wtorek, 26 stycznia 2016

10. Gwiazda Hanabi




– Strasznie zbladłaś, Kimiko.
Głos księcia trafił do uszu smoka ognia, ale po chwili rozbił się gdzieś w jej głowie, nie pozostawiając po sobie żadnego krzywdzącego psychikę śladu. Przytłumił go ciężki masyw innych myśli o tym, co powiedział wcześniej, bo wciąż nie mogło trafić do niej sedno całej sprawy, iż o wszystkim się dowiedział. Kompletnie nie zwróciła uwagi na jego komentarz, choć z tak silnym naciskiem wypowiedział jej imię. Słowo „otruty” wielokrotnie powtarzało się i mnożyło do potęgi, napawając umysł Japonki przerażeniem, z jakim nie była w stanie walczyć, aczkolwiek przy głębszej analizie nie powinna się bać, wszak ręce wciąż miała poniekąd czyste. Jedyny problem był taki, że należy do wspólnoty Mírén – jest częścią Domu Nocy, Matka zaś dbale wałkowała, iż jeśli jedna zawiedzie, wszystkie są stracone. Porażkę więc, jaką poniosła jedna z nich, Kimiko traktowała jak swoją własną i przeto zaczęła się trząść niczym liść na wietrze na oczach księcia.
„Nie, zaraz, chwila, ogarnij się!” – zabrzmiał jakiś głos we wnętrzu dziewczyny. „Nic nie powiedział, że wie, że to nasza sprawka. Może on wcale o niczym nie wie. Udawaj głupią, tak jak Matka by w tej chwili zażądała!”
Rychle opamiętała się i stonowała swój strach. Drżące dłonie ponownie schowała w długie rękawy kimona, w plecach się zaś wyprostowała. Miała plan, by wysilić się też na smutek na twarzy, ale na to nie starczyło jej już sił. Kumulowana przez cały dzień energia rozprysła się w drobny mak, gdy na swych ustach poczuła smak strachu powodowany przez jedno spojrzenie jaszczurczych oczu o czarnej, pionowej źrenicy, jakich posiadaczem był Imperator.
– Jak to możliwe, że wasz wojownik został otruty, panie?
Po czym podniosła powoli oczy na niego,  spinając się w oczekiwaniu na  odpowiedź. Nawet nie zorientowała się, w którym momencie wstrzymała oddech. Patrzyła się na księcia, który siedział przed nią teraz bez uśmiechu i wpatrywał się w dzielący ich stolik. W myślach Kimiko obstawiała, że w tym momencie rozważa, ile zajęłoby mu pokonanie tej przeszkody, nim z sukcesem zaciśnie dłoń na jej gardle. Łapiąc znów powietrze wyobrażała sobie wszystko co najgorsze – siłę uścisku, zimno jego rąk, żądzę mordu w oczach – nie zastanawiając się kompletnie na tym, że może ani trochę nie trafiła w treść jego ukrywanych wciąż zamiarów, zaś obraca się wokół kłamstw. Ten kościec negatywnych przekonań rósł z sekundy na sekundę coraz bardziej. To wyczekiwanie było koszmarem. Ileż by oddała, żeby móc poznać jego myśli już teraz i przygotować się dzięki temu w porę na wykonanie ewentualnego uniku.
Chase nagle zmienił pozycje siedzą z tureckiej na taką, że wysunął nogi na bok, zginając jedną i podpierając o nią rękę. List „miłosny” schował z powrotem, widać nie będzie już więcej potrzebny. Kimiko odebrała to jako akt rozluźnienia się. Pytanie tylko skąd ta zmiana.
– Sam chciałbym wiedzieć – przyznał wreszcie, zwieńczając swoje słowa uśmiechem, jakby wszystko toczyło się wokół żartu, nie zaś poważnej rozmowy na temat możliwości złamania prawa, za co grozi w tym Imperium najsroższa kara śmierci. – Niby nie ma dowodów na to, że został otruty, ale umarł od wirusa Zhayu, na który wydawało mi się, że jest odporny. Stąd mój wniosek, iż jednak do otrucia musiało dojść.
Kimiko doznała lekkiej ulgi.
„A więc blefował. Muszę bardziej się kontrolować, inaczej moje reakcje mnie zdradzą.”
– Chciałbym wiedzieć, co myślisz na ten temat? – spytał, wytrącając ją z rozmyślań.
Chrząknęła, przypominając sobie lekcje o ładnej pozie i dykcji podczas rozmowy.
– Nie raz to, co oczywiste, okazuje się iluzją, tak jak iluzja czasem staje się prawdą. Nasza egzystencja kwitnie w świecie pełnym niespodzianek i nigdy nie powinniśmy być wszystkiego w stu procentach pewni.
– Nie zgodzę się, gdyż to twierdzenie neguje mądrość i sens istnienia terminu „fakty”, a faktami jest to, że Ziemia jest okrągła, jak i to, że Heylin nie winien ginąć od własnej broni. A wywód, że iluzja może stać się prawdą dowodzi jedynie o słabości umysłu niezdolnego przebrnąć przez wykreowane spektakle, jakimi aspektami rzuca naokoło iluzja podczas swej chwili wiekuistości, wobec tego ubliża temu, kto tak twierdzi.
„Słabości umysłu?! Słabości umysłu?! Powtórzę ci to prosto w twarz, gdy już będziesz pode mną leżeć!” – choć w myślach krzyczała, na zewnątrz pozostała niczym nieporuszona.
Wzięła głęboki oddech, mając odpowiedź już przygotowaną.
– Jednakże w dostępie do swej inteligencji czy wyuczonej mądrości, jak i przede wszystkim w oparciu o życiowe doświadczenie, człowiek nie zaoponuje również temu faktowi, iż owszem świat jest pełen niespodzianek, inaczej wyklucza istnienie niespodzianek, co jest niekonsekwentnym głupstwem, jako że niespodzianki były, są i będą, albowiem bez nich świat byłby zbyt oczywisty a my zbyt próżni i niezdolni ewoluować, co w efekcie wypaczyłoby nam pojęcie słowa „zaradność”.
Dostrzegła uśmiech na twarzy księcia.
– Odstępstwem od normy egzystencji i tezie własnemu stanowisku wobec terminu „fakty” jest debatowanie nad tym, czy niespodzianki są, co w ogóle nie powinno mieć miejsca, przeto jedno nie wyklucza drugiego, zaś żyje w swoistej symbiozie. Gdyby wszystko było faktem, nie byłoby faktów, a gdyby wszystko było niespodziankami, nie byłoby niespodzianek. Prymitywne umysły ludzkości wypaczone byłyby mianowicie z umiejętności jaką jest rozróżnianie i pojmowania zjawiska przeciwieństw, a na przeciwieństwach wyrósł świat.
– Ale o zaradności książę nie zaprzeczy, toteż książę winien okazać wdzięczność wobec losowemu wypadkowy zdarzeń jaka miała miejsce w armii Waszej Książęcej Mości i na łamach praw przeciwieństw, na których wyrósł świat i które w takim wypadku rodzą się nieustannie, wynieść lekcje, iż niestarzejący się śmiertelnik mimo wszystko pozostanie dla natury śmiertelnikiem, chyba że wyewoluuje do boskiej postaci.
Chase zamilkł, patrząc się na nią nieodgadnionym spojrzeniem. Spoglądał prosto w jej niebieskie oczy, które zasługując na godną pochwałę dawały radę wytrzymać ów spojrzenie i nie uciec gdzieś, zaczepiając się na jakimś przedmiocie czy czymś innym. Po chwili książę wybuchł śmiechem, zakrywając w trakcie usta dłonią, jakby próbując go zdusić, choć kiepsko mu to szło. I nie przestał się śmiać, aż Kimiko nie zrobiła naburmuszonej miny.
– Czy mogłabym łaskawie wiedzieć, co tak Waszą Wysokość rozbawiło?
– Ty – przyznał bez oporów. – A dokładniej język, jakim się wysławiasz. – Znów zachichotał. Tym razem jednak tłumienie śmiechu zaczynało przynosić jakieś skutki.
Kimiko z trudem pozostała oziębła. W chwilach takich jak ta jej temperament dawał się we znaki i zapalała się ogniem, by następnie przyłożyć temu, kto ją rozjuszył. Ale w tym momencie nie mogła sobie na żaden wybuch pozwolić, natomiast musiała okiełznać swoją naturę, swoje „ja” i przybrać postawę innej osoby: osoby potulnej, uległej; osoby, która pogodziła się z losem, jaki spotkał świat i zgadza się na rządy księcia. Przyjęła więc milczącą postawę, próbując olać, kończący się już na szczęście, śmiech Imperatora.
– Wybacz. Nie chciałem cię wyśmiać…
„Ale to zrobiłeś.”
–… po prostu mile mnie zaskoczyłaś i obezwładniłaś, bo nie przygotowałem się… na coś takiego. Oczywiście już wcześniej wiedziałem, że z całej czwórki smoczych wybrańców-mnichów ty wyróżniasz się najlogiczniejszym myśleniem z całej drużyny, rozsądkiem i zaskakującymi pomysłami, co objawiałaś podczas pojedynków, tak teraz mogłem się przekonać, jak bardzo rozbrajająco inteligentna jesteś.
„Czas na tekst Keiko!” – zawołała w myślach, uśmiechając się pod nosem na wspomnienie o jednej z lekcji, podczas których przyjaciółka zdradzała jej sposoby na podryw.
– Kobieta jest pełna zaskakujących i miłych sekretów. Wystarczy chcieć ją poznać.
– Nie uwierzę, że każda kobieta. Zdarzają się wyjątki, które warto poznać, jak i kobiety kategorii Wuyi, z którymi przekleństwem jest mieć coś wspólnego. Czyż nie?  Nachylił się bardziej do Japonki. Kąciki jego ust nie przestawały brnąć do góry.
– Czy książę znów chce się ze mną bić na twierdzenia?
Prychnął śmiechem.
– Zmuszasz mnie do tego, bo wszystko wiążesz z ogółem.
– Cóż – mruknęła. – Co do Wuyi nie mogę się nie zgodzić.
Na samą myśl o heylińskiej wiedźmie, która samym swoim pojawieniem się na horyzoncie doprowadzała Kimko do szału, robiło jej się niedobrze. Wszystko przez sposób bycia Wuyi, jej paskudny charakter, wyrachowanie i totalne beztalencie w robieniu sobie makijażu.
Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Kimiko zerknęła w ich stronę, książę z kolei nie odwrócił się, jakby z góry wiedział kto to, lub nawet samo pukanie wcześniej przewidział. Pozostał zwrócony przodem do Japonki, uśmiechając się na jej postać i myśląc o czymś tajemniczym. Kimiko chwilę zastanawiała się, co robić w tej sytuacji, wszak nikt nie powinien przerywać teraz odnoszonego przez nią sukcesu. Aż przypomniała sobie, że nie posiada właściwej herbaty z trucizną dla swojego gościa.
– Eee… proszę? – udała, że o niczym nie wie. Tak jak przeczuwała drzwi otworzyła Keiko, niosąc nowy dzbanek. Nie parowało z niego, co oznaczało, iż herbata nie będzie aż tak gorąca, by trzeba było czekać, aż się ostudzi. Matka dobrze podsłuchała, że jeszcze jest szansa, by księcia przetrzymać w pokoju i wykonać zleconą przez nią misję.
– Przepraszam, mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłam – powiedziała skromnym i uniżonym tonem Keiko na powitanie.
Kimiko wstała, obeszła Chase’a wolnym krokiem, po czym odebrała dostawę od przyjaciółki. Ponieważ Wieczny nadal nie zechciał spojrzeć za siebie, Keiko znacząco skinęła na niego głową przy Kimiko, chcąc ją w ten sposób nakłonić, by jednak spróbowała napoić go tą herbatą i zrobić to, co Matka oczekuje, bo druga taka okazja może się nie powtórzyć.
– Spokojnie – odparła Kimiko, by nie tworzyć odstępstw czasowych między wypowiedziami, co by jeszcze przykuło niepotrzebnie uwagę księcia i podsunęło myśl, że wymieniają się jakimiś sekretnymi spojrzeniami. – Dzięki za herbatę, właśnie uzmysłowiłam sobie, że nie mam czym księcia częstować.
Kilkukrotnym kiwnięciem Keiko na pożegnanie spróbowała dodać przyjaciółce otuchy i duchowego wsparcia, jakim darzy ją – zapewne – z korytarza. Gdy wyszła, Kimiko wróciła do stoliczka, przy którym książę wciąż siedział. Choć nie miała za wiele metrów do przejścia, zdążyła zastanowić się, jaką drogę obrać, by namówić go do wypicia filiżanki, którą zaraz mu napełni, jednocześnie nie wywołując u niego żadnych podejrzeń. Siadając przed nim, odstawiła dzbanek na środek stolika, nie zamierzając nic z nim dalej robić. Zamiast tego oznajmiła:
– Skoro Wasza Wysokość nie ma ochoty niczego się napić, to ja też nie. – A to liczyła, że odbierze jako wyraz niezakłamanego poddaństwa.
– To niedopuszczalne – rzucił nagle, co Kimiko odebrała jako groźbę, iż natychmiast zesztywniała ze strachu. – Albo ktoś podsłuchuje, albo ktoś puka, bo chce wejść. Jako klient czuje się… zniechęcony.
Kimiko powstrzymała się od skomentowania tego słowami, że sam jest sobie winny, bo nie chciał czekać, aż przygotuje pokój oraz siebie na jego wizytę. Postanowiła wzruszyć ramionami i wydąć wargi, by nadać sobie naturalności jeśli chodzi o postawę, oraz by książę zaczął traktować ją bardziej jak koleżankę, która nikogo przy nim nie udaje, aniżeli podejrzanego wroga.
– Tak jak wygląd tego pokoju wzbudza we mnie przykre uczucia – dodał. – Strasznie tu pusto. Co się stało z tamtym złotym, królewskim pokojem, w którym byliśmy ostatnio?
– To nie był mój pokój. Przyjęłam tam księcia, bo tak chciała Matka.
– Aha – mruknął, sunąc subtelnie dłonią opartą o kolano po ustach, jakby się nad czymś zastanawiał. Jego wzrok, który nie ujmował na prawdopodobieństwu, że szykuje dla niej coś niedobrego, zaczął nagle Kimiko przeszkadzać. Cała jego bliska obecność przestawała być znośna. Po co tu przylazł, co chciał osiągnąć, co kombinuje?
– Byłaś kiedyś w nowej Stolicy?
– Nie.
– A szkoda. Widzisz jest tam taka placówka… Niby zamtuz, ale nie pracują tam kobiety zaś sami mężczyźni. Wiem to od jednej z moich wojowniczek, która ostatnio tam była i z niezwykłym zamiłowaniem opowiedziała mi, jakimi tam śmiesznymi zasadami się rządzą. Na przykład cała rola tamtego zamtuza nie polega na tym, by kobieta poszła z … facetem-dziwką, czy jak oni się tam zwą, do łóżka. Ich zadaniem jest zaspokajać emocjonalną stronę kobiety. Mianowicie rozmawiają z nimi o tym, co chcą, słuchają, przede wszystkim właśnie słuchają, bo jak was się nie słucha, to wybuchacie złością, prócz tego służą jako ramię do wypłakania, wsparcie duchowe… Są wszystkim tym, czego kobieta potrzebuje. I zdarza się tak, że kobiety się w nich zakochują i mają ochotę na coś więcej. Może dojść do pocałunków, jednakże kiedy kobiety chcą już iść do łóżka, ten ich „związek” się kończy, bo nie na tym się tam biznes kręci.
– Ciekawe. – W ogóle jej to nie interesowało.
„No i dobra. Niech się ta rozmowa rozkręca, to może mu zaschnie w gardle.”
– I tak się zastanawiam, bo jednak nie mogę kobiet zrozumieć, co ciebie skierowało, żeby się tu zatrudnić… Przecież tutaj nie zyskasz emocjonalnego i duchowego zaspokojenia, o jakim marzycie. – Uśmiechnął się, pokazując zęby, a jego oczy zdawały się błyszczeć. Kimiko z kolei czuła dziwne napięcie i skręt żołądka.
– Przecież chciałam się przed Waszą Wysokością ukryć, dobrze Wasza Wysokość o tym wie…
– Niby tak.
Odchylił się do tyłu i popatrzył po pokoju. Westchnął.
„Muszę coś zrobić. Jakoś rozładować to napięcie i się uspokoić. On o niczym nie wie. Jak mógłby wiedzieć? Testuje mnie, żeby się dowiedzieć. Muszę wiec coś zrobić. Najlepiej naleję herbaty. Tylko pamiętaj, nie pij jej, jest zatruta. I będzie dobrze, Kimiko, głowa do góry.”
Czując zimny oddech zagrożenia na swym karku, zrobiła jak postanowiła i napełniła obie filiżanki bursztynową herbatą, nie dbając o to, co książę powie. Gdy przechylała dzbanek, wykorzystała „sztuczkę z nadgarstkiem”, ciesząc się niezmiernie w duchu i, oczywiście, obserwując bacznie twarz mężczyzny, który ponownie spojrzał na nią. W chwili, kiedy rąbek różowego rękawa zsunął się na bok, odsłaniając delikatny i nagi nadgarstek o mlecznobiałej skórze, serce podskoczyło dziewczynie do gardła. I udało się, bo książę zerknął na niego i wbił weń swój wzrok.
Jednak to co stało się potem, było porażką, bowiem… wstał od stołu!
„No co jest, do cholery?! Co robię nie tak?!”
Zdenerwowała się tak bardzo, że podchodząc do napełnienia drugiej filiżanki rozlała nieco herbaty. Dokończyła wpierw zadanie, a dopiero potem odstawiła dzbanek i wstała, by pójść po szmatkę, która znajdowała się w szafie. Chase w tym czasie chodził po pokoju i rozglądał się, jakby szukając czegoś niezwykłego w prawie że nieumeblowanym pokoju. Kimiko z kolei wewnątrz cała wrzała. Wszystkie rady i nauki Keiko oraz Matki nosiła w sercu i w głowie przez cały czas. Uczyła się pilnie i starannie, przykładając się za każdym razem bardziej niż to robiła dawno temu w klasztorze Xiaolin. Zależało jej jak nigdy, by odpłacić się Heylinowi za wszystko, co ją do tej pory spotkało. Pragnęła, by Chase ucierpiał z jej ręki. Lecz niestety z jakiegoś niezrozumiałego dla niej powodu nic nie szło po jej myśli. W końcu nie wiedziała już, co mówić.
Wróciła, gdy książę zaczął krążyć przy łóżku. Zignorowała to, aczkolwiek miała wrażenie, że robi się gorąco. Tłumaczyła sobie, że to nie atmosfera w pokoju się zmienia, zaś temperatura jej ciała, bo jest zła, iż jeszcze nie osiągnęła sukcesu. Spokojnie usiadła z powrotem przed stolikiem i starła plamy. Wepchnęła potem ścierkę pod stolik, byle tylko już nie wstawać. Źle się czuła, będąc na nogach. Miała wrażenie, że zwiększa się wówczas ryzyko tego, że skończy z nim w łóżku. Wiedziała, że musi zaciągnąć go w jakiś sposób z powrotem do stolika. Pytała się o to, co by w tej sytuacji powiedziała Keiko i wówczas przypomniała sobie, że dobrą taktyką na ponowne rozpoczęcie rozmowy jest jej zapętlenie i uczynienie spójnej.
„Wróć do początku i doszukaj się tego, co nie zostało do końca omówione.”
– Ale o co księciu chodzi… Przecież książę przyszedł tu tylko na chwilę. Po to, by zawiadomić mnie, nie wiem po co, o przykrym losie swego wojownika. Chciał książę usłyszeć moje zdanie na ten temat…
– Mam już wszystko, czego chciałem – odpowiedział. Teraz Kimiko zaczęła się bać, że Imperator zaraz zechce sobie pójść.
„I dobra, niech idzie. Lepiej, żeby poszedł, niż żeby to spotkanie inaczej się zakończyło.”
– Od czego zależy, by ten pokój zaczął budzić jakieś komfortowe odczucia? – spytał nagle.
Kimiko pozostała na poduszce, ale okręciła się, by siedzieć do niego bokiem i nie mówić, będąc tyłem.
– Żeby umeblować pokój muszę mieć pieniądze. A żeby mieć pieniądze, muszę zarobić. A zarabiam przyjmując klientów.
Książę dotknął jednej z czterech kolumn, jakie wyrastały z rogu łóżka, jak gdyby sprawdzał jej siłę i nieugiętość. Szybko oderwał rękę, gdy dotarło do niego sedno wypowiedzianego przez nią zdania.
– Czekaj… Wy się drogo cenicie. Ile klientów już w sumie miałaś w takim razie, że tu nadal tak pusto? – Zerknął na nią.
Kimiko tym razem nie była w stanie odpowiedzieć patrząc mu jednocześnie w oczy.
– Ani jednego – wydusiła z siebie przez zaciśnięte zęby. Kompletnie jej się nie podobało w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.
Chase ponownie prychnął.
– Co? Jak to możliwie? – pytał, szczerząc się. – To co ty robiłaś, będąc w burdelu przez ten cały czas?
Kimiko zacisnęła usta nim odpowiedziała. Nadal nie chciała łapać z Wiecznym kontaktu wzrokowego. Nie chciała widzieć, jak się cieszy, kiedy nie miał ku temu żadnych powodów.
– Uczyłam się, jak spełniać najskrytsze fantazje mężczyzn.
„Nie wierzę, że to powiedziałam.”
– Ach tak… – wydukał, udając podziw. – Ale takie rzeczy to najlepiej z doświadczenia – dodał, wracając do gapienia się na niepościelone łóżko z beżową pościelą. – Chociaż głośno w mieście o tym, że dziewczyny z tego domu potrafią spełniać takie fantazje, o jakim mężczyznom się nawet nie śniło… – Przeszedł się wzdłuż materaca i zatrzymał przy poduszkach.
Siedząca wciąż metr dalej przy stoliku Kimiko obserwowała go z niepokojem. Zachowywała powagę, spokój oraz skupienie, by za nic nie palnąć jakiegoś głupstwa, lub nie przeoczyć żadnego nieproszonego i niewygodnego dla niej działania ze strony księcia. Jej intuicja podpowiadała coś złego, czego sama nie potrafiła dokładnie zweryfikować. Mówiła jasno jedną rzecz, mianowicie, że książę przybył tu jeszcze z innego powodu, niż tylko list, czy pożalenie się o tym, że jego wojownika otruto. Coś kombinował, ale co?
Wówczas zorientowała się, że krąży on niebezpiecznie wokół łóżka, czyli miejsca, gdzie schowane ma przecież swoje Shen Gong Wu. Gwiazda Hanabi spoczywała na materacu, przykryta zaledwie poduszkami, bowiem wcześniej nie widziała sensu, by lepiej ją chować. Z całą pewnością gdyby wiedziała uprzednio o wizycie księcia, znalazła by dla niej bardziej konkretną i zapewniającą pokrzepienie kryjówkę. Wystraszona, iż Wieczny jakimś tajemniczym sposobem wyczuwa bądź domyśla się, że trzyma artefakt w swoim pokoju  i może on być właśnie pod poduszkami, wstała, po czym doń podeszła. Stanęła po drugiej stronie łóżka, tuż naprzeciwko Chase’a. Ich spojrzenia skrzyżowały się; jawnie spłoszone błękitne oczy ze spoglądającymi na wszystko z niebyle uwagą złotymi ślepiami. To był błąd tak reagować na jego zbliżenie się do poduszek, o czym sobie potem zresztą uświadomiła. Nie wiedząc, co robić dalej, stała w bezruchu przy wypełnionym miękkim puchem poszewkach, gotowa rzucić się na nie i zakryć swoim ciałem, gdyby książę sięgnął do nich ręką.
„Stoimy zbyt blisko łóżka, stoimy zbyt blisko łóżka…!”
Oprócz tego pierwszego faktu, w głowie Kimiko dzwonił jeszcze jeden alarm, związany bezpośrednio z meblem, przy którym stali. Japonka zaczęła się bać i przeżywać dreszcz na całym ciele. Jej krwioobieg przyspieszył swe tempo tak jak i serce w piersi w chwili, w której Chase ponownie zaczął okrążać łóżko, tym razem po to, by pokonać dystans ich dzielący.
– Pewnie poznałaś jakieś ciekawe sztuczki – odezwał się, nie przestając się zbliżać.
Kimiko była rozdarta, bo jedna jej część mówiła, by milczeć, gdyż jego słowa są swoistym podstępem, druga zaś kazała wykrzyczeć, że nie wie nic o żadnych sztuczkach, nie potrafi w łóżku niczego szczególnego, i w ogóle nie ma się co do niej dalej zbliżać i nakręcać na stosunek, bo spotka go tylko zawód. Ale nie zastanowiła się dwa razy, więc w emocjach, w których przeważał stres, odpowiedziała:
– Nie znam żadnych sztuczek, nie mam żadnego doświadczenia.
Nie skomentował, jedynie uśmiechnął się bardziej na słowa dziewczyny, jakby w pełni ukontentowany. Ponieważ w pokoju panował już półmrok przez porę dnia, na jego twarzy tańczył cień a oczy bardziej błyszczały, gdy z kolei to na Kimiko padał strop białego światła, uwidaczniający tylko mocniej, i na jej niekorzyść, strach oraz przyciągającą według Imperatora niewinność w oczach. Stanął przy niej i dał się odurzyć na sekundę silnym zapachem wydzielanym przez mokre włosy upadłej mniszki. Kimiko udawała, że stoi w bezruchu, acz nieznacznie, prawie że niezauważalnie, przesuwała się w stronę poduszek i próbowała oddalić od księcia. Jego uśmiech ją przerażał i osłabiał pewność, bo za nic nie mogła domyślić się, co go tak cieszy. Nie mogła odgadnąć, że swoim podstępem Chase wyciągnął z niej informacje o jej nietkniętej cnocie.
Nagle podniósł rękę na wysokość twarzy Japonki. Serce w piersi Kimiko szalało na potęgę, jakby nie mogło sobie znaleźć miejsca w ciele i próbowało wyważyć drzwi na zewnątrz, jakimi były żebra. Słyszała je w swoich uszach, w całej głowie, jak i głos intuicji nie przestającej niepokoić o czyhającym niebezpieczeństwie. Oczy Kimiko zogniskowały się na wzniesionej dłoni Imperatora. Wówczas gwałtownie rozczepił palce, a ona poczuła uderzenie niewidzialnej, potężnej mocy, która powaliła ją na łóżko.
Pisnęła. Upadek zamortyzował miękki materac, jaki teraz książę sam sprawdzał, klękając na jedno kolano tuż przy nogach Japonki. Choć dzielnie walczyła, za nic nie mogła się podnieść do pozycji siedzącej, bo ta sama siła, która przed momentem pchnęła ją do tyłu, nadal ją blokowała i dociskała do lodowatej pościeli. Nie widziała jej, ale czuła jej okropny ciężar, a także wyczuwała kuriozalne wibracje w powietrzu, brzęczące w uszach niczym hałas trzęsących się mebli, acz nic oprócz niej samej nie drżało.
Chase nie położył się na niej, zaś nachylił się cały, kładąc swoje dłonie na nadgarstkach Kimiko, które ułożył po obu stronach głowy dziewczyny, tuż na rozsypanych dookoła czarnych włosach.
– Co robisz…? – zapytała, zszokowana tym, co się wokół dzieje i czego nie potrafiła pojąć.
Co gorsza nie wiedziała, jak się zachować. Osobowość kazała się bronić, uwolnić nogę spod jego nogi, zapalić rękę, wywiercić się ciałem, czy jakkolwiek spróbować go ugryźć, ale wyuczone zasady i strach przed nim samym jakoś nie współgrały i kazały zaczekać, bo może jednak to tylko pozory. Może wcale nic jej nie grozi, a to tylko test zorganizowany bez zgody przez księcia, który ona musi pomyślnie zdać, jeśli chce uniknąć kolejnej kary. To drugie myślenie prosiło o odrobinę zaufania względem swego śmiertelnego wroga.
Postanowiła poczekać jeszcze, zobaczyć, co zechce dalej zrobić. W tym momencie miała wrażenie, że z tego strachu serce eksplodowało serią tysiąca nierytmicznych, chaotycznych uderzeń, a cała pierś pod kimonem zwilgotniała od potu. Na domiar złego obi poluzowało się samo i czuła nieprzyjemny luz w talii. Tego tylko brakowało, by otworzyła się przed nim jak wypuszczający motyla kokon. Miała mnóstwo wrażeń, które wprawiały ją w dyskomfort i za nic nie potrafiła odróżnić, które są prawdziwe, a które tylko iluzjami. Chase nadal milczał, z uśmiechem patrząc się na nią i, z wyrachowanym okrucieństwem, bo wyprowadzając psychikę dziewczyny na skraj, sunąc palcem prawej ręki po jej policzku, z premedytacją schodząc po szyi coraz niżej. Kimiko, choć częściowo została uwolniona, nadal nie mogła się ruszyć, bo przygniatały ją telekinetyczne moce wojownika. Po trochu swój wpływ odciskał też na niej szok, iż coś takiego ma w ogóle miejsce. Trwała w istnej stagnacji. Jakaś cichutka, drobna myśl szeptała jej, że w tym wszystkim jest cień dobra i zaleta, bowiem książę całą swą uwagę skupił na niej, nie zaś na poduszkach skrywających sekret.
Aż nagle zorientowała się, że jego dłoń zatrzymała swoją podróż na jej obojczykach, a twarz księcia zwrócona jest gdzie indziej, zupełnie nie na leżącą pod nim Japonkę. Zainteresowana pognała za nim wzrokiem i przeraziła się zauważając, że przez swój upadek jedna z poduszek odsłoniła kawałek spoczywającego pod nią Shen Gong Wu.
Nastąpiła wyjątkowa chwila napięcia. Blokująca ruchy Kimiko bariera opadła, bo wszystkie swoje zmysły i myśli książę skupił na jednym celu, mianowicie, by sięgnąć po tą niewiadomą trzymaną tak banalnie pod poduszką. Zarówno on, jak i smok ognia, w ułamku sekundy zerwali się z miejsca po artefakt. Kimiko zarzuciła do tyłu rękę i z radosnym piskiem zwycięstwa zacisnęła palce na rogu Gwiazdy Hanabi. Przekręciła się, obrywając raz nogą od księcia, gdy tak oboje przepychali się po Wu.
– Moja! – zaalarmowała. Dopiero po tym stęknęła z bólu od tego ciosu przeciwnika.
Zdołała usiąść, ale gdy zechciała przyciągnąć Gwiazdę do siebie, spotkała się z oporem. Zobaczyła, że nie tylko ona trzyma ją ręką, ale również i Chase. Oczy Kimiko otworzyły się szeroko. Gwiazda Hanabi od ich dotyków rozbłysła złotą poświatą, emanującą przyjemnym ciepłem. Przełknęła cicho ślinę.
– Błyszczy…
– Smoku ognia, wyzywam cię na Pojedynek Mistrzów.
Kimiko spojrzała na niego z nie lada zaskoczeniem.
– Co?!
A jej krzyk rozniósł się po całym pokoju, swoją doniosłością godząc uszy jej samej.
Chase Young chciał się pojedynkować. Tu i teraz, o jej Gwiazdę Hanabi, i w dodatku wewnątrz Domu Nocy pełnym prostytutek. Absurd jego decyzji był dla Kimiko nie do zaakceptowania i za nic nie miała zamiaru na niego przystawać. Tym bardziej, że Gwiazda należała tylko i wyłącznie do niej, zatem za nic nie musi o nią walczyć. Nawet jeśli takimi zasadami rządzą się Shen Gong Wu, bowiem w momencie, gdy dotykała je dwójka wojowników, artefakt zaczynał błyszczeć złotym światłem, a o jego dalszej przynależności i posłuszeństwie miał zadecydować wynik  Pojedynku Mistrzów. Shen Gong Wu słucha się tylko zwycięzcy.
– Ale… Ale jak to? Chcesz walczyć? – dopytała.
– Pojedynkować się z tobą, tak – uściślił. Nie uśmiechał się już, aczkolwiek po jego oczach można było wciąż stwierdzić, że jest uradowany całą sytuacją.
– Ale… ja nie mam żadnego innego Wu, które mogłabym postawić.
– Nie szkodzi, ja też nie. – Przybliżył się do niej. – Akurat te pojedynki mają to do siebie, że odbywają się na innych zasadach, a tyle w nich Kung Fu, co mózgu w łepetynie Jack’a. Mam inny pomysł. Fajny pomysł. I adekwatny do miejsca, w którym się znajdujemy, jak i do twojej obecnej profesji.
To zapewnienie wcale nie brzmiało przekonywująco. Pokręciła głową czując, że ten podstęp może ją słono kosztować.
– Nie. Nie! Ja się nie zgadzam. Nie będę się z tobą teraz pojedynkować.
Chase nie wydał się przejęty tym oświadczeniem.
– W porządku, czyli faktycznie przestałaś już być wojowniczką. W takim razie Shen Gong Wu jest moje. – I przyciągnął Gwiazdę bardziej na swoją część łóżka, ale po dwóch sekundach uścisk Kimiko wzmocnił się. Stanowczo powiedziała mu tym samym „nie”.
– Gwiazda Hanabi jest moja – wycedziła przez zaciśnięte zęby, po czym wzięła głębszy oddech, by móc wykrzyknąć: – A ja jestem wojowniczką!
Chase z zachowanym spokojem nachylił się do niej, nie przestając patrzeć jej prosto w oczy nie wydające się podzielać to wypowiedziane zapewnienie.
– Przyjmij wyzwanie.
– Przyjmuję – syknęła zawistnie. – Jakie zasady?
„Co ja wyprawiam…?”
Obnażył zęby.
– Proste. Chcę żebyś odgadła moje fantazje.
Zdziwienie na twarzy Kimiko pogłębiło się, dodatkowo czyniąc ją kredowo bladą.
– … Co?
– Dobrze słyszałaś. Odgadnij je, poprzez udowodnienie mi, że wiesz na czym polegają. Skoro uczą cię tu takiej niesamowitej wiedzy z pewnością rozwiązanie o czym ja skrycie marzę nie będzie problemem. Prościutkie zadanie. Masz na to czas nieokreślony, lecz pamiętaj, masz też tylko jedną szansę. Chyba, że wcześniej sama się poddasz…
– Nigdy – oświadczyła bezwzględnie. Nadal nie potrafiła uspokoić drżących dłoni, z której jedna swoim taktem oddziaływała na Gwiazdę Hanabi i zwracała na siebie uwagę Chase’a.
– Wspaniale. Zatem dowiedz się, co uwielbiam i zademonstruj mi to w swojej sztuce uwodzenia. To będzie nasza mała tajemnica. Będę normalnie przychodzić i cię odwiedzać, za każdym razem z nadzieją, że znasz już odpowiedź. Czy zasady jasne?
– Walczymy tylko o prawo do mojej Gwiazdy Hanabi?
– Jeśli błędnie zgadniesz, Sheng Gong Wu jest moje, ty pozostaniesz moja i uwięziona tutaj, los twoich przyjaciół nieodgadniony.
– Moich przyjaciół…? – powtórzyła cichutko, przypominając sobie, że świat nie kręci się tylko wokół Wu. Wiele by dała za informacje, co się stało z jej dawną drużyną. Układ z księciem Heylinu prawdopodobnie to gwarantował.
– Jeśli dobrze zgadniesz, zyskasz nie tylko Sheng Gong Wu, ale również jedno życzenie ode mnie. Zrobię dosłownie, co zechcesz. Jeden raz.
Kimiko nieufnie zmrużyła nań swe oczy.
– A jeśli zażyczę sobie uwolnienia świata?
– Proszę bardzo.
– Nie oszukujesz?
– Nie śmiałbym podczas wyzwania.
Kiwnęła głową.
– Dobrze. Przyjmuję twoje wyzwanie.
Chase patrzył się, jakby już był zwycięzcą. Pojedynek dopiero się zaczął, ale oczy księcia pełne były niewypowiedzianego zapewnienia, iż Kimiko od razu jest na przegranej pozycji, bo fantazji władcy Heylinu nie da się odgadnąć, chyba że uczestniczyło się z nim w stosunku płciowym. Jednak Japonka nie dopuszczała do siebie choćby cienia myśli, że wydała na siebie wyrok. Stawka była zbyt wysoka, a przecież przy dobrym sprycie z każdym można wygrać, nawet z Chase’em Youngiem. Dodatkowo miała całe mnóstwo czasu, na zgadnięcie tego jego sekretu.
Lecz wciąż uśmiechał się on arogancko i tym samym doprowadzał Kimiko do stanu wielce zmartwionego, bo niepewnego, czy aby faktycznie przypadkiem nie wdepnęła w niezłe bagno i właśnie nie pogrążyła swego losu. Intuicja siedziała cicho, głos rozsądku również. Na nikim nie mogła polegać w tej chwili, jak na własnym instynkcie, który podpowiadał, że to dobry układ, że warto spróbować. W końcu Chase ma swój honor i na pewno jej nie oszukuje, jeśli wygra, spełni jej życzenie, którym niewątpliwie będzie rozkaz, aby sam położył kres swym rządom. Ale Chase był też znany z wielkiej przebiegłości i niedoścignionego sprytu. Jeśli tylko chciał, potrafił być tak bardzo podstępny, że z każdym wygrywał, a nawet jak przegrywał, to i tak wychodził na prostą. Pytanie więc jakiej rekompensaty w razie przegrania się spodziewał.
– Przysięgnij, że mnie nie okłamałeś i zasady zmianie nie ulegną. Mogę wygrać od ciebie jedno życzenie i moją Gwiazdę Hanabi.
– Klnę się na swój honor.
– I super! – zawołała, wcale się nie ciesząc.
Niepewność ściskała jej żołądek, a w serce biła młotem strachu. Young wyprostował się i wraz z nią półszeptem wypowiedział zaklęte słowa symbolizujące początek pojedynku:
– Gong Yi Tan Pai.
W tej samej chwili Gwiazda Hanabi po raz ostatni zabłysła żółtym światłem, a Kimiko rzuciła pożegnalne spojrzenie na jej rubinowe oko, po czym Wu zniknęło. Nie zostało po nim nic, żadnego śladu czy cienia. Z powrotem miała pojawić się wówczas, gdy ujawniony zostanie zwycięzca i na tę myśl Japonka niesamowicie posmutniała, mając wrażenie, że coś w niej pękło lub, co gorsza, utraciła jakąś cząstkę siebie. Skołowanym smutkiem myślom dziewczyny towarzyszył już ból za stratą, jak i na fakt, że już nie będzie mogła w chwilach zwątpienia, odpoczynku czy potrzeby przypomnienia sobie zamierzchłych czasów sięgnąć po przyjaciółkę, jaką udawała wówczas Gwiazda Hanabi. Będzie zdana na siebie, będzie całkiem sama. Wręcz złapała się za pierś, czując, jakby ktoś właśnie bezlitośnie wyrwał z niej jakieś organ.
Chase pozostał z kolei niewzruszony. Bez udziału smoka ognia wstał z łóżka i otrzepał się, odzyskując znów majestatyczny, schludny wygląd.
– Nie mogę się doczekać – powiedział zuchwale. – Do zobaczenia, Kimiko.
I zostawił ją samą. Samą z utrapieniem i z całą masą zarzutów rozsądku, sumienia a nawet instynktu o to, że w tak prosty, głupi sposób, za jakiś bezwartościowy tak naprawdę przedmiot, sprzedała się największemu wrogowi.

◊◊◊

– Dziękuję, Wasza Wysokość – rzekła Matka, otrzymując do rąk sakiewkę z sowitą zapłatą, z której zaledwie mały procent powędruje do portfela Kimiko.
Gdy tylko książę Heylinu opuścił progi Domu Nocy, Wan Lanfen rzuciła rozkazem, by wyciągnąć smoka ognia z pokoju i przyprowadzić do salonu. Boleśnie ciągnięta za ramiona przez swoje siostry Kimiko klapnęła na fotel, w którym zapragnęła się zapaść, gdy ujrzała przed sobą wściekłą minę Matki.
– Gadaj, co tam się działo!
– To nie wiecie? Przecież podsłuchiwałyście. Wszystkie – odparła, a wypowiadając ostatnie słowo spojrzała z lekkim wyrzutem na Keiko. Ta wzruszyła jedynie ramionami.
– Nie wszystko idzie wysłuchać zza tych drzwi. Jestem pewna jednak jednego, czyli tego, że nie słyszałam żadnych orgazmicznych jęków. Nie uwiodłaś go.
– Niestety nie.
– Słyszałam za to twoje okropne piski – dodała ze słyszalną w głosie odrazą. – Dotykał cię?
– Nie – zaprzeczyła szybko i bez namysłu. – Znaczy… Nie wiem… Chyba nie. Nie wiem!
– Jak to nie wiesz? Przecież byłaś przytomna!
– Ale nie wiem! – mówiła zgodnie z prawdą. Wciąż nie docierało do niej to, co się przed chwilą wydarzyło, jakby sama brała udział w jakimś rytuale i dopiero teraz wychodziła z jakiegoś transu sprezentowanego przez złe heylińskie moce. – Do niczego nie doszło.
– Całe szczęście. Jeszcze tego by brakowało, byś cnotę z nim straciła. Tym bardziej, że w ogóle nie dorosłaś do współżycia, co widać po twoich pseudo smoczych tańcach.
Dyris obecna pośród sióstr zaśmiała się wesoło, po czym wysunęła do przodu.
– Mówiłam ci, Matko, ona się do niczego nie nadaje. Nie dała sobie rady uwieść księcia. Straciliśmy naszą jedyną okazje.
– Wcale nie jedyną! – zawołała Kimiko.
– Nie? – zdziwiła się Lanfen.
– On tu wróci… Na sto procent.
– A skąd ta niby pewność?
– Bo mi tak powiedział.
Jedna z brwi Matki poszła ku górze. Dało się słyszeć parsknięcie śmiechem ze strony Dyris, którego nikt inny nie podzielił.
– No dobrze – powiedziała szefowa. – Skoro tak to nie możemy tracić czasu. Trzeba przyspieszyć twoje szkolenie, wystawić cnotę i wybrać ci pseudonim.
– Już sobie wybrałam. – Kimiko wstała na równe nogi, w których czuła lekkie mrowienie.
– Jakiż to?
Wzięła głęboki oddech, jaki zwykła brać wychodząc z ciężkiej opresji.
– Gwiazda Hanabi.

____________________________________________________
note: No, to teraz się wszystko tak naprawdę zacznie. xD

6 komentarzy:

  1. Ja zgadnę pierwsza fantazję księcia, słyszysz Kimikiooooo?! XD A moim życzeniem będzie: idź się, Chase, ożeń ze smokiem ognia. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wykminiłam, ale moja wyobraźnia pracuje pełną parą. xD

      Nie wiem, co jeszcze mogę napisać poza tym, że było:
      1) kulturalnie, elegancko, elokwentnie z dowcipem i przytupem w towarzystwie herbatki
      2) Totalnie hot i totalnie podniecająco, jak ją Chase na łoże rzucił (moja chamikowa reakcja)
      3) Nerwowo, bo przestałam lubić tych laseczek, co już wiesz. Podsłuchują bezczelne pod drzwiami i przeszkadzają! No nawet ja bym sie do czegoś takiego nie posunęła (ja to cicho bym robiła xD)!
      4) Śmiesznie,a przy tym wciąż hot - jak Chase uzyskał info o dziewictwie Kimiko i jak mu się mordka ucieszyła. xD
      5) Zaskakująco. Pojedynek najlepszy. Chyba pierwsze chamikowe opowiadanie, w którym pojawia się pojedynek, a jak już się pojawia, to dajesz z grubej rury. Jeny, odgadnąć i zastosować się do fantazji Chase'a... czego się nie robi dla dobra świata. xD
      Oby księciuniek mając na myśli, że będzie Kimi często odwiedzał, robił to codziennie! I żeby zdążył na sprzedawanie cnoty... Wyłożył biliard heylinów, czy jaką oni tam walutę mają, i powiedział z chłodną pewnością siebie: moja.
      I żeby zbywał Dyris! Głupia pipa zawsze musi dodać swoje trzy grosze. Jak nie Srai mnie wkurza, to Sryris, no kuuurde. xD

      Usuń
    2. I niech pracuje. Może kiedyś zgadniesz. Może zdążysz przed Kimi. Może. xd Taki książę może mieć... pokręcone fetysze. Kto wie, co mu tam w głowie siedzi. Przez najbliższe rozdziały Kimiko będzie dowiadywać się, jaki to on skomplikowany jest. ;x
      Jeśli to pierwsze opowiadanie z pojedynkiem, to miodzio! :D Ach, jestem w czymś zaskakująca... ^^

      Usuń
  2. Patrzę, że nie ma kolejnej notki i wyję z rozpaczy, to kolejny twój blog o tej parze w którym się zakochałam. Błagam o więcej i to jak najszybciej!

    OdpowiedzUsuń
  3. No nareszcie jakieś nierandomowy pojedynek :-D Nie mogę doczekać się ciągu dalszego ^^

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy