sobota, 24 września 2016

20. Wojna i jej koszt



Wyjątkowo za oknem nie zawitał słoneczny dzień, a pasmo burzowych chmur, gotowych wstrząsnąć miasteczkiem Xia w każdej chwili. Farmerzy konopi mogli się cieszyć – Smok Opatrzności (czyli Chase Young), do którego się modlono zechciał zesłać im deszcz, by plony nie spotkał nieszczęśliwy koniec. Oczywiście z racji takiej, iż w deszczu lubiano dopatrywać się zbawienia oraz zbyt wielkich powodów do radości, dorzucił do ulewy szalone błyskawice, aby nikomu nie przyszła do głowy myśl o sielance, gdyż o niej każdy miał zapomnieć. Nie ma czegoś takiego jak arkadyjski świat; jest tylko nędza i nieprzejrzany mrok, w którym ludzie mają walczyć o siebie i doceniać każdy przetrwany dzień. To jednocześnie ma trzymać ich w ryzach, gdyż wycieńczona ludność i patrząca na zesłaną przez ich władcę burzę jak na cud, nie pomyśli o wszczynaniu buntów.
Już dawno minął trzeci rok panowania Imperatora, który wciąż nie znalazł sobie małżonki. Jego poszukiwania straciły na tempie, a sam Cesarz zajął się sprawami luźnymi, ani trochę nie związanymi z interesami Imperium. Miał od tego ludzi, którzy mieli przygotowywać mu najlepsze plany, jakie on w wolnej chwili przeglądał, poprawiał i wybierał do realizacji. Najnowszy zakładał zorganizowanie hucznego festiwalu z ekspozycją ich władzy i całej Heylin śmietanki. Mieli jak najlepiej się zabawić, zwłaszcza do kamer, by pokazać swe życie wyższych sfer, majątki i kariery, na które wcale nie zasługiwali, gdy spoglądało się w ich papiery CV. Wówczas ludzie poczuliby ukłucie zazdrości, a że nie mieliby jak z nimi walczyć, może naszłaby ich ochota, by dołączyć. W ten sposób Imperator chciał jednać sobie ludzi. Za podarunki, za piedestały, za lepsze życie, jakie tylko on w swej boskości mógł zapewnić. Kto wie, może szykujące się na tę grubą imprezę Míren tak samo się na coś załapią. One być może, lecz na pewno nie Kimiko, która odepchnięta została na dalszy plan. Wszystko przez jedną, małą wpadkę. Co było dziwne, bo skoro Crove wpadł do Domu Nocy, to oznaczało, że w pałacu nikt nie wie o ich truciznach. Chyba że naprawdę posądza się o haniebną działalność tylko Kimiko, ale wówczas i tak istniało ryzyko, że dzieli się ona środkiem zagłady z innymi.
Mimo tych niepewności i tak siedziała z boku zawsze, kiedy była pora jadania wspólnych posiłkó, i oddalała się od swoich Sióstr, które coraz bardziej pokazywały, że nie chcą mieć z nią nic wspólnego. Nie sądziła, że narażenie przez wpadkę, której każdej nich mogła się przytrafić, tak pogrzebie ich relacje. Z drugiej strony czy ona w ogóle miała z nimi jakieś dobre stosunki? Od zawsze się od nich odsuwała, uważała, że nie chce się spoufalać, bo po co, skoro otruje Chase’a raz dwa i wyniesie się z Domu Nocy. Przestała wymyślać głupie wizji, jakoby mogłaby zostać w ich organizacji na dłużej. Zresztą i tak jeśli głowa Heylin zostanie ścięta, skrytobójczynie będą mogły przerwać swą akcję przeprowadzania samosądów na mężczyznach, którzy właśnie Heylin reprezentują.
I tak miała pretensje do koleżanek, a to dlatego, że nikt, naprawdę nikt nie chciał jej pocieszyć. A pocieszenia domagała się strasznie, sądząc, że na nie zasługuje. Gdyby ktoś tak chociaż szepnął „nic się nie stało, zapomnij o wpadce, żyj dalej…”; lub powtarzał, że nie musi załamywać się utratą dziewictwa – wartości tak dla niej cennej, być może zrobiłoby się Japonce lepiej. Zamiast tego spotykała się z chłodną obojętnością i z brakiem zrozumienia. Dla wszystkich cnota była czymś mało istotnym i nie powinno się nią zawracać sobie głowy. W końcu każda ją kiedyś traci, a to że ona prawdopodobnie straciła ją przez gwałt, to, choć fakt faktem bolesne, było wydarzeniem nazbyt pospolitym  w obecnych czasach, by tak to przeżywać. Najbardziej bolało Kimiko to, że nawet od Keiko nie mogła dłużej spodziewać się otrzymania otuchy, a raczej salwy pretensji.
Ponieważ zasmakowała w sake, sięgała po nie częściej, jakoby miało umilić jej czas wylewania swoich smutków. Siadała wówczas zawsze naprzeciwko lustra i przeklinając swoją urodę, nalewała ryżowego alkoholu do czarki co rusz i osuszała do dna. Picie nie wychodziło za dobrze, więc zazwyczaj po trzeciej rundzie mówiła sobie „dość”. Wierzyła, że takie wieczorne rytuały powtarzające się coraz częściej przyniosą jej jakąś ulgę i pomogą zapomnieć o problemach. Jak dotąd nie upiła się ani razu i pomimo częstotliwości picia, nie dążyła do tego, by wreszcie prawdziwe zaszaleć. W zasadzie to alkohol działał na nią muląco – wymęczał, wyciszał, wyciskał całą radość z buzi, na koniec usypiał. Momentami rosła w niej nadzieja, że jeśli zaśnie z powodu sake, na jej umysł spadnie olśnienie i przypomni sobie o tym, co się wydarzyło.
Wiele rzeczy dręczyło Kimiko, od utraty cnoty, po zdradę przyjaciółki. Keiko nie wiedziała o tym, co wyczynia z wykradzionym z kuchni alkoholem za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju. Nikt nie wiedział, a gdyby wiedział, z pewnością by tego nie pochwalił. Kimiko nie tylko zatruwała sobie organizm, ale też i umysł nienawiścią do wszystkiego, co ją otaczało i spotykało. Uważała, że została sama jak palec; że nikomu nie może ufać i pozostało jej liczyć tylko na siebie, jak wykluczonemu ze stada wilkowi. W sumie została wykluczona z grona Sióstr, o przyjaźni z nimi nie było mowy, ale żeby i Keiko znalazła w sobie tyle oziębłości, by się od niej odwrócić?
Widziała ją obściskującą się z wojownikiem Heylinu. Nie buntowała się, ani nie wyglądała na zrozpaczoną, raczej uniesioną w rozkosznych pieszczotach, jakich ów wojownik dostarczał jej bez liku. „Wykupił u niej cały dzień, pewnie bez przerwy wyznawali sobie miłość” – krytykowała. Nie była w stanie odgadnąć, co kierowało umysłem przyjaciółki, że zdecydowała się na taką zdradę całego Domu. „I to ona zdradziła, nie ja. Ja zaliczyłam jedynie wpadkę, ale Keiko bawiła się w prawdziwy romans!”. Nikt o tym nie wiedział poza nią i raczej nie mogła o tym powiedzieć. Nie wyda przyjaciółki, która mimo wszystko wciąż nią była, bo nie znała powodów, dla których oddawała się złemu człowiekowi, i to już od dłuższego czasu. Może się zakochała, a jeśli tak, to czy zamierzała przyznać się o tym Kimiko? Oby, inaczej przedłużanie kłamstwa przyczyni się do upadku ich przyjaźni, ciągnąc za sobą niebieskooką Japonkę, która nie udźwignie tego, że zostanie kompletnie sama. W duchu była przekonana, że nie może stracić Keiko, po prostu nie może, albo wegetowanie w Domu Nocy okaże się zbyt trudne. Bez wsparcia i przyjaźni poczuje się zagubiona, jak samotny liść na tafli stawu, mający wkrótce utonąć.
Widać było jak na tacy, że Kimiko przechodzi jakieś wewnętrzne kryzysy. Jednym z wiadomych powodów była utrata cnoty, uchodząca dla wszystkich za błahostkę. Przy śniadaniu wyciszona Gwiazda Hanabi nie wysilała się na to, żeby grać i udawać, że wszystko jest w porządku. Pragnęła tego, by zwracano na nią uwagę i litowano się – by ktoś wreszcie ją pocieszył. Zdradził ją Chase, zdradziła przyjaciółka, zdradził cały świat, skazując na takie nędzne życie w burdelu. Przecież to było po prostu nie fair. Ach, gdyby tylko mogła mieć w rękach swoje Shen Gong Wu, wówczas wszystko nabrałoby odrobiny światła, bo przypomniałaby sobie o przeszłości.
„Przeszłość… A jaka ona w ogóle jest? Czy ja mam jakąś przeszłość?”
Na ten moment z przeszłością potrafiła powiązać tylko swego ojca, który leżał w wynajmowanym przez Keiko domu i czekał na wizytę córki. Dowiedziała się, że wziął się za szukanie pracy, co bawiło Kimiko, bo jakże mógł tak od razu wrócić do zdrowia i próbować ułożyć sobie życie. Uważała, że nie da się tego zrobić, ani nawet tak myśleć, bo uciskają ich ramy Imperium.
„Dopóki ono istnieje, dopóty ja nie zacznę normalnie żyć.”
Czy na pewno? Z jednej strony była obecnie więzieniem Domu Nocy, i to za sprawą istnienia Imperatora, ale z drugiej sama chciała pracować jako skrytobójczyni i wykańczać Heylin, oraz całe zło tego świata. Wciąż przywoływała sobie spojrzenie, jakim obarczył ją Burmistrz – spojrzenie pełne pożądania i poddaństwa. Mogłaby w nim utonąć. Lecz jak na razie nic nie będzie mogła sobie ułożyć, dopóki nie wyjaśni się parę spraw: ta z Imperatorem, i ta z Keiko. Dlatego przy śniadaniu robiła jak najdramatyczniejsze miny pełne żalu i smutku. Jadła powoli, jakby kosztował ją wysiłku każdy kęs. Popijała duszkiem wodę, jak gdyby był to ostatni raz.
W końcu Keiko musiała zwrócić na to uwagę i odnieść się do zachowania Kimiko. Obie były w trakcie śniadania, jakie stanowiły słodkie, ryżowe bułeczki, jajka oraz muślinowa w kolorze herbata.
– Co ty się tak tym przejmujesz? To nie koniec świata, że nie jesteś już dziewicą to po pierwsze, po drugie, wiedziałaś, czym ryzykujesz i zgodziłaś się na to mimo wszystko.
– Ale on mnie zgwałcił, Keiko – dopominała. – Zdradził mnie, swoje zasady i rozczarował.
– Nie masz stu procentowej pewności. Zresztą nawet jeśli, jestem pewna, że obszedł się z tobą łagodnie. Może nie mógł się oprzeć, bo tak mu się podobasz. Spójrz na te wszystkie wasze spotkania. Nie obszedł się z tobą na początku jak z dziwką, co to, to nie. Nie zabił, wyleczył ci ojca. Jak chciałaś, żeby wyszedł z łazienki, gdy się kąpałaś, to wyszedł. Był miły dla ciebie i interesował się tobą. Myślę, że on cię nawet lubi i nie chce dla ciebie źle. Inaczej pozwoliłby ci już dawno przegrać zakład. A skoro ciebie też to tak boli, że mógłby cię rozczarować, to ośmielę się stwierdzić, że też go polubiłaś.
– Na głowę upadłaś.
– Po prostu udowadniam ci, że nie masz powodów do załamywania się.
Kimiko łypnęła na Keiko spojrzeniem niby spokojnych oczu, ale w rzeczywistości przesiąkniętych złem. Czuła, dlaczego przyjaciółka próbuje ją odwieść od gniewu i zniechęcić do złoszczenia się za gwałt, który przecież miał miejsce i przekreślał te wszystkie dobre uczynki ze strony Księcia Heylin.
– Znowu go bronisz – zarzuciła. – Zupełnie jakbyś zapomniała, jaki Heylin tak naprawdę jest. Czy Crove nie gwałci cię cały czas? Znowu nie udało ci się go otruć. Nie chciałabyś go mieć już z głowy? Nie czujesz frustracji? Matka na pewno, bo nie wywiązujesz się z zadania.
Poczekała chwile, obserwując uważnie gasnący zapał do rozmowy na twarzy przyjaciółki. Wiedziała, że uderzyła z tematem, jakiego Keiko nigdy nie chciała rozwijać i wolała  unikać. Wcześniej nie wiedziała jednak, że ma to związek z tajnym romansem przyjaciółki z kocim wojownikiem, o jakim nie zechciała jej powiedzieć. Przeczuwała, że jeśli się zakochała, mogła zostać przekabacona na stronę wroga. Nic dziwnego zatem, że tak nagle zmieniła swoje podejście do Imperatora. Kimiko ciekawa była, czy nadal zamierzała ją okłamywać.
„Jeśli mnie pamięć nie myli, to koci wojownicy są powiązani z Chase’em. Żyją wiecznie razem z nim po to, by mu służyć. Są poniekąd połączeni z nim, iż może słyszeć ich myśli, decydować, kiedy są ludźmi, a kiedy kotami. W przypadku jego śmierci… ich życie traci sens, przestaje trwać i… umierają razem z nim. W takim razie jeśli Keiko się zakochała, nie będzie chciała śmierci Chase’a, w obawie, że to zabije też jej ukochanego. Ach, Keiko… Obyś ty się z tego wyleczyła…”
– Crove jest… trudny do przechytrzenia. Ciężko mi go otruć, kiedy od razu popycha mnie na łóżko i nie daje się zrzucić.
– Czyli cię gwałci. Jest zły. Jak oni wszyscy.
– Stara się być dla mnie miły. Wieczny tak samo był miły dla ciebie. Wiesz, podpytałam Crove’a na twój temat i on mówi, że o niczym nie wie, by jego pan miał cię wykorzystać.
– Jakby miał się tym chwalić! Zresztą kiedy go niby o to spytałaś? Przecież od razu się na ciebie rzuca i nie macie jak rozmawiać, a jeśli nawet z nim zaczęłaś gadać, to bardzo dziwne, że tak swobodnie wypytywałaś go na temat jego pana i on ci jeszcze odpowiedział. – Kimiko wyprostowała się, dumna ze swej bystrości. Keiko gubiła się w swoich zeznaniach. Może pęknie i przyzna się do winy, to jeszcze wybaczy i nie zerwie z nią przyjaźni. Choć to drugi raz, kiedy miała przed nią tajemnice – wcześniej kłamała na temat swojego zawodu. Dlaczego jej tak nie ufa?
Keiko coś tam zaczęła cmokać pod nosem, kręcić głową i na szybko coś wymyślać.
– Nie pamiętam już jak to było… Ale masz rację, Heylin jest całkowicie zły.  Może rzeczywiście Wieczny cię zranił. Chociaż ciekawe co więc wtedy myślał, kiedy się do ciebie dobierał i miałaś fazę.
– Nie wiem i nie obchodzi mnie to – skłamała. Tak naprawdę to miała za sobą pasmo łapania się za głowę i wywijania na łóżku, skomląc zawstydzona, jakiej to sobie narobiła wiochy. – Ale policzę się z nim. Niech się tylko zjawi. A co do Heylin… Kochana, sis, powtarzam tylko twoje słowa. To ty mnie uczyłaś, że dla ludzi Heylin nie ma ratunku i stąd nasza cała organizacja działa z ramienia sprawiedliwości i nie powinniśmy się zadręczać wyrzutami sumienia.
– Obiecaj mi coś w takim razie, Kimiko.
Japonka wytrzeszczyła niebieskie oczy.
„Ja mam coś tobie obiecywać? Kiedy ja nie mogę ci ufać!”
– Co takiego? – spytała niepewnie.
– Obiecaj mi, że… – Keiko dramatyczne urwała, wzbudzając u Kimiko większą ciekawość.
– Że?
Niepewność i niepokój pogłębiały się. Czas leciał, milczenie trwało i wszystko wskazywało na to, że jednak nici z dowiedzenia się; Keiko niespodziewanie się rozmyśliła.
Wnet ktoś wpadł do kuchni i wydarł się na obie dziewczyny. Tak nagłe wyrwanie ze skupienia zaowocowało wystraszeniem; obie podskoczyły na krzesłach i dopiero po chwili  zorientowały się, że to Dyris na nich grzmi.
– Ty! To byłaś ty! – zawołała ruda, szczując Kimiko wzrokiem oraz palcem.
– Ja? To znaczy?
Wzburzona jak fala nieprzechodzącej burzy za oknem, Dyris stanęła nad stołem. Oparła o niego dłonie i z poirytowanym do granic wzrokiem zwróciła się do Kimiko ponownie.
– Wyjaśniłam sobie to i owo z Fumi. Powiedziała, że miała rozwiesić moje pranie, ale ostatecznie ty ją wyręczyłaś, mówiąc, że zrobisz jej przysługę, by mogła to  Widziałam, że kręciłaś się wcześniej w ogrodzie. Podsłuchałaś, że nie życzę sobie by moje ubrania wieszano pod drzewem, a jednak to zrobiłaś, by właśnie to się stało. Wiedz, że będziesz to prać! A jeśli nie zejdzie, odkupisz mi ubrania!
– A jeśli nie zrobię żadnej z tych rzeczy, to co?
Dyris przez chwilę zrobiła minę, jakby nie dosłyszała, lub nie dowierzała słowom Japonki. Keiko tak samo. W końcu ruda uchodziła po Wan Lanfen za drugą szefową, która zbudowała sobie na przestrzeni lat autorytet, któremu winno się okazywać szacunek.
– Powiem Matce.
– Co jej niby powiesz? – zakpiła Kimiko. – Masz tylko słowa, zero dowodów. Fumi nikt na słowo nie wierzy, ona sama zresztą będzie bała się podpaść którejś z nas i wybierze milczenie. Sama wieszaj swoje ciuchy.
Dyris spąsowiała, prostując się dumnie jak drzewo pod falą huraganu.
– Ty mi wypowiadasz wojnę?
– Ja kończę wojnę, odwetem za twoją próbę zniszczenia mi twarzy.
Dyris z początku tylko się uśmiechnęła, lecz po chwili wybuchła gromkim śmiechem. Darowała sobie odpowiedź i odeszła z zamiarem pokazania, kto tu rządzi. Jak tylko Japonki zostały znów same w kuchni, Keiko półszeptem rzuciła pytaniem:
– Czy ty zwariowałaś? Z Dyris się nie zadziera.
– To ona zadarła ze mną.
Gloriosa pokręciła głową, biorąc się za dokończenie herbaty.
– Możesz tego bardzo żałować.


Nauki tańca Kimiko z Meisą poszły całkiem dobrze, mimo oziębłego tonu, jaki wydobywał się z ust tej drugiej. Gwiazda Hanabi nauczyła się choreografii raz dwa, faktycznie była prosta i łatwa do zapamiętania. Żyła myślą, że Chase przybędzie na licytacje i wszystko się wyjaśni. Ona sama nie miała jednak zamiaru pozostawić na nim suchej nitki. Nieustannie przygotowywała się merytorycznie, by naszpikować go taką gadką, aby poczuł wstręt do samego siebie. Nie wiedziała, czy jej się to uda, ale miała plan, który mógł ją ocalić przed wszystkim. W tym przed poniesieniem kary za próbę otrucia, gdyby Chase jednak wiedział o narkotyku.
Po zakończonych lekcjach, lubiła wychodzić przed Dom Nocy w ciągu dnia i wystawiać się na promienie słońca, stając na środku dziedzińca. Udawała, że spogląda na ptaki snujące kluczem po niebie, ale w rzeczywistości badała teren. Przez otwartą bramę przejawiali się co rusz wartownicy w czarnych zbrojach, nie kryjących się dłużej z tym, do kogo przynależą. Symbol złotego oka o pionowej źrenicy wzbogacał ich pasy i dodawał im godności. Zdawali się nie zwracać na podchodzącą do murów Japonkę żadnej uwagi, ale ona aż za dobrze wiedziała, że cali się najeżają i wzrasta im czujność. Ich pan powiedział wyraźnie: „Niebieskooka ma nie wychodzić do miasta” – zawalenie rozkazu równało się z utratą głowy. Kimiko i tak nie podeszła za blisko. Chciała tylko sprawdzić, jak na nią zareagują – zatrzymali się i zaczęli mierzyć ją podejrzliwym wzrokiem, gotowi wyciągnąć miecze z pochew.
– Spokojnie – rzekła Japonka. – Ja tylko sprawdzam, czy powietrze tutaj jest takie samo, jak w ogrodzie za budynkiem.
Posłała im życzliwy uśmiech, który przygasł, kiedy w ciemnych szparach dzielących szereg społecznych budynków dostrzegła jakieś bardzo ciekawskie spojrzenie spod kaptura, które wyzierało na nią i wzbudzało niepokój. Tajemniczy jegomość, który ewidentnie patrzył w jej stronę nie przejął się tym, że został zauważony. Przez chwilę wojował z Kimiko na to, kto pierwszy ucieknie wzrokiem i sam odpuścił. Schylił głowę tak, by nie można było w żaden sposób dojrzeć jego twarzy i powędrował z tłumem przez brukowaną uliczkę. Ten ktoś był mężczyzną, ubranym w dres w tak upalny dzień. Kimiko za nic nie mogła domyślić się jego tożsamości. Przez chwilę pomyślała, że może był to sam Chase pod przykrywką i zaśmiała się.
„On nie założyłby dresu, nawet gdyby miał szpiegować. Zresztą jeśli chce, umie stać się niewidzialny…”
Przypomniała sobie o zdolnościach Wiecznego. Dosłownie nie potrafił stawać się przezroczysty jak powietrze, ale znikać już tak, to znaczy: wtapiać się w otoczenie, kroczyć bezszelestnie pod osłoną cienia lub usuwać się w taki kąt, że ostatecznie nie można było go dostrzec, chyba że światło wpadało mu do oczu i wprawiało jego jaszczurcze ślepia w lśnienie. Nie zaprzestała sobie głowy tym pojedynczym, dziwnym zdarzeniem. Wróciła do środka Domu, do Sióstr, które za nią nie przepadały.
Ostatnie dni do licytacji choć mijały szybko, pełne były niespodzianek, nieoczekiwanych wypadków i przypadków, a to wywołanych rzecz jasna za sprawą zaistniałej i poszerzającej się jak pożar w suchym lesie wojny między Kimiko i Dyris. Już następnego dnia po deklaracji konfliktu, ruda dopilnowała, aby ubrania Kimiko ucierpiały podobnie do jej własnych i do jej szafy pod osłoną nocy, gdy Japonka smacznie spała, wypakowała ze słoika mszyce. Poranny efekt był pieszczotliwy dla uszu Dyris, bo rywalka darła się na cały Dom w panice spowodowanej przez atak owadów. Później Gwiazda Hanabi musiała z własnej kieszeni pokryć szkody tej szarańczy i nie tylko zdezynfekować szafę, ale i prędko zakupić jakieś nowe kimona i hanfu, bo przecież nie mogła w koszuli nocnej wyjść do mężczyzn w dniu licytacji jej nieistniejącej cnoty. W tym celu oczywiście posłużyła się Keiko, która zrobiła dla niej zakupy, acz szczerze wolałaby sama wyjść do sklepu, bowiem „przyjaciółka” nie zawsze miała według niej dobry gust i kupowała odzież niekoniecznie odpowiadającą jej kryteriom.
Kimiko postanowiła nie pozostawać też dłużna i prędko dokonała zemsty na „rudej wywłoce”. Wsypała podczas śniadania proszek do pieczenia do jej porannej kawy. Dyris w niczym się nie zorientowała i resztę dnia spędziła w łóżku przy misce na wymiociny, bo dostała zatrucia pokarmowego. I tak w kółko dziewczyny sobie dokuczały, jakby nie miały nic lepszego do roboty. Albo Dyris podrzucała robaki, dżdżownice i myszy do pokoju Kimiko, albo ona kradła jej biżuterie i zakopywała w ogródku. Zamykanie drzwi na klucz na nic się nie zdawało, bo i tak jedna potrafiła włamać się do drugiej. Matka o niczym nie wiedziała i żadna nie szła na skargę, jako że obie działały tak, aby nie pozostawić żadnych dowodów na sprecyzowanie winy. Jedynie Keiko była o wszystkim poinformowana i próbowała powstrzymać obie dziewczyny od gorszych dokonań, bojąc się, że złość je kiedyś zaślepi i zrobią coś przekraczającego granice wyobraźni, coś strasznego i niewybaczalnego. Ale żadna nie chciała słuchać, twierdząc, że wojna się toczy i nie można się poddać – trzeba się mścić, co jedynie nakręcało koło odliczające czas do katastrofy.
W końcu Kimiko uczyniła coś takiego, i to dwa dni przed licytacją. Odnieść można było wrażenie, jakoby Dyris wywiesiła białą flagę, bo nie uczyniła po tym nic. Kimiko włamała się do jej pokoju i naniosła cuchnących śledzi do łóżka. Czyn zaowocował mocnym efektem smrodu, co gorsza nawet po wypraniu łóżka, zapach pozostał jeszcze na parę dni. Przez długi czas nie było choćby sygnałów, by Dyris mogła planować jakiś odwet. Kimiko więc straciła na czujności i machnęła ręką, sądząc, że wygrała starcie, jak i całą wojnę. W sumie poczuła lekkie rozczarowanie, bo liczyła na więcej ze strony rudej wywłoki. Jak widać, przeliczyła się co do niej i to jej wszystkie Míren powinny oddawać cały szacunek.


Wreszcie nadszedł długo oczekiwany – przez Matkę tylko i wyłącznie – dzień licytacji, który miał  o wszystkim zadecydować. Jak dotąd Chase nie odezwał się ani słowem, ani listem, kontakt z nim urwał się prawdopodobnie na dobre. Z samego rana rozpoczęły się ostatnie przygotowania, których pojawiło się od groma. Trzeba było otworzyć Dom Nocy, powystawiać poczęstunki, ładnie się wyszykować, a przede wszystkim Gwiazdę Hanabi, która miała być prawdziwą gwiazdą tego wieczoru. Już o świcie, to jest o czwartej nad rane, Wan Lanfen wstała i powyganiała wszystkie dziewczyny z łóżek.
– Kimiko! Wstawaj, wstawaj, ptaszyno. Dzisiaj zarobisz dla mnie fortunę… – Weszła do jej pokoju i nagle zatrzymała się na progu drzwi, znieruchomiała na moment, po czym wydarła gardło na cały budynek. – CO CI SIĘ STAŁO?!
Kimiko siedziała przed lustrem od swojej toaletki, na czerwonej poduszce w kwiaty, cała zalana białymi, perłowymi łzami. Doigrała się. Stało się prawdziwe nieszczęście. Oczy ładnej dotąd dziewczyny nie były w stanie oderwać się od dotkliwie przykrego odbicia w lustrze, które na dodatek również wyło z załamania i z przerażenia. Cała twarz Kimiko była bowiem zasypana krostkami wielkimi i ciemnymi, jakby obeszło ją stado robaków, zdających się robić ucztę z głowy dziewczyny. Szpeciły ją okrutnie, w dodatku w tak mnogiej liczbie, iż nie było mowy nawet o tym, by gdzieś ją wystawiać. Wielkości monet mówiły jasno, żaden puder nic tu nie pomoże. W dodatku nie tylko z twarzą było źle. Ktoś bezlitośnie pozbawił ją włosów, ścinając ją na chłopaka, i to jeszcze byle jak i nierówno, iż niektóre kosmyki pozostawały dłuższe od innych.
– To Dyris… – wymamrotała w gorzkim płaczu. – To ona mi to zrobiła…
Siostry z ciekawości podbiegły do Matki, kiedy ta się wydarła, by dowiedzieć się, co się stało. Same również pisnęły, orientując się w jakim stanie jest Kimiko. Ruda znalazła się pośród zebranych i robiła wielkie oczy. Kiedy Matka zwróciła się do niej, tylko potrząsnęła lekko głową.
– Ja nie mam z tym nic wspólnego. – Nie dostrzegła u starszej kobiety wiary w jej słowa, więc upadła na kolana. – Przysięgam! Nie zrobiłam jej tego!
– O co tu chodzi? – zapytała rozpaczliwie Wan Lanfen, nic już nie rozumiejąc. Oczekiwała jakichkolwiek wyjaśnień, ale nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał i nikt nic nie widział.
Siostry rozeszły się na polecenie szefowej, wszystkie poza Keiko, która przecisnęła się do pokoju Kimiko, gotowa ją wspierać.
– Spójrz na mnie, wyglądam ohydnie!
– Cii… nie płacz. – Keiko przytuliła przyjaciółkę mocno do siebie, pozwalając wylać z siebie litry łez. Poklepywała ją po plecach, jakby miała do czynienia z mazgają. Nie skąpiła pocieszenia. Tym razem naprawdę było potrzebne.
Matka kręciła się za nimi po pokoju, gorączkowo zastanawiając się nad tym, co teraz w tej sprawie zrobić. Było wcześnie rano, może uda się coś wykombinować. Na pewno nie można odwołać licytacji, to jasne. Podeszła bliżej do Japonek i przykucnęła.
– Pokaż mi jeszcze raz tę twarz.
Kimiko niechętnie usłuchała, a gdy postąpiła wedle nakazu, spotkała się z bolesną odrazą wymieszaną ze współczuciem ze strony szefowej. Nieszczęście nie wyglądało najlepiej, co gorsza nie dawało choćby iskry nadziei na to, by do wieczora można było coś z tym zrobić.
– Nie za bardzo wiem, co to jest. Może kwas z cytryny by ci pomógł, wymieszany z aloesem. Keiko, przygotuj to oraz gorącą wodę. Spróbujemy to zaleczyć. Przynieś mi też pokruszone płatki migdałów
– Nawet jeśli naprawi się moją twarz, to co z włosami? – wtrąciła Kimiko, próbując ze wstydu zakryć się dłońmi.
– Wystąpisz w peruce. Trudno, musisz wyjść na scenę. Wszystko jest już opłacone, klienci przybędą, no nie można teraz się wycofać…!
Kimiko ciężej zaszlochała, brzmiąc, jak gdyby ją ktoś dusił.
W przeciągu dwudziestu minut Keiko wróciła ze wszystkim, co Matka życzyła sobie przynieść, niosąc mające ocalić urodę Kimiko na drewnianej deseczce do krojenia. W pospiechu i przy asyście Gloriosy Wan Lanfen wzięła się za mieszanie ze sobą składników w gorącej wodzie, oraz dosypywanie do tego jakiś własnych, tajemniczych ziół. Poprosiła o drewniany trzonek, a kiedy go dostała w ręce, zaczęła ubijać nim całą mieszankę, która uzyskała zielonkawy kolor i intensywny, migdałowo-słodki zapach. Sama poszkodowana nie była zainteresowana przygotowaniem leku, jakby jej to wcale nie dotyczyło. Nieprzerwanie patrzyła się w lustro, lustrując bardzo dokładnie swoją brzydotę. Jeszcze nigdy nie była taka wstrętna. Dotąd wychwalano jej urodę i pomyśleć, że na nią narzekała. Traciła wszystko po kolei, wreszcie utraciła też i atrakcyjny wygląd. Nawet jeśli naprawi się twarz, włosy będą potrzebować czasu, żeby odrosnąć (którego ona nie miała przez głupią nieśmiertelność), a były naprawdę piękne i długie aż do pasa… Każda Azjatka starała sobie takie wyhodować, by móc się później z nimi nosić niczym dama z drogocennym futrem. Kolejna jakaś wartość, którą jej odebrano.
Los był dla Kimiko okrutny. Czuła się wypaczona ze wszystkiego; czuła się jak studia bez wody; pustynia bez piasku; drzewo bez liści. Nie mogła dłużej nazywać się kobietą, bo co jej pozostało poza paskudnym wnętrzem i duszą, która nie obchodziła nikogo? Kobieta bez urody nie jest nawet postrzegana dzisiaj jako kobieta, lecz jako monstrum, chodzące gówno, ohydne ucieleśnienie wad i brzydoty tego świata, który też postanowił się od niej odwrócić. Znów pomyślała o tym, jak inaczej wyglądało kiedyś jej życie. Była ładna, wolna, szczęśliwa, posiadała przyjaciół, portretowała wartości i cudowne cnoty. Teraz, poza młodością, która trwać będzie nie wiadomo jak długo, nie miała już nic. Nawet swojego ukochanego Shen Gong Wu, które przypominało jej, iż kiedyś była kimś więcej, niż uwięzioną kurwą – była wojowniczką, dumnie kroczącą i walczącą o lepsze jutro. Myśląc więc o czasie, jaki podarował jej książę, o tym nieskończonym czasie, chwytała się młodości jak ostatniego skarbu, jaki jej pozostał. W sumie nie była taka zła, choć po jakie licho jej to trwanie w błocie pośród chwastów, jakimi były Siostry, które w rzeczywistości były zwykłymi dziwkami i nie umiały zwalczać inaczej zła, jak godząc się na poniżające traktowanie.
Tyle myśli dopadło w tej czarnej chwili Japonkę, w której Matka z nadzieją i matczyną wręcz starannością i delikatnością nakładała jej kawałek po kawałku mającą ocalić ją przed depresją maść. Po upływie kolejnych, dłuższych chwil, w końcu całe oblicze Kimiko zasłoniła maska, pod jaką zrobiło jej się znacznie lepiej. Z nierównie okrągłych ziół pokazywało się na nią w lustrze spojrzenie niebieskich oczu – daru sprezentowanego przez tajemniczego przodka, acz w jej drzewie genealogicznym widniały same japońskie nazwiska. Czyli na dobrą sprawę, Kimiko pozostały już tylko oczy i młodość. Lecz czy na długo?
– Trzymaj tę maseczkę tak przez dwie godziny. Potem do ciebie zajrzę i zobaczymy, co dalej.
Nawet nie miała ochoty przytakiwać. Jeśli pojawią się jakieś efekty i jej skóra znów będzie czysta i piękna, nie poskąpi sobie uśmiechu, ale co z włosami? Peruka przykryje ich brak, ale wystarczy wiatr, przypadkowe szarpnięcie, czy bliższe spojrzenie i każdy pomyśli sobie o niej zaraz najgorsze rzeczy.
Keiko dosunęła się do Kimiko, zachowując jednak oddaloną pozę. Nie przytulała jej już więcej, ani nie poklepywała, jakby za dużo pocieszeń już podarowała.
– Jak to się stało, że ktoś obciął ci włosy? – zapytała. – Jeżeli chodzi o twarz… domyślam się, że ktoś mógł ci coś dosypać, no ale włosy? To musiało się stać wtedy, kiedy spałaś…
– Dyris mi to wszystko zafundowała.
– Nie przyznała się do winy.
Kimiko parsknęła.
– Oczywiście, że nie!
– Ale to dziwne i zbyt wredne, nawet jak na nią – ciągnęła Keiko. – A przede wszystkim bardzo niepoważne. No pomyśl tylko. Niedoskonałości na twarzy zakryjesz chińską pudrową mąką, ale włosy? Nie wiadomo czy w ciągu tak krótkiego czasu uda nam się skombinować ci perukę, i to taką, która wytrzyma tańce i w ogóle…
– Wychodzi na to, że Dyris to idiotka – Kimiko chciała już zakończyć tę pogadankę i wrócić do użalania się nad sobą.
– Nie, Dyris nie jest idiotką. Tego nie można jej zarzucić. Do tego jej najbardziej z nas wszystkich zależy na dobru Domu, więc nie zrobiłaby ci czegoś takiego tuż przed występem i licytacją.
– Ach, daj spokój, Keiko. Nie doszukuj się tu niczego. Mam po prostu pecha, i tyle. – Tym razem Kimiko udało się uciąć temat, by nie był już dalej niepotrzebnie drążony. Keiko następnie zostawiła przyjaciółkę samą, zgodnie z jej prośbą. Kimiko położyła się na łóżku, znów tak, jakby ją na nim ukrzyżowano.

„Teraz tylko czekać, aż mój pan przybędzie.”


note: Wiem, że czasem nie odpowiadam na komcie, ale serio, doceniam każdy i zapamiętuje ich treść, oraz kto złożył! :D W tym rozdziale miał się jeszcze pojawić Chase, ale stwierdziłam, że urwę teraz, to w następnym będzie więcej emocji. :x

10 komentarzy:

  1. No ja nie wierzę w niewinność Sryris. Takim sukom po prostu się nie wierzy. xD Głupia jest i tyle. Skończona idiotka.

    Boję się tego frajera w kapturze. A jak to Sraimundo?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani trochę? xd Słowa Keiko ani trochę Cię nie przekonują?
      XDDD No, bój się go. W dodatku pojawia się w takim momencie... :x

      Usuń
    2. Proszę Cię. Ona jest bardzo evil. I może pozbawiłaś ją rybiego (śledzie, huehue, moja Kimi <3) ogona, ale gdzieś w środku pozostaje potworzycą.

      Ty mnie nie denerwuj. To jedyny Twój blog, gdzie go nie ma i nie wkurza mnie swoją żalowatością, a chcesz mi go tu wprowadzić? Czyż Kimiko nie ma dość problemów? Otaczają ją wredne baby, kumpela oddala się od niej, Chase nie przychodzi, straciła wolność, dziewictwo, włosy.

      Ty się nade mną znęcasz. To na pewno jest karalne. Nie robi się takich rzeczy swojej chamikowej sis. XD

      Usuń
    3. Karalne. XD A wiesz co ja znoszę na iw? Też moge powiedzieć, że nie robi się takich rzeczy chamikowej sis, i co? Czy ktoś mnie wysłucha? Nie! xD
      No, z tymi śledziami to inspirowałam się askiem. xD Królowa śledzi, ach te czasy. Tia, powinnam wgl jakoś wyjaśnić, co ta Dyris tu robi. W końcu dzieje się to wszystko po XS... Może to wyjasnie, a może oleje... I tak nikt nie zwraca na to uwagi... xd
      Spokojnie, sis. Spokojnie. Nie chcę dokładać Ci aż tylu nerwów. Ten rozdział i tak był wystarczającą bombą. W następnym uzyskasz odpowiedzi na prawie wszyściutko. Na pewno na te naistotniejsze. Zaboli Cię jedna rzecz, ale... co ja poradze, że musze mieć ciekawy plan... xd I w miare oryginalny. xd
      Kimi ma dość problemów, ale hej, ona sama jest tez zołzą. Przekonasz się jakąś, skoro jeszcze tego nie zrobiłaś. Zobacz, że sama urządziła tę wojne. xd
      Ach, włosy takie ważne! xD Nie martw się. One odrosną. xd

      Usuń
    4. Pozwolę się nie zgodzić. To Dyris zaczęła. Kimi wspaniale się postawiła!

      Na jakie pytania uzyskam odpowiedzi? Czy małżonką Chase'a zostanie Kimi? XD To uważam za najważniejsze pytanie. XD

      Usuń
    5. Tak? xd Jeny... ciekawe co powiesz, kiedy się czegoś dowiesz.......
      Nie mogę Ci powiedzieć, ale zauważ, że zaprzestał poszukiwań. xd

      Usuń
  2. Boże, dobrze, że w następnym rozdziale będzie Chase, bo już zaczęłam za nim tęsknić. Chyba też podejrzewam kto był w tym dresie, bo nawet nic nie zrobił i już mnie denerwuje. Rozwaliło mnie ostatnie zdanie - coś czuję, że jej pan niedługo nadejdzie 😉

    Weny! - jak zwykle życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nadejdzie. :D
      A jak wojna? Nie denerwowała? ^^

      Usuń
  3. Wojna i jej koszt. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będzie ona dotyczyć dziecinnych złośliwości Dyris i Kimiko. Serio...? To nie mogło się dobrze skończyć. Ciekawe, kto tak naprawdę urządził naszą Japonkę. Dyris? To trochę zbyt oczywiste. Podejrzanie oczywiste. Zachowanie Keiko coraz bardziej mnie niepokoi. Na dodatek Chase zapadł się pod ziemię. Gdzie jesteś kochany? ;-;
    Pan Kaptur to pewnie jeden z przyjaciół Kimiko. Od razu przyszedł mi na myśl Raimundo.
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału oraz tego co się wydarzy na tej licytacji. Byłoby śmiesznie, gdyby peruka jej spadła podczas tańca. Biedna Kimi. XDD
    Życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jeny, czytałam Twoje wcześniejsze komentarze i jestem mega szczęśliwa, że kogoś nowego zachęciłam do czytania. Mam nadzieję, że utrzymam Cię przy sobie na dłużej. xD
      Ba, dziecinne złośliwości, a jak daleko zaszły. Nie ma co pochwalać. :D
      Spokojnie, Chase pojawi się w następnym rozdziale. :)
      Byłoby śmiesznie, ale i jaki wstyd?xd Co Chase powie jak zobaczy Kimi w takim krótkich włosach?
      Dziękuję ogromnie! ^^ Na wcześniejsze komentarze też coś odpiszę. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy