wtorek, 10 maja 2016

14. Zmiany i pragnienia



Kimiko kroczyła wolno i niepewnie za Matką, nadal chowając w długich rękawach trzęsące się dłonie, które na domiar złego zaczęły się pocić. Trzymała głowę spuszczoną, pragnąc aby włosy jak najwięcej zakryły z jej twarzy i oczu, aby nikt z tego tłumu ludzi nie zorientował się co do jej tożsamości. Otaczali ją członkowie Heylinu, co było przerażające. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Matka tak ryzykuje, jakby zupełnie nie dopuszczała do siebie myśli, że ktoś kiedyś Wiecznemu doniesie, kogo widział na bankiecie. Zaczęła nawet podejrzewać kobietę o zdradę i spisek; o to, iż od samego początku miała wobec niej plan, który będzie ją kosztować przypłacaniem życia za złamanie zakazu mężczyzny, który był teraz jej władcą i miał do niej wszelkie prawa.
Nagle zatrzymali się, a oddech Kimiko zaczął drżeć. Lekko uniosła wzrok, by zobaczyć czyjeś czarne, wypastowane buty tuż przed sobą. Po chwili poczuła szarpnięcie; to Matka dyskretnie posyłała jej znak, że należy się pokłonić. Uczyniła to z cudem zachowaną gracją.
– To ona – odezwała się Wan Lanfen, przedstawiając burmistrzowi jego towarzyszkę nocy. – Nasza Gwiazda Hanabi.
Zapadła cisza, w której mężczyzna przed Kimiko czekał, aż uniesie bardziej głowę i może raczy na niego spojrzeć, by mógł lepiej przyjrzeć się jej urodzie. Zabrało to dłuższą chwilę, ale odnalazła w sobie odwagę, żeby poznać wygląd pierwszego klienta, którego ma uwieść. Kiedy błękitne oczy spoczęły na wąskich, ciemnych i niechętnie spoglądających na nią ślepiach, pierwsza myśl, jaka zawitała w głowie upadłej mniszki to ta, że ważniak przed nią jest brzydalem. Następne spostrzeżenia krytykowały jego tuszę, rysy nadające mu wrażenia niechlujnego wyglądu, a nawet usposobienia, na koniec brak małego palca u prawej dłoni, w której trzymał drinka.
Burmistrz z początku patrzył się na Kimiko tak, jakby z przymusu i po wielu namowach zgodził się zobaczyć, co też Matka do niego przyprowadziła. Jakiś cień niecierpliwości czaił się w jego spojrzeniu, lecz kiedy złapał z Japonką kontakt wzrokowy, oblicze natychmiast mu pojaśniało. Wan Lanfen obrała to za bardzo dobry znak i z uśmiechem postanowiła się oddalić.
– Zostawię was – rzekła, po czym odchodząc położyła jeszcze Kimiko dłoń na ramieniu, szeptając: – Wiesz co robić. To twoja chwila prawdy.
Cisza trwała długo po odejściu Matki; burmistrz spoglądał na Kimiko, popijając drinka, z kolei ona uciekała wzrokiem i skubała skrawek rękawa, łudząc się, że tego nie widać. Korzystając z danego jej czasu przypominała sobie wszystkie nauki z Domu Nocy.
– Moje uszanowanie – powiedział nagle burmistrz, biorąc Gwiazdę Hanabi za dłoń i całując ją w nią. Ukłonił się oraz obdarzył czułym uśmiechem, który odebrała za próbę rozluźnienia jej i tej niekomfortowej atmosfery.
Postanowiła również unieść kąciki ust do góry, by za nic mężczyzny nie zniechęcać do siebie swoim brakiem wprawy we właściwym zachowaniu się przy Panach. Nadal jednak słowem się nie odezwała, pozwalając burmistrzowi na przejęcie całej kontroli nad sytuacją, co nie było występkiem, bowiem „milczenie jest złotem i cechą kobiet uległych, jakich pragnie każdy Pan”.
– Chodźmy w jakieś ustronne miejsce – zaproponował. – Tu jest głośno i tłoczno, a ja mam pokój wynajęty na górze.
Zachowując więc milczenie, Kimiko przytaknęła samym delikatnym skinieniem głowy. Pozwoliła się zaprowadzić do zacisznego pokoju na piętrze, którego bogato zdobione złotym obramowaniem meble stonowane zostały przez zimne kolory ścian i podłogi. Wypełniało go łóżko, dwie kanapy ze stolikiem, kwiaty i obrazy. Na wschodniej ścianie wisiało lustro, a na przeciwko okno. Robił wrażenie luksusowego i drogiego, ale brakowało w nim prywatnej łazienki, co zdziwiło mocno Japonkę. Kiedy stanęła na samym środku sypialni, usłyszała brzęk zamykanego na klucz zamka, które prawie zagłuszyło wzmocnione bicie jej serca. Upewniła się krótkim zerknięciem w dół, czy wciąż ma pod paznokciem odpowiedni proszek do obrony.
– Muszę przyznać, że gdy Wan Lanfen do mnie podeszła i zaczęła mi o tobie opowiadać, zwątpiłem w jej słowa o twojej urodzie – przyznał, stojąc wciąż za Kimiko przy drzwiach. Schował klucz do kieszeni swojej marynarki. – Popełniłem straszliwy, niewybaczalny błąd – ciągnął, okrążając dziewczynę. Zatrzymał się tuż przed nią.
Kimiko tym razem patrzyła mu prosto w oczy, zmieniając swoje myślenie na te bardziej potrzebne w tej godzinie; teraz patrzyła się na niego jak na przeciwnika, którego w walce musi zwyciężyć. I taką właśnie kategorią  powinna zawsze myśleć przy klientach, co sobie w ostatnią porę uzmysłowiła. Nabrała nieco więcej odwagi, acz gdy pogładził ją po policzku, raptem struchlała. Jego dotyk był dla niej obskurny, obrzydliwy.
– Jesteś zjawiskową kobietą – westchnął. – Masz piękne rysy i… oczy niepowtarzalnego koloru. Jesteś jak diament pośród innych kobiet. Że też nigdy wcześniej cię nie spotkałem.
Kimiko słuchała go tylko jednym uchem, bo gdy tak opowiadał, skupiała się bardziej na analizie jego osoby, by móc podjąć odpowiednią taktykę.
„Podobam mu się… Zachowuje się nawet, jakby był mną oczarowany. Chyba będę mogła pozwolić sobie na rozkazywanie…
Musiała wpaść na pomysł, jak go napoić. Jeśli jej się powiedzie, może naprawdę wiele zyskać, gdyż  zgodnie ze słowami Matki, „rybki, które od razu są chętne na przynętę i dla niej wariują, okazują się być tymi złotymi, co spełniają każde życzenie”. Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu  jakiegoś dzbanka z herbatą, ale odnalazła tylko butelkę z whisky. Keiko kazała zatruć mu drinka, a on swojego odstawił przed wejściem do pokoju. Trzeba zorganizować mu następny.
Przez swoje zamyślenie zagapiła się i za późno spostrzegła, jak burmistrz gwałtownie się do niej przybliżył. Rozchylił wargi, objawiając podniecenie, a potem położył dłoń na kołnierzu kimona dziewczyny. Kimiko poczuła na sobie jego oddech, więc wybałuszyła oczy.
– Oby i reszta była niczego sobie  – szepnął.
Po chwili dołożył drugą rękę i już miał szarpnąć za ubranie i ją rozebrać, ale ta nie wytrzymała – pisnęła, następnie się odsunęła. Burmistrz nie przyjął tej reakcji najlepiej. Patrzył się na nią oburzony i blady. Nie tak się umawiał z Wan Lanfen. Trzeba było jak najszybciej ratować sytuacje, zanim wścieknie się niewybaczalnie.
– Ja… Przepraszam – zaczęła wyznawać.  Wzrok burmistrza pełen gniewu utrudniał wypowiadanie słów – Po prostu… – Rozejrzała się, szukając pomysłu. Wtem przyjrzała się kieliszkom do drinka. „Jestem dziewicą, muszę to jak najbardziej pokazać.” – Czy ja mogłabym się… trochę napić?
Wystarczyło tylko zapytać w ten sposób, a klient od razu się uspokoił, rozumiejąc przekaz. Uniósł brwi  do góry, uprzytomniając sobie, że przecież ma do czynienia z kobietą, której jeszcze nikt nie posiadł, i która ma prawo czuć przerażenie na widmo obcych jej rozkoszy. Po jego minie Kimiko odniosła wrażenie, że poczuł się niezręcznie, więc spróbowała przybrać postawę mówiącą „nic nie szkodzi, nic się nie stało”, a zaledwie sekundę temu to ona takiej formy ciała od niego oczekiwała.
– No tak, zapomniałem się. Wybacz mi. – Dał krok w tył, lecz tylko na moment, by zaraz podejść razem z nią do stolika. – Musisz się denerwować. Ale nie martw się, wystarczy, że mi zaufasz i będzie… fajnie. – Posłał jej czuły uśmiech, jakiego nie odwzajemniła. Wciąż miała minę sugerującą, że jest bliska odmlenia. – Proszę, napij się. Drink dobrze ci zrobi, rozluźni cię.
Zechciał sięgnąć po whisky i nalać dla Kimiko drinka, jednak wyprzedziła go, bo zgodnie z orientalnymi manierami, to ona powinna nalewać. I nie omyłkowo wlała alkohol do dwóch kieliszków. Na wszelki wypadek, grzecznościowo spojrzała burmistrzowi w oczy.
– Och, dziękuję, też się w sumie chętnie napiję.
Przyjęła tę wiadomość z zadowoleniem, doskonale wiedząc czemu.
„Speszyłam go, zrobiło mu się gorąco to teraz musi się napić. Ach te mechanizmy rządzące facetami.”
Zdając sobie sprawę z tego jak całkiem nieźle idzie jej analiza umysłu klienta, nakręcała siebie samą coraz bardziej, zyskując do tego wiarę, że w ten sposób – to doprowadzenie do niekomfortowej dla strony męskiej sytuacji – może zadziałać również w przypadku Imperatora.  Już nie bała się tak bardzo starcia z burmistrzem, zwłaszcza że bez problemu, ukradkiem, gdy zagapił się na słodki uśmiech na jaki celowo się wysiliła, wsypała mu do kieliszka narkotyk. Wraz z nim do dna opróżniła drinki. Odkasłała.
– Powoli, moja drobna, piękna, pani – powiedział, przejmując od niej puste naczynie i odstawiając na stół. – Zanim jeszcze zaczniemy, chciałbym zapytać o twoją cenę.
– Moją cenę? – powtórzyła, dziwiąc się. „To Matka mnie nie wyceniła? Skąd mam wiedzieć, ile żądać? Grr, do tego mówi do mnie jak do prawdziwej dziwki… Nie jestem nią!”
– Tak. Pytam nie tylko o cenę za seks z tobą, ale i ile kosztowałoby… wykupienie cię z burdelu?
Kimiko zamarła.
– Taki okaz to pragnie się mieć wyłącznie dla siebie – dodał.
„Niech to! Co mam mu odpowiedzieć? Jak skłamać? Jak zabronić?”
– Eee… Może najpierw… – ucinała, gorączkowo główkując nad jakąś deską ratunku, aż nagle: – Może porozmawiamy o tym już po…? Wtedy poznasz, panie, moją prawdziwą wartość.
Zastanowił się.
– Hm, w sumie masz słuszność. Zatem… – urwał, łapiąc się zaraz za kołnierz od koszuli. Poluzował zapięcie. Krople potu zaświtały mu na czole. – Możemy już? – zapytał niecierpliwie.
Kimiko obserwując uwidaczniające się zewnętrznie u niego zmiany, odebrała to za znak, że narkotyk wszedł w reakcje z organizmem. Burmistrz zaczął się rozbierać, ściągając wpierw marynarkę. Gdy dotknął rozporka, potrząsnął głową, jakby zakręciło mu się w głowie. Jego miny nie wskazywały jednak na to, aby w ogóle zauważał, by działo się z nim  coś dziwnego.
– Ależ oczywiście – oznajmiła Kimiko. Uznała, że to zadanie jest dla niej bułką z masłem; już miała go w garści.
Podeszła śmiało i ściągnęła z niego jego dłonie, by subtelnie skierować go na łóżko i na nie powalić
– Połóżmy się razem.
– Już jesteś rozbudzona? – stwierdził wesoło i zgodził się. Na wszystko chciał się zgadzać.
Kiedy leżał na plecach, Kimiko  rychle i energicznie na niego wskoczyła, a uczyniwszy to doprowadziła do tego, że westchnął, po czym wpadł w kolejną fazę krążącego mu w żyłach narkotyku. Oczy mu wirowały, zbłąkane w odurzających go czeluściach barw, jakie nabierały gwałtownie na intensywności. A ona chcąc, by bardziej się oddał i kompletnie zwariował, zaczęła szeptać hipnotyczne formułki (które nie do końca były poprawne), rytmicznie krążąc na nim biodrami. Nie przestawała spoglądać na jego twarz, która odzwierciedlała wszystko, co w nim zachodziło. Wyglądał trochę, jakby doznał szoku, ale uśmiechał się i wzruszał brwiami, niby otrzymując najwspanialsze uczucia. Chociaż był przekonany, że dzieje się między nimi coś wielkiego, w rzeczywistości działo to tylko z nim. Kimiko spijała jego spojrzenie, prostując się nad nim zwycięsko.
– Czy ci dobrze we mnie, mój panie?
– Tak…
Rozumiał i był w stanie bezbłędnie odpowiadać na jej pytanie, jak gdyby wszystko było w porządku, jednak umysł miał spojony z trucizną, która zwiodła jego oczy fałszywymi obrazami. Do wszystkiego również przyczyniały się manipulacje Japonki, której stan mężczyzny dostarczył niebywałej energii i odwagi. Była gotowa robić wszystko, realizować każdą najwymyślniejszą wizję, jaka normalnie by ją krępowała, bo przecież i tak to wszystko wokół niej to iluzja, a w iluzji nie trzeba być sobą. Nie trzeba martwić się o swoją reputację.
– Chcę, żeby podobało ci się, co ci robię.
– Podoba mi się strasznie…
Przez warstwy materiały kimona poczuła jego wzburzoną erekcję, co ją obrzydziło, więc przesunęła się bardziej do przodu. Zauważyła, że choć przestała nad nim tańczyć, on wciąż przeżywał, toteż uznała, że przeszedł już do tej fazy, w której może pozwolić sobie na więcej.
– Jestem twoim wartościowym diamentem, jak sam mówiłeś. Wynagrodzisz mnie za to.
– Wynagrodzę…
Na wszelki wypadek, aby go upewnić, że z nią kopuluje i jeszcze bardziej sobą upoić, powróciła do tańca, sprowadzając jego dłonie do swoich bioder, na których mu je położyła. Trochę zadrżała, ale to z adrenaliny, bo musiała się sprężać, niczego po drodze nie spieprzając. Burmistrz zaczął głośniej wzdychać.
– Wynagrodzisz mnie sowicie.
– Sowicie… Dam ci cały świat.
– Cały świat? – zdziwiła się, stygnąc na trochę w miejscu. Nie do końca wiedziała, czy to normalne zjawisko, w końcu był to jej pierwszy raz. Keiko zapewniała, że mężczyzna nic od siebie nie doda, a tylko będzie powtarzać to, co ona mu powie jako sygnał, że hipnoza poprawnie działa. Albo coś zepsuła, albo doprowadziła do tego, że oszalał. Nie gdybała nad tym, bo przez rozważanie nad jego słowami, odezwała się w niej pazerność. Ciekawiło ją, czy faktycznie na dużą nagrodę może sobie pozwolić.
– Cały – powtórzył, sapiąc. – Dam ci co zechcesz. Spełnię każde twoje życzenie…
Miała  pomysł, który wielce ją kusił, lecz ugryzła się jeszcze w język. Za duże ryzyko, wpierw musi bardziej go zabałamucić, aby następnego dnia pamiętał, że było warto tak się poświęcić za te rozkosze.
Dlatego też zadrapała go po klatce piersiowej, kłamiąc, że to jej reakcja na jego głębokie wejścia; niech wierzy, że podarowała mu ostry seks. Wyprostowała się, a uciekając od jego twarzy, która myślała, że jest obcałowywana, przejechała mu włosami po ranach. Burmistrz przyjął to znakomicie, bo wpadł w amok przyjemności, zwiastując o tym osobliwymi jękami. Poruszał się, hulał na materacu, nie kontrolował swego ciała. Kimiko zaś oglądała go nadal rozbawiona i ucieszona, że potrafi coś takiego zrobić z mężczyzną.
Od burmistrza zażądała, by zaraz następnego dnia udał się do swego banku i cały swój majątek stopniowo przelewał na Dom Nocy. Nie zastanawiała się nad tym, czy ryzykuje – po prostu zapragnęła wszystkich jego pieniędzy. A burmistrz ot tak się zgodził, wyznając jej nieprzemijającą miłość.
Nie przestawała szeptać mu zaklęć, ani ruszać dłońmi w takt opracowanych układów. Poczuła się, jakby znów praktykowała techniki walki, lecz tym razem nie Kung Fu a zmysłowego tańca. Energii na ten bal dostarczała jej wyobraźnia, bowiem na miejscu burmistrza szybko wyobraziła sobie kogoś innego – Chase’a.
Ani trochę nie było to dla niej dziwne, mieć go pod sobą. Wręcz przeciwnie – ekscytowała się tym wizją. W uszach brzęczał jej jego głos; te wszystkie szepty, że odda jej świat i bezwzględnie podporządkuje się jej woli, miały jego barwę i wypadały z jego ust. Sunęła mu własnymi rękami po dłoniach i pozwalała im po sobie wędrować. Śmiała się z tego, jak próbuje sięgnąć nimi jej twarzy, bo tak został przez nią oszukany. Zapragnęła, aby widzenie to się ziściło. On, władca świata, zniewolony przez nią, upadłą mniszkę. Doprowadzony do szaleństwa, zauroczony, zahipnotyzowany. Chciała, żeby stracił dla niej głowę, bo podobało jej się uczucie bycia królową rozkoszy. Przyznała, że Matka we wszystkim miała rację – mężczyznom tylko wydaje się, że mają władzę. Oni pragną kobiet, potrzebują ich, dlatego to one są prawdziwymi królowymi. Kimiko miała się za królową, kiedy balowała nad dochodzącym burmistrzem. I nawet jeśli to narkotyk w dużej mierze przyczynił się do jego stanu, to ona panowała nad sytuacją, nad daną chwilą, miała władzę i sama ustalała, jak mężczyzna przeżyje uniesienie.
W tamtej chwili, kiedy burmistrz jęknął dochodząc, sylwetka Chase’a prysła jak bańka mydlana, wszystko zaczęło pryskać, kończyć się, wracać do rzeczywistości bez czarów. Lecz chociaż te czary się skończyły, Kimiko nie przestała czuć się wspaniale i władczo. Tak samo jej myśli nie zmieniły swego kierunku ku nowemu marzeniu, aby zmusić księcia Heylinu do słuchania, do całkowitego posłuszeństwa. Jak nic była pewna, że chce zostać jego panią, choćby tylko na jedną, magiczną noc.

⟡⟡⟡

Po wszystkim burmistrz leżał niczym martwy, nie dawał żadnego znaku życia. Kimiko nawet przestraszyła się, iż zszedł na jakiś zawał, lecz po sprawdzeniu mu pulsu odetchnęła. Nie mogła znieść tego jak spał z otwartymi ustami, jak gdyby jednak coś mu się stało. Stracił przytomność tak nagle, zaraz po ostatecznym westchnieniu. Długo mu się przyglądała, nie mogąc za bardzo przyzwyczaić się do takiego widoku. To było jej dzieło, to ona do tego doprowadziła.
Przyszedł czas na truciznę z wirusem. Kimiko wyłowiła z głębiny swych szat małą strzykawkę z zabezpieczoną przezroczystym korkiem igłą. Pływała w nim ciemnozielona substancja, która błyszczała w blasku lampy. Kimiko nachyliła się nad ręką burmistrza i podwinęła mu rękaw. Z jakiejś niewiadomej dla niej przyczyny przez cały czas trzęsły jej się dłonie, kiedy wprowadzała mu do organizmu wirusa. Po wszystkim jak gdyby nigdy nic wstała, doprowadziła się do porządku, rozebrała burmistrza do końca, aby z rana nie nabrał żadnych podejrzeń, po czym wyszła i zostawiła go samego.
„Misja zakończona sukcesem.”

⟡⟡⟡

Rozumiała już, dlaczego Matka tak nalegała na to, aby rzucić ją w objęcia mężczyzny. Chodziło o przełamanie jej strachu, przełamanie jej całej i nauczenia samodzielności oraz uwodzenia w praktyce. Takiej właśnie praktyki potrzebowała, prawdziwego doświadczenia, nie zaś samej teorii. Ponadto Kimiko zyskała coś jeszcze; coś, czego brakowało jej odkąd stała się uciekinierką. Tej pewności siebie i wiary, że jeśli choć trochę się postara, może wszystko osiągnąć. Dlatego po powrocie do Domu Nocy ani na moment nie przestała wierzyć, że Chase’a uwinie wokół palca bez problemu przy ich następnym spotkaniu, na które niesłychanie się nakręciła, jak na koncert ulubionego zespołu.
Matka zgodziła się, że odniosła wielki sukces, więc pozwoliła na małe świętowanie. Z baru w salonie wyciągnęła alkoholowy Harbin i wszystkie Míren dostały po drinku. Dyris, która przez cały czas trwania spotkania Kimiko z burmistrzem trzymała kciuki za to, aby jej się nie powiodło, nie mogła przełknąć jej zwycięstwa; udała ból głowy, po czym zamknęła się w swoim pokoju.
Świętowano skromnie, przy cichej muzyce i żartach, nie chcąc przyciągnąć uwagi wojowników – czy też raczej tajniaków w przebraniach. Zamtuz zamknięto i Wan Lanfen ogłosiła koniec pracy na tę noc, bo tak wspaniały dopisywał jej humor. Co prawda bardziej cieszył ją fakt sumy pieniędzy, jaką Kimiko zdołała wyciągnąć, acz nie do końca do wszystkiego się przyznała. Zataiła istotny fakt, że nakazała burmistrzowi opróżnić całe konto w banku; powiedziała, że poprosiła go o tyle pieniędzy, by mogła kupić sobie spinki z diamentami, z kamieniem, do którego ją przyrównywał. Matka pochwaliła ją za tę pomysłowość, a po wypiciu paru drinków udzielił jej się niesamowicie pogodny, pełen wyluzowania nastrój i współczucie.
– Tak naprawdę mężczyźni to smutny gatunek. Bardzo poszkodowany przez naturę – oświadczała. – My, kobiety, jeśli mamy potrzebę, możemy sobie jeszcze jakoś poradzić. Ale oni? Oni są na nas, na nasze cipy, skazani. Dlatego powtarzam wam, dziewczęta, nigdy nie zapominajcie o tym, że to my tak naprawdę mamy ich w garści. Im się tylko wydaje, że jest na odwrót.
– Racja – wtórowała Yu Tian. – Bez nas by zginęli.
– Bez nas nie byliby tym, kim są dziś – dołączała Cing. – W końcu sięgają po władzę przez rywalizację. A rywalizacja pojawiła się wraz z pojawieniem się na horyzoncie kobiety.
– Właśnie. – Wan Lanfen pokiwała głową, następnie położyła Kimiko rękę na ramieniu, wracając do jej zwycięstwa. – Widzisz? To nic strasznego. Wiecznego możesz tak samo zlikwidować.
– Masz absolutną rację, Matko – zgodziła się.
– Oczywiście, że mam. Nigdy się nie mylę. Dlatego następnym razem, kiedy tu przyjdzie, nie bój się go. Pamiętaj, że mężczyznom tylko wydaje się, że rządzą światem. Prawda jest odwrotna. Pamiętaj, że kiedy on tu do ciebie przychodzi, to tak naprawdę ty jesteś panią sytuacji, a on musi się podporządkować tobie. Zwłaszcza, że ma swoje honorowe zasady, dlatego też nigdy nie zrobi niczego, co by mu zamknęło drogę do twojego krocza. A twoje krocze, twoja broń, jest czymś cennym, czego on nie posiadł, chociaż wmawia ci, że jesteś tylko jego. I on doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że musi uważać.
Kimiko pokiwała głową, zgodnie z jej życzeniem wszystko zapamiętując. Wyobrażała sobie, co to będzie, kiedy doprowadzi go do popełnienia błędu. Chciała wywołać niekomfortowe dla niego warunki, speszyć, zawstydzić, zarumienić. Miała jeszcze tylko jedną wątpliwość, o którą musiała zapytać.
– Mam tylko jedno pytanie, Matko. Powtórzę się, ale… ja muszę mieć pewność.
– Mów.
– Czy narkotyk na pewno na niego zadziała? W końcu on jest… nadludzki.
Wan Lanfen uśmiechnęła się życzliwie.
– Zadziała, gwarantuje ci to. Zarówno narkotyk, jak i trucizna z wirusem.

⟡⟡⟡

Nowy dzień, jaki nadszedł szybciej według Kimiko niż zazwyczaj, przyniósł ze sobą nowe wyzwania i wenę do ich podejmowania. Dom Nocy otworzono, chociaż Fumi i Meisa nadal nie odzyskały trzeźwości. Na szczęście jedyny klient jaki przybył po południu, był do Keiko i w dodatku nie był to byle jak klient, zaś Crove – wojownik z armii Cesarza. Już po raz trzeci wybierał sobie schadzkę z Gloriosą.
– Dasz sobie radę tym razem, Keiko – Kimiko spróbowała zmotywować przyjaciółkę, która wyglądała na zmartwioną. Nikogo to nie dziwiło, wszakże miała problemy z otruciem wojownika i za każdym razem się do niej dobierał, jak i za nic nie dawał namówić się na inną kobietę.
Kimiko współczuła jej, ale rozumiała, że to cena na jaką godzi się każda z nich. Nie miała zamiaru zwlekać z zapraszaniem do siebie Wiecznego, toteż chętnie wzięła się za pisanie listu. Poprzez taką korespondencję planowała nie tylko go ściągnąć, ale i przede wszystkim utrzymać z nim kontakt. Książe był daleko, ponadto przebywał ciągle wśród kobiet, a wiec istniało ryzyko, że zapomni o niej, lub, co gorsza, całkowicie się odwróci. Matka nieprzerwanie powtarzała Kimiko, że nie może do tego dopuścić. Listy miały być zatem jej bronią na długodystansową.
Przez cały czas dopisywała Japonce wena, a z twarzy nie schodził pewny siebie uśmiech.
– Nie będę się go dłużej bać. Pokażę mu płomień uczuć, ciepło bliskości, żar namiętnego spojrzenia. O tak. Będę mu odważnie patrzeć w oczy, już nigdy nie będę uciekać. Sprawię, że straci dla mnie głowę. Przecież… Przecież jestem niczego sobie.
Wcześniej zdarzało jej się powątpiewać w swoją urodę, nawet w inteligencję, ale po starciu z burmistrzem wszystko się zmieniło. Nawet na odgadnięcie fetyszy księcia zaczęła dostawać pomysłów co nie miara, jakich wcześniej jej brakowało. Każdy zapisywała na kartce papieru, trzymanej pod poduszką, licząc przesądnie, że kiedy będzie na niej spać, przyśnią jej się nowe, lepsze rozwiązania. Podejrzewała go o wiele fantazji, ale nadal miała zbyt duży problem z wyborem tej jednej, właściwej opcji. Wciąż za mało z nim rozmawiała, za mało go poznała. Umiejętne napisanie listu z taką treścią, która ściągnęłaby do niej Wiecznego, też nie było łatwym orzechem do zgryzienia. W zasadzie to miała problemy z tym od czego zacząć.
– Dobra… Muszę do niego napisać i go ściągnąć. Tylko jak? – główkowała, mówiąc do samej siebie. – To musi być przede wszystkim szczere i jednocześnie takie, żeby nie domyślił się moich prawdziwych intencji. Napiszę kilka wersji. – Sięgnęła po pędzel pisarski i tusz. Z charakterystyczną dla siebie starannością powzięła się za tworzenie znaków, ale już w pierwszym zdaniu uznała, że tworzy coś zbyt beznadziejnego.
Nim się obejrzała minęła cała godzina, a obok niej ścielił podłogę stos zmielonych dłońmi papierów.
– To bezsensu! Moje wywody brzmią tragicznie. Wyśmieje mnie.
Chciała udać się do Matki z prośbą o pomoc, lecz ta jej odmawiała, twierdząc, że Kimiko intuicyjnie będzie zawsze lepiej wiedzieć, jak księcia podejść, zważywszy na to, że dłużej go zna. I tak tkwiła sama ze swoim problemem, aż dopiero wieczorem zdołała wyskrobać twór, którego treść była jako tako zadowalająca.
Czuła się tak padnięta i wykończona, że po zaklejeniu koperty i oddaniu jej Matce, postanowiła się położyć. Po całym dniu ślęczenia nad tym zadaniem wręcz przewróciła na łóżko, a odbicie się od materaca i zatopienie w pościeli było przyjemne jak kąpiel w olejkach zapachowych i w pianie. Pragnęła zasnąć, acz nie mogła przestać myśleć o liście, który miał rozpocząć swą podróż do Imperatora.
„Oby się przyjął.”
Zmartwienia prawdopodobnie chciały ją wykończyć, nie dając zasnąć, bo co chwilę insynuowały Japonce, że jednak mogła zmienić jedno, dwa zdania, ubrać coś w inne słowa, jeszcze raz przeczytać całość w poszukiwaniu błędów. Było już jednak za późno, więc jak nic szukała innego tematu do poduszki.
Wnet przyjrzała się swojej dłoni, a dokładniej paznokciom. Zmrużyła oczy, przybliżając do nich rękę. Po chwili otworzyła je szerzej, bo coś było nie tak. Zanim cokolwiek stwierdziła, powtórzyła sobie, który ma dziś dzień i miesiąc. Potem z lekka załamała się, acz wciąż nie chciała wierzyć, w co widzi. Zauważyła bowiem, że nie obcinała paznokci od dobrych paru miesięcy, bo w ogóle nie zmieniły swej długości tak jak włosy, czy nawet…
– O w mordę Jacka’a! – zawołała, wstając. – Przecież ja w ogóle nie miesiączkuję!

⟡⟡⟡

Chase Young przebywał w Japonii, do której szybko wrócił po wizycie u Gwiazdy Hanabi. Ku jego zdziwieniu w następnej w kolejności do zwiedzenia osadzie o nazwie Sokoya, spotkało go więcej problemów, niż mógłby przypuszczać. Przede wszystkim dali o sobie znać buntownicy, z którymi gwardia cesarska zrobiła porządek w kilka minut. Były to rodziny niechętne do oddania córek w łapska kogoś, kto sprowadził plagi i choroby. Aczkolwiek cały świat miał Chase’a za bóstwo po ujrzeniu jego nadludzkich zdolności i nie chciał z nim wojować, godząc się na jego rządy, wciąż pozostawały garstki – bardzo drobne garstki – ludzi, którzy choć chylili przed nim czoła, byli gotowi się przeciwstawiać, kiedy chodziło o dobro członków rodzin.
Takich buntowników albo skazywano na śmierć, albo na więzienie, w zależności od wielkości zbrodni jakiej się dopuścili. Więzienie istniało tylko po to, by kłamliwie wmówić społeczeństwu i oszukać je, że Imperator ma w sobie miłosierdzie. Co jak co, ale Chase nie chciał, by postrzegano go jak bezwzględnego potwora, nawet jeśli swymi działaniami nie raz dowiódł tej tezy. Niezwykle spodobali mu się jego nowi wyznawcy, którzy go kochali, acz niekoniecznie widział się w roli mesjasza czy zbawiciela – a tak go nieraz określano. Z kolei bogiem w ich oczach uwielbiał być i chciał, aby ta miłość do niego się panoszyła. Niech każdy wie, jaki jest potężny, i niech każdy wierzy, że jeśli będzie mu oddawać cześć, zazna bez liku jego miłosierdzia.
Dlatego też egzekucje ludzi odpowiedzialnych za dbanie porządku w miastach – ludzi, którzy pracowali dla Heylinu i zawiedli – odbywały się w zamkniętych pomieszczeniach, acz rozgłos potem i tak szedł, by dotarł jako przestroga do uszu pozostałych namiestników.
– Na kolana, fiucie! – zawołał szeroki w barach wojownik imieniem Khan – Mongoł z pochodzenia, którego Chase zwerbował do swej armii w trzynastym wieku. Jeszcze chwilę temu był tygrysem o ciemnoszarej sierści, lecz tak jak swoi bracia na czas egzekucji wrócił do ludzkiej postaci. A krzyknął do namiestnika wioski Sokoya i położonych niedaleko niej czterech innych wsi. Był to człowieczek niewielkiej postury, w średnim wieku i z włosami uczesanymi na modłę zachodnią. Zwał się Rimoy Tsukimonoto i należał do osób, które mogły się już powoli żegnać ze swoim życiem.
Chase zszedł do piwnicy domu namiestnika w asyście Zhinu. Panowała tam wilgoć i chłód, a niewielka, zaledwie jedna, jedyna żarówka żałośnie starała się rozświetlić całe pomieszczenie. Wskazywała kurz i liczne pajęczyny, jak i skazańca klęczącego na podłodze, w otoczeniu sześciu uzbrojonych mężczyzn. Na widok księcia zapragnął zerwać się na równe nogi, ale Khan uderzeniem pięści sprowadził go z powrotem na klęczki.
– Siad!
– Jestem niewinny! – Rimoy postanowił chociaż spróbować słownie wywalczyć sobie wolność. Zdawał sobie sprawę z tego, że za porażkę grozi mu śmierć, jednak łudził się, że z dobrym usprawiedliwieniem zdoła uniknąć kary i gniewu Imperatora.
– Niewinny? – powtórzył Chase z  rozbawieniem. Stanął przed Rimoyem, chętny do wysłuchania jego wersji wydarzeń.
– Tak! Przysięgam, przeprowadziłem poprawnie wszystkie procedury zabezpieczające teren na przybycie Waszej Wysokości. Dwa razy ja i moi ludzie upewniali się, czy nie wystąpią żadne niedogodności. I nie było żadnych błędów. Wszystkie potencjalne kryjówki zostały zlikwidowane, kobiety sprawdzone, a przedmioty mogące być niebezpieczne – skonfiskowane.
– A jednak trzech pannic nie było w swoich domach – wtrącił Zhinu. – Zostały wywiezione do sąsiedniej wioski, którą książę już odwiedził! Nie wykonaliście wszystkich procedur, bo nie ustawiliście straży i nie sprawdzaliście wyjeżdżających stąd pojazdów, co jest chyba oczywiste, że…! – urwał, bo uciszyła go wzniesiona ręka Imperatora.
– Zhinu, spokojnie – powiedział, dostrzegając jak Rimoy z tego strachu trzęsie się jak galareta, oraz poci jak szczur. – Może da się to jeszcze jakoś wyjaśnić.
– T-Tak! – stęknął Rimoy. – Ja… Ja zrobiłem wszystko, co do mnie należało. To moi ludzie, to oni zawiedli! Oni powinni zostać ukarani. Ja im mówiłem, żeby nikogo z wioski nie wypuszczali. Mówiłem im to!
Chase uśmiechnął się szerzej, po czym pozwolił Rimoyowi wstać.
– Masz absolutną rację. W końcu od kiedy to zwierzchnik ma ponosić odpowiedzialność za niekompetencje jego ludzi? – mówił z nutą wyczuwalnego sarkazmu w głosie. – Czego tak się boisz?
– Bo… Bo ja… Ja myślałem, że Wasza Wysokość… że…
– Że co? Że cię zabiję? – podsunął, po czym zwrócił się do swoich żołnierzy –  Przecież nie jestem potworem.
Wtem wszyscy wojownicy parsknęli gromkim śmiechem i długo nie mogli przestać się śmiać. Chase śmiał się wraz z nimi, a Rimoy, który uznał, że sytuacja się rozluźnia i nie chcąc odstawać przy swoich kumplach, dołączył do nich, nie przestając się trząść.
Książe popatrzył na niego litościwie, szczerząc białe zęby.
– Taa…
I nagle skręcił Rimoyowi kark, a fałszywa maska z uśmiechem w ułamku sekundy zmieniła się na zagniewaną.
– Jakim to trzeba być imbecylem, by zapomnieć, że osady mają być odizolowane od świata, a wszystkie drogi wyjazdowe zamknięte. Jian! – wywołał wojownika z czarnym tatuażem przecinającym mu twarz.
– Tak, panie?
– Masz trzy doby na znalezienie kogoś na jego miejsce.
Następnie skręcił w kierunku wyjścia. Zhinu podążył za księciem, cicho pod nosem dodając:
– To wszystko wina tego, że był Japońcem. Oni są porąbani.

⟡⟡⟡

Chase spędzał czas z jedną z kandydatek, kiedy nieoczekiwanie przyszedł pierwszy z wielu mających jeszcze nadejść listów. On i śliczniutka Japonka licząca sobie siedemnaście wiosen siedzieli na ławce w ogrodach rodziny dziewczyny, zgłębiając się nawzajem po tym, jak odnaleźli temat, w którym oboje poruszali się jak ryba w wodzie. Rozmowa zmierzała w bardzo dobrym kierunku. Jak zwykle to on flirtował i zbierał potem rumieńce i chichoty; jeszcze nie zdarzyło się nigdy w jego długim życiu, by jakaś kobieta zaczęła go otwarcie podrywać. I w sumie przywykł do tego, uznając, że tak właśnie działa w jego przypadku świat – a przynajmniej kobiety.Misora, bo tak miała na imię ta długowłosa cnotka, była blisko tego by zdobyć, jeśli nie miano małżonki, to posadę konkubiny. Chase musiał przyznać, że rozmawiało mu się z nią bardzo dobrze, a takiej gęby do wygadania właśnie potrzebował na swe ataki pełnych krasomówstwa konwersacji, które udzielały mu się właśnie po dobrym stosunku. Im dłużej z nią rozmawiał, tym  więcej nabierał apetytu. W dodatku była śliczna i mała skromne upodobania. Kiedy na nią patrzył, wyobrażał sobie, co by z nią zrobił. Niech  punktuje mu w oczach dalej, a wyrwie ją z rąk starych rodziców. Zaniepokojeni spoglądali z okna, jak ich jedyna córka po raz kolejny udowadnia, że przy pierwszym przystojnym mężczyźnie traci zupełnie głowę.
Aż do spoufalającej się parki podszedł Zhinu, niosąc na ramieniu czarnego jastrzębia z listem w dziobie. Wojownik nie przejawiał entuzjazmu z powodu przybyłej poczty, lecz miał obowiązek powiadomić księcia, że Kimiko pragnie utrzymać z nim kontakt.
– Wybacz, panie, że przerywam, ale przyszedł list do ciebie. – Ukłonił się nisko. Gdyby to była inna dziewczyna, zaczekałby, aż jego pan będzie mieć wolną chwilę, ale w tym wypadku, gdy sprawa dotyczył wroga, lepiej się odważyć i w czymś mu przeszkodzić.
Od niej? – spytał książę.
Zhinu przytaknął.
Chase wstał natychmiast, kompletnie tracąc zainteresowanie Misorą. Na jej twarzy od razu pojawiło się zaniepokojenie, które podzielił również Zhinu. Chase wziął list i udał się na stronę.

Wasza Wysokość,
Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolony, bo cokolwiek zrobiłeś, uczyniłeś ze mnie męczenniczkę życia. Zapewne w pierwszej chwili weźmiesz mój list za prowokację tylko dlatego, że noszę miano Twego wroga i choćby nie wiem, co się zmieniło, przypuszczam, że zawsze nim dla Ciebie pozostanę. Ja oczywiście zaprzeczam, gdyż nasza wojna skończyła się dawno temu, zatem piszę mając zupełnie inny cel, którego sama do końca nie rozumiem. Mam wielką ochotę wyżalić się, że po przyjęciu do wiadomości, że to Ty zwyciężyłeś, a nie ja, zaszła we mnie zmiana, którą przeżywam tak bardzo, iż zwiastuje mi to problemy ze snem.  Przeżywam wszystko, a najbardziej nowe życie, które wciąż mi doskwiera.
Tak, przyjęłam do wiadomości, że jesteś Imperatorem, i tak, rozumiem, co to znaczy. Jednakże w kwestii oddania i posłuszeństwa względem Ciebie wciąż pojawiają się małe konfliktowości, a to dlatego, że nie jestem przyzwyczajona o Twojej nowej roli. Zatem nie z akceptacją jest u mnie problem, zaś z przyzwyczajeniem. Wygrałeś uczciwie, to ja i moja drużyna poniosła porażkę. Jestem  honorowa, dlatego z tym godzę. Muszę tylko przywyknąć do nowego życia. Może  to dziwne i niezrozumiałe, ale wiem, że przekonanie Cię, że nie jestem już Twoim wrogiem sprawi, że poczuję się lepiej.
Nie mam jak z Tobą walczyć i z resztą zapomniałam już, jak to jest być wojowniczką. Dlatego nie mogę się odnaleźć w nowym życiu, bo nie jestem dłużej tą małą dziewczynką  bawiącą się z Shen Gong Wu. Mam wrażenie, jakby te czasy były tylko snem i nigdy tak naprawdę nie istniały. Nie tak wyobrażałam sobie swoją dorosłość. Myślałam, że będę kobietą, która będzie wiedzieć, czego chce, a jest zupełnie na odwrót. Bardziej daję się ponieść emocjom i to pod ich wpływem działam. Skazałeś mnie na więzienie, w którym doskwiera mi straszna samotność. Chciałabym prosić Cię o wskazówki odnośnie tego, co mogę uczynić, żebyś zwolnił mnie z tego wyroku. Skoro i tak nie stanowię dla Ciebie zagrożenia, to po co mnie tu trzymać? Wiesz, że nie chcę być dziwką, po prostu próbowałam uciekać, co trochę weszło mi w nawyk.
Przez ostatnie lata ukrywania się melancholia wtargnęła do mojego życia, jednak spotkanie z Tobą mnie ożywiło. Znów poczułam w sobie mój płomień. I może dlatego mam taką potrzebę pisania do Ciebie – chcę znów poczuć, że żyję, że mój świat wojowniczki jest prawdziwy, a doznaje to właśnie wtedy, kiedy mam z Tobą kontakt. Możesz więc śmiało uznać, że proszę Cię o akt łaski.
Ślę tyle pozdrowień, ile jest liści opadłych na Twej drodze do wymarzonej żony
Kimiko Tohomiko
Gwiazda Hanabi

Zhinu przyglądał się księciu, jak czyta list z twarzą wypraną z emocji. Miał wrażenie, że zrobił się nieco zły, bo zmarszczył brwi, lecz może po prostu czegoś nie rozumiał.
– Wasza Wysokość…?
Zamilkł natychmiast, gdy otrzymał kolejny raz gest milczenia. Cesarz życzył sobie bezwzględnej ciszy.
–  Muszę nad nim pomyśleć – oznajmił, a ponieważ do kontemplacji niezbędna była również samotność, oddalił się jeszcze bardziej od Zhinu i Misory, która choć została pozostawiona samej sobie, załapała się na wpis do listy kandydatek, które przykuły uwagę księcia i przejdą do etapu finałowej selekcji.

Pod wieczór Chase rozkazał, by przyniesiono mu pióro, tusz i papier.

7 komentarzy:

  1. Dziękuję za powiadomienie <3

    Jestem na ruskim, to obym nie rzygnęła przy grubasie...
    Tak, umieszczenie gejszy ciut mnie niepokoi. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę. <3 Dobrze, że chociaż poczta Ci działa i dobrze powiadamia. xD
      Spokooojnie. :D

      Usuń
    2. Nie no, tak naprawdę to ja wiedziałam, że Kimiko owinie sobie wuja wokół palca, wcale nie stresowałam się... (żeby się uspokoić, sama wyobraziłam sobie, że się gździ z Czesławem xD.

      Nawet nie wiesz, jak mnie jara, że na znak otrzymania listu od Niej, zostawił te lafiryndę i se polazł. XD

      Usuń
    3. No tak, jasns że wiedziałaś... Cholera jaka ja jestem przewidywalna. xd Muszę to zmienić. xd I co, fajne było to wyobrażenie? To jak jej odpowiadał na te śmiechowe teksty?xd
      XD To zostawienie Misory wcale nic nie znaczy!

      Usuń
  2. Anonimowy5/10/2016

    Fajny rozdział, ale Kimiko i ta jej pazerność na kasę niezbyt :/
    Chase tego nie pochwali. Matka też nie, kiedy to się wyda, a pewnie się wyda. Czy ona nie myślała?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, żeby Kimi była prawdziwa a do tego potrzebne mi dodanie jej wad. :x Myślała co robi, myślała, ale wierzy, że skoro dla Heylinu i tak liczy się tylko książę i znalezienie mu żony, a na świecie dodatkowo grasuje wirus, ich zbrodnie pozostaną tajemnicą. :p

      Usuń
  3. Hej,
    Przepraszam, że piszę dopiero pod 14 rozdziałem, ale tak mnie wciągnęła historia, że szybko przechodziłam do kolejnych notek. :D
    Kreskówkę pamiętam. Oglądałam ją jak byłam mała i szczerze mówiąc, bardzo mi się podobała. Postaciami, które zawsze mnie intrygowały był Chase, Wuya i Kimiko. Polubiłam ją bardzo za dobre serce, hart ducha i specyficzny styl bycia. Cieszę się, że nie zmieniłaś tak bardzo tej postaci, choć w wyniku minionych zdarzeń coś w niej umarło, to zapewne, jednak przy Wiecznym zdaje się odzyskiwać dawną siebie – o czym sama wspomniała w liście.
    Jestem zachwycona wykreowanym przez ciebie Chase'em. Oglądając kreskówkę zawsze miałam go za typowy czarny charakter, który pojawia się raz na jakiś czas i który ma też do opowiedzenia własną historię. Boli mnie to, że było go tak mało w porównaniu do innych bohaterów. Omi'ego szczególnie nie lubiłam i jako główny bohater wypadał dla mnie średnio, więc cieszę się, że na twoim blogu głównymi postaciami są inne osoby.
    Muszę przyznać (co pewnie wywoła u ciebie wściekłość XD), że kiedyś kibicowałam Kimiko i Raimundo. Dopiero niedawno dowiedziałam się o Chamiko i byłam bardzo zaskoczona, bo w Xiaolin nie doszukałam się sygnałów świadczących o głębszej relacji między nimi. Ale bez obaw. Pokochałam tę parę. Dziękuję ci. ^^
    Cieszę się też, że w głównej bohaterce widać przemiany i mimo początkowych zgrzytów, w końcu nabiera pewności siebie. Jaki pech, że w tej swojej gierce zakocha się w Wiecznym. XD Hehe, cudownie dla mnie i wszystkich fanów Chamiko.
    Rozdziały są długie, za co cię podziwiam, bo ja nie potrafię tak rozbudowywać akcji na jedną notkę. Wkradły ci się też błędy, ale przy tak obszernym tekście to zrozumiałe. Zastanawiałaś się kiedyś, czy rozpocząć współpracę z betą? Sama nie tak dawno to zrobiłam i jestem bardzo zadowolona, bo umyka mi wiele rzeczy.
    Masz wciągający i piękny styl. Opisy oraz dialogi wychodzą ci bardzo naturalnie. Humoru oraz zażenowania też nie brakuje. Już dawno żadne opowiadanie na blogosferze nie wywoływało we mnie tylu sprzecznych emocji. Im dalej w las tym lepiej, więc mam nadzieję, że zaskoczysz mnie jeszcze nieraz! ♥
    Dodałam cię do obserwowanych. :D
    Pozdrawiam,

    Nerinne

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy