wtorek, 2 sierpnia 2016

17. Gra emocji cz.2



Minuty pędziły niczym krople deszczu za oknem, który ni stąd ni zowąd zstąpił na miasteczko, niwelując tezy meteorologów z nowej heylińskiej telewizji, gorąco i hucznie wprowadzonej w ciągu niecałej doby. Zupełnie jakby sama pogoda łączyła się z niebieskooką Japonką w tej chwili napięcia, cierpiąc tak jak ona na nagle podwyższone ciśnienie.
– Nie chciałbym cię poganiać, ale nie mam całego dnia.
Głos Chase’a wcale nie pomagał, najbardziej to chciałaby, żeby zniknął choć na trochę, by mogła raz jeszcze wszystko sobie przemyśleć i poukładać, jak gdyby nie miała wystarczająco dużo czasu. Gra się toczyła, lecz jej wciąż brakło pewności. Stawka była zbyt wysoka na podejmowanie ryzyka, a właśnie ryzyko widziała pod podjęciem próby.
Sięgnęła po filiżankę herbaty, jakby miała być jakimś eliksirem mądrości, który w sumie z wielką chęcią by teraz spożyła. Po cichu liczyła też, że jeśli wystarczająco dobrze zademonstruje swoje zdenerwowanie i lęk, Chase sam jej odpuści i zwolni z odpowiedzi. On jednak tego nie robił, jak nic czerpiąc zapewne przyjemność z tego widoku i z tej jednej z wielu sytuacji, w której miał nad nią przewagę. Kimiko pragnęła, żeby to wszystko za pomocą pstryknięcia palcami w magiczny sposób ktoś łaskawie dla niej spłaszczył do zwykłej gry w szachy. Utwierdziła się w tym, że zakłady to paskudna rzecz.
W końcu otworzyła usta i spróbowała wykrzesać z siebie jakieś słowa, jak agnostyk na spowiedzi. Byle tylko ruszyć choć odrobinę do przodu i pomniejszyć rosnącą w sercu siedzącego przed nią wojownika niecierpliwość.
– Ja… Ja chyba straciłam pewność… Nie wiem, czy chcę ryzykować.
Spodziewała się usłyszeć burzę krzyków i ujrzeć dawno niewidziane jarzmo gniewu, obarczające ją winą za to, że ściągnęła go do burdelu na daremnie, ale ku jej zaskoczeniu, Chase zachował spokój, a nawet odzyskał uśmiech.
– Nic nie szkodzi, nie  przejmuj się, kwiatuszku – powiedział podejrzanie czułym głosem, delikatnie podnosząc jej spuszczoną w żalu do samej siebie głowę za podbródek. – Jednakże pamiętaj, że czasem ziarno niepewności trzeba zlekceważyć, o ile intuicja podpowiada coś sprzecznego. A z tego co wiem z własnego doświadczenia, kobieca intuicja jest niezawodna. Co zatem podpowiada ci twoja?
Sama chciałaby wiedzieć. Przez moment miała wrażenie, że to właśnie intuicja stara się ją od podzielenia się pomysłem, jaki podsunęła jej Keiko i jaki ona przygarnęła, zniechęcić, lecz teraz, po słowach księcia, postrzegała w sobie jakąś drugą, nienazwaną siłę, i że każda z nich mówiła co innego. Niestety straciła orientacje co konkretnie. Chciała iść za jego radą i  posłuchać głosu intuicji, ale która ze stron nią teraz była? Ta, która nakazywała jej milczeć, czy ta, która namawiała do zaryzykowania? A może daje mu się podpuszczać i manipulować, czego nie jest świadoma?
– N-Nie wiem no – mruknęła, chowając szczelniej dłonie w rękawach, jak gdyby trzymała w nich jakiś sekret. W oczach miała multum obaw, on zaś niepokojącą cierpliwość. – Pozbawiłeś mnie całkowitej pewności i nie wiem już, co myśleć.
Nie mogła znieść jego łagodnego oblicza. Coś było w nim nie tak, był jakiś sztuczny, choć wyglądał tak naturalnie. Pytanie, czy to Instynkt Tygrysa, czy może już zaczyna świrować z tego napięcia i wątpliwości, co do tego, jakie kroki podjąć, by nie przegrać.
– Posłuchaj. – Nachylił się do niej, nabierając po trochu powagi. – Ze wszystkich xiaolińskich smoków, które obserwowałem, ty zawsze wykazywałaś się najlepszą intuicją. Byłaś najbystrzejsza i zagadki nie stanowiły dla ciebie problemu. – Wsłuchiwała się w jego słowa, a każdy jego komplement swoim brzmieniem zadawał jej jakiś osobliwy ból. Źle się czuła, przyjmując je. A może właśnie na odwrót i tak zwracała na nie uwagę, bo jej się podobały? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć. Tak czy inaczej wprawiał ją w dyskomfort. – Dlatego, kiedy postanowiłem się z tobą założyć, wiedziałem, że się nie zanudzę i z całą pewnością moje wyzwanie cię nie pogrąży. Uwierz zatem w siebie i może chociaż spróbój?
Już miała to przemyśleć, zgodzić się i rozdziawić usta, ale w ostatniej sekundzie się powstrzymała.
„Nie! To podstęp. On wie, że ja nie wiem, a jeśli źle powiem to pa-pa wolności. Nie dam się ogłupić jak idiotka. Nie wygra ze mną tak łatwo.”
– Wiesz co – rzekła przeciągle, podnosząc lekko kąciki ust do góry – masz rację co do tego ziarna niepewności. I do tej intuicji.
Przemilczał jej słowa, tylko powiększając swój własny uśmiech o parę milimetrów. Teraz to Kimiko się nachyliła, a końcówki jej włosów opadły na blat stolika, przy którym siedzieli, jak pnącze wierzby. Deszcz na zewnątrz ucichł.
– Niestety wiem, że mnie podpuszczasz, dlatego zapomnij. Jeszcze przemyślę swoją hipotezę na temat twych łóżkowych fantazji.
Pomyślała, że zdanie, które wypowiedziała stanowi preludium smaku zwycięstwa, bo udowodniła mu, że nie skosi wygranej tak łatwo, i że nie łatwo nią zmanipulować. Nie pomyślała jednak o drugiej stronie medalu.
– To po chuj mnie tu ściągałaś? – zagrzmiał. – Chyba wiesz, że mam napięty kalendarz i dużo ważnych spraw na głowie?
Zmroziło ją to i na chwilę pozbawiło tchu. Oczami wyobraźni namalowała sobie w głowie scenę, w której Chase podróżuje po świecie ze swym kalendarzem w dłoni jak prawdziwy polityk czy biznesman. Ktoś taki jak on nie ma czasu na uganianie się po burdelach. Nawet za kimś takim, jak ona. Źle zagrała, oj źle.
– Przepraszam…
Podniósł rękę, natychmiast nakazując jej milczeć.
– Skoro już tu jestem to mnie czymś zajmij, chyba, że mam iść. I poważnie, bądź szczera w tym, czego chcesz.
Zmienił swoje położenie na łóżku, traktując je jak własne, co denerwowało Japonkę, nawet jeśli jej gość posiadał pełne prawo czuć się w tym pokoju, jak u siebie, bo przejął nieruchomość ot tak, z dnia na dzień, jak to zwykł Heylin robić, mając gdzieś brak umiejętności u ludzi szybkiego przystosowywania się do zmieniających się jak pogoda o tej porze roku przepisów i w ogóle całego świata.
Zresztą nie było to teraz ważne, jak stwierdziła, jako że Chase, kierując się do swojego prawdopodobnie ulubionego miejsca spoczynku w tym pomieszczeniu, nie omieszkał zabrać ze sobą filiżanki herbaty. Znów trochę się jej napił, co sprawiło, że Kimiko się nieco uspokoiła i przestała przejmować dotychczasowymi porażkami.
“Otruję go, otruję!”
– W zasadzie to mam trochę pytań – przyznała, mrugnięciem oczu zapalając zapachowe świece rozłożone na pułkach wokół i nad łóżkiem, co gwałtownie podkręciło atmosferę. I to na jej korzyść, co wywnioskowała, złapawszy kolejny uśmiech księcia.
– Pytaj śmiało.
Wcale nie nabrała pewności, czy powinna. Z drugiej strony skoro pozwalał, to czemu nie wykorzystać tego na zajęcie go i skłonienie przy okazji do wypicia tej drugiej połowy zawartości ceramiki, którą położył sobie na szafce nocnej.
– I w sumie to głównie ze względu na pytania chciałam cię tu ściągnąć. Jeszcze raz przepraszam za moje egoistyczne myślenie. – Podeszła do niego i przysiadła się obok, jednak zrezygnowała z oparcia pleców o poduszki tak jak on to uczynił, zachowując wyprostowaną pozę w swoim siedzeniu na klęczkach, właściwym gejszom. Zauważyła, że Chase ani razu nie zwrócił uwagi na to, jak się wysławia. Czyżby pomysł Keiko był dobrą poszlaką?
– Przeboleję.
Wzięła głębszy oddech, a on upił łyk zatrutej herbaty.
– Chciałabym wiedzieć, co mi zrobiłeś, dlaczego nie wolno mi wyjść choćby do sklepu jak zwyczajnej obywatelce tego państwa, oraz czy widywałeś się może ostatnio… z moim ojcem.
Odstawił filiżankę, prostując się i łącząc po turecku nogi, tak jak było mu wygodnie.
– Odpowiadać po kolei?
– Tak – rzekła przez zaciśnięte zęby.
– Jesteś nieśmiertelna. Moje gratulacje – powiedział to tak entuzjastycznie, że tylko zabrakło oklasków w tle, by Kimiko nie tylko poczuła, ale i uwierzyła, że  naprawdę przytrafiło jej się coś niebywałego, coś tak szczęśliwego i wspaniałego, iż nic innego nie pozostaje, jak tylko winszować jej nagrody. A Chase w dodatku składał gratulacje za nagrodę, którą sam przyznał tak zwyczajnie za nic.
“Jakim prawem?!” – oburzyła się i od razu odmalowało się to na jej twarzy.
– Spokojnie, nie na stałe, a tylko na okres próbny – zaczął wyjaśniać z lekkim niezadowoleniem, że widzi w jej oczach właśnie to, a nie wdzięczność czy radość. Nieśmiertelność była wszakże postrzegana przez niego jako jeden z najcudowniejszych darów i nie potrafił zrozumieć, jak można się z niego nie cieszyć. – Tylko na tyle starczyło mi mocy tamtego wyjątkowego wieczoru.
Domyśliła się, który był to wieczór. Wtedy, kiedy była jak kukła i jakieś siły miażdżyły ją sobą, ostatecznie popychając na to łóżko, na którym teraz siedzieli jakby tamto wydarzenie w ogóle nie miało miejsca. Wydawało się to być tak dawno temu.
– Dlaczego mi to zrobiłeś? – zapytała. Zapragnęła dodać, że bez jej zgody nie powinien wydłużać jej życia, jednakże wątpiła, że choć trochę go to poruszy.
– Jak widzisz nie zabawiam tu każdego dnia, tygodnia czy miesiąca. Nie widzieliśmy się długo, może odwiedzę cię ponownie za pół roku, albo za pięćdziesiąt lat.
Wizja przebywania w burdelu przez pięćdziesiąt lat zmroziła dziewczynie krew w żyłach.
– Nie chce zatem, przybywając tutaj, zastać cię starą. Pragnę, byś pozostała taka, jaka jesteś teraz. Zresztą nie powinnaś narzekać, bo co niby fajnego jest w starzeniu się? Chyba nie chcesz dostawać zmarszczek, żółtych zębów, zapadających się oczodołów, przestać pachnieć słodkością i świeżością a zacząć śmierdzieć grzybem?
Nie odpowiedziała. W zasadzie, gdyby bardziej się nad tym zastanowić, dochodziła do wniosku, że nigdy nie potrafiła wyobrazić sobie siebie za dziesięć, czy dwadzieścia lat. Jakoś nigdy nie wierzyła, że dane jej będzie się zestarzeć, czy też wyjść kiedyś za mąż i zostać matką. Od zawsze postrzegała siebie jako wojowniczkę, która miałaby być przez wieki. Może gdyby nie dorosła i nadal byłaby tą nastolatką żyjącą w świecie fantazji, walki i przygody, zaakceptowałaby ten stan rzeczy. Jednakże nie teraz, kiedy jako kobieta dojrzała do tego, by widzieć co w życiu ważne i co się liczy. A liczy się uśmiercenie wyznaczonego przez szefową celu. Dopiero potem przyjdzie czas na rozpatrywanie przyszłości.
– A drugie pytanie? – przypomniała  po chwili.
– Poważnie pytasz mnie, czemu nie pozwalam ci wychodzić? Ten burdel to twoje więzienie, nie możesz z niego wyjść nawet do sklepu. Jesteś obywatelką nie państwa, ale Imperium. A w Imperium obywatele mają ograniczone prawa. Dla ich własnego bezpieczeństwa.
– Och, czyli chcesz powiedzieć, że mnie chronisz?
– Oczywiście. Dbam o swoje zabawki, jak każdy duży chłopiec.
Miano „zabawki” znów podniosło Kimiko ciśnienie, ale spróbowała nie dać tego po sobie poznać.
– To nie ochrona, to zwykłe ograniczanie wolności do karygodnego minimum.
– Zabawce nie potrzeba wolności.
Znów to samo – znowu podniesione ciśnienie, że aż ogień zapalonych świeczek zatańczył i zdradził emocje dziewczyny.
– A gdyby wybuchł pożar? To znaczy, dajmy na to, gdyby tutaj pojawiła się bomba?
– Zapewniam cię, że nic nigdy się tutaj takiego nie zdarzy.
– Ale ja nie mogę nawet wyjść do sklepu. Masz swoich tajniaków pod Domem, widziałam ich. Jak się tak boisz, że ucieknę, wyślij ich ze mną.
– A co cię tak bardzo ciągnie do jakiegoś głupiego sklepu? Możesz wysłać jednego z listą zakupów, jeśli tak bardzo ci czegoś potrzeba. I nie, nie boję się, że uciekniesz. Prędzej czy później bym cię znalazł, zwłaszcza teraz, gdy zasmakowałaś nieśmiertelności. Zobaczysz, zwrócisz się do mnie, prosząc o więcej.
„Jeśli to prawda, to musiał znaleźć też Omiego, Claya i Raimunda. Chyba, że to blef” – całkiem puściła mimo uszu jego słowa o nieśmiertelności.
– Tylko że widzisz, mój książę – spróbowała być łagodna i potulna niczym baranek – marzy mi się ujrzenie mojego ojca. Chciałabym sprawdzić, jak się czuje, potrzymać go za rękę, pozdrowić… Stąd też moje trzecie pytanie jest takie, a nie inne. Widziałeś się z nim?
Zastanowił się, czy na pewno chce na nie odpowiedzieć.
– Tak, widziałem się z twoim ojcem.
– Po co?
– To chyba oczywiste? Biedak był bliski śmierci. Postanowiłem cofnąć jego wyrok. Pożyje jeszcze dobrych parę lat.
Kimiko ucieszyła się w duchu, acz nadal pozostała czujna. Nie ukrywała też swego zaskoczenia. Nie mógł tego zrobić bez powodu, na pewno nie z dobroci serca. Chciała myśleć, że ojciec sam wyzdrowiał i Chase tylko przypisuje sobie nieswoje zasługi, ale stan jego był zbyt krytyczny, by jeszcze wierzyć w cuda. Gdyby było inaczej, nie czuła by w sobie tego długu, ciężkiego jak kaźń.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Nie chciałbym, żebyś zaczęła mnie nienawidzić. Widzisz mnie również podoba się wizja, w której ze sobą dłużej nie walczymy, a jedynie gramy.
– W co gramy?
– W pojedynki, rzecz jasna. W układy. A ja mam całą masę pomysłów na nowe.
– Może ja nie chcę z tobą pogrywać?
– Kwiatuszku… proszę cię. Akurat dobrze wiem, że bardzo tego chcesz. Pragniesz mnie przechytrzyć. Może kiedyś ci się to uda, ale bez grania, nie ma na to szans. Trzeba się zabawić.
– Nie lubię, gdy mówisz do mnie, kwiatuszku. Mam imię – zmieniła temat, bojąc się skrycie każdej rozmowy kręcącej się wokół zakładów. Już na jeden się zgodziła i żałowała po dziś dzień. Ta nagła interwencja z wygłoszeniem tego, co leży jej na sercu była swoistą ucieczką przed większymi kłopotami. – To jedna z rzeczy, która mnie boli.
– Rozumiem, jakie są następne? – zachęcił do kontynuowania, biorąc do rąk filiżankę, co automatycznie oderwało na moment Kimiko od skupienia. Zamrugała, gdy przystawił sobie do ust herbatę.
„Pij i miejmy to już wszystko za sobą.”
– Po co mnie więzisz tutaj, skoro nie chcesz przecież, żebym padła ofiarą klienta?
– A dałabyś się zabrać do mojego pałacu?
– Możesz mnie zamknąć w domu, w którym jestem zameldowana…
– W domu twojej przyjaciółki? Obawiam się, że twój ojciec by nam przeszkadzał, a nie ma gdzie go przenieść. Zresztą mówiłem ci też, że chcę, byś nabrała tutaj ogłady względem płci rządzącej światem.
Doznała nieprzyjemnego uczucia, że Chase wie o niej wszystko, acz nie znał prawdy świata na temat tego, kto faktycznie światem rządzi. O ile Matka rzeczywiście miała rację, bowiem znów zaczęła w to wątpić. Jak we wszystko, kiedy odbywała spotkanie z jaszczurem.
– To pozwól mi się z nim chociaż zobaczyć. Proszę – nalegała. Nie przeszkadzała jej wizja płaszczenia się przed nim. Nie w pokoju, w którym byli sami i nikt nie widział jak niżej upada.
– W zamian za? – Rozmowa wracała na swój poprzedni tor.
– Nie możesz tego zrobić tak po prostu z dobroci swego serca?
– Nie – odparł po tym, jak wybuchł śmiechem.
– W porządku, więc co byś chciał w zamian?
Wzruszył ramionami, odstawiając… pustą filiżankę! Kimiko poczuła ukłucie w piersi z tej ekscytacji.
– Zaoferuj coś sama. Najwyżej zaczniemy się targować.
Do głowy przyszły jej same erotyczne rzeczy. Odegnawszy poprzednią wizję, postawiła sobie przed głową pytanie, czy podjąć się jej realizacji i zrobić coś, co mogłoby ją potem obarczyć wyrzutami sumienia. Tyle że nie chciała sprzedawać ciała, a inne skarby, jak na przykład jej wolność i oddanie zostały postawione w pierwszym pojedynku. Co jeszcze mógłby chcieć Imperator?
– Nie wiem, nie mam pomysłu…
– Ja też nie, więc niech pozostanie na razie dług.
Zdziwiła się. Czyżby kłamał, mówiąc, że ma tak wiele pomysłów na zakłady, przez co poczuła się jak obdarte ze skóry zwierzę? Albo w coś pogrywał i ją wciągał. Od tego starania się być czujną zaczynała z bólu pękać jej głowa.
–  Nie martw się, kwiatuszku, nie wymagam składania skarbów.
 Niczym rażona piorunem wyprostowała się jak struna i puściła mu zimne spojrzenie, które rozbudziło na moment przygaszoną twarz dziewczyny. Chyba wystarczająco jasno oznajmiła, co myśli o tym jego wyzwisku.
– Nie powiedziałem, że przestanę cię tak nazywać – rzekł, doskonale czytając jej mimiczne przesłania. – Powiedziałem tylko, że zrozumiałem, co do mnie mówisz.
– Tak jednak wciąż…! – zawołała, zaraz się hamując, ściskaniem swoich palców u rąk do białości. Kontrola przede wszystkim i do końca, nieważne, jakich ruchów by wobec niej książę użył. – Podoba ci się to całe granie ze mną – stwierdziła fakt oczywisty. Popatrzyła ponownie na jego pustą filiżankę i widok ten pomógł jej się uspokoić.
„Już mam go w garści. Mogę zacząć liczyć sekundy do jego upadku.”
– I to jeszcze jak – zaśmiał się. – Ale przyznaj, nie jest tak źle, prawda? W sensie, nie jestem taki zły, żebyś musiała się wieszać od znoszenia mojego towarzystwa.
– To prawda. – Dopiła swoją herbatę. – Tylko dlatego, że nie zawsze zachowujesz się jak wredny playboy, albo prostacki cham. – Wzięła pod uwagę to, że wyleczył jej ojca. I tak nie zdąży mu odpowiednio podziękować, bo według jej obliczeń, już za chwilę narkotyk zacznie działać. Rozłoży go i powali. Skuje w jej sidła i poobdziera z kontroli.
– Playboy? Playboy!
Kimiko nie spodobała się ta jego wesoła reakcja.
– W dodatku cham. Podoba mi się ten wydźwięk. Seksownie mi to zarzuciłaś. Z takim żarem – ostatnie słowo wypowiedział warknięciem, jak jakaś bestia, odsłaniając kły.
Pomyślała podświadomie, że może sobie na to pozwolić, wierząc, że Chase zapewne nie zwróci również na to uwagi. Teraz jednak żałowała użycia tego wyzwiska, bo ewidentnie rozkręciła sytuację nie tak, jak powinna. Co gorsze: za szybko, nawet jeśli trucizna ma ją zaraz wybawić. Zaczął się przybliżać, przysuwać do niej po pościeli, a ona nie wiedziała, czy uciekać.
– Przestań – wyszeptała po panikującym przełknięciu śliny.
– Co takiego? – spytał jakby nigdy nic.
To. Prowokujesz mnie cały czas, odkąd tu przyszedłeś. – „I zbliżasz się!”, zawołała w myślach, nie znajdując na to siły w krtani.
– No to co? Czego się boisz?
– Boję? – prychnęła bardziej nerwowo, niż kpiąco, jak to chciała zrobić. Dystans między nimi zmniejszył się praktycznie do zera.
– Drżysz. I to za każdym razem, gdy otwieram usta. – Słusznie zauważył.
– Nieprawda – odpierała jego słowa, dodatkowo kręcąc głową  i próbując tłumaczyć mu, jak idiocie, że wcale nie ma racji, choć patrząc z boku było oczywiste, że sama sobie zaprzecza.
– Lubisz mnie, bo jestem takim chamem. Nie było jeszcze playboy-chama w twoim życiu – zniżył głos do szeptu tak jak ona. Poczuła ciepło jego oddechu, które przyprawiło ją o paraliżujący dreszcz. Odchylała się do tyłu na tyle, na ile pozwalał jej kręgosłup. Aż przestała, kapitulując, czy też pozwalając przeczuciu ziścić się.
– Jak już to zdarza mi się polubić miłych mężczyzn – broniła się do ostatniego.
– Jestem miły… – Był co raz bliżej.
– Wcale że nie… – Wnet przymknęła oczy i wstrzymała oddech, wierząc, że zaraz ją pocałuje. Co dziwne, nie odnajdywała w sobie żadnej skłonności do dalszej obrony. Wyczuwała za to, że ma go tuż przed sobą, że się do niej nachyla, lecz choć czekała, żaden pocałunek nie nadszedł. Poczuła żałość wraz z otwarciem oczu do połowy i sprawdzeniem, co się dzieje. Chase uśmiechnął się chytrze, delikatnie odsłaniając znowu zęby. Wywołał u niej niechciany wstyd. Zwilżył wargi, zniżając wzrok na partie jej odsłoniętej szyi. Rozmyślił się?
Odpowiedź brzmiała nie. Kimiko straciła resztki czujności, a wówczas on wziął ją z zaskoczenia. Przywarł nagle do jej warg i złączyli się w pocałunku, po którym natychmiast nastąpiła salwa następnych, szybkich i krótkich. Kimiko chciała piszczeć w środku, ale gorąc, który uciskał ją dotychczas w klatce wreszcie się po niej rozszedł uspokajającą, miłą falą. Jakoś tak się oddała, nie zastanawiając się nad niczym. Było to przyjemne, więc wyłączyła na ten czas wszystkie myśli, by nic jej nie przeszkadzało. Psychika samowolnie zwolniła rozsądek i logikę ze swych obowiązków, jakoby to, co robili nie było jeszcze żadną zbrodnią, którą powinni się przejmować. Gdzieś tam w głowie nikł cichy, pytający krzyk o to, co wyprawia.
Pozwoliła się położyć w jego ramionach, czule otulających jej młode ciało, jakie nagle nabrało na kruchości i zmiękło jednocześnie od adrenaliny. Jak zwykle tego upadłej wojowniczce brakowało. Odważyła się otworzyć oczy i upewnić się, czy to na pewno jego ma nad sobą. On własne ślepia trzymał przykryte powiekami. Spojrzała w błyszczącą toń zwierciadła skierowanego na łóżko, na nich, chcąc zobaczyć ich odbicie i przekonać się, jak wyglądają w oczach drugiego planu.
„Jejciu.”
Zamknęła oczy, zapamiętując ten obraz i oddając się bezwzględnie. Wyglądała jak królewna wybudzana pocałunkiem z zaklętego snu. Włosy kaskadą opadały jej na jedwabistą, czerwoną pościel, kontrastując się z nią i pokrywając dłonie, które ją oplatały, delikatnie rozmasowując te części ciała, w których wyczuwały spięcie mięśni. Rozluźniała się dzięki nim, acz całowanie się z Księciem Heylinu działało na nią potężnie pesząco, nawet jeśli było urokliwe. Podobne napięcie wyczuwała w jego rękach. Prawa dłoń zakleszczała się na jej ramieniu, po tym jak pokonała tor  na piersiach upinanych szczelnie przez materiał ubrania, na których drżała, jak gdyby to na nich pragnęła się zatrzymać.
Jeśli Kimiko miała się nad czymś zastanawiać, o czymkolwiek myśleć, to tylko nad powodem, dla którego Chase ją całuje. W końcu przyznała i uwierzyła w to, że dlatego, że jest piękną dziewczyną, o czym ją zapewniano od bardzo dawna, choć się tego wypierała jak jakiejś skazy. W sumie nie mogła tego nazwać zaletą, bo uroda jedynie ściągała na nią niepotrzebne problemy, tudzież przyczyniła się do tego, że Chase nie zostawił jej w spokoju, nie zabił, nie przestał interesować
Była przekonana, że jeśli kiedykolwiek do czegoś dojdzie, to nigdy nie będzie miała odwagi wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Na filmach podczas scen miłosnych widziała jęczące kobiety i za każdym razem brała to za coś sztucznego, wykreowanego i nieprawdziwego, sądząc, że kiedy przychodzi co do czego, to obie strony milczą. Lecz z niej wyrwał się cichutki jęk w jednej z przerw między pocałunkami. W dodatku pomyślała o sobie jak o opętanej, kiedy tak wielka ochota na coś więcej zaczęła ją rozpierać między udami, które pod materiałem stawały się coraz gorętsze i bardziej wilgotne. Źródło ulżenia było w czyiś spodniach. Jej własne ciało zaczęło ją zdradzać, bo ta mała przygoda tak dobrze smakowała. Czy to możliwe, że aż tak na nią wpływał? To wszystko działo się szybko, krótko, ale ona miała wrażenie, że ciągnie się niczym wieczność i do tego nie potrafiła narzekać. Nawet nie błagała o to, by narkotyk w żyłach Chase’a wziął go już wreszcie w obroty. Własny instynkt przetrwania ją porzucił i nic nie mogło jej ocalić. Kimiko musiało brakować przygody od upadku Xiaolin, jak i poczucia swej wartości, którą odkryła na nowo jak tajemnicę w jego pożądaniu. Pragnęła więcej.
Coś w tym było, że wykańczało Kimiko bardziej niż mordercze treningi w klasztorze. Poczuła, że pocałunki z nim ją wyczerpują, a jego ramiona i bijący od niego zapach układają do snu.
Nie zapamiętała, kiedy skończyli, ani kiedy urwał jej się film.


Kwiaty zamiast kwitnąć w pokoju przyjmującym klientów obumierały szybciej niż powinny, iż nawet słodki zapach przyrody wędrujący z dworu nie był w stanie ich ocucić. Keiko podeszła do każdego z nich z osobna z butelką wody pobranej z kranu i pieszczotliwie zaczęła je podlewać. Towarzyszyła jej spokojna chińska melodia, podkręcana momentami jakimś nowoczesnym remixem, wydobywająca się z małego radyjka. Z zadowoleniem rozejrzała się po pomieszczeniu, unikając twarzy innych Sióstr, które krążyły po nim bez zajęć, czekając na jakiś klientów, oglądając efekt swojej małej  pracy. Pomyślała o Kimiko. Ciekawa była, jak sobie radzi. To głównie z jej powodu opuściła swoje cztery ściany, chcąc być blisko korytarza prowadzącego do niej w pogotowiu, tym bardziej, że zza drzwi przebiły się jej jęki, które ją zaniepokoiły, i które od jakiegoś czasu ucichły podejrzanie. Miała pomysł, by zapukać i zajrzeć do środka, by pod jakimś pretekstem sprawdzić, jak sobie radzi, lecz stwierdziła, że lepiej będzie jeśli ani ona, ani żadna inna Míren nie będzie się wtrącać.
– Co oni tam puszczają? – Meisa przerwała ciszę pytaniem, spoglądając w telewizor, który nie tak dawno włączyła Dyris podczas grzebania za ladą w recepcji.
– Mówią o jakiś seryjnych mordercach. Znowu – odpowiedziała jej ruda.
Zaciekawiona tematem Keiko również zerknęła na wiadomości.
– Zginęło kilku ważnych ludzi z Heylinu. W tym nasi klienci – ostatnie zdanie Dyris wypowiedziała znaczącym szeptem, pamiętając o tym, że po Domu mogą kręcić się goście. – Policja uważa, że to wszystko to sprawka jednego człowieka. Są w posiadaniu nagrania, jak znokautował jakiegoś Heylin wojownika w stylu Jakie Chana. Nie było widać jego twarzy przez kaptur i nie wiedzą kto to, ale są pewni, że ten jeden człowiek stoi za śmiercią każdego heylińca. Nie wierzą, że mogli zginąć przez wirus.
– I to wszystko mówią w tej propagandowej telewizji? – zdziwiła się Keiko.
– Nie wszystko. Zatajają to, że Heylin dostaje po dupie, ale owszem, mówią, że giną ważni ludzie. Mówią o agresji i fali nienawiści, która atakuje Heylin i starają się wykreować go na zbiór niewinnych męczenników, którzy chcą dobrze dla nas wszystkich, ale niektórzy, ci zdrajcy narodu, zwłaszcza ten seryjny morderca, tego nie doceniają. Mówią też o tym, że wiedzą kto za tym stoi i to tylko kwestia czasu, aż go złapią, ale ja osobiście nie wierzę w to, by była to jedna osoba.
– Dlaczego?
– Pomyśl tylko. Zginęło wiele osób. Za tym musi stać jakaś grupka. Nawet jeśli część ofiar, wiesz… została otruta. Chyba, że Heylin policja jest taka beznadziejna.
Wszystkie zamilkły, wsłuchując się w mowę pudłowatego odbiornika, aż jedna z nich, Meisa, wyłamała się z szeregu, odchylając się do tyłu i szeroko otwierając oczy.
– Keiko, patrz. – Pociągnęła koleżankę za rękaw. – Wyszedł.
Keiko spojrzała we wskazane miejsce, czyli na drzwi od pokoju Kimiko. Chase zamknął je za sobą, wychodząc sam, bez asysty niebieskookiej Japonki. Coś było nie tak. Był jakiś zgrzany i miał rozpięty kołnierz od koszuli. Keiko dała krok w jego stronę, chcąc przyjrzeć się jego twarzy. Miała nadzieję, że odmalowującego się na niej emocje zdradzą, co zaszło, ale niczego z niej nie wyczytała, bo była ponura. Dopiero, kiedy kierując się do Dyris zauważył po drodze ulubienicę swego wojownika, uśmiechnął się złośliwie.
– Crove przysyła pozdrowienia, myszko.
„Myszko” – tak Crove wołał ją pieszczotliwie pod kołdrą.
Z doskonałą dokładnością Dyris naśladowała Matkę, wystawiając księciu rachunek. Siedział u Gwiazdy Hanabi tyle, co zazwyczaj, może trochę dłużej, więc cena pozostała ta sama. Jakby czyniąc mu ten przywilej z racji tego, że jest najważniejszą osobą w Imperium. Nie powinna była go zdziwić, a jednak swoimi słowami wojownik zaskoczył rudą.
– Dziś nie zapłacę. Czyżbyś nie słyszała, że moja dzisiejsza wizyta jest gratis?
I tak opuścił Dom, zostawiając zatkaną Dyris oraz Keiko, która natychmiast pobiegła do drzwi od pokoju Kimiko, by sprawdzić, czy wszystko u niej w porządku. Dostrzegając tę jego pewność siebie w pierwszej sekundzie przestraszyła się i pomyślała, że coś zrobił jej przyjaciółce. Powoli zajrzała do środka. W pokoju ciążyła duchota, w jakiej mieszały się ze sobą różnorakie zapachy. Kimiko leżała na łóżku, przykryta kołdrą. Z początku w ogóle się nie ruszała, co tylko przyspieszyło serce Keiko, lecz po chwili przekręciła się na bok i stało się jasne, że śpi.
– Wszystko w porządku? – Z zamyślenia wyrwała ją Meisa. I uczyniła to tak nagle, że Keiko podskoczyła.
– Nie wiem. Chyba nie.
Meisa zmarszczyła brwi.
– Dlaczego „chyba nie”?
Keiko raz jeszcze zerknęła na śpiącą przyjaciółkę, przywołując obraz rozgrzanego i ewidentnie zadowolonego jaszczura.
– Bo albo mi się zdaje, albo ją zaliczył.

10 komentarzy:

  1. Na dwie minuty wprowadziłaś mnie do chamikowego nieba. Chcę tam wrócić...!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę, dałaś ten szablon. xD Pięknie wpasował się w rozdział.

    A więc - słodka gadanina Chase'a skończyła się z "po chuj mnie tu sprowadzałaś". No świetne. Wyobraziłam go sobie jako takiego biznesmena, któy jednakże zawsze znajdzie czas dla swojej lubej xD
    Nie podoba mi się, że Czesławowi mocy zabrakło na zrobienie Kimi nieśmiertelną całą wieczność, no ale ok, później o tym pomyśli. :3 I ten, czy przypadkiem nie dał Kimiko zgodę na wysługiwanie sie kotkami? Mnie tam satysfakcjonuje wizja kociaków wyposażonych w długachną listę i chodzących jej kupować gazetki, jogurty i tampony. Wiedziałam, że Chase maczał palce w uzdrowieniu swego teścia. I oczywiście podoba mi się, jak kreujesz Chase'a na złośnika. Czemu mój taki nie jest? No to z kwiatuszkiem, przekomarzanie się, Twój chase jest taki z krwi i kości. xD

    DOBRA

    To teraz przejdziemy do rzeczy.
    Wypicie orgazm herbatki wzbudziłoby w mnie sporo emocji, gdybym Cię nie znała i gdybym nie znała Chase'a, że jest odporny na wszelkie takie napoje miłosne. Jak pisałam, od wybuchu radości spowodowanego playboyem czułam, że coś się jednak stanie. Może orgazm herbata działa na Chase'a, ale jednak słabiej? A może on po prostu wie, co się odstawia w jego burdelu i chciał Kimi wyciąć kawał? W każdym razie jejciałam wraz z Kimi, gdy Chase się do niej zbliżył, obnażył ząbki, przyznał jak to seksownie nazwała go chamem (czyżby podpowiedź co do fantazji?) i że w jej życiu chyba nigdy takiego chama nie było, a potem... potem stał się cud... Och Maj Gasz. WRESZCIE TO ZROBILI! No ile można czekać na głupi pocałunek?! xD Totalnie mi się podoba taki obrót zdarzeń; to niiiic, że trzeba było do tego naćpać Chase'a. Mam tylko nadzieję, że będzie on pamiętał o tym, jak to całował Kimi namiętnie, jak masował jej spięte mięśnie, jak uśpił ją jak taką królewnę i przykrył elegancko kordełką <3 Jak chciał ja tam dalej pomacać i drżały mu łapki, a ona miała kisiel i chciała, żeby zaspokoiło ją to coś w jego gatkach. xD Jestem z nich dumna, tak trzymać! <3
    Ach, głupie baby, już sobie nie wiadomo co pomyślały. xD
    #CreikoTeam

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy8/05/2016

    Kibicuje Crove i Keiko.
    #CreikoTeam

    Oczywiście chamiko też fajne! Miejsce pierwsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że Creiko jest odjazdowe? XD nawet inicjały pasują: Chase-Kimi, Crove-Keiko.
      Pamiętaj, sis, jak już dojdzie do ślubu, to niech będzie podwójny! Takie rzeczy się potem po latach fajnie ogląda xDD

      Usuń
  4. KOCHAM TEN ROZDZIAŁ!!! Na to czekałam! 😃 Tylko co się stało z Kimi, że tak zasnęła?

    Ps. Ten tekst o chamie i miłym gościu przypomina mi gwiezdne wojny, mam rację, czy zbieg okoliczności?

    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy8/09/2016

    Czadzior, tylko czemu tak późno rozdział? Pisz więcej i szybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz co? Może to dziwne, ale moim nowym OTP jest Crove i Keiko. xD To jak to będzie? Croviko? Creiko? Keive? xD To są takie nazwy, że mogłabym tak ponazywać ich dzieci. Hm, wyobrażasz sobie takie imię dziecka "Chamiko"? Chyba pasowałoby do jakiejś dziewczynki z złotymi ślepiami xD
    Do rzeczy. Nie jest źle, akcja fajnie się rozwija, Kimiko lubię, Chase'a jeszcze bardziej xD Fajnie się zachowuje. Jest taki szarmancki, wyrafinowany i podstępny. Pocałunek w tym rozdziale był podstępny, wziął ją z zaskoczenia i kupuję to. Kupuje i chce więcej! :D Lubię takiego Chase'a. Oj lubię. Jestem ciekawa reakcji Kimiko na to, co się wydarzyło, gdy już się obudzi. Będzie na siebie zła? A może stwierdzi, że było fajnie? xD
    Jednej rzeczy nie rozumiem. Co ona tak zasnęła? Może gdzieś przegapiłam linijkę o tym, że była zmęczona czy coś, ale i tak jakoś tak... dziwnie... xD Uspił ją? Za pomocą magii?
    Muszę cię poinformować, że podoba mi się pomysł, jaki jest zawarty w historii. Chase i Kimiko grają ze sobą, pojedynkują się. Jedno chce przechytrzyć drugiego. Czuję ten pomysł, choć trochę jeszcze brakuje mi tych ich właśnie zagrywek. Niech się wrabiają, knują, podpuszczają, niech skradają sobie pocałunki. To jest naprawdę dobre i wygrało moje serce, dlatego serio, nie spierdol tego i dotrwaj do epilogu, albo będę cię nawiedzać :D
    Jeżeli chodzi o nieśmiertelność to powiem, że super. Zrobiłaś to, a zazwyczaj takie rzeczy znajdują swoje miejsce dopiero na końcu historii. To jest pokonywanie stereotypów i barier. Hm, może w następnym chamiko opowiadaniu zrobię im dziecko na początku albo coś w tym stylu? Albo ślub xD Tego też się oczekuje.
    Parę słów na temat pomysłu Keiko w sprawię fetyszu. Mnie się podoba taka wizja. Chociaż uważam, że Chase nie jest typem, co dałby się zdominować. Ale podoba mi się mimo wszystko :) To mógłby być kolejny rozdział z podstępem. ^^ Serio. Kontynuuj to całe ich granie. Jak dotąd nie czytałam żadnych chamiko pojedynków xD Może dlatego tak mi się podoba.
    Na koniec o Dyris. Czy ona serio musi być taką czarną owcą haremu, jednostronną monetą, której nikt nigdy nie polubi? xD
    Pozdrawiam i dużo weny życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bym zapomniała. Podoba mi się strasznie szablon oraz te inne, które zauważyłam, że robisz na deviantart.com. Czy jest jakaś szansa,że mogłabyś zrobić szablonik dla mnie? xD Prościutki- Z jakimś chamiko... xD

      Usuń
  7. No git no git &hit pisz dalej jak najszybciej nie mogę sie doczekać💓💓💓💓

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy9/04/2016

    Kiedy rozdział?

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy