wtorek, 5 stycznia 2016

9. By oczarować Księcia



Górzyste tereny upiększały im drogę swymi zaśnieżonymi grzebieniami wysokich szczytów strzelających w niebo i z nim się spajających w jedną, białą całość, o ile pułap chmur nie rozdzierał się gdzieś i nie pokazywał skrawków niebieskiego nieba. Tylko tam gnieździły się chmury, pozostawiając całą resztę obszarów wsi Asuke skąpanych w jasnym słońcu. Gwardia cesarska gnała na koniach niestrudzenie od świtu, wyszukując tabliczki z nazwą tej kolejnej miejscowości, którą zamierzali odwiedzić. Kopyta silnych wierzchowców gniotły gniadą warstwę drogi, niczym silna rzeka torująca sobie drogę wzdłuż pól zielonych traw zarośniętych krzewami i łysymi drzewami. Późna jesień wcale nie uwidaczniała się w ten sposób, bowiem tutaj drzewa na dobre utraciły swe korony i rosły tak dalej w ziemie od przeszło dwóch lat. Heylińskie czary jak nie szkodziły faunie, tak czyniły zabawę z pogodą, która zamiast być teraz chłodna i ulewna, z dnia na dzień stawała się gorętsza i bardziej właściwa porze letniej. Nic nie zwiastowało tego, by wkrótce miał spaść śnieg.
We wsi ludzie nie przestawali więc pracować przy doglądaniu ziemi, która choć umarła i czekała, aż przykryje ją puchowa biała pierzyna, nadal wymagała opieki. Dorośli i starcy pracowali od świtu do zmierzchu, podczas gdy młode córki zastanawiały się, co ze sobą zrobić. One wyjątkowo miały dziś wolne od pracy, by móc się albo solidnie przygotować na spotkanie z księciem, albo spróbować gdzieś ukryć, co było totalnie bez sensu. Japońscy żołnierze zgodnie z zarządzeniem gubernatora sprawującego pieczę nad Japonią na rozkaz Cesarza, zdążył powysyłać do każdego miasta i każdej wsi szwadron wojowników z poleceniem wyciągnięcia wszystkich dziewic z wszelkich chałup i skrytek. W Asuke panował zatem na ulicach istny chaos, bo te młode kobiety, które nie chciały zostać żoną księcia Heylinu, szarpały się z żołnierzami, żądając, by dano im święty spokój.
Ogólnie cały czas świat ryczał już od legendy, że władca świata, który jest nieśmiertelny dzięki swemu eliksirowi, ponadto zawdzięcza mu niebywałą urodę oraz magię w złotych oczach, iż ponoć od samego, jednego spojrzenia, idzie się w nim zakochać na zabój, toteż dziewczęta bały się, że jak te dziewoje z bajek, które teraz wydawały się niezwykle prawdziwymi sprawozdaniami świadków tychże zjawisk, zatracą się w ślepiach Wiecznego i nagle pokochają go całym sercem, olśnione jego obliczem. A wszak nie chciały za nic, by spotkał je ów los, bowiem wtedy utracą wolną wolę i rozsądek, i poślubią tego, który przyczynił się przeto do ciężkiego życia miliardów ludzi na całym świecie. Wolały walczyć zaciekle z żołnierzami, okładając ich patelniami, butami, torebkami – wszystkim, co miały pod ręką. Nie wszystkie co prawda wciąż posiadały tak szlachetne myślenie, gdyż była nawet całkiem spora część kobiet gotowa zabić konkurentki, by posiąść na zawsze tytuł księżniczki i oferowane przez księcia luksusy, jak i sam fakt sypiania z nim był niezwykle podniecający.
Chase wiedział, że musi przygotować się na ewentualne bunty ze strony kandydatek. Im dalej od domu, tym większa szansa na trafienie na trudną kobietę. Niby kraj gejsz i podoba kultura, to choć jeśli będą przed nim grzeczne, tudzież nie śmią się zrobić niczego złego, w głębi duszy by go nienawidziły, a on jednak chciał spać spokojnie, zamiast martwić się, czy żona mu w nocy gardła nie poderżnie – nawet jeśli to ostrze prędzej pęknie, niż przetnie jego twardą jak łuski smoka skórę. Musiał jednak pamiętać o głównym powodzie, dla którego zdecydował się na szukanie swej towarzyszki życia, którą zabierze do pałacu i uczyni nieśmiertelną.
Wraz z całym swoim oddziałem zatrzymał się przy bramie wjazdowej do wioski i tam oddał swego konia pod opiekę sprawdzonemu wcześniej stajennemu. Podczas gdy wierzchowce były napajane i karmione sianem, Cesarz ze swymi wojownikami zaglądał od jednego domu do drugiego, szybko się przy tym nudząc. Zwiedził już tyle miejsc, poznał już tyle kobiet, a jednak żadna nie była tą, której szukał. Każdej czegoś brakowało, to urody, to rozumu, to charakteru. Były albo przeciętne, albo „sztucznie wyjątkowe”, czyli wykreowane na osobę inną, którą wcale nie były, ale to modne teraz przebierać się w gotów, emo, czy dziecko kwiatu. Chase nie ukrywał tego – nudził się niesłychanie, czekając jedynie tylko, by ten długi dzień się wreszcie skończył, co z tego, że wraz z końcem dnia wcale nie skończą się poszukiwania ideału. A przecież gdzieś musi być ta jedna i jedyna.
Obiecał sobie, i co uzgodnił ze swoimi żołnierzami, że dom osadzony przy parku z tarasem i jeziorem o numerze 17 będzie ostatnim, do jakiego tego dnia jeszcze zajrzą. W domu tym mieszkała wdowa po mężu wojowniku z pięcioletnim synkiem i dwudziestoletnią córką. Mieli psa, który za nic nie chciał wpuścić do domu heylińskich wojowników, szczerząc na nich kły, jakby byli przekąskami, a i na Chase’a siedzącego potem w salonie nieustannie warczał, bo cuchnął dlań kotami. Od czasu do czasu Chase posyłał owemu owczarkowi groźne spojrzenie, w myślach szepcząc mu, że też go nie lubi.
– Wasza Wysokość, może ciasteczko? – spytała wdowa, która położyła na stoliku przed nim misę ze świeżo upieczonymi wyrobami zgodnych z przepisem babci Yusimoto.
– Uwielbiam ciasteczka – przyznał otwarcie, częstując się chętnie. Praktycznie w każdym domu oferowano mu ten sam poczęstunek z herbaty i z ciasteczek, a Chase jako smakosz słodkości nigdy nie mógł odmówić. Mógł zapomnieć wypić herbatę, ale muffinki zawsze szły na pierwszy ogień. Czasem zdarzało się, że któraś z rodzin zapraszała go na obiad – i zazwyczaj były to rodziny, przy których córkach krowie placki wyglądały atrakcyjniej.
– Moja córka niebawem powinna zejść… Tak się przejęła wizytą, że od rana się przygotowuje. To dla nas wielki zaszczyt…
Wieczny nic nie odpowiedział, jedynie pokiwał głową, wzruszając brwiami. Po chwili rozległ się cichy tupot schodzących po schodach malutkich stópek.
– Och, już jest! – Matka aż wstała, po czym wzięła córkę za rękę i przyprowadziła ją przed oblicze ich władcy. – Wasza Wysokość, przedstawiam ci moją córkę, Yumi.
Zawsze po usłyszeniu imienia dziewczyny, pierwsze myśli Chase’a grały z jego nazwiskiem:
„Yumi Young…”
Yumi oddała mu pokłon, uśmiechając się nieśmiało. Miała bardzo okrągłą buzię, ciemne oczy i ciemne włosy upięte w finezyjną fryzurę, w której wpleciono kwiaty wiśni, pod których kolor miała kimono. Jej matka obserwowała bacznie twarz wojownika, która pozostała sroga i skupiona. Nie dało się wyczuć, czy Yumi mu się spodobała, czy też nie.
– To ja… zostawię was samych. – Wdowa pospiesznie opuściła salon, posyłając na koniec swojej córce znaczące spojrzenie, by dała z siebie wszystko, bo to jej życiowa szansa.
Dziewczyna nie kryła swego onieśmielenia wspaniałą urodą księcia, a także zdenerwowania. Naprawdę chciała uczynić co tylko w jej mocy, by mu się przypodobać, ale nieodgadniony wyraz na jego twarzy peszył, zamiast dodawać pomysłów na upolowanie mężczyzny. Usiadła przed nim z gracją, trzymając wzrok nisko spuszczony. Cisza, która nastała była również pesząca.
To była dokładnie dwudziesta dziewczyna, którą Chase tego dnia poznawał i szczerze widział tyle twarzy, że nie był w stanie stwierdzić, czy Yumi jest niczego sobie. Chciał mieć to już za sobą, toteż postanowił przejść szybko do rzeczy, przeczuwając, że Japonka będzie również cichą myszką, która na jego widok zapomina, że ma język w gardle. Aż niespodziewanie, w chwili, gdy otworzył usta, wyprzedziła go z zabraniem głosu, odważnie pytając:
– Życzę księciu wiecznego życia.
„O świetnie, kolejna papuga” – zawołał w myślach.
– Czy księciu smakują wyroby mojej mamy?
– Smakują.
Yumi uśmiechnęła się bardziej, słysząc to.
– Jeśli książę chce, mogę księciu trochę na podróż zapakować. Dla wojowników księcia również, za księcia zgodą, oczywiście.
– To miło z twojej strony – przyznał.
Yumi znowu pogłębiła swój uśmiech. Czyniła tak do końca rozmowy, jakby potrzebą było zwieńczyć w ten sposób każdą odpowiedź Wiecznego. Ani razu nie nabrała odwagi, by spojrzeć mu w oczy.
– Wszystko, byle tylko księcia zadowolić – dodała. Jakby książę Heylinu wcale się tego nie nasłyszał.
„Wszystkie tak mówicie.”
– Powiedz, Yumi… studiujesz coś?
– Tak. Infobrokerstwo.
– Hm, ciekawy wybór.
– Zależy mi na dobrym wykształceniu.
– Mądrze. – „Jak i dla mnie niebezpiecznie” – Musisz być w posiadaniu różnych ciekawych informacji.
– Nie przeczę, że ostatnio zagłębiałam się trochę w świat Heylinu…
– I czego ciekawego się dowiedziałaś?
– Jakim to książę jest wspaniałym mężczyzną.
Chase wydał z siebie coś na kształt śmiechu, ale bardziej zbliżonego do prychnięcia.
– Przecież jestem złym człowiekiem – powiedział bez ogródek.
– Wasza Wysokość… Nawet jeśli nie będę zgadzać się czasem z poglądami Waszej Wysokości, to jednak nie zamierzam się nigdy buntować. Obiecuję być zawsze posłuszna, nigdy się nie wychylać, nie walczyć z księciem. Jestem zwykłą dziewczyną ze wsi, którą dostąpił niezwykły zaszczyt poznania księcia, kiedy wcale na to nie zasługuję… – mówiła, licząc, że ta ofiara i złożenie obietnic bezwzględnej lojalności, oraz przysięga, że w ich związku nigdy nie zechce dominować i zacząć nosić spodnie, zdoła kupić serce siedzącego przed nią wojownika. Lecz wojownik ten patrzył się na nią teraz z zawodem w oczach.
– W skrócie chcesz mi powiedzieć, że… jesteś bezwartościowa.
Yumi zrobiła wtedy wielkie oczy, nie rozumiejąc, gdzie popełniła błąd. Chase natomiast wstał, szykując się do wyjścia. Japonce włączył się w głowie alarm.
– Czemu książę tak powiedział…? Chce książę wyjść…?
– Tak, chcę wyjść, tylko jeszcze… – Schylił się do tacy z wypiekami. – Wezmę sobie ciasteczko na drogę.
– Ale… Ale czemu?! – wołała, goniąc oddalającą się życiową szansę.
Chase zatrzymał się przy drzwiach.
– Bo w skrócie nie spełniasz moich oczekiwań.
Po czym wyszedł za drzwi, ignorując szczekania uwiązanego psa i pocieszając się ciasteczkiem z kawałkami czekolady.
Chcąc odetchnąć i spróbować zapomnieć na chwilę o tym, jak mu nudno cały dzień, udał się na ten drewniany taras wybudowany nad jeziorem. Oparł się o balustradę, patrząc na jezioro odbijające granatowe niebo. Na wieczór zrobiło się dopiero nieco chłodniej, lecz czy była jakaś szansa na śnieg? Nikt nie wiedział, co przyszykuje na jutro heylińska pogoda, której meteorolodzy i pogodynki potępiali całym sercem.
Nagle jednak ku własnemu zaskoczeniu spostrzegł jastrzębia, czarnego prawie jak niebo nad nim, i rozlewającego się na tle ołowianych chmur, którego nie byłby w sposób spostrzec, gdyby nie ulepszone, smocze oczy, zdolne przebić się przez dosłownie każdą ciemność. Ten czarny jastrząb był jego pupilem, zatem to nie z ujrzenia tak niezwykłego okazu poczuł zdziwienie, zaś dlatego, że przeto wyznaczył go do pewnego zadania, a on zamiast go usłuchać, z jakiegoś powodu – zapewne pilnego – leci tu doń z prędkością wiatru. Jedyne, co Chase’owi przychodziło do głowy, to wiadomość wagi państwowej. I jeśli faktycznie się nie myli, to przynajmniej zaliczy jakąś atrakcje tego dnia, bo o poznanych kobietach nie mógł powiedzieć niczego dobrego, poza przydzieleniem ich do jednej wielkiej nudy, na którą od kilku dni cierpiał. A tak go zapewniali, że przeprowadzanie castingu na żonę okażę się nie lada pierwszorzędną zabawą…
– Zrób casting, mówili. Będzie fajnie, mówili… Pojadę im po pensji.
Wyciągnął rękę, by ptak mógł mu swobodnie na niej usiąść niczym na jakiejś gałęzi. W dziobie trzymał kopertę z listem, którą raczył niechcący przebić i uszkodzić. Chase odebrał ją od niego, po czym przewrócił w dłoni, by zobaczyć, kto jest nadawcą. Wówczas oniemiał na zapisany czarnym atramentem napis:

Kimiko Tohomiko,
Ul. Paohu 8
Xia 853000
Region Xizang
Chiny

Nim doszedł do siebie i wziął się za otwieranie koperty, usłyszał za swoimi plecami:
– Co tam, lordzie? Liścik dostałeś?
To był jeden z jego wojowników, który po przemianie zmieniał się w tygrysa żartobliwie przezywanego pomarańczową panterą ze względu na strasznie małą ilość czarnych pasków na grzbiecie. Jako człowiek zaś był szczupłym, wysokim Chińczykiem, który niby był łysy, nie licząc dredów sięgających ramion po bokach głowy. Miał na imię Zhinu, lecz nikt już w szeregach Heylinu nie pamiętał o jego imieniu, bowiem wszyscy wołali go Jebak, co było bezpośrednim nawiązaniem do jego osobowości.
– Tak. Oby był to list miłosny, a nie z pogróżkami – odpowiedział książę, stojąc wciąż przodem do balustrady tarasu.
– A od kogo?
– Od smoka ognia.
– Cooo? A od kiedy to prowadzimy jakiekolwiek konwersacje ze smokami, hę?
– Odkąd w burdelach pracują.
Jebak miał komiczny styl bycia, toteż jak zwykle robił też durne miny i akurat wytrzeszczył oczy i otworzył szeroko usta, udając wielki szok.
– I co, co tam pisze? – spytał.
Chase nie odpowiedział, bo jeszcze nie zaczął czytać. Wpierw postanowił między innymi po delektować się jego wagą w dłoni, po czym przystawił go sobie do ust.
– Jak pachnie – zamruczał ukontentowany.
– Co? Jakim cudem zapach wytrwał w tej kopercie?
– Bo widzisz, Jebak, to są te jej magiczne perfumy, że nawet przemieniona w kogoś za pomocą „Przeobrażacza” rozsiewa słodki, piżmowy zapach – wyjaśnił spokojnie, rozwijając list. Usłyszawszy odpowiedzieć, Jebak przypomniał sobie dzień, w którym jego pan pojedynkował się z Japonką, która za pomocą wspomnianego artefaktu przemieniła się w Jack’a Spicera, i której by nie rozpoznał, gdyby nie wydzielane przez jej kamuflaż damskie perfumy o mocnej nucie zapachowej odpowiedzialnej za wywołanie u odbiorcy podniecenia.
Chase oddał się lekturze listu, ignorując dalej osobę Jebaka. A wiadomość brzmiała następująco:

Kochany Wieczny Cesarzu Imperatorze, Książę Heylinu, Władco Smoków, Największy Wojowniku Wszechczasów i bla, bla, bla, bla…

Piszę ten list, bowiem ze szczerej woli serca pragnę przeprosić Cię, Panie, za moje karygodne, skantaliczne, plugawe, podławe, szujowate, nieetyczne, jaszczurcze, świniowate, haniebne i niegodne przy Twej osobie zachowanie, za które zasługuję na karę śmierci, i którą przyjęłabym honorowo, jeśli wówczas dane mi będzie odzyskać utraconą łaskę. Ponieważ jestem śmierdzącym reliktem okropnego Xiaolinu, proszę o zrozumienie, iż ma ułomność i niedoskonałość umysłu osiągnęły dna, i przeto zapomniałam o wdzięczności, jaką winnam była okazać Waszej Cesarskiej Chujowości Mości. Wiem, że na to nie zasługuję, aliści błagam czołobitnie ja pierdo zechciej ujrzeć mnie choćby po raz ostatni, ażeby dać mi tę przyjemność, na którą wszelako nadal nie zasługuję, i spróbować osobiście przeprosić, bowiem na me usprawiedliwianie się żal marnować cenny jak słońce czas i cenne jak złoto oczy Waszej Wysokości, a nawet ten skrawek papieru.

Z wyrazami nieskończonego szacunku, nieTwoja na zawsze
Kimiko, Smok Ognia

Gdy Jebak wyczuł moment, w którym jego pan skończył czytać, zapytał:
– I co?
– Uśmiałem się.
Heyliński żołnierz zamrugał parę razy, przybliżając się do księcia.
– Czy to deklaracja kapitulacji? Pójdzie na zupę? Mogę też przeczytać?
– Ma cudną kaligrafię – orzekł Chase, przekazując list. – Jaka szkoda, że to nie jej słowa.
– Jak to? – zdziwił się Jebak, biorąc się szybko za czytanie.
Przeprosiny zawarte w owym liście aż za bardzo ociekały fałszywością i wymuszeniem, do czego książę wcale nie doszedł przy pomocy specjalnie zachowanych skreśleń w celu dodania pismu naturalności i autentyczności. Akurat na tyle znał osobę Kimiko Tohomiko, by wiedzieć, że nie tylko temperament ma nieujarzmiony.
– Ja i ta mała pipa raczej mamy wojujące ze sobą charaktery, jak i nie można zapomnieć o podobnym, jeśli nie identycznym wychowaniu w zasadach poszanowania własnego honoru – rzekł, ani trochę nie przeszkadzając Jebakowi w czytaniu, bowiem ten miał godną pozazdroszczenia podzielność uwagi. – Co za tym idzie: prędzej by sobie palce odgryzła, aniżeli do mnie coś takiego napisała.
– Co to więc znaczy?
Chase pogłaskał jastrzębia, który przesiadł się na poręcz balustrady, po usianej w mięciutkie i połyskujące piórka piersi.
– To znaczy, że jej ochota, bym ją odwiedził, jest niezaprzeczalnie podejrzana.
– I co zamierzasz zrobić? – Jebak nie przestawał pytać.
Książę Heylinu uśmiechnął się chytrze, odsyłając ptaka z powrotem w przestworza.
– Zwołaj wojowników. Wracamy do domu.



Wan Lanfen oznajmiła, że to, co Kimiko zaprezentowała, co niby miało być jej smoczym tańcem powinno zostać zakazane, bo wypala oczy od samego patrzenia, i nie wygrałoby nawet w przedszkolu żadnego konkursu na taniec.
Kaleki się lepiej ruszają! Co to miało być? I ty niby kung-fu ćwiczyłaś? W ogóle gibka nie jesteś! Kłoda ma więcej życia w sobie niż ty!
Dyris nie ukrywała swej satysfakcji z niepowodzenia Kimiko, toteż śmiała się na całego, słuchając jak Matka przy wszystkich siostrach ją opieprza. A smok ognia zbierał baty dumnie i cierpliwie, aczkolwiek uważał, że oceniony został niesprawiedliwie. Co jak co, ale każdy ma swój gust i jednak jej smoczy taniec jest indywidualny, wypada go jedynie dopracować.
Po tym, jak zobaczyła, co dokładnie Mírén wyprawiają na facetach, gdy działa narkotyk i ten jest w transie, dostała zadanie, by w pokoju przed lustrem, siedząc na poduszkowym wałku, ułożyć sobie choreografię, którą użyć miałaby mniej więcej na Chasie. Oczywiście nie musiała być na górze, mogła spokojnie udawać, że leży pod mężczyzną, jednak z jakiś powodów stwierdziła, że jak się pieprzyć, to tylko będąc górą. Do tego, jakby nie patrzeć, kazano Kimiko zademonstrować go, siedząc na Keiko. Jej przyjaciółce z dzieciństwa. Ciężko było wyobrazić sobie na miejscu Keiko mężczyznę. Kto wie, może nawet gdyby na serio miała pod sobą jakiegoś kolesia sprzymierzonego z Domem Nocy, i który by ją ocenił, okazałoby się, że nie wypadła wcale tak najgorzej?
Masz wymyślić coś innego – nakazała Matka. – Pamiętaj, że to ma być coś niepowtarzalnego. I coś, co będzie pasować do twojego pseudonimu artystycznego, nad jakim, mam nadzieję, już myślisz.
Tak, coś już myślę… – odparła smutnie. – Matko?
Co?
Czy była może jakaś odpowiedź od Imperatora?
Wan Lanfen westchnęła smutnie, kręcąc głową.
Nie. Żadnej. Minęły już ponad dwa miesiące. Nie będziemy dłużej na niego czekać. Jak tylko będziesz mieć taniec i pseudonim, wystawiamy twoją cnotę i bierzesz się do pracy.
Dwa miesiące” – powtórzyła gorzko w myślach Kimiko. „Dwa miesiące już tu gniję.”
Głowa do góry, dziecinko. Idź się wykąp.



Może ogólnie perspektywa mieszkania w Domu Nocy nie była za cudowna, to jednak fakt, że kąpała się w wannach z różnymi olejkami zapachowymi, każdego dnia mogła wsmarowywać w siebie inny balsam, uczyła się niesamowitych sztuczek perswazji i manipulacji, dawał radę w podtrzymywaniu ducha upadłej mniszki. Relaks, jakiego doświadczała, oraz kuchnia, którą się żywiła i od której poprawiło się funkcjonowanie jej organizmu, jak i sama cera na twarzy, były niezastąpione. Uważała, że życie ma całkiem godne takiej na przykład heylińskiej księżniczki. Wystarczy tyko wykombinować przepis na dobry biznes i mieć coś w głowie. Potrafiła znaleźć zatem plusy, oraz myśleć optymistycznie względem przyszłości. Ojciec też się jeszcze jakoś trzymał.
Jednakże co się działo z księciem? Dlaczego nadal nie wracał? Czyżby rzeczywiście nie zamierzał już nigdy zajrzeć do Domu Nocy i odwiedzić smoka ognia? Na te pytania nie potrafiła sobie odpowiedź, a przecież między innymi po to, by otruć księcia Heylinu, tak ciężko pracowała przez ostatnie tygodnie. Niby zabicie innych heylińców to też jakaś nagroda, ale głowa jaszczura to trofeum!
Siedząc tak w tej wodzie naszła ją ochota, by zdrzemnąć się na parę minut. Jednak niespodziewanie ktoś wpadł do łazienki bez żadnego pozwolenia.
Keiko! Ja się kąpię! – Kimiko rychło objęła się rękoma, zasłaniając biust na który nie starczyło wody.
Keiko stała w drzwiach i ciężko dyszała.
Przybył! – zawołała na całe gardło.
Kimiko na jej słowa otworzyła szerzej oczy, zaś serce omal że podskoczyło do gardła.
Co? Że w sensie on?
Tak! Ubieraj się!
Ale ja nie zdążę się umalować…! Kto go wpuścił?! Zatrzymajcie go jakoś!
Keiko jak wystrzelona z kuszy strzała wybiegła z pokoju, zaś Kimiko zaczęła wiercić, okręcać się w wannie i rozglądać na boki, gubiąc się w kolejności za co powinna się najpierw zabrać. Chwilę to trwało, nim przypomniała sobie, że korek blokujący odpływ wody jest na dnie wanny. Wyciągnąwszy go olała obserwowanie, jak ubarwiona na różowo od olejków tafla zamienia się wir wsysany przez dziurę do kanalizacji. Prędko wytarła się ręcznikiem, owinęła nim, po czym z mokrymi i wciąż nierozczesanymi włosami podbiegła do drzwi, krzycząc w myślach, że zupełnie nie zna repertuaru odnośnie tego, jak się przy księciu zachować, co robić, co mówić. Dopiero kładąc dłoń na panelu od rozsuwanych drzwi uzmysłowiła sobie, że wpierw czeka ją trudniejsze do przejścia zadanie, mianowicie wyjście na korytarz i podbiegnięcie do swojego pokoju. Pytanie, czy na korytarzu książę przypadkiem teraz nie kursuje. Nastawiła więc prawe ucho, próbując odgadnąć z jakiej odległości dobiegają do niej te słabe głosy.


Gwałcicie moją przestrzeń i mój tlen, sio. – Chase otoczony przez stado prostytutek wydymających kusząco usta i pachnących całą gamą zapachów, po raz kolejny spróbował odepchnąć je od siebie machnięciem dłoni z nadzieją, że usuną się niczym natrętne muchy. Te jednak tylko bardziej zaciskały swój okrąg wokół niego, pisząc z radości, że zawitał do ich Domu i prawdopodobnie raczy skorzystać z ich oferty seksu. Każda chciała wypaść przy nim jak najlepiej, toteż grupowo starały się pokazać od tej atrakcyjniejszej strony, przepychając się łokciami. A Chase stał i stał, wodząc oczami nad ich głowami po pokoju, bo szukał Matki, która, jak sądził, wybawi go z tej opresji.
Wielce zadowolona z jego przybycia Wan Lanfen wreszcie zechciała do niego podejść. Mírén rozstąpiły się przed nią i przepuściły do księcia. Gestem ręki zachęciła go, by przeszedł wraz z nią na środek salonu, by poczuł się mniej gościnnie, zaś swobodnie.
Nawet Wasza Wysokość nie wie, jak ogromnie cieszę się, że możemy ponownie Waszą Wysokość u nas gościć.
Oddała mu pokłon, a w ślad za nią poszły wszystkie owinięte w kolorowe materiały dziewczęta.
Wasza Wysokość pragnie sam wybrać sobie dziewczynę na tę noc, czy może chce, bym doradziła?
Wasza Wysokość już nawet wybrał – odpowiedział – Chcę smoczą dziewczynę. Kimiko – Jego wybór był do przewidzenia, jak i oczekiwany.
Gdyby w tym momencie się odwrócił, zobaczyłby, że ta smocza dziewczyna zawinięta w biały ręcznik wyskoczywszy z łazienki, pędem leci do swojego pokoju.
Hm – mruknął, dopiero teraz decydując się rozejrzeć. Miał do wyboru dwie drogi, albo pójść na lewe skrzydło, albo na prawe. – Z tego co pamiętam, to ostatnio szedłem w tamtą stronę. – Po czym obrał lewy kierunek, a wówczas minął się z Keiko. – No cześć, pozdrów męża. – O tej akcji z mężem, o tej perfidnie zmyślonej historii, nigdy nie zapomni.
Wasza Wysok...! – nie dokończyła Keiko, krztusząc się własną śliną. Wyciągnęła do niego ręce, by po odzyskaniu głosu, krzyknąć: – Stój!
Chase się zatrzymał, patrząc na nią ze ściągniętymi brwiami. Nic nie powiedział.
Nie możesz tam teraz iść – dodała.
Dlaczego nie mogę?
Bo ona nie jest gotowa.
Za to ja jestem. – Uśmiechnął się i wznowił swój chód.
Nie! – Keiko znów uniosła głos. – Nie może jej książę teraz zobaczyć. – Pomyślnie go zatrzymała, bez konieczności łapania za ramię. – No chyba książę nie chce jej widzieć nieumalowanej i niewystrojonej?
Chase milczał, bo sam wytężył teraz swój słuch. Zmrużył nieufnie oczy.
Czy ja słyszę suszarkę? – zapytał.
Tymczasem Matka nachyliła się do Dyris, by szepnąć jej komendę, aby to ona umiliła księciu czas czekania. Ruda posłusznie kiwnęła głową i zbliżyła się do niego, biorąc go delikatnie, uwodzicielskim i przykuwającym uwagę ruchem za dłoń. Coś nań podziałało z jej uroku, z jej mrugnięć i z tego prądu, który przez nich oboje przeleciał, bo Chase zamarł od jej dotyku.
Mój drogi książę, może zechcesz ze mną spędzić najpierw małą godzinkę? Może dwie… Na pewno będziemy się razem dobrze bawić – mruknęła Dyris, trzepocząc na koniec jeszcze mocniej sztucznymi rzęsami, o dziwo nie załamującymi się od tego nadmiaru tuszu.
Chase chwilę stał, znowu oniemiały, z lekko rozwartymi ustami i patrzył się na tę syrenę w ludzkiej postaci, która próbowała na nim swoich czarów. Wreszcie skierował wolną rękę do tej, która była trzymana przez ową kobietę i wyswobodził się z jej chwytu.
Może następnym razem. Nakręciłem się na inną.
Tym razem to Dyris wraz z Matką osłupiały z nie lada szoku, bo nikt dotąd nie odmówił Dyris, gdy ta tak chętnie oferowała swe usługi z krocza. To było niemożliwe, by mogło dziać się naprawdę. Albo to zły sen, albo książę nie jest tak naprawdę facetem, jak to zaczęła wołać w myślach ruda.



Kimiko wiedziała, że nie może tracić pozostałego jej czasu, którego niewątpliwie ma niewiele, toteż rzuciła w kąt stolika suszarkę, lekceważąc praktycznie fakt niewysuszonych włosów na rzecz ich rozczesywania. Rozplątywaniem tych długich kosmyków powinna zająć się od razu, wszakże jest to niebywałe wyzwanie zrobić to w miarę szybko. Wzięła więc prędko szczotkę i poczęła szczotkować, machając swym orężem jak wachlarzem, i ignorując łzy bólu pojawiające się za każdym razem w kącikach oczu, gdy natrafiała na kołtun. W chwilach takich jak ta nienawidziła swoich włosów i poprzysięgała zemstę, że niby to pójdzie do fryzjera i zetnie się na krótko, ale ostatecznie za nic nie mogła złamać sobie samej serca i pozbawić się urody, którą przecież między innymi długim, gęstym, i jakże zdrowym czarnym puklom zawdzięczała.
Większa połowa żeńskiego społeczeństwa świata tylko marzy, żeby mieć takie długie włosy jak ja.”
Gdy tylko fryzura jako tako była gotowa, pognała do szafy i z chlipnięciem westchnęła na puste szuflady.
Nie mam się w co ubrać” – powiedziała to, co mówi co druga kobieta na świecie.
Po szybkim namyśle zdecydowała się na różowo-białe kimono, to samo, które miała na sobie podczas pierwszej wizyty Wiecznego w Domu Nocy, i jedyne też kimono, jakie w swojej szafie tak naprawdę miała. Pospiesznie opasała się nim, pilnując, by obi było porządnie zawiązane na solidną i piękną kokardę, która nie zechce się przypadkiem w trakcie rozmowy z Imperatorem rozwiązać, a w lustrze upewniła się, czy szyja z dekoltem i nadgarstki są równie porządnie zasłonięte.
W końcu mam kusić.”
Na myśl, że tu chodzi o kuszenie księcia, czuła ciarki na plecach, ale żadnego obrzydzenia. Bądź co bądź, nie był to mimo wszystko Jack Spicer – przy nim to na pewno by musiała powstrzymywać się z trudem, żeby nie zwrócić kolacji. A tak to jeszcze mogła chwytać się faktu, jako pocieszenia, że ma do czynienia z kimś, kto niegdyś kończył tę samą szkołę kung-fu, co ona, tylko zbłądził pewnego dnia i do dziś nie odnalazł właściwej drogi.
Nagle z rozmyślań wyrwał ją odgłos kroków i jakiś wzmożonych słownych szarpanin przypominających szum uderzanych fal o brzeg ukoronowany w kamienie. Po niecałej minucie rozległo się subtelne pukanie do drzwi. Stanęła na baczność, jakby ktoś strzelił ją po plecach batem.
Jeszcze nie!”
Zerwała się z miejsca, by pobiec z powrotem do stoliczka, wrzucając wcześniej byle jak mokry ręcznik do szafy, której nawet nie zamknęła.
Kimiko? – Usłyszała głos dochodzący zza drzwi. – To ja, Keiko… Jesteś gotowa?
Nie! – odkrzyknęła, szukając tego przeklętego tuszu do rzęs, który nagle zapodział się nie wiadomo gdzie. Już darowała sobie rysowanie kresek i malowanie powiek, niech chociaż rzęsy wywiną się w górę.
A jesteś chociaż ubrana? – dopytywała przyjaciółka. Brzmiała, jakby ktoś jej nóż do gardła przystawił i była w jakimś niebezpieczeństwie.
Tak jestem, ale i tak zajmijcie czymś tę jaszczurkę, bo potrzebuję tak jeszcze z czterdzieści minut co najmniej, żeby… – urwała. Ktoś wówczas wszedł do pokoju i tym kimś okazała się być… „jaszczurka”.
Kimiko stanęła na równe nogi, wypuszczając z rąk znaleziony w ostatniej sekundzie tusz. Chase miał trudną do odgadnięcia minę, trochę jakby był oburzony, ale jednak tak nie do końca, żeby móc się poważnie złościć. Kimiko nie ryzykowała, natychmiast padła na kolana i wyciągając przed siebie złączone dłonie, oddała pokłon Cesarzowi.
Nie przejmuj się, smoczku – zaczął, uśmiechając się niby przyjaźnie – jaszczurce nie wadzi twój brak makijażu, niechlujny wygląd i mokra podłoga. Na chwilę wpadłem tylko, gdyż czasu zbytnio nie mam, a po to, by ujrzeć cię, choćby po raz ostatni – nawiązał do słów z listu, szybko dając do zrozumienia, o czym zechce rozmawiać w pierwszej kolejności.
Co robić, co robić… Przepraszać, czy milczeć? Przepraszać, czy milczeć?” – kompletnie nie wiedziała co począć; wszystkie poznane dotąd rady Keiko zaczęły jej się w głowie mieszać.
Książę natomiast stał i czekał na coś, pytanie na co?
Czeka, aż go ugoszczę!” – olśniło ją.
Niepewnym krokiem podeszła do niego. Długo, bardzo długo wręcz, wzbraniała się przed tym, by chwycić go za rękę i delikatnie pociągnąć w głąb pokoju, zgodnie z nauczoną zasadą mówiącą o tym, jak wprowadza się mężczyznę do swojego gniazdka: czule i powoli – i przede wszystkim za rękę, bo pierwszy dotyk ma najsilniejszą moc, a za rękę właśnie łapią się na powitanie kochankowie. Gdy Kimiko dotknęła jego dłoni, spostrzegła, że jest ciepła, skórę ma szorstką od zimna na dworze i pomyślała sobie żartem w duchu, że mogłaby mu pożyczyć swój krem do rąk. Cieszyła się więc, że ona dla niego musi mieć dłoń miękką, gładką i przyjemną, co jest dużym plusem i dobrym początkiem. Ale fakt, że stoi przy nim tak blisko, iż czuje jego zapach wraz ze spojrzeniem na swym ciele, tak blisko, jak nigdy wcześniej w swoim życiu, odebrał jej na chwilę władzę w nogach. Zadrżała, co pewnie nie uszło jego uwadze. Zacisnęła usta w cienką linię, biorąc się z powrotem w garść.
Nie mogę tego zepsuć.”
Aby nie zrobić sobie większego wstydu, powstrzymała się od wzdychania z ulgi, że książę dał się zaprowadzić do stoliczka i ułożonych wokół niego dwóch poduszek. Aczkolwiek w nosie miała jego zdanie na jej temat, to jednak, jak pewnie każdemu zwykłemu człowiekowi w takiej chwili, zrobiło się głupio i również wstyd, że przyjmuje go do pokoju, w którym mimo braku większości mebli, panuje bałagan. Wiedziała, że gdyby Matka to widziała, sprałaby ją i to równo, bowiem według niej nie ma nic gorszego od zapraszania mężczyzny do pomieszczenia, w którym panuje niechlujny wystrój.
Trzeba wziąć pod uwagę to, że on nie został zaproszony do środka. Sam wszedł!”
Czy mogę poczęstować księcia filiżanką herbaty? – spytała, gdy już usadowił się wygodnie na czerwonej poduszce. Jaka to rozkosz była móc puścić jego rękę, bo jej własna z niewiadomego powodu zaczęła się nieprzychylnie pocić. Imperator był spokojny i tajemniczy jak zawsze
Zaraz! Przecież ja nie mam tej herbaty!” – uzmysłowiła sobie, gdy zamierzała wziąć dzbanek.
Wiesz co… – zaczął książę. – Codziennie słyszę to samo. Mdli mnie w środku, gdy słyszę „herbata”. Podziękuję. Poza tym jestem tylko na chwilę.
Cooo? Jeśli jemu herbata zbrzydła, to co ja mam robić, jeśli dziewczyny mi ją przyniosą? Jak mam go zatrzymać? Jak mam go otruć?!”
Usiadła przed nim, starając się ukryć swoje rozczarowane oraz wyjść w miarę naturalnie, choć raczej nie dane jej będzie wypróbować na przykład takiej sztuczki z nadgarstkiem.
T-Tylko na chwilę…?
Kiwnął głową. Wtedy spełnił skrytą obawę Japonki i wyciągnął z kieszeni czarnej szaty list, jaki doń wysłała. Na widok starannie złożonej kartki papieru, którą książę na dodatek trzymał tuż przy sercu między jedną czarną, a drugą białą warstwą odzienia, Kimiko zbladła. Powinien był wyrzucić ten list, nie zaś wyciągać teraz i demonstrować zuchwale. Poczuła gorąc wstydu roztaczający się wzdłuż klatki piersiowej. Jeśli zacznie coś z listu recytować ze śmiechem, lub z samym półuśmiechem, cierpliwość smoka ognia może rozpaść się na kawałki, i kto wie, czy nie zemdleje z tych nerwów.
Dziękuję za ten rozczulający liścik miłosny. – Słysząc to już chciała odetchnąć, myśląc iż jednak odpuści jej i nie usłyszy od niego żadnych złośliwych uwag, aż dodał: – Masz błąd ortograficzny w pierwszym zdaniu.
Jeszcze większy wstyd.
Niemniej słowa tu zawarte są niezwykle miłe, a więc przeprosiny przyjęte. Wielka szkoda, że dziewięćdziesiąt procent z tego to anonimowy autor.
Sto procent z tego wyszło ode mnie.
Jasne, a Dashi był kobietą.
Zamknęła w porę usta, by nie brnąć dalej w sieć kłamstw. I tak, i tak go nie przekona.
A mówiłam Matce, że on tego nie kupi.”
Bardzo podoba mi się, jak mocno i wyraziście zapisałaś „kochany” – zaśmiał się.
Wówczas Kimiko na moment przestała nad sobą panować i dźwignęła się na kolana, by sięgnąć ręką po list. Chase pozostał jednak czujny; w porę go od niej odsunął.
Gdzie z łapami? To moje.
Wasza Wysokość, proszę… – stęknęła, wracając do swojego siadu.
O co niby?
Proszę, żeby książę mnie już bardziej nie pogrążał.
Ooo, to pogrążę cię przypominając ci o słowach, które wyszły spod twojego pędzla?
Znów zamilkła, zastanawiając się, jak trafnie z tego wybrnąć.
Nie chcę, by książę przypominał mi o tym, jak nisko upadłam, ubliżając księciu i jak jeszcze gorzej teraz skończyłam – mówiła ze spuszczoną głową niczym prawdziwy winowajca wielu krzywd. – Tym bardziej, jeśli przeprosiny zostały przyjęte…
Teraz to on milczał, patrząc na nią jak na kogoś obcego. Przechylił głowę, nie przestając się przyglądać i marszcząc przy tym czoła. Wreszcie wybuchł gromkim śmiechem. Kimiko nie powiedziała nic, próbując znieść tę okropną chwilę. Cały czas starała pocieszać się powodem, dla którego się tak poświęca.
W pewnym momencie do pokoju wpadł dziwny brzęk, jakby ktoś kopnął nogą w drzwi. Brzęk ten przerwał śmiech Chase’a i przykuł spojrzenie jego oraz Kimiko. Zaraz po nim rozległy się jakieś ciche, zagłuszane przez kogoś szepty. Ktoś, a w zasadzie nawet kilka osób, stało tuż pod drzwiami.
Chyba nas podsłuchują… – szepnęła, nachylając się do Chase’a.
Naprawdę? – Również zniżył swój ton głosu do szeptu, jakże uradowany pomysłem na zabawę w chowających niby jakąś tajemnice i ukrywających się dwóch wojowników, aż po chwili wpadł na niecny pomysł i dodał głośno: – Och, smoku ognia, nie całuj mnie tam!
Kimiko zrobiła na niego pełną oburzenia minę. Ani trochę nie zorientowała się, że głosy za drzwiami ucichły; co on sobie wyobrażał?! – krzyczały jej oczy.
Ale to nic, za minutkę się uspokoi i odzyska nad sobą pełną kontrolę. Wystarczy jej tylko ta minuta milczenia – a milczenie było złotem. Zamknęła w głębinach rękawów dłonie w pięści, wzięła się cała w garść i podnosząc dumnie głowę, powiedziała:
Olejmy je. Na pewno zdecydowały się już pójść. Skoro książę przybył tu tylko na chwilę, to czy w jakimś innym celu, niż ten związany z listem? Może chce książę o czymś ze mną porozmawiać?
Chase nie przestawał się uśmiechać, jakby tylko taką minę umiał przybierać. Dał sobie czas, nim odpowiedział, trawiąc go to na rozejrzenie się po pokoju, to na wpatrzenie się w puste filiżanki, aż w końcu zdecydował się złapać kontakt wzrokowy z drżącą Kimiko.
Chciałbym porozmawiać… – zrobił pauzę, oblizując wargi. – Na przykład o tym, że mój wojownik został otruty.


8 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że Chase się domyślił!
    Ha, a Dyris dostała kosza. 😂 Takie to piękne, że przeczytałam jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten list był po prostu cudowny! Przeczytałam go chyba pięć razy, ale za każdym razem śmieszył mnie tak samo. Ah biedna ta Kimiko. Tyle musi znosić przez tego niedobrego księcia.
    Czekam na następny rozdział (mam nadzieje, że nie każesz długo czekać) c:
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. ^^ Cieszę się, że śmieszył. Zaczynam chyba przechodzić z dramatu w komedie. Hyh. ^^"
      Nie chcę kazać długo czekać, ale no... Teraz jest ten czas, że są sesje. Trzeba się uczyć.... yyyh. xd
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej!
    Nie tylko list był fajny w tej części opowiadania. Z całą moją pewnością powiem, że wprowadzenie Jebak, jak i cały moment z nim był ciekawy. A zatem ma na imię Zhinu. Nie wiedziałam :D Czasem czytałam go na asku. Zawsze wydawał mi się zabawny. Również tutaj był taki śmieszny, szczególnie ta jego tendencja do robienia głupich min.
    Zrób casting, mówili, będzie fajnie, mówili - wyobraziłam sobie takiego sieciowego mema z Chase'm pochylonym nad balustradą, ze smutną miną i dumającego, jaki to jego los jest ciężki xD Zawsze jak był ten komentarz, że on szuka tej jedynej, myślałam sobie o Kimiko :D Ona tam czeka na neigo w burdelu!
    Widzę, że Matka myśli bardzo optymistycznie. Nawet za bardzo. To ją może zgubić. Zastanawia mnie, czy ma jakiś plan awaryjny przygotowany w razie czego. Teraz może być jej zreszta potrzebny, bo Chase sie dowiedział! A przynajmniej wszystko na to wskazuje. Wojownik otruty... Może być źle... Kimiko jeszcze oberwie, kiedy nadal jest niewinna xD Jeszcze nikogo nie zdążyła przyjąć.
    Szkoda, że urwałaś ich rozmowę, tak fajnie mi się ją czytało. Te ich dialogi :D Chase trzymał ten list na sercu! Pewnie go sobie od czasu do czasu wyciągał i wąchał. I to takie: to moje! xD Wesoło było, nie powiem że nie :D
    Chciałabym jeszcze więcej humoru jeśli to nie problem tak zamawiać.... ^^
    Weny i pisz następny! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Yeeey, ale się wciągnęłam ^^

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy