wtorek, 28 czerwca 2016

16. Gra emocji cz.1


Z samego słonecznego rana, gdy ulice topiły się jak lodowce od gorących promieni, zamieniających wszystko co stałe w ruchome, błyszczące tafle, Matka obwieściła po śniadaniu zebranym w recepcji Siostrom, że wyjeżdża i to na dobrych parę dni. Wyjazd zaplanowany miała już od dwóch tygodni, lecz dopiero teraz zdecydowała się łaskawie poinformować o tym dziewczyny. Nie podała ani przyczyn podróży, ani informacji co do nazwy miejsca, do jakiego się wybierała. Ograniczyła się do krótkiego zdania, że jedzie załatwić interesy. Tyle powinno im wystarczyć, w jej mniemaniu i w sumie większości wystarczyło, prócz jednej. Na wieść o tym Kimiko poczuła cichą radość, wiedziała bowiem, że brak Matki w Domu Nocy to ogrom swobody. Aż do momentu, w którym jak na złość kobieta obwieściła, że przez ten czas całkowite dowodzenie przejmie Dyris.
– Chyba nikt nie ma pytań, dlaczego akurat Dyris powierzam opiekę nad wami i nad Domem? – zapytała, ale mimo wszystko dodała do zrozumienia: – Pracuje ze mną najdłużej i jej najbardziej ufam. Dlatego też macie być jej posłuszne tak, jak gdyby rozkazy od niej pochodziły prosto ode mnie.
Kimiko wydęła wargi w niezadowoleniu, w końcu miała z rudą na pieńku. Co prawda nie padały wyzwiska, ani nie czyniły sobie krzywd, tak jednak gdziekolwiek się mijały, posyłały sobie pełne złorzeczeń spojrzenia. Kimiko oczywiście twierdziła, że to nie ona pierwsza zaczęła, nie ona prowokuje, a jedynie oddaje piłkę kopniętą na swoje pole boisk, zwyczajnie odpowiada na ataki. Po trochu nie rozumiała zachowania Dyris, wszakże z pocałunkami pogratulowała jej sukcesów i wydawało się, że topór został pochowany, a między nimi zacznie się układać. Coś jednak wciąż było na rzeczy, pytanie tylko co. Przeczuwała, że nie zabierze to dużo czasu, aż posmakuje kolejnych aktów pełnych niechęci rudej wobec niej. Zakładając, że na pewno tak się stanie, Kimiko obiecała sobie, że nie pozostanie jej nigdy dłużna. Co jak co, ale nikomu nie pozwoli sobie podskakiwać. Nigdy nie pozwalała.
Po tym jak Wan Lanfen wyjechała w Domu Nocy zrobiło się jakoś ciszej. Nikt nie krzyczał, nawet Dyris, choć miała pełne prawo zrobić to, gdy Meisa niechcący rozlała herbatę na dywan w salonie. Zamiast wrzeć, spokojnie poinstruowała koleżankę, by uważała następnym razem, i by szybko udała się do kuchni po ścierkę i sprzątnęła bałagan. Zaskoczyła tą postawą nie jedną z Sióstr.
Kimiko obserwowała to wszystko, czytając gazety w smutnych próbach pozyskania jakichkolwiek informacji na temat świata, od którego ją odcięto. Zazwyczaj zabierała niezbędnik z wiadomościami do swojego pokoju i tam uzupełniała wiedzę o ocenzurowane i naszpikowane polityczną propagandą nowinki, lecz jednak po ostatniej wizycie Fumi stwierdziła, że w sumie może powinna zmienić swoje podejście do Sióstr i zacząć się z nimi spoufalać. W końcu dobrze jest mieć więcej przyjaciół, niż wrogów, a nikt nie kazał jej naprawdę lubić pozostałe dziewczyny w Domu Nocy, tym bardziej jeśli nie zamierzała pracować w nim na stałe – jej celem wszakże było tylko unicestwienie głowy Heylinu, a potem powrót na łono wolności.
– Czy zdarzało się już kiedyś tak, że Matka zostawiała was samych pod opieką Dyris? – spytała towarzyszącą jej Yu Tian, którą zainteresował nowy katalog z trendami mody.
– Hm, niech się zastanowię… Nie, to pierwszy raz.
Kimiko wzruszyła brwiami, zaskoczona, że jak dotąd Matka nie opuszczała progów Domu Nocy. Jeszcze bardziej zaczęło ciekawić ją, dlaczego teraz zadecydowała się dokądś wybrać. Jakże sama chciałaby przestać być skrępowana przez warujących na zewnątrz Heylin żołnierzy i móc poruszać się poświecie. Znów przypomniał jej się ojciec, któremu nadal nie złożyła wizyty. Minęło już tyle czasu, a jedyne wieści o nim musiała zdobywać od Keiko, która, choć podczas ostatniej rozmowy przysłużyła się radą, zaczęła zachowywać się dziwniej i jakby oddalać.


Dzień pierwszy minął w całkowitym pokoju, jednak drugi obudził wszystkie Míren nagłym alarmem. O ósmej godzinie Kimiko wydarła się na całą izbę, a jej krzyk uciekł poza ściany Domu i dotarł do uszu wojowników, którzy zainteresowani pokazali swe głowy w oknach salonu. Jak strzelona batem wybiegła na korytarz, zasłaniając sobie usta ręką, co jednak nie tamowało wydobywających się z niej wrzasków.
– Keiko! Keiko!!!
Przyjaciółka wychyliła się zza drzwi od swojego pokoju po paru wezwaniach. Zmarszczyła gniewnie czoło wraz z innymi Siostrami, które również przybiegły zainteresowane tym całym budzikowym larum.
– Co? Co się dzieje, co panikujesz? – zapytała Keiko.
Kimiko nie odpowiedziała, pogłębiając strach i zmartwienie na swojej twarzy. Gestem wolnej ręki ponagliła przyjaciółkę, by się do niej zbliżyła, a gdy Keiko znalazła się w jej zasięgu, chwyciła ją za rękaw nocnej koszuli i pociągnęła do pokoju. Szczelnie zasunęła za sobą drzwi z cichą nadzieją, że nikt nie będzie podsłuchiwać.
Keiko czekała ze związanymi ramionami na wyjaśnienie, lecz Kimiko długo stała przy drzwiach skierowana do niej plecami, jakby nie mając pewności, czy powinna się obrócić.
– Powiesz mi co się dzieje? – ponaglała Keiko. – Wreszcie miałam okazje dobrze się wyspać…
W końcu Kimiko zebrała się na odwagę i uczyniła to, wówczas Keiko otworzyła usta, podzielając przerażenie przyjaciółki.
– Ja cię… ale to wielkie! – skomentowała czerwone coś przedzierające się przez prawie całą dolną wargę Kimiko. – Kiedy to urosło?
– Przez noc – rzeka smutnie. Miała łzy w oczach, bo cokolwiek na sobie nosiła, było jak najbardziej prawdziwe i szpeciło ją okropnie. A przecież od ostatniego listu księcia minęły już trzy dni i mogła spodziewać się go w każdej chwili. – Co to jest, Keiko? Błagam, weź to usuń! Ja nie mogę tego mieć na twarzy!
Przyjaciółka podeszła i przyjrzała się z niemałym obrzydzeniem temu, co wywołało z samego rana taką burzę paniki. Obnażała zęby, robiąc jeszcze większą, zniesmaczoną minę. Warga Kimiko oblepiona była czymś w rodzaju ropiejących pryszczy, bardzo czerwonych i bardzo dużych.
– To mi wygląda na opryszczkę – stwierdziła po oględzinach. – Na jakąś zmutowaną opryszczkę. Masz jakiegoś chłopaka, z którym się całowałaś i o którym nie zechciałaś mi powiedzieć, czy dotykałaś gówna paluchami, a potem jeździłaś sobie nimi po buzi? Jeśli to twój sposób na odstraszenie księcia no to, słońce, powiem ci, że więcej tu na pewno nie przyjdzie
– Nie żartuj sobie, to tragedia! – huknęła Kimiko, wyrywając się i podchodząc do toaletki. Siadła przed lustrem i sama po raz który zaczęła przyglądać się tym paskudnym krostom, które nie miały żadnego prawa się pojawić. Nie teraz, kiedy jej grafik był napięty, czy też raczej niepewny.
– Masz rację. Martwię się, czy to nie zaraźliwe.
– Keiko! – Twarz Kimiko nabrała purpurowych odcieni gotującego się w niej gniewu. Obrzuciła przyjaciółkę wzrokiem pełnym pretensji o brak wsparcia i pocieszenia.
– Spokojnie! – zawołała, dosiadając się do zrozpaczonej Japonki. – Tragedia byłaby wtedy, gdyby Wieczny to zobaczył. Zostaw! Dotykanie tego nic nie da. Tu potrzebne są kremy oraz dobrych parę dni na gojenie.
Parę dni! – powtórzyła Kimiko z głosem przepełnionym rozdzierającym ją od środka bólem. W oczach stanęły jej łzy. – Ja nie mam paru dni! Skąd wziął się ten koszmar…?
– Oj, zdarza się. Co prawda nie widziałam aż takich mutantów, no ale zdarza się. – Poklepała ją po ramieniu.
– Ale ja nigdy nie miałam tego syfu!
– Musiałaś się zarazić. Nie martw się, minie. Matka da ci jakieś specjalne maści.
– Matki teraz nie ma…
– To ja coś znajdę. Zapytam też Yu Tian. Kiedyś była kosmetyczką, na pewno coś doradzi.
– A jak to nie zdąży zejść do przybycia Chase’a?
– No to… Może się zrobić niefajnie. Nigdy nie zechce się z tobą całować.
– To akurat jest plusem. A jednak wciąż… Nie mogę przed nim tak wyglądać.
Kimiko trzymała w sobie tyle pytań bez odpowiedzi, że nie potrafiła ani skupić myśli, ani wpaść na coś, co mogłoby się podszyć pod nazwę “plan awaryjny”, jaki teraz wymagała ta czarna godzina. W uszach brzęczał jej jedynie jego głos, zdolny doprowadzić do niepojętego szału w najbardziej nieodpowiednich momentach. Ku własnemu zaskoczeniu, posłużył się podpowiedzią.
– Dyris… – powtórzyła na głos to, co nagle przyszło jej do głowy.
– Co Dyris? – spytała Keiko, odrywając głowę od ramienia Kimiko, która niespodziewanie się tam znalazła.
– Dyris mnie całowała, pamiętasz? Chciała mi pogratulować. Pewnie wysmarowała sobie czymś usta.
Spojrzała na Keiko w stu procentach pewna słuszności swych poszlak, ale przyjaciółka choć jasno wierzyła jej na słowo i podzielała oskarżenie, pokręciła smutnie głową, jakby na znak, że nic z tym nie da się zrobić.
– Nie da się nic z tym zrobić.
– Co? Jak to? Pójdę do Matki i się poskarżę.
– Nie uwierzy ci – ucięła stanowczo. Kimiko pozostało tylko spytać “Dlaczego?”, ale Keiko nie potrafiła na to odpowiedzieć, lub skutecznie upozorowywała swą niewiedzę, bo nie mogła mówić. Cokolwiek stało jej na przeszkodzie, stanowiło większe widmo strachu niż utrata zaufania najlepszej przyjaciółki.
Kimiko skapitulowała, wzdychając.
– Nienawidzę tej szmaty.
– Jak wielu osób.
– Co to niby miało znaczyć? – Kimiko warknęła. W żadnym stopniu nie spodobał jej się ten komentarz ani udawanie przez Keiko, że wcale nic cierpkiego nie powiedziała.
– Wybacz, sis, ale czasem trochę za dużo w tobie jadu do osób, jakich nie znasz. W porządku, Dyris bywa zołzą, ale może dlatego, że od samego początku dajesz wszystkim Míren do zrozumienia, że nimi gardzisz i nie masz ochoty budować z nami przyjaźni, bo nasz Dom uważasz za burdel. Z kolei Wiecznego darzysz taką nienawiścią, że…
– Jego można tylko i wyłącznie nienawidzić – Kimiko ucięła, bezdyskusyjnie kończąc ten dziwny, podejrzany temat
Odniosła wrażenie, jakby właśnie Keiko próbowała – i poniosła klęskę – do zmiany jej poglądów i udowodnienia, że Chase, władca Heylin Imperium wywierającego szkodliwy wpływ na świat i jego mieszkańców, wcale nie jest złym człowiekiem i to ona jest zła, nienawidząc go i życząc mu śmierci. Zupełnie, jakby na moment zapomniała, po czyjej stronie stoi. Szybko zaprzeczyła domniemaniom Instynktu Tygrysa twierdząc, że prędzej niebo spadnie im wszystkim na głowę, niż Keiko faktycznie przyłączyła się do Heylinu. W sumie nie dała jej dokończyć i może dziewczyna miała zamiar powiedzieć coś zupełnie innego, a tylko przez wzburzone emocje zaczyna podejrzewać wszystkich niepotrzebnie o zdrady i spiski.


Opryszczka, o ile można było ją tak nazywać, nie zniknęła od razu ani pod wpływem czasu, ani kremów, które w sporych ilościach przynosiła Keiko, pragnąc szczerze pomóc zrozpaczonej i doprowadzonej na skraj załamania nerwowego Kimiko. Próbowała walczyć z ogarniającą jej ciało histerią, która w żadnej mierze nie służyła pomocą, bowiem wiedziała, że musi coś wykombinować, jakoś zaradzić tej ranie wyrośniętej na ustach. Jeśli tego nie zrobi, odzyskanie przez nią wolności stanie pod znakiem zapytania, a wszakże na tym Japonce najbardziej zależało, jak i na odzyskaniu ukochanego artefaktu, którego nazwę przywłaszczyła sobie do utworzenia w miarę chwytliwego na rynku pseudonimu artystycznego. Pozostałe Siostry zareagowały podobnie do Keiko na to, co ją zaatakowało i podczas typowego mijania na korytarzu, chcąc nie chcąc spoglądały na jej wargę, co tylko potęgowało więcej zgrzytów. Gdy zaś jakiekolwiek krótkie spotkanie odbywało się wraz z udziałem Dyris, Kimiko automatycznie zaciskały się dłonie w pięści. Ileż by dała, żeby spuścić tej laluni manto i odpłacić się za tę krzywdę.
Kończyło się jednak na niczym i znokautowana przez zasady i obowiązek posłuszeństwa wobec starszej, rudej Siostry, sprawującej władze nad Domem pod nieobecność Matki, wracała do swojego pokoju, by w nim jadać w samotności posiłki i spędzać wiecznie wolne od pracy godziny. Gdy nadszedł ciepły, letni wieczór, Kimiko siedziała przed lustrem, ponownie próbując coś zaradzić. Walczyła ile się tylko dało, uzbrojona w tubki najprzeróżniejszych maści. Z bólem obserwowała, jak po policzkach spływają jej łzy. W klatce uciskał ją strach, bo kto wie, czy nazajutrz nie ujrzy ponownie twarzy wroga, lub jeszcze tej nocy. Oczywiście myślała o tym, by wysłać mu wiadomość i postarać się opóźnić jego przybycie, lecz wówczas szybko orientowała się, że taki czyn jedynie wywołałby u niego falę hipotez i w efekcie skłoniło do jeszcze prędszych odwiedzin.
 – Chciałabym mieć Shen Gong Wu, które rozwiązałoby wszystkie moje problemy – mówiła do swojego odbicia.
Marzenie setek tysięcy ludzi na całym świecie, jeśli nie wszystkich. Lecz po chwili kręciła sprzecznie głową, wyzywając się od idiotek i tłumacząc sobie, że musi wziąć się w garść. W grze z Księciem Heylin nie można tak łatwo się poddawać i trzeba być silnym psychicznie. W końcu grała o wysoką stawkę. I to z człowiekiem, który w zakładach rzadko przegrywał i miał wprawę, bo to dzięki nim właśnie zwerbował setki tysięcy wojowników i utworzył z nich potężną armię, którzy po przegranej musieli poprzysiąc mu wieczną lojalność, po otrzymaniu przeklętej nieśmiertelności.
Udała się do łóżka, by zakończyć ten nieudany dzień oczekiwania niechcianych niespodzianek w ciągłym napięciu. Kiedy jej głowa, ciężka niczym beczka wina od ciążących problemów, spoczęła wreszcie na miękkiej poduszce, Kimiko uświadomiła sobie, jak bardzo z jednej strony pragnie spotkania z Chase’em, a jak z drugiej się go obawia. Lęk wynikał z tego, że zwyczajnie nie nadawała się do oglądania – przynajmniej dopóki ma ten irytujący syf na twarzy. Z kolei chciała się z nim widzieć w gruncie rzeczy dlatego, że miała do niego wiele pytań, cierpiących na potrzebę uzyskania niezwłocznej odpowiedzi. Chciała wiedzieć czemu uczynił ją w istocie nieśmiertelną, czy jest jakiś jeszcze inny powód, dla którego z nią pogrywa, odwiedza, pozwala pisać ze sobą listy, czy złapał jej przyjaciół, czy pomógł jej ojcu dojść do siebie, w co miała zamiar do końca powątpiewać, czy na pewno nic nie wie o trucizny, którą chce mu zapakować do żył… a także wciąż gdybała na temat fetyszy, jakie podpowiedziała jej Keiko, i jakich sama nie była do końca pewna. Gdy myślała o Chasie, a potem o jego przypuszczalnym pragnieniu posiadania w łóżku kobiety raczej mało uległej, stwierdzała, że za nic się to ze sobą nie klei. To po prostu do niego nie pasowało i tyle.
Jednak kiedy wspominała z powrotem, że zasugerowała jej o tym Keiko, która mogła wydobyć tę informację z wiarygodnego źródła, jakim był odwiedzający ją często Crove, wracała do punktu wyjścia, a to nie służyło odzyskaniu stabilności psychicznej. Ostatecznie odpuściła sobie dalsze wykańczanie zmęczonego ciągłymi wrażeniami i brakiem spokoju umysłu i poszła spać.


Spała dłużej niż powinna i kiedy otworzyła oczy, za oknem świtało jaskrawe południe.
– Niech to, poczta! – zawołała, szybko zwijając się z łóżka.
Listonosz zawsze przynosił w środku tygodnia nowe listy i przesyłki. Po ostatnim wyczynie Dyris, po zadeklarowaniu wojny, Kimiko obiecała sobie, że sama będzie odbierać wszystko, co zaadresowane jest do niej, bojąc się, że jeszcze rudej przyjdzie do głowy głupi pomysł, aby coś jej ukraść. Tego tylko brakowało, by nie odpisać Wiecznemu na jakiś list. Mogłaby wówczas utracić z nim kontakt na zawsze, a wtedy Matka, która podarowała swego rodzaju gwarancję Japonce, iż dopóki nie uwiedzie Chase’a, dopóty nie zajrzy do niej żaden inny klient po to tylko, by nikt nie wpadł e kłopoty i ona mogła skupić się na jednym celu, cofnęłaby jej tę miłą nietykalność. Acz po ostatniej misji z Burmistrzem, którego śmierć obwieszczono w nagłówkach gazet tydzień później, przyznała w duchu, że chciałaby ponownie zasmakować tej adrenaliny i uszczuplić raz jeszcze szeregi Heylinu.
“Ale najpierw Jaszczur. Potem ze wszystkimi innymi będzie mi łatwej. O ile nie zrezygnuję i nie odejdę.”
W kilka minut ubrała się stosownie, by móc opuścić pokój, po czym weszła do poczekalni zjednoczonej w jednym pomieszczeniu z recepcją. Na stoliku między fotelami odbijały się pośród ciemnych okładek magazynów dwa białe listy. Ku własnemu zdziwieniu odczuła dziwną przykrość, kiedy okazało się, iż żaden nie jest do niej  – na wszystkich widniało imię Meisy, która próbowała utrzymać kontakt ze swoją siostrą, dla jakiej pracowała jako dziwka. Biedna, młodsza siostrzyczka potrzebowała pilnej operacji kręgosłupa koniecznej do usunięcia złośliwego nowotworu, jaki się tam zalągł.
– Nic dla mnie nie było? – spytała kręcącą się po recepcji Fumi. Dała znak, że się nie myli: Chase od ostatniego listu milczał.
Ze smutną miną skręciła do swojego pokoju.
– Widziałaś się w lustrze? – Fumi zdążyła ją jeszcze zagadać.
– Nie, a co?
– To koniecznie się przejrzyj.
Pomimo tego, że nie mówiła tego z żadnym obrzydzeniem na twarzy, a jedynie z szokiem, Kimiko doznała większego strachu, że jej mutant wargowy ewoluował w coś większego, brzydszego i groźniejszego. Poczuła, że drżą jej nogi.
“Jak mogłam się obudzić i nawet nie zerknąć, jak wyglądam?!”
Myślała tylko o poczcie i o tym, by nikt nie ukradł jej listów, ot co.
Zamiast iść, pobiegła do swoich czterech ścian i od razu spojrzała na toaletkę obok łóżka, opartej o ścianę. Wpierw uspokoiła drżenie, nim zaczęła do niej podchodzić.
“Cokolwiek zobaczę, na pewno nie jest katastrofą. Gorzej już być nie może.”
Wolnym krokiem zbliżała się, niepewna tego, czy na pewno nie ma podstaw do przedwczesnej paniki. Opryszczka raczej nie zniknęła w jeden dzień, a od poprzedniego wieczoru wydawała się niezniszczalna, dlatego przeczuwała, że może spodziewać się tylko złych nowin. Przymknęła oczy, by usadowić się pewnie i bezpiecznie na pufie, bo jeśli ma mdleć, to nie na stojąco. Gdy znalazła się na miejscu, powoli zaczęła je otwierać. Bardzo powoli. Szeptała, błagając, żeby nie zobaczyła tragedii. Jeśli już tak naprawdę muszą dopadać ją nieszczęścia, to niech robią to po wizycie Younga, nigdy przed. Ale od kiedy nieszczęścia przystają na układy ze śmiertelnikami?
– W mordę Jacka! – zawołała do siebie, po czym dotknęła swojej na powrót idealnej, nieskalanej żadnymi krostami, ślicznej buzi. Znów była piękna. – Wróciło do normy. Do normy!
Wstała i pisnęła niczym nastolatka po otrzymaniu biletów na koncert ulubionego zespołu. Poczuła się również tak, jakby spadł z niej wielki ciężar, jak gdyby przez cały czas nosiła plecak z zapakowanymi do siostra cegłami i wreszcie się go pozbyła. Teraz na pewno na nowo zacznie myśleć, debatować nad planami działań i przygotuje się odpowiednio do przybycia Chase’a, bo nie będzie mieć żadnego durnego zmartwienia na głowie odnośnie jej wyglądu. Zaczęła oddychać pełną piersią, mając wrażenie, że świat na chwilę stał się piękny. Ileż to radości może przynieść zwykłe odzyskanie urody.


Oficjalne wyjście z kilkudniowej załamki postanowiła zapoczątkować odświeżającą kąpielą. Podczas kąpieli lepiej jej się zresztą myślało i nowe pomysły raczyły przychodzić do głowy, jakby relaks był źródłem inspiracji, nie zaś tylko energii do walki w grze z Heylin Księciem.
Spięła włosy klamrą z motylem utkanym z pereł, by ich nie zamoczyć, następnie wniosła do własnej łazienki przylegającej do jej pokoju nowe kimono, jakiego dotąd jeszcze nie nosiła o wiśniowym kolorze. W tym czasie wanna napełniała się woda i pianą o zapachu czereśni i malin. Gdy poziom wody osiągnął zadowalający pułap, Kimiko zsunęła z siebie swoje ciuchy i – jako że nikt nie patrzył – kopsnęła je stopą w kąt, zostawiając na podłogę. Pewnych nawyków, nawet w pracy, nie da z siebie wyplenić.
Zanurzyła się w wodzie i pozwoliła gorącu ogarniając ją i omamić. Nieważne jaka pora dnia – tego typu relaks był zawsze dobry. Niby powinna teraz zacząć omawiać plan spotkania i opracować jakąś nową taktykę skłonienia Imperatora do wypicia herbaty, oraz ponownie przemyśleć, czy warto ryzykować odegraniem przed nim roli dominatorki. Stwierdziła, że jeśli i tym razem nie skosztuje herbaty, upiecze mu specjalne ciastka, które zamiast cukru, zawierać będą narkotyk. Co do fetyszu Keiko nadal nie potrafiła zdecydować, co robić. Miała tylko jedną szansę i nie mogła jej zmarnować. Z drugiej strony, gdy myślała o tym, że widuje się z Crove’em, a sam Chase powiedział, że odgadnięcie tego nie jest trudne, nabierała odwagi, by jednak spróbować. Zamiast jednak przejść do ustalenia strategii dalszej walki, zaczęła doskwierać jej ochota na drzemkę, która po niedługim czasie z nią wygrała. W końcu zasługiwała na relaks po tych nerwach i panice, że Chase będzie musiał oglądać ją szpetną, a wówczas na pewno nie unieważniłby ich układu, a tylko skazał na dalsze więzienie w samotności i pozbawił szansy na odzyskanie wszystkiego, co jej drogie. Pozwoliła więc, by zmroczył ją delikatny sen.
W oddalonej od rzeczywistości krainie barwnych miraży, śniła o atakujących jej twarz wirusach o rudych kłakach, które ona próbowała ustrzelić kulami ognia. Były liczne i natrętne jak szarańcza. Miały przewagę, ale Kimiko nie poddawała się i dzielnie się z nimi pojedynkowała. W pewnym momencie wirusy te dostały ust i zaczęły wołać do niej:
Hej,
Hej…
Hej rozgwiazdo...
Na to zawołanie nagle otworzyła oczy i obudziła się, a gdy to uczyniła zaraz pisnęła na widok wlepionych w nią złotych ślepi o pionowej, mocno zwężonej źrenicy, która jak szpila przeszywała ją na wylot. Schowała nogi pod wodę, które od zbyt dużego gorąca dla ochłody i zrównoważenia temperatury ciała wynurzyła na wierzch i zawiesiła na prawe oparcie, szerokie oparcie wanny przylegające do ściany i robiące jednocześnie za półkę na różnego rodzaju mydła, olejki i szampony. Serce podskoczyło jej do gardła i z tego zaskoczenia aż ją zabolało, gdy zobaczyła wpatrującego się w nią Chase’a, który klęczał przy wannie na jedno kolana i opierał głowę wraz z rękami. Prędko zgarnęła niemalże całą pianę, jaka zajmowała powierzchnię wody i przysunęła ją do siebie.
– Ale masz nogi – powiedział na wstępie. Kimiko w żaden sposób tego nie skomentowała, zastygając w bez ruchu, dlatego Chase przeszedł do powitania kulturalnego powitania: – Witaj. Długo się nie widzieliśmy, prawda?
Odpowiedziała mu milczeniem i szokiem w rozwartych wargach. Zesztywniała, acz tylko na moment, by po chwili natychmiast opatulić się rękoma i sprawdzić wzrokiem, czy naprodukowana przez nią piana szczelnie pokrywa jej ciało i osłania przed atakiem wścibskich oczu. Trochę czasu spędziła już w wannie, wiec różowobiałe bańki słabą, acz wystarczającą warstwą zacumowały  na jej dekolcie i roztoczyły się wokół niego, więc przynajmniej te intymne części ciała były chronione. Czego nie można już było powiedzieć o ramionach czy wystających znad powierzchni wody kolanach. Kolana to jeszcze pół biedy, jednak ramiona, szyja… W głowie Kimiko pobrzmiewały hucznie przypominające o sobie zasady i złote prawdy, że gołe, górne partie ciała działają na męskie zmysły.
Chase się uśmiechał, najwyraźniej – i co zresztą było pewne – wielce ukontentowany tym widokiem. Spoglądał na każdą część Kimiko nie schowanej pod wodą, korzystając jak najwięcej z tej niepowtarzalnej okazji, w której po raz pierwszy (i oby nie ostatni) nie była okryta po samą głowę szerokim i długim kombinezonem. Opierał podbródek o ręce położone na obudowie wanny i uśmiechał się łagodnie nieprzerwanie, nader przyjaźnie, co wprawiało Kimiko w jeszcze większy dyskomfort i krępacje. Ciężko było dziewczynie wytrzymać tak w tej spiętej, zakleszczonej pozycji; czuła jak pośladkami ślizga się powoli pod wodą.
– Słyszysz, co mówię, czy utopiłaś przytomność? – spytał.
– Jak tu wszedłeś? – odparła pytaniem na czele z myślą, że jak najszybciej musi go stąd wygonić. Po czasie zorientowała się, że nie zwróciła się do Jego Wysokości należycie, nie powitała go przy użyciu odpowiedniej formuły. Długo się tym jednak nie przejmowała, szybko wpadając na pomysł, by przetestować teorie Keiko.
“Sprawdźmy, jak będzie reagować na moje postawy.”
– Ta ruda mnie wpuściła do twojego pokoju.
„Wywłoka!”
–… Nie było cię w nim, więc zajrzałem tutaj.
Znów nic nie odpowiedziała. Nie wiedziała w sumie, co mówić i jak się zachować, by sprawdzić teorie bez nagrabienia sobie u gościa. Namyślała się tak długo, że w końcu nieumyślnie posunęła się w miejscu, a jej łydki wypłynęły delikatnie na wierzch pod naporem wody, której zdecydowanie za dużo nalała. Zdecydowanie. A i piany powinna była zrobić więcej, co by tak szybko się teraz nie kończyła…
– Próbujesz wyjść? Chcesz żeby podać ci rękę? – zaproponował jak dżentelmen, zacnie zwieszając głos, kiedy powiódł wzrokiem po jej wypływających kończynach, połyskujących w blasku lampy. Już wyciągnął dłoń, ale Kimiko pokręciła szybko głową.
Ciągle martwiła się z wielkimi rumieńcami na twarzy o to, czy na pewno wszystko, co najważniejsze, jest dobrze ukryte. Miała wrażenie, że piana jak na złość zaczęła szybciej się ulatniać.
Skoro nie miała zamiaru jeszcze wychodzić, Chase postanowił rozluźnić atmosferę rozmową.
– Wróciłem wczoraj z twojego kraju – zaczął. – Opowiedzieć ci, co śmiesznego mnie spotkało?
– Nie – krótko i natychmiast odmówiła. Jeszcze tego brakuje, by przedłużał tę schadzkę w łazience. To “nie” go jednak nie powstrzymało, ani tym bardziej nie zniechęciło. Wręcz przeciwnie nawet, bo sytuacja dziewczyny i to jej zakłopotanie na zaczerwienionym obliczu tylko przyprawiało księcia o pierwszorzędny ubaw.
– Spotkałem bliźniaczki. Bardzo odważne bliźniaczki. Czasem zaskakują mnie rodziny, nie tylko japońskie, ale ogólnie na świecie. Wydaje się, że oczywistym jest, co jest poprawne i dobre, a co złe i niemoralne. A jednak miałem do czynienia z rodziną tak patologiczną i tak chorą na umyśle przez swoją wiarę w słuszność ich poglądów, że zwątpiłem znów w ten świat. Zabawne jak ludzie czasem kurczowo trzymają się jednej rzeczy, w jaką wierzą i nie dopuszczają do siebie żadnych innych sygnałów z zewnątrz.
Jak na złość zaczął opowiadać. Kimiko nie miała wątpliwości czemu to robi. Zapewne planował przedłużyć to wszystko tak bardzo, aż cała piana zniknie i odsłoni jej ciało. Niby obejmowała się rękami i trzymała nogi blisko, lecz była to tak niewygodna i niepraktyczna w śliskiej wannie pozycja, iż pod naporem wody nieustannie jej kończyny pragnęły same wypłynąć na powierzchnię. Nie zastanawiała się nad tym, co mówi, acz przez chwilę doznała wrażenia, jak gdyby mówił na jakiś temat związany z nią.
 – Uwierzysz, że potem obie zaprosiły mnie na schadzkę? Takie chętne były, że nim się obejrzałem, zmyliły mnie swoim nieśmiałym “hihihi”, po czym powaliły mnie na łóżko.
Gdy kolejna część jego słów dotarła do niej mimo jej woli, Kimiko nagle zmieniła decyzję i zaczęła go słuchać, sądząc, że może z tej opowieści wyciągnie jakieś przydatne informacje. Może dowie się coś więcej na jego temat? Przynajmniej próbowała, bo w praktyce wychodziło to gorzej. Wszystko przez tę niekomfortową sytuację, iż ciężko było dziewczynie zebrać własne myśli, a co dopiero analizować czyjeś zamiary. Coś tam jednak zarejestrowała, że postanowiła po chrząknięciu wydukać:
– Wasza Wysokość im się dał? – wymamrotała to, jakby cierpiała na jakąś niestrawność, lub coś tak ściskało ją w krtani, że ledwo potrafiła mówić. Wszystko przez wstyd i strach.
“Nie może mnie widzieć nago, nie może” – powtarzała sobie bez przerwy. Nie chodziło tu tylko o zasady Matki. Nie cierpiała Younga, więc z czystej niechęci nie chciała mu się objawiać.
– Oczywiście, że nie – odparł, prychając. – Wyśmiałem je i spławiłem, tak jak należało to zrobić. Nie lubię łatwych i puszczalskich.
„Nie lubi łatwych i puszczalskich – odnotowane!”
– Zresztą… kto by chciał mieć żonę, którą czeka śmierć w nieznanych okolicznościach z sobowtórem?  – zaśmiał się, a potem znów się rozgadał, zahaczając o jego podróż powrotną, która również przyniosła parę niespodzianek, jak nieoczekiwane korki, karambole na drogach, atak fanek…  – Podeszła do mnie i zapytała: “Chase Young? Ten Chase Young?”. To ja do niej: “Nie, ten drugi”. Czy może być jakiś inny Chase Young na tym świecie?
Kimiko wpatrywała się w wodę, przygryzając wargę momentami.
“Niech on stąd już wyjdzie!”
 – Czemu nic nie mówisz? – spytał ją nagle.
Obrzuciła go spojrzeniem pełnym pretensji, by nie robił z niej debilki.
– Bo czekam cierpliwie, aż Wasza Wysokość stąd... – zaczęła delikatnie, by po chwili zrobić pauzę. Zobaczyła jak Chase wznosi brwi ubawiony prośbą, którą wygłasza. – Wyjdzie – dokończyła z trudem.
„Mam sprawdzić teorie” – przypomniała sobie. „Zatem teraz nie powinien się obrazić.”
Nie odpowiedział od razu, lustrując uważnie jej twarz, ramiona, kolana i bardzo wolno, jak i bardzo pesząco, odsłaniający się z każdą następną minutą rozmowy dekolt. Długo już trwał ten jego pobyt w łazience. Kimiko zauważyła nawet, że woda zdążyła zrobić się zimna, bo letnia stała się, gdy przybył.
– Chcesz żebym wyszedł? Mogłaś powiedzieć od razu – oświadczył bez cienia żartu.
Spojrzała się tym razem na niego tak, jakby się przesłyszała.
“Jaaasne!”
Nie wierzyła, że wygnanie go może być tak łatwe. Podejrzewała jakąś grę i podstęp. Przecież musi uważać na każde słowo, bo choć planowała posprawdzać jego reakcję, w gruncie rzeczy bała się ryzykować tym, że go rozzłości. Nawet jeśli miała go dość w tej łazience i chciała odzyskać swoją prywatność. Jedno nie szło w parze z drugim: albo być uległym wobec władcy, albo wobec siebie i swego honoru. Acz według księcia większy honor posiada osoba, która jest mu posłuszna, bowiem umiejętność poświęcania się i wyrzeczenie swej dumy było czymś godnym pochwały, a nawet pomnika. W końcu na świecie taki miał właśnie panować na zawsze porządek. Kimiko przypomniała sobie, że przecież tak ją też uczono od dziecka, że honor objawia się właśnie w oddaniu i w posłuszeństwie. Honor zdobywa się na bolesnej drodze wyrzeczeń.
Nie powtórzyła więc tego, żeby wyszedł, gdy Chase zapytał raz jeszcze.
– Skoro milczysz to chyba znaczy, że się rozmyśliłaś.
Wszystko ją gubiło. Zasady Matki, że trzeba grać i udawać, poświęcać się, ale tak, żeby nie dać mężczyźnie za wcześnie wygrać. Nie pokazywać ciała przedwcześnie, a jeśli do tego dojdzie to ugrać to sprytnie na swoją korzyść i go zmanipulować – innymi słowy zaciągnąć już go do tego spółkowania, by potem otruć, gdy będzie spać. Popierały je połowicznie zasady ogólnie panujące w kraju, że władcy trzeba być posłusznym inaczej ktoś okrywa się hańbą, po czym wtrącał się jakiś głos wewnętrzny, że jednak tak nie można i powinna dać mu w twarz, tym bardziej, że zaznaczył, iż nie lubi łatwych, zbyt chętnych od razu na seks kobiet. Nie wiedziała już co w sumie robić i dlatego milczała. Milczenie ponoć jest złotem.
“Mnie ono chyba jednak pogrąża…”
– To może do ciebie dołączę?
Błyskawicznie oprzytomniała i wróciła na ziemię.
– Zalalibyśmy podłogę – zaczęła się ratować.
Drgnął, jakby tym razem on się przesłyszał. Zmrużył lekko oczy i przez moment wyzwaniem było odczytać jego reakcje, aż do momentu, w którym zaczął się głośno śmiać.
“Nie… zaraz… kurwa! Nie tak powinnam była mu odpowiedzieć! Teraz myśli, że jestem chętna i łatwa!”
Spuścił w głowę w dół, uspokajając się; Kimiko swoją odwróciła w przeciwną stronę, nie chcąc pokazywać, jak bardzo czerwona zrobiła się ze wstydu. Gdy podniósł z powrotem na nią swoje złote, przenikliwe oczy, nabrał wyrazu twarzy, w którym przelewała się pewność i sugestia, że coś właśnie zrobił, by jej dokopać. Znała doskonale tę arogancką minę, która zjeżała jej skórę i stawiała w pełnej gotowości.
Milczał i niczego nie zdradzał, więc i ona milczała czekając na pierwszy znak tego, czego dokonał. Co to mogło być? Namieszał coś w jej życiu, cofnął nieśmiertelność, pozmieniał nagle jakoś w umyśle zasady ich układu, bo ona nie uważała i palnęła coś, czego palnąć nie powinna? Propozycji było wiele, a jego oczy nic nie zdradzały. Oczy, które zbyt wolno mrugały i nie bały się na nią spoglądać, oczy po trochu uśmiechnięte i wyczekujące, z którymi musiała walczyć, i które ją nieświadomie hipnotyzowały, by jak najwięcej czasu upłynęło. Oczy, z którymi mimo postanowienia przegrała, i przed którymi uciekła. Aż upłynęło wystarczająco dużo czasu, by z powrotem poczuła świat zewnętrzny, czy raczej go usłyszała.
Do jej uszu dotarł szum wody, a gdy zerknęła na brzeg wanny ujrzała odcisk piany i zorientowała się, że poziom wody się obniżył. Spanikowała. Zerwała się i przesunęła nogę, by wyczuć stopą, że korek blokujący zawór gdzieś po prostu zniknął. Rozpłynął się. Wyparował. Nigdzie go nie było, a gwałtownie zaczęła stopami i rękami przeszukiwać spód wanny, żeby szybko go znaleźć, jednocześnie starając się wciąż dostatecznie ukryć w uciekającej pianie swoje piersi. Chase jeszcze pod nosem nie chichotał, ale powoli się przymierzał, drażniąc wrażliwe nerwy dziewczyny.
– To nie jest zabawne – wycedziła, idąc naprzeciw zasadom. Duma okazała się ważniejsza względem poddaństwa. Duma, którą musiała odzyskać po wpadce i dowieść, że choć zamknął ją w burdelu, miejsce to nie zmieni jej w dziwkę. Nigdy.
– Masz rację – zgodził się podejrzanie zbyt od razu. – To podniecające – dodał po chwili, a Kimiko zamarła.
Przestała szukać korka wiedząc, że go nie odnajdzie. To on gdzieś go ukrył i nie odnajdzie go dopóki on nie zechce. A woda nadal uciekała i było jej coraz mniej. Kimiko nie wiedziała czy może walczyć o siebie. Chciała tego, ale wówczas może pogrzebać dobry humor księcia i udowodnić, że wciąż nie jest mu podległa. Jednak z drugiej strony jeśli nie rozkaże mu przestać, zobaczy jej ciało prawie w całej okazałości, a tego się wstydziła, tego też sobie nie życzyła. W końcu miała do czynienia z wrogiem, którego nienawidziła. Nigdy nie sądziła, że kiedyś będzie musiała walczyć z własną dumą, by móc zgodzić się na molestowanie, bo tak ułożył się świat, iż dla jej dobrego samopoczucia nie było w nim miejsca. Nagle przestała podzielać kwestie Matki, że to kobiety rządzą światem. Kimiko nie rządziła w tej sytuacji.
– Możesz już przestać – rzuciła oskarżająco, ani trochę nie prosząc. I po tym przekonała się, że Chase bynajmniej nie lubi rozkazywania i przerywania dobrej zabawy.
– Nie, kwiatuszku, nie mogę.
 W końcu poddała się, próbując odnaleźć w sobie odwagę, jakiej chwytała się łapczywie, gdy siedziała w ciężarówce z mężczyzną mającym przetransportować ją do innego miasta. Skoro wtedy sobie poradziła, to teraz też da radę. Porównała to sobie do ukłucia igły. Potrwa chwilę i minie. Tylko chwilę. Przecież poza patrzeniem się nic jej nie zrobi. Na pewno nie dotknie, nie pozwoli sobie na to i nie dojdzie do żadnych rękoczynów, żadnych aktów, póki ona wyraźnie nie wyrazi zgody. Jedynie popatrzy, bo może. Bo jest zły i może, a ona należy do niego.
Jedna wielka sprzeczność.
W końcu woda zaczęła jej sięgać tylko połowy łydek i nie chroniło ją już prawie nic. Kurczowo oplatała się rękami i trzymała kolana pod brodą, starając się nie patrzeć  w stronę testującego jej cierpliwość i oddanie nieprzyjaciela. Chase wstał ze zwycięskim uśmiechem na twarzy. Chwilę popatrzył na nią, na połyskującą od mydła i wilgoci skórę dziewczyny, wydzielającej słodkie zapachy.
– Widać faktycznie pogodziłaś się ze swym losem – oznajmił boleśnie. – Cieszy mnie, że nie będziesz sprawiać kłopotów. – Odwrócił się łaskawie i zaczął iść w kierunku drzwi. – Poczekam na zewnątrz. Uwiń się szybko, bo nie mam całego dnia.


Została w wannie jeszcze trochę, by po prostu w niej posiedzieć i porozmyślać o niczym, bo głowie miała pustkę. Być może to, co się właśnie wydarzyło było dla niej zbyt okrutne i jej umysł blokował się sam przed rozpatrywaniem okoliczności, które prawdopodobnie na dobre pogrzebały jej opinię u Księcia Heylinu, chcąc uniknąć więcej cierpień. Było to zresztą niewskazane, nie teraz, kiedy Imperator czekał w drugim pokoju i musiała do niego wyjść, silna i niezłomna, żeby więcej się nie zawieść. Gra wciąż trwała, a ona zdołała ułożyć sobie jakiś plan. Zmusiła się zatem do wyrzucenia z siebie pamięci o znikającym korku tak, jakby to w ogóle nie miało miejsca, aby móc wyjść do Chase’a wyprostowana, odważna, z oczami zimnymi i sugerującymi, że jego gierki ją wcale nie ruszają. Tym bardziej, że gość się niecierpliwił.
– Zaraz sobie pójdę, jeśli nie wyjdziesz – mówił, zajmując sobie czas przeszukiwaniem pokoju Japonki.
Krążył od ściany do ściany, to przeczesywał wyciągniętą ręką półki, to zaglądał do szuflad i wszelkich szkatułek, jakby miał na celu znaleźć konkretną rzecz, lecz nigdzie nie było po niej śladu. Sprawdził nawet łóżko i czy Kimiko czegoś więcej nie chowa po utraconym Wu pod poduszkami, ale i tam zastał pustkę.
Rozsunęła powoli drzwi od łazienki, jak gdyby obchodziła się z porcelaną, po czym dała krok naprzód i znalazła się w swoim pokoju. Odziana w kimono z białym tygrysem i z rozczesanymi, nieupiętymi włosami zatrzymała się na środku pomieszczenia, zastając Chase’a siedzącego grzecznie przy stoliczku, nie pozorującego w żadnym stopniu, iż chwilę temu mógł zabawiać się w detektywa.
– Piękny kolor – rzekł na początek, komentując ubranie stojącej przed nim kobiety, której nie dane było lepiej się przygotować – ani fryzury, ani makijażu… Gdyby Matka ją zobaczyła, przypisałaby jej cechę osoby niechlujnej.
– Czy Wasza Wysokość skosztuje herbaty? – zapytała bardzo uprzejmym głosem.
– Nie, dziękuję.
– A może jednak… – Totalnie puściła jego słowa mimo uszu i nalała do filiżanki ciepłego napoju, jaki musiała dostarczyć Keiko, zgodnie z umową, że każda Míren przynosi do pokoju innej gotową, zaparzoną herbatę, gdy odwiedza ją klient. Wszakże współpraca i wzajemne pomagania sobie tylko pozytywnie procentuje w przyszłości.
Zasiadła przed nim spokojnie. Chase i tak nie sięgnął swojej filiżanki, obserwując, jak Kimiko bierze skromny łyk. Postanowiła pierwsza zacząć nową grę.
– Wasza Wysokość, czy ja mogę mieć prośbę? – zwróciła się do niego z niezwykłą pokorą. Jej oczy były spuszczone i niespokojne, tułały się po powierzchni stołu, zaś dłonie skubały się wzajemnie między rąbkami rękawów. W głosie słychać było zmartwienie.
– Zawsze możesz mieć do mnie prośbę, ale czy ją spełnię…?
Udając spontaniczność i brak kontroli w ruchach, w nerwowym stylu zaczesała pasmo włosów za ucho. W następnej kolejności upozorowała walkę z samą sobą, jakoby poszukiwała w sobie odwagi, jednocześnie wysilając się na jakieś rumieńce – co akurat okazało się nie być wyzwaniem.
– W sumie to nieważne.
– No powiedz. Śmiało, o co chodzi? – Zaciekawiła go.
Poczekała jeszcze z minutę.
– Chciałabym prosić, żebyś nie brał mojego zachowania podczas łazienki za typowe. Nie lubię takich sytuacji i nie wiem, czy dobrze się zachowałam – wymamrotała.
„Teraz powinien zacząć się mocno zastanawiać o co chodzi. A przy mocnym rozmyślaniu towarzyszy pragnienie.”
Ale Chase nawet się od niej nie oderwał i wciąż badał jej postawę.
– Próbujesz dopasować swoje zachowanie pode mnie?
– A nie powinnam?
Odchylił się.
– Widzę, że nie rozumiesz niektórych rzeczy.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewała. Mocno się zdziwiła.
– Czego mam nie rozumieć?
Chase spojrzał na herbatę, lecz wciąż po nią nie sięgnął.
– To, że chcesz dopasować się pode mnie to miłe i doceniam to, jednakże też głupie i bezsensowne, dlatego, że ja wiem, że udajesz i wiem, kiedy to robisz. Akurat zmiany w charakterze zachodzą długo, a ty nigdy nie byłaś taka wyciszona w swoim życiu. To w twoim wypadku strasznie nienaturalne. Zakładam, że tę gadkę-szmatkę zaczęłaś, bo próbujesz wykombinować jak się zrehabilitować po tych nieśmiałościach wannie, które przecież nie są czymś złym. Może wstyd ci za tę wpadkę słowną, po której zacząłem się śmiać, ale spokojnie. Wiem, że nie jesteś chętna się ze mną pieprzyć, inaczej dawno bym już skorzystał. – Mrugnął do niej, wieńcząc również wypowiedź skosztowaniem herbaty, czego Kimiko nie zarejestrowała, bo co innego huczało jej w głowie.
Skorzystał! Co za tupet. Nigdy mu się nie oddam!”
– Nie musisz przy mnie udawać kogoś, kim nie jesteś. Po prostu wysil się na jakiś szacunek do mnie, bo nawet wrogowie powinni go sobie okazywać.
– A może jednak nie udaję, bo dwa lata ukrywania się jednak mnie wyciszyły? – zasugerowała spokojnie.
– Proszę cię. Mam ci przypomnieć, jak mnie potraktowałaś, gdy cię odnalazłem? Wrzałaś ogniem. A teraz próbujesz być wodą, przez co nadal ta twoja desperacja w listach wydaje mi się sztuczna.
– Nauki tutaj pomogły mi się wyciszyć – upierała się przy swoim.
– Ciekawe jakie nauki…
Westchnęła głośno, zaciskając ręce w pięści.
– Ja po prostu nie chcę kłopotów! – uniosła się delikatnie. – Chcę spokojnie wygrać nasz pojedynek. Bez wszczynania wojny i bez utraty życia.
– I słusznie. To brzmi bardziej przekonująco. – Ponownie się trochę napił. – Dlatego, jak mówiłem, mniej jadu i więcej szacunku.
„Mniej jadu…”
– Nie zaproponujesz mi jakiegoś jeszcze poczęstunku do tej herbaty? Mamy ją pić jak angielskie babcie o piątej?
– Nie mam żadnych ciasteczek – przyznała, ale dostrzegając zaraz zniesmaczone oblicze u swego gościa, postanowiła coś szybko temu zaradzić. Nie może dopuścić do tego, żeby przestał wypijać swoją filiżankę teraz, kiedy wreszcie udało jej się choć tyle osiągnąć. – Ale zaraz poproszę, żeby ktoś dostarczył.
– Wspaniale.
Kimiko wstała i udała  się w stronę drzwi. Rozsunęła je, po czym wyjrzała na korytarz. Szczęśliwie Fumi kręciła się niedaleko – wychodziła z kuchni – toteż zawołała ją, nim zniknęła jej z pola widzenia. Gdy młoda zgodziła się pomóc i zawróciła, żeby poszukać w szafkach jakieś ciastka, Kimiko obejrzała się za siebie, by sprawdzić, czy Chase grzecznie siedzi w miejscu i nie broi. Siedział tak, jak go zostawiła. Po dwóch minutach powróciła do niego z pudełkiem niedawno zakupionych ciasteczek, tym razem  herbatników z cytrynowym nadzieniem – wprost idealnych do herbaty. Rozpakowała je powoli i pozwoliła Chase’owi się częstować.
– A zatem może przejdziemy do konkretów? – zaproponował, co nie zabrzmiało dobrze.
– Jakich konkretów?
– No wiesz…
– Nie. – Szczerze błądziła.
Chase wywrócił na to swoimi złotymi ślepiami.
– Chodzi mi o to, co napisałaś w liście i z jakiego powodu tu jestem.
Domyśliła się, przymykając oczy. Nachylił się, a jego perfidny, złośliwy uśmiech powrócił, zaś część jego rozpuszczonych włosów wysunęła się do przodu i zawisła.
– Czyli odgadłaś, o czym fantazjuję na myśl o seksie, czy nie?
Za każdym razem, gdy otwarcie mówił o pieprzeniu się, fantazjach i tym podobnych, Kimiko spinała się, jak gdyby z nieśmiałości i braku przygotowania do tak otwartych rozmów. Podobnie było i tym razem, acz dokuczał jej większy wstyd przed zademonstrowaniem tego, co przyszło jej do głowy. Nagle uświadomiła sobie, że choć rozmyślanie nad odpowiedzią wyzwania jest tak naprawdę łatwe, bo można to robić w ciszy, w samotności i nie przysparza bólu, tak jednak, kiedy przychodzi co do czego, wszystko staje się niezwykle trudne.
– Oszukałeś mnie co do nich – oznajmiła cicho, co wparło Chase’a w kolejne zaskoczenie. – Mówiłeś, że są proste do odgadnięcia, a jednak przyznałeś, że jeśli już to zrobiłam to jestem niebywałym geniuszem. Wyzwanie powinno zostać unieważnione.
– Nie oszukałem cię – zaczął rychło wyjaśnić, jakby przestraszył się na wizję o unieważnianiu tak dobrej zabawy. – Po prostu wiem, że jeszcze tego nie osiągnęłaś. To jest proste do odgadnięcia, o ile szczerze się tego pragnie.
– Przecież nie jesteś mi nieznajomym. Znam cię na tyle, żeby móc się domyślić.
– Fakt, znamy się trochę czasu, ale nie na tyle blisko. Dopiero co zarzuciłem ci, że jest w tobie zbyt dużo jadu, a on nigdy nie pozwoli ci mnie poznać. Ja swój powstrzymuję, by rozmawianie z tobą i poznawanie cię szło mi lepiej.
„Jadu…” – Zamrugała parę razy na powtarzające się co rusz słowo. „Jad zarzucała mi też Keiko… Czy to serio ze mną jest problem?
– A zatem? Zademonstrujesz mi coś? – Odchylił i rozłożył lewą rękę na bok, dając do zrozumienia, że jest cały do jej dyspozycji i zżera go ciekawość, co też wymyśliła.

Ale Kimiko, aczkolwiek był taki moment, że chciała się przełamać i zaryzykować ze sprawdzeniem teorii zasugerowanej przez przyjaciółkę, utraciła swa pewność i waleczność, bo Chase zasiał w niej całą masę wątpliwości. Lecz jeśli nic mu nie zademonstruje to obawiała się, że się zdenerwuje na nią za to, że ściągnęła go z innego kraju na daremnie i zdecyduje sobie pójść. Wtedy może już go nie odzyskać, a gdy on przepadnie, przepadnie klucz do wolności i do sentymentów zaklętych w ukochanym przedmiocie.

____________________________________________________
NOTE: Ok, mam takie jedno pytanie do ludzi czytających, którzy zagłosowali w sodzie na temat historii opka. Jest dużo głosów twierdzących, że czegoś brakuje. To mnie bardzo zaniepokoiło, dlatego chciałabym ładnie prosić o zdradzenie mi w komentarzach, czego wam brakuje. xD Wystarczą zwykłe, małe poszlaki, żebym wiedziała, jak uczynić rozdziały ciekawszymi. Będę super wdzięczna.

6 komentarzy:

  1. Ja Ci dam małą poszlakę: więcej miłości, mniej Sryris.


    Ale nie mogę narzekać na ten rozdział. <3 Choć dziwnie się skończył. Zabrakło mi pewnych 3 stron. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, jeśli chodzi o Ciebie to wiem doskonale, czego Ci brakuje. xD Tylko to życzenie, żeby było mniej Sryris... Nie wiem czy dam rade je spełnić. xD
      Za to następny będzie też długi i mocno chamikowy. :x

      Usuń
  2. Ojej a co to się wyprawia? Dyris pokazuje pazurki? Hm, ale z jakiego powodu? Czyżby tak po prostu była wredna? Tylko jej proszę nie spłaszczaj, bo ją lubię :) Musi w niej coś zresztą być skoro Matka powierza jej opiekę nad domem. Jestem ciekawa jej historii. Przypuszczam, że Kimiko zemści się za tę opryszczkę w wolnej chwili. Właśnie! Nie wiem do końca co próbowałaś z Keiko osiągnąć, ale to co było w tym rozdziale było super. Dostrzegłam drugie dno. Zupełni jakby chciała powiedzieć, że Chase jest dobry. Czyżby Crove namieszał Keiko w głowie? Jeżeli tak to trzymam za nich kciuki :) !
    Bardzo, baaaaaardzo podobała mi się pierwsza scena w łazience Chase'a z Kimiko. Lustra musiały zaparować od atmosfery a zrobiło się gorąco, gdy przyszedł ^^. Akurat nie spodziewałam się go w takim momencie. Szkoda, że ucięłaś ich spotkanie. Liczę, że w następnym rozdziale będzie ciag dalszy. Jak coś to jestem chętna na więcej wrażeń :) Te fetysze! Coś czuję, że Kimiko z nimi nie trafi, choć chciałabym, żeby to było t o. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, jak ja kocham to opowiadanie... Czego mi brakuje? Na pewno nie miłości, brakuje mi jakiegoś podniecenia u Kimiko, choćby niewielkiego. Niech sobie pofantazjuje, jej też wolno 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podniecenia mówisz?;D Hmm może drugi rozdział coś przyniesie. :x
      Dzieki!

      Usuń
  4. Anonimowy7/16/2016

    Uwielbiam to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy