środa, 16 marca 2016

12. Napięcia i bliskości


z dedydakcją dla Raylie



Kimiko starała się nie przejmować tą paskudną, złośliwą próbą ze strony Dyris, która miała pogrążyć ją w oczach księcia. Wpuściła Chase’a do swojego pokoju, wchodząc tuż za nim i zasuwając szczelnie drzwi. Tym razem nikt nie miał podsłuchiwać, zgodnie z jej życzeniem i uzasadnieniem, że księciu to bardzo przeszkadza, oraz możliwe, że zniechęca do współżycia z nią, które poniekąd chcą osiągnąć. Tym razem też pokój smoka ognia swym wyglądem bardziej zachęcał do łóżkowych zabaw, czy też w ogóle do przebywania w nim.
Został umeblowany zgodnie z wyrafinowanym gustem Kimiko i pod srogim okiem Matki, która dopilnowała, aby pokój jednak jakoś wyglądał, co znaczy, by nie przesadzono z głupotami a zadbała o to, żeby wszyscy, kogo do niego sprowadzi, czuli się w nim komfortowo. I tak czerwone zasłony wisiały wszędzie, gdzie tylko mogły; okręcały się wokół kolumny, otaczały łóżko, tworząc na nim baldachim. Nowy, miękki materac ścieliła kołdra również w czerwonym kolorze, do której dobrane zostały poduszki; podobne zjawiły się przy większym stoliczku z białą ceramiką w różowe kwiaty wiśni. Pojawiły się kufry na ubrania, nowa szata ze złotymi zdobieniami, wspaniałe duże lustro, pod którym rozciągała się półka zapełniona flakonikami z perfumami i wszelkimi narzędziami do makijażu. Do dekoracji dołączyły świeczki, tudzież niezapalone, oraz pozytywka, mała biblioteczka i katana na ścianie zamiast obrazu.
– No, no – pochwalił Imperator. – Zrobiło się ładniej.
– To wszystko dzięki hojności Waszej Wysokości – odparła Kimiko, siadając by nalać herbaty. Truciznę w postaci niewielkiej, ale wystarczającej ilości proszku trzymała pod paznokciem, i gdy książę zupełnie nie patrzył, co robi wybrana przez niego panna do towarzystwa, wsypała całość do jednego z kubków.
„Pamiętaj, by nie pomylić filiżanek, pamiętaj, by nie pomylić filiżanek…”
Książę przeszedł się po pokoju. Z jakiegoś powodu, kiedy mijał Japonkę, obchodząc ją dalekosiężnym łukiem, Kimiko ponownie doznała wrażenia, jakby był czymś bardzo zły, ale powstrzymywał się twardo od wybuchu. Otaczała go zimna aura, która drażniła jej plecy, sprawiając, że cała się spinała. Taką samą wyczuwała w dniu, w którym zjawił się w domu a ona go rozzłościła.
– Cieszę się, że się księciu podoba – mruknęła cokolwiek, co by mogło przegnać złe obawy i niepokój.
Spojrzała na niego i dostrzegła, przybierając jednocześnie grymas niezadowolenia na twarzy, że kręci się przy łóżku. Nienawidziła, kiedy tam przebywał, bowiem był wówczas niczym zapalona zapałka tuż pod alarmem wykrywającym pożar.
„Podejdź do stolika, usiądź i napij się herbaty” – mówiła w myślach, licząc bodajże, że magicznie zmusi swego gościa do posłuszeństwa.
Wieczny zamiast tego padł na łóżko, uklepując pod plecami poduszkę. Związane ze sobą dłonie położył na pasie i zawiesił oczy na baldachimie, układającym się licznymi kaskadami, przywodząc jednocześnie skojarzenia z równie bordowymi co one same welonami panny młodej.
– Aż chce się być twoim klientem – oznajmił. Następnie zerknął w swoje lewo i zobaczył postawione przy łóżku świece. Nachylił się do nich. – Zapachowe – spostrzegł, przenosząc wzrok z powrotem na Kimiko, tym razem niecnie się pod nosem uśmiechając. – Jak romantycznie…
Japonka nic nie odpowiedziała, zastanawiając się bez przerwy w jaki sposób ściągnąć księcia do stolika. Aż wpadła na pewien pomysł.
– Czy lubi książę ciastka cynamonowe?
– Lubię.
– Bardzo proszę się zatem częstować. – Po czym wyciągnęła z szufladki pod stoliczkiem opakowanie nieotwartych ciastek, których narobiła sobie zapasów, nawet jeśli ich zbyt duża konsumpcja mogła kosztować ją wyskoczeniem na twarz kilku krostek. Rozłożyła je na talerzyku, przysuwając do dwóch filiżanek z herbatą. Ciasteczka nie były nasiąknięte narkotykiem, z racji iż mógł być on podawany tylko w napojach, ale za to słodkie aż do przesady, by chciało się po nich pić. Puste opakowanie Kimiko upchnęła z powrotem do szuflady, obrzucając kolejnie swego Imperatora potulnym i zachęcającym do podsycenia cukrem podniebienia spojrzeniem.
– Nie chcę ciastek – powiedział nagle. – Chcę uprawiać seks.
Kimiko wyprostowała się jak struna i zadrżała. Książę dostrzegając jej reakcje tylko się uśmiechnął.
– Na tym przyjemnie miękkim łóżku – dodał po chwili. – W końcu z takim założeniem przybywają tu do ciebie i do całej reszty łóżkowych wojowniczek mężczyźni, czyż nie?
Nim skończył, upadła mniszka z dwa razy przełknęła ślinę, aż doszła do wniosku, że Chase musi tylko blefować. Z innego bowiem powodu deklarował się ją odwiedzać, więc nie powinna od razu blednąć i insynuować mu, że jest słaba i podatna na każdy tego typu manewr ze strony jego, lub jakiegokolwiek innego faceta. Dumnie więc chrząknęła.
– Och, panie… proszę sobie ze mną tak nie pogrywać.
– W żaden sposób z tobą nie pogrywam, kwiatuszku. Naprawdę chcę, byś tu do mnie dołączyła. – Pogładził ręką pościel obok siebie.
Nerwowo zachichotała.
– Przecież książę mówił, że będzie mnie odwiedzać, ale nie z tego powodu.
– Mówiłem, że będę cię odwiedzać, byś mogła mnie poznać bliżej.
Kimiko dyskretnie rozejrzała się za jakimś nożem do ewentualnej obrony, wiedząc, że sam żywioł ognia w starciu z Imperatorem nie wystarczy. Niczego jednak takiego nie dostrzegając, spróbowała ratować się słowami; przecież przygotowywano ją na tego typu sytuacje.
– Rozmawiając ze mną – orzekła, niepewnie na księcia spoglądając.
– Po seksie zwykło mi się udzielać największe gadane.
Już miała plan, jak z tego wybrnąć.
– Ale Wasza Wysokość… chce to robić już teraz? Tak od razu?
– Tak. – Tym razem zdecydował się materac znacząco poklepać. – Czekam.
Zarumieniona, chwyciła luźno opadający na szaty jej kimona kosmyk włosów, by zacząć owlekać go wokół palca, by jak najbardziej wyglądać na speszoną dziewuszkę, nad którą warto się zlitować i zrezygnować – na razie – ze swych żądzy.
– Ale ja tak… nie lubię… – wystękała.
Chase zarechotał.
– A skąd możesz wiedzieć jak lubisz skoro jeszcze nigdy tego nie robiłaś?
Mózg Kimiko zaczął przyspieszać swe obroty.
– Wszelako nadal mogę być na tyle pewna, by wiedzieć, jak nie preferuję czynić tego po raz pierwszy…
– W porządku. – Chase z powrotem związał ze sobą dłonie. Uśmiech trwał na jego twarzy, jakby wciąż miał nad smokiem ognia przewagę nie do przebicia. – Wobec tego jak byś preferowała to doświadczyć?
Kimiko spuściła nieco głowę, udając jeszcze skromniejszą.
– Spontanicznie, drogi książę. Spontanicznie. – Uniosła nań swe oczy. – Aby czyniło się to na mocy żywiołowej chwili.
– Czyż nie taka chwila nam teraz przyświeca? – Z sekundy na sekundę uśmiechał się coraz bardziej.
„Myśl, Kimiko, myśl!”
– Za wcześnie – wyjąkała po dłuższym milczeniu. – Zdecydowanie za wcześnie, jestem zbyt spięta.
– Nie szkodzi, pomogę ci się rozluźnić.
Właśnie zaczęła w duchu krzyczeć.
„Jasny gwint! Przestań mówić do mnie w ten sposób!”
 – Niestety, jutro jest licytacja mojej cnoty, więc…
– Więc właśnie! – przerwał jej nagle. – Dlaczego w ogóle mnie przyjęłaś skoro wiesz, że jutro twój kwiatuszek, twoje jakże zacnie wypromowane złotą czcionką na ulicy wrota, będą licytowane? – Wstał do pozycji siedzącej. Wreszcie przeszli do sedna. – To mi strasznie zgrzyta i czymś śmierdzi, i to na pewno nie jest wanilią zmieszaną z woskiem. Czy nie powinnaś być trzymana w tym momencie w klatce, oznaczona rezerwacją dla wybranka, który zapłaci najwięcej?
Kimiko ogarnął strach.
– Waszej Wysokości się nie odmawia…
– W tym wypadku bym zrozumiał i przyszedł na jutrzejszą licytacje. To, że nie powinna mieć ona prawa się odbyć, jeśli jest związana z tobą, to już druga sprawa.
– N-nie rozumiem…?
– Czego? – warknął.
– Drugiej części wypowiedzi Waszej Wysokości.
Chase westchnął ciężko. Kimiko odebrała jego pozę, jakby miał zaraz wyjść i więcej nie wracać. Tym bardziej liczyła, by Matka nie stała pod drzwiami i nie podsłuchiwała, jak sobie nie radzi.
– Czyli nic nie pomyślałaś o naszym zakładzie? – spytał. – Tak łatwo chcesz przegrać?
– Nie chcę przegrać! – zapewniła. – Dlatego też księcia przyjęłam, bo książę mówił, że będzie mnie odwiedzać i ze mną rozmawiać, abym miała szansę odgadnąć fantazje księcia.
– I je zademonstrować – dodał.
– I je zademonstrować – powtórzyła z niesmakiem.
– A co jeśli mam fetysze na dziewice? Czysto hipotetycznie zakładając, rzecz jasna. – Umilkli oboje, wodząc po sobie oczami, aż Japonka pierwsza odwróciła swój przerażony wzrok. – Rozczarowałaś mnie. Sądziłem, że będzie z tobą więcej… zabawy.
Kimiko zacisnęła zęby.
– No cóż, drogi książę, jestem niestety zwykłą śmiertelniczką…
– Już nie taką zwykłą, nie przesadzaj, lecz pochodzącą z Niebios – wtrącił kąśliwie, podkręcając zdenerwowanie świeżej Mírén.
– Ale nie wiedziałam, do czego miałam pełne prawo w Imperium, w którym jeszcze to prawo do niewiedzy szczęśliwie funkcjonuje, iż fetysze Waszej Książęcej Mości mogą mieć granice aż tak dalece od siebie wytyczone na mapach fantazji popędów miłosnych, co w takim razie uświadamia mnie w tym, niestety spóźnionym momencie, że wyzwanie księcia jest nie do sprostania, a zagadka nie do odgadnięcia, chyba że oprócz rozmów, zechce mi książę sprezentować numery telefonów swoich konkubin.
– Niestety z żadną nie utrzymują kontaktów opartych na złączach kablowo-sieciowych.
– To adresy.
– A proszę. Heylin Pałac w Stolicy, piąta góra od wschodu.
I znów nie wytrzymał, śmiejąc się aż do przesady nieczule, bo naśmiewając się swoją drogą z towarzyszącej mu, wściekłej do białości dziewicy. Kimiko była ciekawa, czy już jest w oczach Chase’a Younga skreślona, przed  czym ją Matka przestrzegała, i czy może sobie wyjść, trzasnąć drzwiami i nie musieć już więcej tego „buca” oglądać.
– Uważa książę, że jest książę zabawny?
– Uważasz, dziwko, że nie nadużywasz swojej pozycji?
Otworzyła szerzej oczy, bojąc się tonu czającym się w głosie mężczyzny, u którego nagle zniknęły wszelkie ślady po dobrym humorze. Nie wiedząc dokładnie, czym go tak zdenerwowała, na wszelki wypadek postanowiła go szybko ułagodzić, acz na dziewięćdziesiąt dziewięć procent była pewna, że nie jest dłużej dlań atrakcyjna, bo pyskuje i brak jej uległości.
Bardzo przepraszam. Po prostu… Po prostu to nie jest sprawiedliwie. I powiem to szczerze, biorąc ewentualną po tym karę na siebie w całości, iż książę zagrał wobec mnie nieuczciwe. Niehonorowo. Takich Pojedynków się kobiecie nie robi.
– Skąd. – Widząc kąciki ust wędrujące na twarzy wojownika ponownie do góry, Kimiko nie tylko poczuła ulgę, ale i podzieliła jakiś pierwiastek jego radości. – W tej chwili to się z tobą droczę, więc nie spinaj się już tak. Twoje szanse na odgadnięcie mych fetyszy są jak najbardziej wyważone względem twej inteligencji, więc bez obaw. Zamiast się zamartwiać, przyłóż większą uwagę do naszych rozmów.
– Za ponownym przeproszeniem, co mi niby one dają?
– Wiedzę na mój temat.
– Dobrze. Czy mogę zatem o coś księcia zapytać?
– Śmiało.
Wpierw bardziej się w plecach wyprostowała, by powiedzieć to, co zamierzała, z jak największą powagą.
– Ulubiona księcia pozycja?
Wyszczerzył zęby.
– A twoja? To znaczy… Jak byś preferowała zrobić to po raz pierwszy?
– Jeszcze nie wiem, ale jak się namyślę, nie omieszkam księciu powiedzieć.
– No ja myślę, wszakże liczę na to, iż to ja będę tym szczęśliwym wybrankiem.
Kimiko dała sobie tę rozkosz i wyśmiała go, ale w duchu, by nie tracić tej dobrej chwili zażyłości między nimi panującej. Aż coś ją zmartwiło, kiedy dotarło do niej całe przesłanie jego słów. Ściągnęła brwi, nie mogąc kupić „bajki” o tym, że się księciu podoba i prawdziwie chce z nią w łóżku spółkować.
A herbata stygła.
– Naprawdę chce książę to ze mną robić? – spytała odważnie.
Nie odpowiedział od razu, lustrując każdy fałd jej ubrania, którego zdawała się mieć na sobie aż za dużo.
– Tak. Skoro się sprzedajesz, to czemu by nie skorzystać? Zawsze to jakaś przygoda.
– I nie brzydzi się mnie książę w żadnym stopniu? – Nadal nie mogła uwierzyć w jego czysto hormonalne intencje. Raczej spodziewała się podstępu, chociażby takiego, że gdy z nim do łóżka pójdzie, on albo obwieści to całemu światu, albo po wykorzystaniu jej ciała ją zabije. Lub co gorsza – zniewoli.
– A dlaczego niby? Bo walczyliśmy kiedyś ze sobą? – Chase z kolei zdawał się nie pojmować przeżywania dziewczyny wszystkim, co się tylko da, tudzież dopatrywaniem się wszędzie ukrytego dna, kiedy on starał się być jak najbardziej bezpośredni. Jakby dla niego konflikt mający miejsce lata temu zakończył się – co w się sumie stało i tylko dla Kimiko nadal pozostawał otwarty. Nie było sensu dalej ze sobą wojować, kiedy można się pojednać i swobodnie żyć. – W sumie kontynuujemy potyczki, tyle że w innej formie. Ciekawszej i bardziej zajadłej, moim zdaniem. Ale to nie ujmuje ani trochę twej atrakcyjności, zatem spokojnie, mieścisz się w moich kryteriach kobiety atrakcyjnej. A nawet dodam, że odkąd przestałaś nazywać się sama moim wrogiem, mój sposób patrzenia na ciebie uległ zmianie. Nadal pamiętam, żeś wojowniczka z krwi i kości, lecz bliższe mi teraz nazywanie cię kobietą, niż właśnie wrogiem do zlikwidowania.
Sprawił, że Kimiko odebrało mowę i pomysły na odpowiedź. Postanowił to wykorzystać.
– Przekażę burdel-mamie, że nie jesteś na sprzedaż. Liczę na wdzięczność z twojej strony.
Prychnęła w duchu. „Tak się składa, że nie potrzebowałam żadnego ratunku, więc nie myśl o sobie, jak o moim wybawcy!”
– Chyba że popełniam błąd i sama chcesz się sprzedać obcym facetom?
– Nie chcę i tu nie o to chodzi, Wasza Wysokość – niemalże warknęła, czując że od złości łapią ją skurcze. – Przecież książę mnie tu uwięził i skazał na los dziwki.
– Nie – zaprzeczył prędko. – Uwięziłem cię, by mieć cię zawsze w jednym miejscu, gdybym miał sprawę z tobą związaną. Los dziwki wybrałaś sobie sama, przystając do tych kobiet. I nie mów, że zrobiłaś to, by się przede mną schować, bo równie dobrą, a nawet lepszą kryjówką, byłby kubeł na śmieci. Tam bym nie szukał – zwieńczył owe zdanie półuśmiechem. – Tak samo teraz nadal decydujesz, czy chcesz być dziwką, czy nie. 
– Tylko że… ja należę teraz do Matki. I jeśli Matka chce w ten sposób na mnie zarobić, bym  i ja mogła utrzymać się przy życiu, muszę jej słuchać.
– Nie. Ja cię tu zamknąłem, więc należysz do mnie. Jedno twoje słowo, kwiatuszku, i nie będzie licytacji. Rozumiem potrzebę wykarmienia dodatkowej gęby, ale czy nie zapłaciłem ci ostatnio wystarczająco dużo? Chyba tobie samej nie widzi się, bym cię wykupywał jak pustą lalę?
– Nie… oczywiście, że nie. Tylko jednak przyznaje książę, że płaci mi za usługi. A więc jestem według księcia dziwką.
– Ja to widzę w zupełnie innym świetle. Dziwka zarabia cipą. Ty jesteś moim jeńcem. Przychodzę do ciebie, by porozmawiać, ta wcześniejsza propozycja seksu to raczej zajarzyłaś, że była w nawiązaniu właśnie do tego twojego sprzedawania się i by sprawdzić, czy taka łatwa i chętna faktycznie jesteś. Płacę nie za usługi, lecz za czynsz, bo mojego jeńca umieściłem w takim jakby hotelu. Więc jak będzie? Mam się zjawić na tej licytacji i wykupić kogoś, kto i tak należy do mnie, po czym zrobić wielką awanturę, czy może powiedzieć burdel-mamie, żeby zostawiła cię w spokoju?
Kimiko zacisnęła ze sobą powieki. Zarówno wizja awanturowania się Chase’a w miejscu publicznym i oznajmującego wszystkim innym samcom, że jest jego własnością nie prezentowała się jako przyjemna, jak i druga, w której stawia Matkę do ściany, wydając rozkaz zrezygnowania ze sprzedaży jej cnoty – mimo że były w tym jakieś plusy. Już wyobrażała sobie wściekłość Wan Lanfen dowiadującej się o tym, iż czegoś nie wolno jej zrobić, bo Imperator tak zadecydował. Akurat w tej kwestii dała wszystkim jasno do zrozumienia, że władzą w Tianmi z nikim nie ma zamiaru się dzielić, i na pewno nie z mężczyzną, bowiem ich całym sercem nienawidzi. Nie chciała być świadkiem jej reakcji na słowa Younga, jak i nie chciała też skłamać mu, że ona sama chce tej licytacji, bowiem wtedy okropnie jawić się będzie w jego oczach. Wręcz czuła lekką wdzięczność w sercu, iż gotów jest ją z tej opresji wybawić, tylko jakim kosztem? Matka na niej będzie się wyżywać, to ona ucierpi, niezależnie jaką decyzje podejmie. Za jakie grzechy – pytała siebie w duchu.
– Nie chcę, żeby mnie licytowano jak jakąś kozę – powiedziała wreszcie.


W tym samym czasie jedna z Mírén łamała zakaz Matki, stojąc i podsłuchując pod drzwiami od pokoju Kimiko. Tą osobą mogła być tylko Dyris. Uważała oczywiście, by nikt jej na tym nie przyłapał, licząc, że uda jej się wychwycić coś, czym mogłaby ustanowioną chwilę temu rywalkę ukatrupić, aż wreszcie coś takiego dostała. Usłyszawszy o zawierającym się między Gwiazdą Hanabi, a księciem Heylinu układem czym prędzej podniosła się z klęczek, by następnie ze zuchwałą miną powędrować do Matki, pracującej na komputerze.
Wan Lanfen była w trakcie sprawdzania przysłanych propozycji grafik z wizerunkiem Kimiko, który po zaakceptowaniu miałby znajdować się w egzemplarzu ze wszystkimi Mírén, jaki klienci przed wyborem do rąk otrzymywali. Wszystko wyglądało cacy i już miała odpisać, że kupuję tę rzetelnie wykonaną robotę, aż Dyris wpadła do salonu.
– Matko.
– Nie teraz, Dyris.
– Ale to ważne i nie może czekać. Chodzi o Wiecznego.
Słysząc o nim, kobieta natychmiast oderwała się od ekranu, spodziewając się klęski.
– O co chodzi?
– No więc podsłuchiwałam…
– Podsłuchiwałaś? Przecież zabroniłam!
– Wiem, ale nie ufam Kimiko i nie myliłam się co do niej.
Po czym Dyris pokrótce streściła Matce o tym, co słyszała, przeinaczając na swoją korzyść co nieco, przez co z mieszanki jej zdań wyszło, iż Kimiko spiskuje z Imperatorem przeciwko całemu Tiánmì. Wan Lanfen nie należała jednak do głupich kobiet i nie kupiła sprezentowanej bajeczki, w której właśnie zbyt duża ilość jadu i przerysowanie upewniły ją, iż to bajeczka, a nie szczere sprawozdanie. Na wszelki wypadek postanowiła zareagować, akurat tego, że książę nie będzie się cieszyć słysząc o licytacji się spodziewała, a nawet oczekiwała.
„Jego niedoczekanie” – mówiła sobie, kierując się do pokoju, w którym Gwiazda Hanabi siedziała ze swoim klientem. „ON NIE MA TU WŁADZY!”


W owym pokoju zaczęło robić się goręcej, bo księciu skoczył cukier.
– Przynieść mi te ciastka tutaj. – Skinieniem głowy wskazał łóżko, na którym wciąż się wylegiwał, nawet nie ściągnąwszy wcześniej butów.
Kimiko posłusznie wstała, biorąc talerzyk z ciasteczkami. Gdy była w połowie drogi, książę przejął go od niej, kładąc go sobie obok i zachowując miejsce dla stojącej teraz jak kołek Japonki.
– Chodź, usiądź przy mnie.
Zaczęła rozważać czy to zrobić, czy nie, i jakie mogą być tego potem konsekwencje. Grunt, żeby nie przestać myśleć w pewnym momencie i nie stracić kompletnie głowy, jak to było ostatnim razem. Zdecydowała się jednak usiąść, twierdząc, że nie ma co panikować; książę nie jest raczej typem gwałciciela.
„To intelektualista” – głos Matki rozniósł się echem w umyśle zdenerwowane dziewczyny, której siad na łóżku bliższy był spadnięciu galarety ze stołu na podłogę, aniżeli do uczącej się zachowywania gracji w każdej sekundzie życia uwodzicielki z zadaniem na karku, by otruć władcę świata.
– Bliżej – powiedział łagodnie i cierpliwe czekając, aż Kimiko uspokoi nękający ją dreszcz i się do niego przysunie. Zrobiła to po minucie. – Jeszcze bliżej. No przecież cię nie ugryzę, jeśli nie chcesz…
 Zamrugała parę razy, wytrzeszczając potem nań oczy, Jej umysł teraz panikował, ale głos nadal w nim pobrzmiewał, tym razem wołając: „Gryzienie, czy to jego fetysz?”. Zjawiła bliżej, zgodnie z życzeniem, czekając na dalszy ruch z jego strony. Prawie stykała się z nim kolanami, na których siedziała.
– Jeszcze.
„Jeszcze?!” – powtórzyła, przerażając się. Cokolwiek kombinował, nie podobało jej się to. Zamiast jednak spytać otwarcie, co mu w głowie świta, jak kukła znów się przysunęła.
I potem stała się rzecz raczej absurdalna.
Książę uniósł powoli rękę, kierując ją ku delikatnie tylko wychylającej się zza kołnierza szyi Japonki, która zdawała się pulsować od szybko krążącej w żyłach gorącej krwi. Kimiko mimowolnie odchyliła się w tył, zaświadczając, iż nie życzy, lub bardziej boi się jego dotyku na swojej skórze, którą tak doszczętnie starała się chować pod dwuwarstwowym kimonem. Oczy mu błysnęły, czyżby ze złości, lub może z pożądania? Kimiko nie poznała odpowiedzi, bowiem nagle ktoś zapukał i to właśnie wtedy absurd nastąpił; rzuciła się na niczego niespodziewającego się, bo zapatrzonego w drzwi ze zmrużonymi oczami Chase’a, zamykając mu pospiesznie dłońmi usta. Niby bała się jego dotyku, ba, samej bliskości z Imperatorem, a jednak, w chwili takiej jak ta, gotowa była pozwolić sobie na wiele, byle powstrzymać go przed rzuceniem komentarzy kategorii, jakiej zdążyła znielubić do granic możliwości, kiedy rzucił jednym po raz pierwszy, gdy również drzwi się odezwały.
Chase, jak tylko poczuł dotyk zimnych dłoni na wargach, blokujących mu udzielenie wypowiedzi – owszem, pełnego cynizmu komentarza – spojrzał na Kimiko, która rzekła:
– Proszę!
W pokoju zawitała Matka i bynajmniej nie miała przyjaznego wyrazu twarzy. Wymusiła jednak na sobie oznaki skruchy.
– Strasznie przepraszam, że przeszkadzam! – Rozejrzała się po pokoju, a gdy zobaczyła filiżanki herbaty leżące nietknięte na stoliku, podczas gdy Kimiko z Chase’em siedziała na łóżku, lekko zmarszczyła swoje wysokie czoło.
Kimiko zrozumiała ten przekaz i zabrała dłonie z ust niedoszłego kochanka. Wan Lanfen podeszła do nich, trzymając głowę nisko, jak prowizorycznie pokorny sługa.
– Wasza Wysokość, jest mi tak bardzo wstyd – zaczęła.
Jego Wysokość uniósł brwi do góry.
– Przez swoje zapracowanie zupełnie zapomniałam wręczyć Waszej Wysokości zaproszenie na jutrzejszą licytację Rozkwitłego Pąku naszej rozkosznej Gwiazdy Hanabi… Proszę o wybaczenie.
– Aaa, miałem zamiar iść po konsumpcji Rozkwitłego Pąku z wieścią, iż nie ma czego licytować.
– Co ma Wasza Wysokość na myśli, bo nie rozumiem?
– Ona nie jest dziewicą. Przyznała mi się. – Książę kiwnął głową na Kimiko, kłamiąc Matce prosto oczy. Japonka wymieniła się z nim spojrzeniami z czego jej było wdzięczne, ale miało w sobie ukryty przekaz.
„To nic nie da. Dziewica, czy nie, i tak zostanę wystawiona, bo daje możliwość zgarnięcia fortuny, która zresztą przyda mi się na start…”
– Och, naprawdę? – Matka zerknęła na swoją podopieczną, załapując od razu, w co Wieczny z nią pogrywał. – Ale już za późno, by wszystko odwołać…
Książę uniósł rękę, uciszając kobietę.
– Nigdy nie jest za późno. A na licytację i tak bym nie zezwolił.
– Jest już za późno, by ją odwołać – ciągnęła Matka, mówiąc prawie że przez zaciśnięte zęby. – Nie da się poinformować wszystkich mężczyzn z dwóch, dużych miast w ciągu dwudziestu czterech godzin, że nie będzie sprzedaży cnoty jednej z moich dziewczyn.
– Mogę dać specjalny komunikat w telewizji.
– Ale… Wasza Wysokość, ja już zadecydowałam.
Ja też. I mówię nie. Usłuchasz, czy ma się polać krew?
Zamilkła, przerzucając swój wzrok to na Kimiko, to na Chase’a. Wreszcie pokręciła głową.
– Nie ma takiej potrzeby. Odwołam jutrzejszą licytację.
Po czym wyszła, nie mówiąc już ani słowa. Podczas gdy Chase dla rozluźnienia napiętej sytuacji sięgnął sobie po ciastko, Kimiko wciąż milczała, wyobrażając sobie przeróżnego rodzaje krzyki, które pewnie chciały się wydrzeć z krtani Matki, i jakie zapewne po udaniu się Imperatora do swojego domu, usłyszy. Siedziała więc obok niczym nie przejmującego się i wesoło chrupiącego księcia, nie przestając się martwić.
– Nie musiał być książę taki dla Matki oschły.
Gdy przełknął, odpowiedział:
– Musiałem. Przeszkodziła nam, a mogliśmy być nadzy i zajęci. – Jego złote ślepa błysnęły niemalże nieuchwytnie, powodując u Kimiko gwałtowniejsze złapanie powietrza, które z siebie nieprędko wypuściła, bo nagle Chase zbliżył rękę i schował kosmyk włosów dziewczyny za jej ucho, drażniąc jej policzek. Dziewczyna doznała lekkiej złości, iż jednak dała mu się dotknąć. Westchnęła, szukając szybko jakiegoś tematu.
„Muszę zmęczyć go rozmową, by zaschło mu w gardle."
 – Co książę myśli o moim pseudonimie?
Poruszył się, nagle ożywając.
– Miałem nadzieję, że spytasz.
Kimiko spojrzała nań wyczekująco. Chase obnażał dolne zęby i zdawał się walczyć z jakimś uczuciem w środku.
– Jak mogłaś się tak ohydnie, odpędzająco, horrendalnie nazwać? Wisienka brzmi przy tobie bardziej kokieteryjnie. Szkoda, że nie wybrałaś sobie Muszla Telepatii, albo Mrówki Majtkówki*. Dlaczego, smoku? Dlaczego nazwałaś się tak, jak to durne Wu?
– To durne Wu ma dla mnie pewną wartość.
– Widzę właśnie i przeraża mnie to, jak jesteś do niego przywiązana. – Wziął kolejne ciastko. – I jak mam do ciebie mówić? Gwiazdeczko? Mogę mówić Rozgwiazdo? Rozgwiazda jakoś bardziej syntetyzuje mi się z rozkładaniem nóg, aniżeli z protezą mocy prawdziwej.
Kimiko uśmiechnęła się chytrze. Spodziewała się obelg.
– Nazewnictwo ludzie stworzyli nie bez kozery i kieruje się ono swoimi prawidłami, jakie winniśmy przestrzegać, by zachować panowanie ładu w normach obyczajowo-kulturowo-społecznych. Tudzież w kontaktach odbywających się na terenie burdelu. Zatem proszę o poszanowanie mego wyboru ze strony Waszej Wysokości.
Chase też się uśmiechnął i to jeszcze chytrzej, jakby również i na to czekał cały dzień.
– Skoro deliberujesz już o wyborze i nazewnictwie, pozwól, iż napomknę ci o istnieniu z wolnego wyboru przezwisk, które ludzie również stworzyli sobie nie bez kozery, a i są w większej mierze przez ludzkość wielbione, bowiem przywodzą ukojenie językowi, kiedy ma do czynienia z karygodnymi nazwami. Tudzież wywołującym odruch wymiotny. Zatem daj mi tę przyjemność i pozwól mi nazywać cię Kwiatuszkiem.
Kiedy na końcu się zaśmiał, Kimiko uniosła rękę, gotowa ją zapalić i uczynić coś, czego potem mogłaby wielce żałować. Ostatecznie w porę odzyskała zdrowe zmysły i, dostrzegając, jak książę zwycięsko ją obserwuje, skapitulowała.
– Widzę, że książę gustuje w dokuczaniu. Aż boję się księcia fetyszy. Post scriptum: proszę nie nazywać mnie Kwiatuszkiem.
– Jako że wygłaszasz takie manifesty, zasobne w trudne, zdaje się dla ciebie, synonimy, nie mogę pozostać ci dłużny. A moje fetysze jak dotąd podobały się każdej kobiecie i jestem przekonany, iż ty sama w nich zagustujesz.
– Zbyt wysoka pewność siebie może zgubić.
– Żebyś wiedziała.
„To jakaś sugestia?” – zastanowiła się. „Nie no… raczej nie…”
– Uczynię wyjątek i nie będę agitować cię do zrewaloryzowania tej przybranej przez ciebie inwektywy.
„Cooo? Nic nie rozumiem… Mój mózg dłużej tego nie zniesie! I tak ma mnie pewnie za głąba…”
– Czyli…?
– Chcesz, to sobie bądź Gwiazdą Hanabi. Ja udam, że ta nazwa nie istnieje.


Bez następnego w kolejce tematu do rozmowy milczeli, co nie wydawało się księciu przeszkadzać, w przeciwieństwie do Kimiko, która przejmowała się, że z filiżanek  bursztynowa herbata już dłużej nie paruje. Była przekonana bowiem, iż zimnej książę nie tknie, oraz że wypadnie podejrzanie, jeśli spróbuje oba kubki podgrzać. Godzina była późna i smok ognia najchętniej położyłby się już spać, zamiast tak siedzieć bezczynnie i próbując coś za wszelką cenę wykombinować, aby jednak swego gościa, pożerającego ciastko za ciastkiem, otruć. Jednak teraz już nawet nie rozmawiali, acz gdyby się postarali choćby odrobinę, mieli by tematów całą masę. Problem polegał na tym, iż utknęli w niekomfortowych okolicznościach, odbierających całemu zdarzeniu naturalności; mianowicie siedząca blisko księcia Kimiko, starała się zachować dystans, rujnując poczucie swobody im obojgu, bo z jakiś względów nie mogła przywyknąć do takiego przebywania z Chase Youngiem. A Chase na wzgląd na swe zasady, nie mógł jej do niczego na dłuższą metę przymuszać. Rozmowy, choćby i uszczypliwe, były jedynym lekarstwem dla ich spotkań.
– Nakruszy mi książę do łóżka – wymyśliła nagle.
– Spokojnie, uważam – zapewnił. – Tak w ogóle, to ciastka się kończą.
Kimiko jak na komendę podeszła do stolika i zajrzała do szufladki. Jeszcze jedno opakowanie ciastek cynamonowych było, lecz ona miała inny plan w zanadrzu.
– Nie mam więcej, przykro mi – skłamała, nie patrząc mu w oczy. – Jedyne, co mogę zaoferować, to herbata.
Następnie sama wzięła jedną z filiżanek – tę po swojej lewej, do której nie dosypała trucizny – i upiła skromny łyk. Kiedy ją odstawiła powolutku, zobaczyła jak rękawy zsuwają jej się w dół, prawie że przysłaniając całe jej dłonie. Pomyślała wówczas o tym, iż jest jak zawinięty kokon, który ma frustrować wyobraźnię mężczyzny, z którym przebywa w jednym pokoju. Niepewnie zerknęła w  stronę wojownika. Też się na nią patrzył.
– Zechcesz przynieś mi tej herbaty?
Od tego między innymi była, by usługiwać mu, aż jego wizyta dobiegnie końca. Przytaknęła uniżeniem głowy, jak gdyby miała mu się jednocześnie pokłonić.
„Nareszcie!”
Z wielką chęcią podeszła do bordowego łoża, niosąc mały kubek. Za drugim razem udało się dziewczynie sprawić, że ślepia mężczyzny zabłysły z uznania, bo usiadła tym razem z niebywałą gracją na materac niemalże tak delikatnie jak opada piórko. Z tą samą gracją, jakby wręczała komuś nagrodę będąc na scenie, podała mu trzymaną na malutkim talerzyku filiżankę. W między czasie podgrzała mu ją za pomocą swych dłoni, by nie narzekał, że jest zimna. Książę przejął, dziękując skinięciem głowy.
Oczy Kimiko otworzyły się szerzej a czas się dla niej spowolnił. Zaczęła patrzeć jak Chase zbliża naczynie do swych ust, i jak je powoli rozchyla. Doznała ekscytacji jaką czuje czytający zwycięski kupon loteryjny biedak.
„Do dna!”
 Aż nagle Chase odsunął od siebie herbatę.
– Za gorąca – stwierdził. I już miał ją odłożyć, ale Kimiko pisnęła:
– Mogę podmuchać…!
„To będzie kokieteryjne. A i po co tracić czas, skoro jesteśmy już tak blisko?” – uznała.
– Jak już sama proponujesz... – Podał filiżankę.
Kimiko odebrała ją, zmysłowo przedtem odsłaniając nadgarstek. Równie zmysłowo ściskając usta, jak do pocałunku, podmuchała, po czym oddała zatruty trunek. Lecz książę nie wyciągnął po niego ręki.
– Mogłabyś… sprawdzić jeszcze, czy na pewno nie jest już za gorąca? – poprosił.
– Na pewno nie jest, książę.
– Ale ja cię ładnie proszę, byś spróbowała. Tobie to nie grozi, a ja nie chciałbym się sparzyć…
Przestraszyła się. Jak nic pogrywał z nią i sprawdzał, czy nie stąpa po cienkim lodzie. Była pewna, że coś podejrzewa, toteż w milczeniu wracała pamięcią do samego początku spotkania, doszukując się swoich błędów, które do tej sytuacji doprowadziły.
– No… dobrze… Chyba mnie książę o nic nie podejrzewa? – zaryzykowała pytaniem.
Westchnął.
– Nie wiedziałem, że moja prośba będzie takim wielkim problemem. Daj mi tę herbatę. Wiedz, że jeśli oparzę sobie język, nie będę się z tobą całować.
Przełknęła ślinę, acz czuła ulgę, iż jednak była to zwykła prośba, a nie żaden test.
„Muszę upić trochę herbaty, albo zrobi się naprawdę podejrzanie. Po jednym, malutkim łyku raczej nic się nie stanie…”
Postąpiła tak, jak oczekiwał, ostrożnie przełykając.
– Jest dobra – oznajmiła.
Podała księciu herbatę, zaś on ponownie zbliżył ja do ust. Zawahał się, jak gdyby coś wyczuł, lecz po chwili jej skosztował. Niewiele, ale jednak. Raczej nie zamierzał więcej pić.
„Muszę wysuszyć mu gardło rozmową” – przypomniała sobie po raz kolejny.
– Mogę o coś zapytać?
– Już to zrobiłaś.
Pozwoliła sobie wywrócić oczami.
– Po co księciu żona? Raczej nie ukazuje się książę już teraz ochoczy do dzielenia łoża tylko z jedną… szczęściarą?
Chase zrobił szarmancki uśmiech, patrząc na Kimiko spod byka.
– Żenienie się nie obliguje Cesarza, władcy świata, do dochowywania wierności. Akurat w tej kwestii kultura Zachodu nigdy nie zdominuje tej, na jakiej wychowałem się ja.
– Rozumiem i nie chodzi mi o to, że mi to osobiście uwłacza, jako że nic mi do tego…
– Tak wiem. Chcesz wiedzieć po co cały ten ślub, skoro nie wynika z miłości, a kobiet do ruchania i tak ma pod dostatkiem. Chodzi o sprawy czysto polityczne.
– Typu… Dostaniesz kontynent jeśli poślubisz moją córkę? Z różnicą, że sobie książę księżniczkę sam wybiera?
– Mniej więcej. Najprościej to ujmując, system myślenia ludzkości opiera się na mechanizmie pryzmatu postrzegania i w momencie, kiedy na tronie zasiada samotny mężczyzna bez rodziny, bez większej tendencji do zadawania się z innymi, mieszkający sam z kotami i wokół którego krąży opinia, że jest demonem z piekła rodem, zaczyna wzrastać ryzyko buntów. A ponieważ propaganda nie bez powodu kreuje mnie na Wiecznego Cesarza, którego rządy będą wieczne jak ja sam, muszę zadbać o porządek już na początku. Tym bardziej jeśli szaleje wirus. W tym celu wezmę sobie kobietę za żonę. Ludzie widząc, że koronuje kogoś tak przyziemnego i nieszczególnego jak oni sami, momentalnie zmienią swoje myślenie na mój temat. Mój autorytet wzrośnie, stanę się im bliższy, ponadto na tronie nie będą już widzieć jednego władcy, którego łatwo nazwać dyktatorem i tyranem, zaś parę małżeńską, jaką pokochają. Oczywiście wiadomo, moja żona nie będzie miała żadnych praw w polityce, nie wyda żadnego edyktu, rozkazywać będzie mogła tylko służbie i bliżej jej będzie do wypromowanej do pewnego stopnia konkubiny, aniżeli do Cesarzowej. Plan jest dalekosiężny, bo zakłada, iż w przyszłości, w którymś momencie zginie w tragicznym, zupełnie niespodziewanym wypadku, co pogrąży cały naród w żałobie. Będą płakać wszyscy, nawet ci poddani, którzy jej nie lubili, bo inaczej nie wypada. W moich sprawach towarzyskich nastąpi mała przerwę, taka na przykład dziesięcioletnia, aby naród docenił mój ogromny smutek po stracie, po czym wezmę kolejną żonę, i ona również kiedyś zginie, może ze zwykłej starości. I tak w kółko, aż w pamięci ludzkość zniknie pojęcie o czymś takim jak demokracja, jak zmiana władzy i przyzwyczajeni tylko i wyłącznie do mnie, do głowy im nigdy nie przyjdzie, by żyć pod innymi rządami.
Kimiko opadła dolna szczęka. „Zamknij tę szczękę, głupia!”
– Okrutnie to sobie książę zaplanował, ale jak sobie książę chce – skomentowała. – Jednego nie rozumiem.
– Czegóż to, kwiatuszku? – Nachylił się do niej, ewidentnie radosny, iż nie robi mu wyrzutów o plan i nie namawia do jego zmiany.
– Czy nie łatwiej byłoby zlikwidować na początek wirusa? Jestem pewna, że spora część narodu stałaby się księciu wdzięczna i bardziej przyjazna.
– Niestety nie mogę, bo widzisz… ten wirus pomaga mi oczyścić społeczeństwo z tej… gorszej kategorii. Czyli z tych dobrych ludzi.
Odsunęła się, zorientowawszy się za późno, że znów dystans między nią a księciem znikł.
– Nie rozumiem…? – mruknęła.
– Nie zauważyłaś, że dotyka on tylko tych niewinnych? – zapytał, oblizując wargi, jakby planował czymś za chwilę dziewczynę zaskoczyć. – Tych, którzy mają serce tak dobre, tak w niewielkim stopniu skażone grzechem? Właśnie od takich ludzi szpitale prowadzone przez skorumpowanych i chcących wszędzie zbić fortunę lekarzy pękają.
– To nieprawda. Że niby tylko ci źli nigdy na niego nie zachorują? – Przestała już zważać na styl swego języka, wymagającego atrakcyjnej dla człowieka inteligenta elokwencji. To, co mówił jej książę Heylinu było tak niedorzeczne, że podburzało ją od środka, niszcząc wypracowany kunszt uwodzicielki, o jaki tak bardzo starała się Matka z Keiko. Teraz ponownie powstała z grobu rdzenna Kimiko z temperamentem, gotowa spuścić łomot bez wahania za tego typu oszczerstwa.
– Tak. Ci, którzy podobni są do mnie.
„Co on sugeruje?!” – wrzała.
– Bzdura. Wybacz, książę, ale to bzdura. A dlaczego? Dlatego, że wojownik księciu zachorował, a on przecież stoi po stronie księcia.
– On został otruty, a ja prowadzę śledztwo w tej sprawie.
Jego słowa natarły na nią w sposób, iż poczuła się jak rozjechane przez wałek ciasto.
– Śledztwo… – powtórzyła głosem pełnym strachu. – Jestem podejrzana?
– Nie, ty akurat nie – odpowiedział, spoglądając ze smutkiem na pusty po ciasteczkach talerz. – Ale twoje koleżanki owszem. – Dostrzegając niepokój o losy swoich sióstr u smoka ognia, dodał: – Spokojne. Tak samo podejrzana jest sprzedawczyni kiosku, która sprzedała mu gumki.
– Dlaczego książę podejrzewa kobiety?
– Bo trucizna jest bronią kobiet.
„O nie… Muszę obronić Tianmi. Wszyscy na mnie liczą…” Znów powróciło to uczucie, które towarzyszy osobie, na której ramionach spoczęła nie byle jakiej kategorii odpowiedzialność. Kimiko nabrała dzięki niej nowej odwagi.
– A może po prostu książę nie jest wszechwiedzący?
Prychnął zuchwale.
– Masz rację, nie jestem. Wielu rzeczy nie daję rady przewidzieć. Ale w to, że mój wojownik nie został otruty, nigdy nie uwierzę.
– W takim razie słaby z niego wojownik skoro daje się otruć – brnęła dalej ze swą śmiałą taktyką.
– I znów masz rację – przyznał, jak gdyby nigdy nic.
Zapadła znów cisza, w której książę wcale nie pokusił się o to, by napić się jeszcze herbaty. Kimiko zastanawiała się, czy wina nie leży może po stronie smaku, bo kto wie, może książę gustuje w owocowych na przykład herbatkach, a zwykłą, czarną, stara się unikać.  Oprócz tego rozważała przesłanie jego słów, nie dopuszczając do siebie sugestii, iż ma prawo kryć się w nich ziarno prawdy.
– Czas na mnie. – Wstał nagle. – Dziękuję za… rozmowę i poczęstunek. – Uczynił lekki ukłon zgodnie ze swą manierą i z grzeczności.
– Nie zostaniesz? – Kimiko spojrzała na niego smutnie z dołu przez zwiastun porażki.
– Na co? – spytał, kierując się do drzwi. Japonka ruszyła za nim.
– Przyszedł książę do Domu Nocy… – zaryzykowała. – Nie chce książę… zostać na noc?
Zatrzymał się i odwrócił, by obarczyć ją spojrzeniem błyszczącym od zaskoczenia i nadziei, a także rozbawienia.
– I spać z tobą w jednym łóżku? – zabrzmiał, jak gdyby naprawdę na to liczył, acz oboje powtarzali sobie, iż to tylko takie zagrywki, zwykłe zżarty, bo nie temu celowi podlegały ich spotkania.
Kimiko postanowiła bardziej włączyć się w jego grę.
– Niekoniecznie, ale myślę, że znalazłby się dla księcia jakiś dywan.
Niech zobaczy, że jest chętna na żarty i ich spotkania nie muszą przebiegać w sztywnym trybie. Książę z krzywym uśmiechem podszedł do niej. Stanął tuż naprzeciwko dziewczyny, słysząc doskonale przez polepszony od smoczego eliksiru słuch jej wzrastające z każdym jego zbliżeniem się bicie serca.
– Może innym razem.
 Nie skorzystawszy jednak z jej oferty, spróbował nachylić się do dziewczyny, z zadowoleniem mrugając na brak oporu. Skoro i tak wychodził, Kimiko przekonała siebie samą, iż nie ma się czego więcej obawiać, bo nic złego nie może ją spotkać. Zagrożenie minęło i nie było jak doszukiwać się go w wzrastającej z sekundy na sekundę bliskości między nimi. Wreszcie zniknął jakikolwiek dystans i Kimiko nabrała wrażenia, że zaraz otrzyma od księcia pocałunek w policzek na pożegnanie, czując niemalże już muśnięcie jego twarzy o jej własną. Pewna, iż to nieuniknione, przymknęła oczy, próbując uspokoić swoje drżenie pod wpływem spadającego na nią oddechu mężczyzny. W końcu jednak nic nie nadeszło i książę ulotnił się, pozostawiając dziewczynę rozgotowaną od uczuć i budowanego przezeń co rusz napięcia. Zrobiła się zła o to, że nawet na do widzenia musiał sobie z nią pogrywać.


________________________________________________


* - nazwy Sheng Gong Wu w kreskówce

7 komentarzy:

  1. Dziękuję, sis! <3

    Zajebistą posiadówką mnie uraczyłaś! XD <3


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny tytuł dla rozdziału. Czy ta baba ze zdjęcia to Sryris?

      Znakomicie, że pokój dzięki hojności księcia wygląda tak, jak wyglądać ma i zachęca do zostania w nim na dłużej oraz pobawienia się. Katana na ścianie mnie przeraża, bo może posłużyć za broń, ów nóż, acz i tak jest super ozdobą japońskiej wojowniczki miłości. Dialogi Chase'a wychodzą Ci niesamowicie, aż czuć te władczość i kpinę w jego słowach, a i pamiętam, by starać się na różne sposoby interpretować jego wypowiedzi. No dobrze, „jak romantycznie” można uznać za niewinny komplement, ale że nie wierzę w niewinność jego intencji, zakładam, że pewnie powiedział tak, by powkurzać Kimiko, sprawdzić, jak ona zareaguje. Hm. To „chcę uprawiać seks” mnie zchamikowało. Co za drań; ciastek nie przyjął, woli od razu przejść do konkretów. Dobrze, że Kimiko mu się wywijała z opresji i ociągała się, a on i tak brnął dalej ze swoimi jakże subtelnymi propozycjami. Przeciąganie podgrzewa atmosferę. Hah, a jak na hb mówi do niej „kruszynko”, tak tutaj „kwiatuszku” działa na mnie podobnie. Kimi, nie rób bydła, tylko idź bliżej zapoznawać się z Imperatorem, skoro sama na warunki pojedynku przystałaś! Zwłaszcza że książę czeka, a i po seksiku ma większe gadanie. Chyba chcesz uratować świat?! xD On pomoże ci się rozluźnić itp. itd., a że żadna z kobiet nie narzekała na jego fetysze, to ten, to będzie fajnie. A właśnie... DZIEKUJĘ, ŻE CHASE NIE POZWOLIŁ NA BARBARZYŃSKIE LICYTACJE, a nawet miał chęć pójścia tam i zrobienia rewolty o to, że Kimi jest jego!Zrobił to, bo raz: liczy, żeby być szczęśliwym wybrankiem (<33333), a dwa na bank nie chce, by dawna wojowniczka, teraz atrakcyjna kobieta, faktycznie trudniła się pracą prostytutki. A burdel to hotel! <3 Brzmi, jakby Chase się nią opiekował, nie pozwolił na żadne niefajne akcje z jej udziałem. I proszę Cię nie psuj mi tej wizji...! Moim zdaniem to gryzienie jest zbyt proste, skoro Kimi od razu sama zaczęła o nim myśleć, choć te ciągotki Chase'a do słodyczy są podejrzane. Może chciałby Kimiko obsypać cynamonem, położyć na wielkim talerzu, ozdobić wisienką i tak ją schrupać? XD
      Osobiście nie rozumiem, co ta mateczka sobie myślała wchodząc do pokoju, gdy mogli być „nadzy i zajęci” (a faktycznie Chase ją za kołnierzyk smyrał i przez jej wejście nie dowiem się, czy był zły czy zapaliło się w nim jakieś pożądanie...), i jeszcze wykłócać się z księciem. Dobrze, że ustawił ją do pionu, bo jakkolwiek lubię burdelmamę, tak mnie wkurzyła.
      Muahahaha, Muszla Telepatii, cipka, która czyta w myślach. xD A Mrówek Majtkówek nie jestem nawet w stanie skomentować. xDDD A niech ja sobie Czesław nazywa, jak chce, byle nie dziwka.
      Maiłam ubaw przy próbach napojenia go herbatą. :D Wgl zrodziło się w mojej główce pytanie. Bo jak Kimi napiła się herbatki, a i Chase uszczknął troszeczkę, nie stanie im się nic podejrzanego np. Chase'owi w połowie drogi? I tak stwierdzi: „ależ ta Kimiko mnie rozpaliła, nawet teraz mi twardnieje”? xD
      Chase, bro, cacy plan sobie uknułeś. Pliiizzz niech tą żoną-cesarzową będzie Kimikoooooo...! I niech nie zginie w żadnym nieszczęśliwym wypadku...!
      Hmm... Czyli.... Kimi nie jest bez winy, bo nie zachorowała na Heylin wirusa? W sumie fakt, dwa lata sobie laska żyła zdrowo, lecz kto wie, czy niechęć do walki z wrogiem zalicza się do bycia złym?
      I mówię ci, nadal ma przed oczyma wojownika w pełnym, dumnym, Heylin uzbrojeniu kupującego w kiosku gumki! xD
      Ja pieerrr, czemu nie ucałował jej na pożegnanie? Kiedy znów ja odwiedzi? Będę musiała czekać długo? Niech wszystkie rozdziały takie będą. Niech sobie gadają, droczą się, całują i wgl <3

      Dziękuję za prezent raz jeszcze! Weny, sis, wenyyy! <3

      Usuń
  2. Chase igra z ogniem i to dosłownie :) Zastanawiam się, jaki jest ten jego fetysz i... Wychodzi mi z tego tyle co Kimi. Weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam te przekomarzanie ^^ Ale podejrzliwy Chase z tą herbatą... Ale wiedziałam, że nie ułatwi Kimi zadania :-D no i licytację ma chyba z głowy :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Również dobrze się bawiłam, chociaż momentami sama miałam zgrzyty. Ogólnie Dyris jest za bardzo przerysowana moim zdaniem. Od początku wiem, że to czarny charakter bez zalet, nie dajesz mi możliwości żeby ja polubić, a chciałabym :p Czy naprawdę nie ma w niej jasnej strony? Rozmowy Kimiko i Chase'a są fajne, zabawne i słowa się księcia utrzymywane w jego stylu, chociaż nie jest pewna, czy nie działa za szybko... W sensie ja rozumiem, że Kimiko to dla niego teraz kobieta, ale tak flirtuje, jakby się zakochał :p Chciałabym wiedzieć, czy tak, serio się zakochał i czemu jej po prostu nie przeleci, a jeśli nie, to jest aż tak chętny na seks, czemu jej tak pragnie, czemu chce, żeby była tylko jego. Daję plus za jego plan. Jest złowieszczy i okrutny. Wyobraziłam sobie te wszystkie żony, które giną w tajemniczych i nigdy niewyjaśnionych okolicznościach... Sama sprawa pojedynku między tą dwójką i zagadka, że odgadnać jego fetysze jest super. Zastanawiam się ciągle co to może być... Podzielam zdanie Kimiko, że książę przesadził, bo tymi fetyszami naprawdę może być wszystko... Analizując ich rozmowę mam conajmniej 7 pomysłów co do jego fetyszy. Zdecydowanie za duzo. Potrzeba mi więcej wskazówek dlatego liczę na więcej rozmów :p Oby były równie długie i zabawne jak te. Przy tej wiele razy się uśmiałam, głównie przez Chase'a, bo to on ma ten zabójczy humor. Kimiko w swoim charakterze nie jest zła, niezła z niej aktorka. Od początku jest taka sama, nie to co moja :p
    Moze inni nie chcieli licytacji, ale ja jej chciałam i mam nadzieję, ze nadal będzie. Ogólnie lubię takie rzeczy, nie zrozum mnie źle. Po to typowe dla kultury wschodu to licytowanie dziewictwa kobiet, a skoro Chase miałby się pojawić to mogłoby być ciekawie. Gdyby się nie pojawił i Kimiko zostałaby sprzedana innemu również byłoby fajnie, bo zobaczyłabym jak sobie radzi w akcji. Przy Chasie raczej nie spodziewam się, żeby szybko wykorzystała swoje prawdziwe umiejętności tańca. I tak sobie myślę, że pewnie jednak trafi się jej jakiś mężczyzna, Chase niekoniecznie się dowie, ale raczej kogoś Kimiko będzie mieć do zabicia.
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. z każdym rozdziałem jest coraz lepiej i przede wszystkim ciekawiej, tak trzymaj xx

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy