bok, zastanawiając się o co chodzi. Czyżby miał do czynienia z jakimś babskim kaprysem? Miał nadzieję, że nie, choć z kobietami różnie bywa. Nawet podręcznik wielkości domu pod tytułem: „Dlaczego się obraziła” czasem nie wystarcza w ich zrozumieniu.
– Co się stało, mój słodki kwiatuszku? O co się fochnęłaś? Chyba nie o tamtego buziaka? Sama się o niego prosiłaś.
– Słucham? – Uległa prowokacji, przechodząc do siadu.
– A może nie? Błagałaś o to całym ciałem.
– Wcale że nie! – krzyknęła. To brzmiało dla niej jak jakiś absurd. Ani przez chwilę nie myślała o tym, żeby się z nim całować. Nigdy tego nie chciała, nigdy o tym nie śniła. Albo coś mu się pomyliło, albo był głupi i cierpi na zbyt wielkie mniemanie o sobie. Dokładnie tak. Nie pozwoli robić z siebie jakieś niewyżytej nastolatki, która o niczym innym nie myśli, jak tylko się całować, bo gromią ją hormony. – Jesteś w błędzie, mój panie – orzekła spokojniej, lecz przez zaciśnięte szczęki.
– W porządku, przyjmijmy, że jestem. – Wzruszył ramionami i ruszył znów do przodu. Stanął przed łóżkiem. Kimiko skręciła głowę w przeciwną stronę. Szczerze miała ochotę wstać i go zaatakować za to, jak ją zdradził, ale musiała się opamiętać.  – Czemu chowasz twarz?
Prychnęła głośno i znieważająco. Nie spodobało mu się to.
– Daruj sobie takie zachowania i odpowiadaj wprost. Chyba nie chcesz wyprowadzić mnie z równowagi? Wystarczy, że twoja przełożona próbuje.
To był ten moment – akt spektaklu, w którym zaczyna płakać. Wbrew pozorom nie było ciężko wezbrać w sobie łzy. Ani trochę się nie wysiliła, bo jakby pasmo całego bagna, w którym tkwiła, a także świadomość, że idzie po trupach w niezgodzie ze swymi przekonaniami jedynie po to, by się uratować, co ukazywało ją w złym świetle, sprawiło że płacz w trakcie tej konfrontacji był iście prosty. A rozpłakać się musiała, by dalsze słowa, które wypowie brzmiały jak najbardziej wiarygodnie; aby książę kupił całą tę sytuację i całą jej historię. Musiał uwierzyć, że jest jej tu strasznie źle i tylko on może ją uratować przed większymi nieszczęściami.
Kiedy usłyszał szloch Japonki, zmarszczył brwi, po czym zdecydował się do niej dosiąść. Jak tylko zjawił się bliżej, odchyliła się i obróciła do niego plecami. Tym samym uciekła spod jego ręki, którą wysunął po to, by ściągnąć z niej ten głupi kaptur.
– O co chodzi? Czemu ryczysz?
Przysunął się na tyle, by Japonka znalazła się w zasięgu jego ręki. Wyłapując odpowiedni moment, wziął ją z zaskoczenia i pochwycił za kaptur. Ściągnął go, a wówczas całe ubawienie uszło mu z twarzy i zastąpiło je osłupienie.
– Co ci się stało w głowę?
Nie chciał jeszcze dochodzić, czy to jej głupi pomysł, czy może coś złego jej się przytrafiło. Patrzył się na nią z wyolbrzymionymi smoczymi oczami, wyrażającymi obrzydzenie. Oczekiwał odpowiedzi, lecz żadna nie nadchodziła.
– Wyjaśnisz mi to łaskawie?
Głos  w umyśle Kimiko apelował, by to teraz wytoczyła swe wszystkie działa, by tym samym jak najlepiej oddać dramat swego położenia.
– Spierdalaj, Wasza Wysokość!
– Jak ty się do mnie wyrażasz?! – zawołał oburzony. Jednocześnie chwycił ją za podbródek, czego się nie spodziewała. Ścisnął dziewczynę tak mocno, iż przez chwilę wstrząsnął nią strach, że pękna jej szczęki. Targnęło nią napięcie i cudem zdołała się wyrwać. Celowo nie oderwała za daleko głowy, żeby z całej siły wbić zęby w jego dłoń. Nie puściła jej tak łatwo, choć zaczął się szamotać.
Chase’owi cisnęły się same przekleństwa na usta, które z oporem zdołał w sobie zdusić. Wyswobodziwszy się, pchnął dziewczynę na łóżko. Cały się gotował. Przygniótł ją, kiedy pisnęła, nie dając się podnieść. Znokautował tak, że nie pozostało jej nic innego, jak wić się pod nim opętańczymi ruchami, jak gdyby wstąpił w nią zły duch.
– Masz dziesięć sekund, żeby się usprawiedliwić, zanim wyjdę stąd bardzo zły – wysyczał cierpko. Zaczął odliczać, lecz Kimiko nie rzekła ani słowa.
Wściekły do białości uniósł się nad nią, gotów odejść i nigdy nie wracać, kiedy usłyszał w ostatniej chwili:
– Bo to wszystko twoja wina!
– Co jest niby moją winą?
– To wszystko to twoja wina... – powtórzyła, sapiąc i usilnie łapiąc oddech, bo Chase ponownie zaczął napierać na jej klatkę piersiową, gniotąc płuca. – Ty mnie tu zamknąłeś, przez co ciągle spotyka mnie jakieś nieszczęście. A to zatrute żarcie, a to robale w łóżku, a to poniszczone ubrania… Aż wreszcie utrata włosów! Nie dość, że mnie tu zamknąłeś… to jeszcze… Jak śmiesz w ogóle mi się tu pojawiać! Jesteś podły i nie chce cię znać! Nigdy ci tego nie wybaczę, że mnie wykorzystałeś!
– Co ty pierdolisz? – wtrącił, zauważając, że Japonka mocno zagalopowała się… ze wszystkim.
„Teraz, Kimiko. Teraz wszystko mu powiedz… Doprowadź do tego, żeby się przyznał, i potem mu wygarnij!” – krzyczał jej umysł.
– Ostatnim razem… – zaczęła, wahając się odrobinę, czy na pewno jest to dobry pomysł. Dokonane jednak niewczasie ostatnie szybkie analizy tak samo, jak poprzednie, przekonały ją, iż nie ma innej drogi do poznania prawdy. – … Dosypałeś mi coś do herbaty, prawda? Jeśli nie ty, to ktoś inny, ale wszystko wskazuje na ciebie!
„Chwila prawdy. Zaraz się przekonam, czy widział moje odjebanie…”
– Co ci niby miałem dosypać?
– Nie wiem, ale coś, co pozbawiło mnie pamięci i sprawiło, że chciałam… – „…Pod tobą legnąć”, nie dokończyła. – Wiesz, o co mi chodzi. Sam mi to wyjaśnij!
Spodziewała się, że usłyszy „Nie wiem o czym mówisz, poszedłem sobie” i wręcz pragnęła to usłyszeć, ale prawda okazała się druzgocąca.
– Aaa, już wiem o co ci chodzi. – Uśmiechnął się kostycznie. – Rzeczywiście dziwnie wiłaś się na łóżku, jakbyś połknęła tabletkę gwałtu, ale ja nie doprawiałem nią twojej herbaty.
„A więc mnie widział… Co za koszmar… I co w dodatku z tego wychodzi? Że mnie wykorzystał, by sobie ulżyć…”
Jego ciężar znacznie mocniej zaczął jej dokuczać, a jego twarz stała się dla niej taka obrzydliwa, iż zapragnęła nań splunąć. Coś ją powstrzymało i zamiast działać dalej w gniewie, rozpłakała się, tym razem szczerze.
– Brzydzę się tobą – wyznała, na co Chase zareagował kolejnym szokiem wymieszanym ze strachem, jakby rzucała go ulubiona kochanka. – Jesteś niehonorowy! Jak śmiałeś mnie wykorzystać, kiedy byłam nieprzytomna?! Jak śmiałeś mnie w ogóle tknąć?!
– Niehonorowy? O co ty mnie oskarżasz?
– O gwałt! Dobrałeś się do mnie! I nie próbuj zaprzeczać, bo mam dowody!
Tym ostatnim wyrazem sądziła, że wymusi na nim przyznanie się do winy. Liczyła, że chociaż on znajdzie w sobie na to odwagę, w przeciwieństwie do Keiko. Ale nic nie powiedział. Powoli z nie zszedł, nieprzerwanie patrząc przy tym prosto w oczy, jak gdyby doszukiwał się w nich zrozumienia i odpowiedzi. Nie mógł jednak opuścić tego miejsca bez słowa, dlatego też ostatecznie zmusił się do zwerbalizowania tego, co jemu cisnęło się na język.
– Mi też coś dzisiaj udowodniałaś. – Odszedł od łóżka. Kimiko podniosła się do siadu. – Do końca cię pojebało. 

17 komentarzy:

  1. Jej, pierwsza! Lecę czytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże, nie tego się spodziewałam... Kimiko nieźle sobie pogrywa, nie ma co, ale chyba nie za bardzo jej wyszło. Trudno mi cokolwiek powiedzieć, mam nadzieję, że przedstawisz wszystko jaśniej w następnym rozdziale i Kim wreszcie dogada się z Chasem. Nie lubię, kiedy za długo się kłócą. 😉
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co było niejasne? Właśnie wiele rzeczy się rozwiązało. Kimi raczej się z Chase'em nie dogada. :p To koniex ich spotkan w burdelu... Tak poza tym to plan Dyris nie zaskoczyl?

      Usuń
  3. No więc jak mówiłam, rozczarowałam się księciem Cz. Gdzie ta druga część rozmowy, jego usprawiedliwienia, tekst o krwi...?! Enyłej miałam dzięki Tobie kolorowe, lekkie, chamikowe, szkoda że ich nie pamiętam (nadal słyszę to radio, pomocy...!), ale teraz przynajmniej mogę spać spokojnie. Nie wiem, czego Ty się czepiasz. Spełniasz moje ukryte, chamikowe pragnienia. Najbardziej mnie jara, jak oni się kłócą. Istna eksplozja charakterów! xD Co wygarnie jedno drugiemu? Czy wyniknie z tego coś namiętnego? (kłótnie w związku oznaczają wszak, ze to prawdziwy związek, zatem osiągnięto tu nowy stopień, ee, związkości). Byleby nie skończyło się to cofnięciem nieśmiertelności i dowodzenia. xD
    To na razie tyle. Druga część komcia o normalnej porze, a na pewno po 7. xD

    Już teraz weny i ochoty, moja sis! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, cześć druga.
      Keiko. Zastanawiam się, czy powinnam się złościć. Czy ona szczerze przepraszała Kimi bez żadnych ukrytych manipulacji (bo wiesz, jest zakochana w Crovusiu, miesza jej się rzeczywistość, trzeźwy osąd sytuacji, bo hormony, te sprawy)? Jeżeli nie, ja bym jej wybaczyła. Nie można lasi winić, że nie chciała być zupełnie sama i gdyby nie ona, Kimi i Chase nie spotkaliby się. Zresztą siostrom się wybacza! Prawda? PRAWDA?! xD
      Kimiko... szczwana bestio, urodowa masochistko, czemu nie uciekłaś?! Tak się cieszę, że wreszcie obudziły się w niej mnisie uczucia. Serio. Ona nie pasuje do jakiegoś Domu Nocy. Serio, Chase powinien ulokować ją gdzie indziej! W jakiejś miłej, sympatycznej okolicy. Heylin Pałac najwyższe piętro komnaty naprzeciw księciuna byłyby bardzo ok.
      Dalej, czyli Chase widział, jak ona się zachowuje. Dlatego miał taką radochę na buzi! xD Porażka straszna, Kimi. xD No nic, niech oni sobie wszystko wyjaśnią, przy jakiejś herbatce (może być nawet orgazmowa), ciasteczkach. Niech zaczną od nowa. I tak dalej, i tak dalej, a na końcu ślub. Kimiko wybrana Wieczną Księżną, Pojedynek zaś o SGW nadal może trwać. xD

      WENY!

      Usuń
  4. O kurde, tego się nie spodziewałam! Cwana Kimi, byłam ciekawa czy da radę wybrnąć(szczerze wątpiłam xd). Czuję niedosyt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zaskakuję. ^^

      Usuń
  5. I wszystko się zrypało... ;-;
    Zaczyna mi trochę przeszkadzać to rzucanie wulgaryzmami Chase'a. Bądź co bądź żyje na tym świecie już bardzo długo i jest bardziej dojrzały od reszty, a tu zachowuje się jak jakiś gimnazjalista.
    Niecny plan Kimiko zawiódł, bo Chase się nie przyznał. Wierzyłam w niego! Ale pozostaje pytanie, co tak naprawdę stało się tej naszej Kimiko...
    Keiko to zdrajczyni. Nie ufa Kimiko, skoro jej nie powiedziała o swoim kochanku. Podłe.
    Czekam na następny i to jak Chase wcieli się w detektywa, by znaleźć winowajcę, który śmiał tknąć jego zabawkę. XDD
    A tak na poważnie – świetny rozdział, życzę dużo weny! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszkadzają wulgaryzmy - oki, zanotowałam. ^^
      Zachowuje się jak gimnazjalista - oki, również.
      Dzięki za uwagi. ;p
      O tym, co stało się Kimiko dowiecie się całkiem niebawem, o ile wena mi wróci na pisanie. ;p
      No, trochę podła ta Keiko... ;x
      E tam w detektywa. Może też olać sprawę. xd
      Dzięki! :)

      Usuń
  6. Anonimowy11/11/2016

    Hej! Kiedy nowy rozdział?
    Bonnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem T.T Straciłam coś ochotę na kontynuowanie blogów. ;/

      Usuń
    2. Anonimowy11/11/2016

      To nie dobrze. :( Ale autorzy blogów tak już chyba mają, często spotykam się z takim zjawiskiem. Mam nadzieję, że się nie dasz i odnajdziesz w sobie wenę, albo stracę swoje źródło inspiracji i odskocznie od głupiej szkoły xD
      Bonnie

      Usuń
    3. Mnie to już raz spotkało, kiedy pisałam bloga o bakuganie. I jak dopadło, to sprawiło, że na dobre porzuciłam... ;/
      Swoje źródło inspiracji? ^^ A co, też coś piszesz?

      Usuń
    4. Nie porzucaj bloga! Jest jednym z niewielu, które czytam i które bardzo polubiłam. Mam nadzieję, że wena wróci do ciebie w najbliższym czasie. Na pewno wiele osób czeka na dalszą część. :D

      Usuń
    5. Dzięki! ^^ Na pewno pisanie mi takich rzeczy sprzyja wytrwałości w blogowaniu. xD

      Usuń
  7. "Pisanie bloga to odpowiedzialność. Nie można porzucać opków. Zwłaszcza chamiko opków."
    c:

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy