poniedziałek, 21 grudnia 2015

8. Czary



Długie i nasycone czernią cienie ciągnęły się za nią niczym prześladowcy, dwojąc się i trojąc w nieskończoność, czyniąc tym samym scenerie snu jeszcze bardziej upiorną. Kimiko zamknięta była na wszystkie spusty w mirażu, w której bawiła się z nią jej bezduszna podświadomość, matka wszystkich strachów gnieżdżących się w głowie młodej kobiety i znachorka popełnionych grzechów, o których z pasją przypominała w okrutnych koszmarach.
Tym razem upadła mniszka zlana strugami potu i drżąca pośród poduszek i rozkopanej kołdry, wyobraźnią tkwiła w piekle, do którego bez walki dała się zaciągnąć, tyle że to piekło nie trawił ogień, ani żadna ciemność; przypominało pałac o błękitno-miętowych ścianach, o obsydianowych kolumnach i o witrażach wyglądających zawsze tak jakby były zlepkiem zbitych z furią kawałków szyb poplamionych krwią. Nienawidziła zmagać się z tymi projekcjami przeżyć, dramatów dręczących jej serce, obaw i pragnień. Zawsze potem, po wybudzeniu, pozostawał kwaśny posmak tajemnicy i swoistego niedomówienia, bo jak niby miała interpretować wizję pałacu Chase’a Younga? Dlaczego była w nim sama, a wszystkie korytarze wraz z komnatami wiały pustkami? Gdyby nie odcięcie od świata zewnętrznego, zapewne skorzystałaby z mało kosztownych usług, jakie oferuje Onejromantka dwie ulice dalej od Głównego Targu. W sumie to nie rozumiała, czemu zawierza słowom lubiących dużo spać prorokom, wszakże nie pamiętała, by jeszcze za czasów istnienia klasztoru Xiaolin wierzyła w podobnych wróżbitów – prawie niczego już nie pamiętała.
Obudziła się nagle, zrazu orientując się, iż serce podskoczyło jej ze strachu do gardła, jakby chcąc ją sobą udławić. W takich chwilach jak ta, czyli świeżo po przetrwaniu starcia z nocną marą, Kimiko nabierała olbrzymiej ochoty, by wziąć ukochaną Gwiazdę Hanabi w dłonie, popieścić czułym dotykiem i ucałować w rubinowe oko. Jednak talizman pozostał w domu, czyli w miejscu oddalonym od niej o dobre parę ulic, i do którego nie może się udać, bo przez swój brak kontroli i niewyparzony język powiedziała za dużo, raniąc tym samym wrażliwą dumę Imperatora.
Licząc, że spojrzenie na ogród sprowadzi ukojenie oraz złagodzi ból, opuściła swój pokój, by usiąść pośród krzewów orchidei i peonii, których symfonia zapachów w istocie koiła nerwy, lecz o fakcie, iż skończy na zawsze w burdelu już zapomnieć nie pomagała. Spojrzała wówczas na swe dłonie, które drgały, jak gdyby chciały coś ścisnąć i zgnieść z tych emocji. Znowu w tej bezradności najchętniej sięgnęłaby po Gwiazdę Hanabi, która była niczym lekarstwo na wszystkie dolegliwości, na wszystkie zmartwienia, w momencie spływając na stan ducha równowagą. Myśląc o mieszkaniu Keiko, zastanawiała się, gdzie może być ukryte oko Chase’a, zakamuflowane pod inną postacią i śledzące ją na pewno nieustanie, gotowe w mniej niż w sekundę poinformować go o złamaniu żelaznej zasady przezeń pozostawionej.
Smutnie dochodziła do wniosku, że nie może dłużej czekać, bo koszmary nie dadzą jej spokoju, i nie pozostaje jej nic innego, jak udać się do Keiko i poprosić o dwie małe przysługi: zabranie ojca ze szpitala, nim wyrzucą go na zimną ulicę, oraz przyniesienie wszystkich własności Kimiko do niej. Rzucając ostatnie spojrzenie czarnemu jastrzębiowi, który przysiadł na gałęzi jednego z drzew, weszła z powrotem do środka Tiánmì.
Większość sióstr była już na nogach i przygotowywała sobie śniadanie, rozmawiając na różne tematy niewykraczających z klasyki banału.
„Ale dziś gorąco. Co z tą jesienią?”
„Hm, widziałaś, jakie nowe kimono zakupiła sobie Dyris? Tylko pozazdrościć.”
„Matka znowu chodzi zbulwersowana.”
W salonie spostrzegła nowy magazyn „Evil”, który został zakupiony zaraz następnego dnia po wizycie Wiecznego w Domu Nocy i do dziś pozostał nietknięty, bo żadna z Mírén nie miała ochoty czytać tej lektury dla baranów, opchanej w stek bzdur zdolnych wyprać mózg po pierwszych trzech stronach, włączając z zamieszczonym na przodzie spisem treści. Z czystej ciekawości Kimiko wzięła go do rąk, by zobaczyć, kto był obecnym szczęśliwcem tygodnia i znalazł się na okładce; jak zwykle nie kto inny, jak Chase Young.
„Czy mu się nie nudzi pozowanie do zdjęć?”
Śmiesznym było dla Japonki to, że książę choć wiedział, że pozuje do zdjęć, po finalnym montażu zawsze wyglądał nie tylko zniewalająco w oczach zakochanych w nim poddanych, co jak model wzięty z zaskoczenia; nie patrzył się w odbiorcę, kompletnie zwrócony był gdzieś w bok i patrzył w dal, a dłonie mu płonęły. Jeden z napisów przy nim głosił, iż znów triumfuje, bowiem spektakularnie rozgniótł jednego ze spiskowców na totalną miazgę. I dobrze, że nie stał przodem, inaczej Kimiko nie miałaby odwagi tak długo sterczeć i gapić się nań niczym sroka w gnat, błądząc myślami gdzieś w morzu pustki i rozterek, tylko momentami zastanawiając się nad tym, co siedzi w tym człowieku, który podbił cały świat; co też nakłoniło go do tego, żeby szukać sobie żony?

◊◊◊

Keiko siedziała przed lustrem w swoim pokoju, opasana w skromne pomarańczowe kimono w żółte kwiaty, zajęta rozczesywaniem swych świeżo umytych włosów. Kimiko towarzyszyła jej przy porannej toalecie, asystując w doborze spinek. Była pod wrażeniem, którego zresztą nie ukrywała, ilości tych błyszczących ozdóbek, jakich przyjaciółka nazbierała, ciężko walcząc o każdy yuan w niekonwencjonalnym zawodzie. Każdego dnia Mírén musiały upiększać się od nowa, dbając o to, by były wymyte do połysku w nasączonej zapachami wodzie, ubrane w zawsze wyprane kimono, wymalowane starannie bez cienia skazy w postaci źle narysowanej kreski i perfekcyjnie uczesane.
– Gotowa na kolejne lekcje? – spytała Keiko, biorąc się za zakładanie kolczyków.
– Pewnie. – Kimiko uśmiechnęła się do niej w lustrze. Myśli związane z ojcem i z talizmanem nie dawały jej spokoju. – Keiko…?
– Tak?
Smok ognia zrobił zaniepokojoną minę.
– Miałabym do ciebie dwie małe prośby…
– Dla ciebie wszystko, siostro. Czekaj! Niech zgadnę. Chodzi o twoje rzeczy, tak?
– Tak. Zostały wszystkie u ciebie.
– Miałam się właśnie ciebie pytać, czy nie chcesz, by ci je przynieść. Skoro nie możesz się stąd wydostać, to warto, byś miała w czym chodzić na co dzień, a nie tylko w jednym kimonie ode mnie.
– Dokładnie. Ale to jedna z dwóch próśb.
– Jaka jest druga?
Kimiko westchnęła smutnie.
– Chodzi o ojca.

◊◊◊

– Dlaczego mi nie powiedziałaś, że posiadasz Shen Gong Wu?!
Keiko po powrocie bynajmniej była nie w sosie, co było widać po jej drżących dłoniach, w których trzymała przekleństwo – dziedzictwo starych czasów – i po oczach piorunujących Kimiko wściekłym spojrzeniem. Nadeszła chwila prawdy, której upadła mniszka do końca wierzyła, że uniknie, wszak wyszła na skończoną, perfidną hipokrytkę, mającą odwagę krytykować Keiko za jej brak szczerości, podczas gdy sama ukrywała w domu narzędzie służące niegdyś do walki ze złem, będące teraz niczym innym, jak zwykłym śmieciem zdolnym przyciągnąć masowe kłopoty. Trzeba było podjąć się jakiejś próby obrony, więc obierając pierwszą lepszą drogę ratunku, Kimiko przyjęła pogrążony wstydem wyraz twarzy, wzruszając przy tym ramionami.
– Bo wiedziałam, co powiesz.
– Kimiko… Masz jeszcze jakieś tajemnice?
Keiko pokręciła głową, zmagając się z wrzynającym w serce gniewem.
– Powinnaś to sprzedać.
– Nigdy – mruknęła zaraz Kimiko.
– Dlaczego?!
– Ma dla mnie zbyt dużą wartość sentymentalną.
Słysząc to, Keiko uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
– Ale ty potrzebujesz pieniędzy, nie jakichś sentymentów! – zawołała.
Im bardziej podnosiła głos, tym bardziej Dyris nastawiła uszu pod drzwiami…
Trzymająca kurczowo w dłoniach magiczny artefakt Kimiko nie miała zamiaru iść na żadne ustępstwa. Zresztą nie było jakich. Nic konkretnego, w miarę treściwego i bogatego w niewidzialne witaminy potrzebne do życia, podnoszące zarówno na duchu, jakie zapewnia owe Wu, nie oferowały poza pieniędzmi, które w ogóle jej teraz nie obchodziły. Nawet jeśli pozyskałaby ich ilość powalającą z nóg, to wciąż będą banknotami objawiające się jako symbol zła deprawujący ludzi, nakłaniających ich do popełnienia grzechu, czego ona sama była zresztą nienajgorszym przykładem, nie zaś walki z tym złem. Poza tym posiadanie zbyt dużej ilości pieniędzy mogłoby zachwiać jej wyuczony system oszczędzania oraz odebrać motywację do ciężkiej, porządnej nauki uwodzenia mężczyzn, a przecież wiedza okaże się aspektem decydującym i ważącym na losie jej godności jako kobiety, gdy to już ponownie stanie oko w oko z księciem.
– Wcale ich nie potrzebuję – odparła w zgodzie z własnym przekonaniem.
– W porządku, rób, jak uważasz.
– I to już? Odpuszczasz tak po prostu?
– Tak, tak po prostu. Jest sens, żebym się z tobą kłóciła i próbowała przekonać cię do sprzedaży tej gwiazdy?
– Nie.
– Ano właśnie.
Naburmuszona i zdecydowanie niezadowolona Keiko zajęła miejsce przed Kimiko na twardej poduszce. Obie Japonki dzielił niski stolik, na który ułożony równo został ceramiczny serwis do herbaty.
– Co dziś ćwiczymy? – zapytała Kimiko.
– Wysławianie się. Nauczę cię języka gejsz.
– Języka gejsz? – Oczy smoka ognia rozbłysły z czegoś zbliżonego do podniecenia. Cieszyła się, że zawód w Domu Nocy trzymał się tak bardzo ram określających artystyczny zawód gejsz. W ten sposób podźwigał miano tego, co miała robić Kimiko do wyższej rangi i pocieszało, że po tym wszystkim, co dla świata zrobiła, wcale nie skończyła jak zwykła dziwka.
– Przede wszystkim zaakceptuj ciszę – zaczęła Keiko. – Koniec z „eee” czy z „yyyy”. Jeśli zabraknie ci słów lub zgubisz wątek, zamilcz, zamiast dopełniać wypowiedź przeciągłym skamlaniem samogłosek. Musisz wyeliminować z siebie ten nawyk. Następnie pamiętaj, że będziesz brzmieć bardziej przekonująco, jeśli przestaniesz mówić „tak jakby”, „chodzi mi o to, że”, „próbuję powiedzieć, że”… Spójrz na polityków. Oni tak nie mówią, książę też nie, bo to najprostszy sposób na znudzenie i nastawienie wrogo wobec siebie odbiorcy, którzy nie cierpią, gdy tracisz ich czas przez swoje nieumiejętne sprecyzowanie formułowanej myśli. Nigdy nie mów pewnikami, jeśli chodzi o przyznawanie się do błędów, a do tego przyznawać się możesz, bowiem każdy z nas popełnia błędy, zwłaszcza kobiety w oczach mężczyzn. Daj się poznać jako słaba istota potrzebująca kogoś silnego w swoim życiu, czyli potrzebującą właśnie mężczyzny. Wystrzegaj się z kolei pewników jak „źle” lub „błąd”. Zamiast nich powiedz: „to był niewłaściwy krok” albo „efekt był daleki od oczekiwań”. Żadnego też mówienia „spoko”, „do bani”, „kurde”. Dam ci słownik synonimów do poduszki.
Poprawa erudycji oraz oratorstwa w wymowie ciągnęła się przez wiele dni i Kimiko, choć dokładała wszelkich starań w jak najszybsze i zarazem najefektowniejsze przyswajanie wiedzy, miała problemy z zapamiętaniem na dobre wykwintnych synonim, górnolotnych słów, których nie powstydziłby się w użyciu żaden autor bestsellerów, aczkolwiek ci ostatnio pisali powieści tak zwane „do jednego worka”, czyli niezbyt bogate w ni to ciekawą, oryginalną i przede wszystkim logiczną fabułę, ni to w stylistykę operującą w pomysłowe metafory czy opisy; każdy styl był szablonowy. Główny nacisk padał na zachowanie zgodności z panującą propagandą i cenzurą, czyli pisanie takich tekstów, które chyliły czoła przed potęgą Heylinu. Stąd też rodził się nowy slang miejski, zastępujący stary nowymi nazwami do porównań mających związek z osobami sławnymi, mianowicie pochodzących ze środowisk Xiaolin, bądź Heylin. Dla przykładu najchętniej ludzkość korzystała z postaci takiej, jak Jack Spicer, który uchodził w świecie za skończonego debila, głąba od siedmiu boleści, któremu nigdy nie brakowało pomysłów do tego, jak zrobić z siebie publiczne pośmiewisko, zaś brakowało zbyt często jaj i zimnej krwi w trudnych sytuacjach, i który był komiczny przez swój marazm w dążeniu do celu, oraz manierę do nazywania się „Geniuszem Zła”, gdy w istocie miał mózg wielkości fistaszka. Z tego też powodu robiono sobie z niego jeszcze większą parodię, mówiąc zamiast „o w mordę jeża”, „o w mordę Jack’a”, lub „o w dupę Jack’a”, „do stu Jack’ów”, i tak dalej, i tak dalej. Oczywiście znalazło się też parę pomysłów, jak zrobić sobie polewkę z przesławnego mistrza Dashiego, założyciela Klasztoru Xiaolin, twórcę wszystkich Shen Gong Wu. Wybór zestawienia między Jack’iem a Dashi’m zależał od tego, do której – jeszcze niegdyś walczących ze sobą – nacji się należało; czy było się po stronie przegranych, czy wygranych. Jeśli chodzi o Kimiko, to ta po przeczytaniu wiadomości zawartych w Evil – którego obiecała sobie nigdy nie brać do rąk – o tym, jak ewoluuje gwara społeczeństwa, postanowiła swobodne i dla śmiechu zabawiać się z budową nowych związków frazeologicznych opartych o słowo „jaszczur”, co było niewątpliwym nawiązaniem do osoby Imperatora, który przecież potrafił zmieniać się w humanoidalną bestię podobną do smoka, lub właśnie legwana. I tak jednak cały ten proces wdrażania nowego słowotwórstwa dopiero stawiał pierwsze kroki, zatem potrzeba było lat, by na stałe mógł zawisnąć w kulturze świata.
Zaraz jednak po pierwszym dniu nauki ładnego wysławiania, po której Kimiko czuła się, jakby miała zrobioną wodę z mózgu, Matka kazała jej zjawić się w salonie, aby razem napisały list do księcia. Pomoc ze swojej strony zaoferowała również Cing, która była obyta jeśli chodzi o literaturę chińską, toteż zapewniała o całej masie pomysłów na formę i główny przekaz myśli zawartej w liście.
– Przekaz ma być chyba jasny i tylko jeden – oznajmiła Kimiko, niechętnie biorąc pędzel w dłonie. – Mam go przeprosić…
– Co dwie głowy, to nie jedna, a trzy to już w ogóle – rzekła Matka. – Jaki masz pomysł na formę, Cing?
– Niech będzie przede wszystkim krótki, czyli cztery, maksymalnie pięć zdań – odparła Cing. – Nie sądzę, żeby księciu chciało się czytać kilku stronicowego wywodu na temat żalu Kimiko.
– Zgadzam się, to dobry pomysł. Nie sądzisz, Kimiko?
– Ja tu i tak zdania nie mam, więc po prostu napiszę to, co mi każecie. – W głosie kobiety sączył się smutek i totalna bezradność oraz brak jakiegokolwiek zapału do tego, co miała zaraz zrobić.
– Napiszemy kilka wersji, a potem zdecydujemy, która najlepsza – ciągnęła Matka. – Pisz, będę ci dyktować na przemian z Cing.
Ponieważ nie było sensu dłużej ukrywać swojej prawdziwej tożsamości, zarówno pomysł z soczewkami został skreślony z listy, jak i ten z używaniem fałszywego nazwiska. Miao funkcjonowała już tylko formalnie w papierach, lecz w Domu Nocy była z powrotem Kimiko Tohomiko, w oczach Wiecznego również, zatem list miała podpisać swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. W gruncie rzeczy smok ognia nie spieszył się z wysłaniem przeprosin, acz Matka wybudzała ją za każdym razem, gdy z lekka przymykała oczy ze zmęczenia wywoływanym przez dłużące się debaty Lanfen z Cing co do treści. Niby tylko cztery, pięć zdań, a jednak spędziły nad nim cały wieczór i poranek następnego dnia.
Gdy już był gotowy, Kimiko z obrzydzeniem spoglądała na wyrazy głoszące o jej przeogromnym żalu i smutku, że zachowała się przy księciu tak, a nie inaczej, doprowadzając do tego, że ten wyszedł wielce urażony.
List i tak miał dojść doń po kilku tygodniach, zwłaszcza że był za granicą. Z racji tej, że Matka nie wierzyła, aby Imperator zechciał wrócić w ciągu miesiąca do Chin znalazłszy pierwszą lepszą piękność bez przetrzepania wszystkich miast i wiosek, obstawiała przy tym, iż spokojnie przeprosiny zdążą dojść, nim jeszcze weźmie ślub. Wszak po nim kto wie, może okaże się typem, który postanowi dochować wierności małżeńskiej i przepadnie szansa na zaciągnięcie go do burdelu? Wiadome decyzje o wyruszeniu do Japonii podjął nagle, czyli nie zwiedził jeszcze całych Chin. Wciąż pozostawał spory kawał Azji do przebadania, gdzieś ta wybranka serca, ideał nad ideałami musi przecież być. Dużym plusem było to, że nie trzeba było podawać konkretnego adresu odbiorcy; w przypadku Jego Wysokości wystarczyło podać jego imię i nazwisko, by już listonosz zadbał, aby korespondencja trafiła prosto w ręce Wiecznego. Niestety nawet ten fakt, że jest to list do kogoś tak ważnego, nie potrafił przyspieszyć czasu trwania jego doręczenia; ba, w końcu każda zwykła fanka mogła do niego napisać, a wówczas, gdyby listy przychodziły z prędkością dźwięku, książę mógłby tonąć w kupie papieru. Mimo wszystko miało to też swoją zaletę w przypadku Kimiko, bowiem dawało sporo czasu na naukę. Jakby nie patrzeć, jeśli listem faktycznie szybciej zwabi go do siebie, powinna być należycie przygotowana.
Tak jak z przyswajaniem nowych słów i uczenie się języka gejsz szło jej topornie, tak nauki wywierania wpływu, jak po maśle. Tajniki manipulacji nie były wyzwaniem. W wolnych chwilach spędzała wieczory na dumaniu o niczym z Gwiazdą Hanabi w ręku, ewentualnie czasem rozmyślając o ojcu, który jakoś się trzymał. Najchętniej Kimiko powtarzała umiejętne korzystanie z koła ratunkowych, jakim mogło być wszystko, co dostępne w pokoju, w przypadku nieprzychylnego zwrotu akcji, w którym przeciwnik – mężczyzna – spróbowałby przejść całą farsę z miłą, manipulacyjną rozmową od razu i rzucić się na nią, a także zalepiania błędów przykrywkami i szybkimi wytłumaczeniami, na które pomysłów było bez liku. Na przykład, w przypadku przejęzyczenia, które mogłoby niechcący coś zdemaskować, należało przejęzyczyć się celowo znowu i zacząć gadać totalną głupotę, a następie zwalić wszystko na nagły atak migreny. Gdyby zaś zdarzyło się, że klient jest do przesady napalony i nie kontroluje swoich odruchów, najlepiej jest się wtedy z nim zabawić w kotka i myszkę, czyli pograć w berka, pobiegać z nim po pokoju, wykorzystać kolumny łóżka jako chwilowe przykrywki, śmiać się, cały czas udając radość, porzucać w niego poduszkami i stworzyć dlań tor przeszkód, aż wreszcie dać się złapać, objąć, ścisnąć, nie przestając udawać, że była to wspaniała zabawa, a nie działanie mające na celu dać upust jego nagromadzonej z niewyżycia energii i wywołane silnego pragnienia, którego zaspokoić może na przykład filiżanka herbaty, jaką winien wypić z tej suchości jednym haustem.
Minął pierwszy miesiąc spędzony w burdelu, a zaraz po nim połowa kolejnego. W końcu Kimiko poczuła ogromną tęsknotę za wolnością i za ojcem, który odejść mógł w każdej chwili, acz nadal szczęśliwie się jakoś trzymał. Jak nigdy wcześniej zaczęła wyczekiwać przybycia księcia każdego dnia, wypatrując go w drzwiach otwartych na dziedziniec i bramę, przez którą jak dotąd przechodzili wieczorem teraz częściej zwykli klienci, obywatele niezwiązani z Heylinem, by Miren mogły uzupełnić portfele Matki i pozyskać narkotyk. Niektórzy wracali następnego dnia, bo tak oczarowały ich umiejętności kobiet, których poczynania Kimiko w żaden sposób nie pochwalała. Nie mogła być jednak w nieskończoność na utrzymaniu Keiko i Matki, które uczyły ją i żywiły. Czas leciał, zaś książę nadal nie przybywał, przez co w pewnym momencie Kimiko zmartwiła się, iż list zdążył już doń dotrzeć, ale nie zdołał zachęcić do odwiedzin, bo jego treść nie została przyjęta w stopniu satysfakcjonującym.
– Na pewno przybędzie – Matka uparcie wierzyła w swoje, podnosząc Kimiko na duchu. – Zresztą masz jeszcze czas, twoja nauka wciąż trwa. Najwyżej nie będziesz czekać na niego. Umieścimy cię w katalogu, wymyślisz sobie pseudonim i, przede wszystkim, wystawimy twoją cnotę na sprzedaż, aby zwabić Heylińców. Jak się postarasz, to niczego nie stracisz, za to dokonasz swojego pierwszego zabójstwa.

◊◊◊

Pewnego późnego wieczora Kimiko została wyciągnięta ze swojego pokoju przez Keiko na prośbę Wan Lanfen.
– O co chodzi? – zapytała, chowając szybko swój talizman pod poduszkę.
– Matka chce, byś zobaczyła, jak to wszystko wygląda – odparła Keiko.
Ot krótka odpowiedź, która smokowi ognia mówiła tyle, co nic, precyzyjnie jednak zaciekawiając tą nutą tajemnicy jej serce, iż z wolą Matki udała się z przyjaciółką do pokoju znajdującego się w tym samym skrzydle Domu po zachodniej stronie. Stanąwszy przed drzwiami od pokoju sąsiadującym z ogrodem i dzięki temu opiewającym zawsze w rozkoszne zapachy, Kimiko nie miała już dłużej wątpliwości, a i zbędne były wszelkie objaśnienia, do kogo się udają. Jednakże po co zaczepiać Dyris o tej późnej porze? Japonce wydawało się przecież, że ruda ma teraz zajęcie ze swym klientem. Intuicja szeptała coś złego.
– O co chodzi, Keiko? Dlaczego tu przyszłyśmy?
– Dyris właśnie uwodzi swojego klienta. Jest już w transie, zatem możesz wejść i pooglądać. Zobaczyć, jak to działa w praktyce.
Kimiko otworzyła szerzej oczy. Wówczas młodej kobiecie zdało się, że jest w stanie dosłyszeć dźwięki przywodzące na myśl jęki rasowej dziwki spełniającej się zawodowo.
– Nie wiem, czy chce… to widzieć.
– Śmiało! – Keiko bez uprzedzenia pchnęła ją do przodu, iż Kimiko omal nie zderzyła się hałaśliwie z drzwiami.
Nadal nie będąc do końca przekonaną, postanowiła się zmusić i zrobić to, co Matka od niej oczekiwała, mianowicie zobaczyć, jak wygląda smoczy taniec w rzeczywistości i dowiedziała się, co ona sama w najbliższej przyszłości przy tak pomyślnych wiatrach, jakie towarzyszą jej teraz, będzie wyczyniać z facetami.
Ostrożnie i z pewną dozą wciąż pozostającej w niej chęci zachowania dystansu do tych spraw oznaczonych tabliczką „intymne”, rozsunęła drzwi, które ustąpiły bez oporów i wpuściły ją do środka, do pomieszczenia zasnutego błękitnymi oparami zapalonych kadzideł, jakie rozpylały zapachową truciznę mamiącą umysł i odbierającą zdrowy rozsądek oraz władzę w nogach. Złoty pokój płonął od świateł zapalonych świec i rozmywał zarazem od licznych smug dymu, w których Kimiko zdawało się, iż porusza się jak zjawa, z doskonałą gracją i bezszelestnie. Niepewnie zbliżała się do łóżka, na którym spostrzegła leżące dwie postacie. Jedna z nich górowała, wspinając się rękoma do góry, wyciągając je i splatając dłonie na szczycie, niby zwyczajnie w świecie się rozciągając, gdyby nie ten mały szczegół, że ramiona pozostawały w nieustannym ruchu, chwiejąc się na boki pod rytmem wijących się dłoni, pozorujących chęć zgniecenia w powietrzu niewidzialnego kwiatu. Rozpuszczone rude loki Dyris zakrywały jej nagie plecy, pozostawiając zaś dekolt odsłonięty dla przedziwnie zaszklonych i niespokojnych oczu heylińskiego biurokraty. Potężnej postury mężczyzna z wąsem i o rysach twarzy Azjaty leżał pod nią, wijąc się oraz skomląc  co rusz coś niewyraźnego. Dyris tańczyła nad nim, siedząc okrakiem i gustownie poruszając biodrami, od czasu do czasu pochylając się do przodu, by szepnąć coś zbereźnego do uszu ofiary swych wdzięków i narkotyku. Słowa padały na potęgę, godząc we wrażliwe uszy Kimiko, które dotąd kompletnie nie znały takiego perwersyjnego języka, właściwego napalonym kochankom.
„Wypełniasz mnie całą tak bardzo, iż czuję się, jakbym miała zaraz zemdleć od tej rozkoszy. Proszę, zostań we mnie, proszę, pieść mnie dalej”, „Możesz poczuć, jak mokro i ciepło tam jest? Och, wchodzisz zbyt głęboko”, „Ach mój panie, zaraz eksploduje, masz zbyt wielkiego!”.
I chociaż Kimiko pewnie w innej sytuacji parsknęłaby gromkim śmiechem, nie potrafiła wydać z siebie najmniejszego dźwięku, czy odrobinę drgnąć w miejscu, w którym zastygła, bo tak zszokowała ją treść, którą ona sama będzie operować, kiedy już nadejdzie jej czas. Obserwowała dalej miłosną grę Dyris, która pomyślnie omamiła klienta, iż ten był ślepy kompletnie na jej ziewnięcia, czy posyłane do oglądającej jej Japonki zuchwalcze i pełne zwycięstwa uśmiechy. Był zamknięty w świecie fantazji, te wszystkie sygnały wyglądały mu zupełnie inaczej. Zbliżał się właśnie do osiągnięcia orgazmu, nadal ubrany w spodnie, ale to nic, bo i ten orgazm nie będzie prawdziwy; zaleje go jedyne uczucie, które odciśnie się w pamięci, zostawiając rano posmak spełnienia, żadnego prawdziwego spuszczania ani spermy nie będzie. To wszystko to była fikcja, gorzkie przedstawienie, okrutne perfekcyjne i niesamowicie niebezpieczne. Mężczyzna łykał wszystko, co Dyris mu mówiła, każde słowo, każdy dotyk odbierał tak, jak ona sobie tego życzyła. Doprowadziła go do takiego stanu, iż w pewnej chwili zeszła z niego zmęczona, siadła z boku, by zwilżyć herbatą gardło, podczas gdy on dalej wił się na plecach jak jakaś ryba wyciągnięta z jeziora na brzeg, egzystując w dziejących się tylko i wyłącznie w jego opętanej przez narkotyk i hipnozę głowie. Unosił ręce do góry, symbolicznie zaciskając palce w powietrzu, myśląc, że ściska piersi Dyris, kiedy ona siedziała z dala od niego i nabijała się po cichu. Żałosny widok. To był jak mroczny rytuał, w którym ruda w pewnej chwili zaczęła jawić się jak sadystka, bo nie dość, że cieszyła się tym widokiem wypranym z zasad humanizmu, to kontynuowała manipulacje, rzucając pytaniem do mężczyzny, czy zechce wynagrodzić ją za „grzeczne przyjmowanie cudownej i niepowtarzalnej rozkoszy”, jakiej nie dał jej żaden inny mężczyzna przed nim, jednocześnie prosząc, by obiecał, aby kiedyś jeszcze ją odwiedził.
– Dla ciebie wszystko, moja wspaniała. Diamentami cię obdaruje… Wszystko dla ciebie zrobię…!
– Zatem dojdź we mnie. Teraz. Zalej mnie całą!
Po czym biurokrata wydał z siebie ostatni, długi jęk zawiadamiający o spełnieniu, którego w rzeczywistości nie było. Zaraz potem zemdlał z tego wycieńczenia. Umysł i ciało, które przez narkotyk chodziły na najwyższych obrotach, nie miały już żadnej siły, by móc dalej funkcjonować.
Dyris nie spiesząc się, dokończyła swoją herbatę, ignorując zupełnie stojącą Kimiko, która patrzyła na śpiącego teraz klienta z olbrzymim na twarzy szokiem. Po chwili ruda wstała, wyciągając ze skrytki w rękawie małą strzykawkę. Poprawiła swoje kimono, którego nie musiała ściągać, jedynie dla większej zabawy aniżeli z przymusu rozwiązać do pasa. Następnie przysiadła przy śpiącym Heylińczyku, podciągnęła rękaw od jego prawej ręki, a na koniec wbiła igłę w żyłę, wpuszczając śmiertelną truciznę do krwiobiegu. Zadanie wykonane, można iść spać i pałaszować we śnie kolejne ciche zwycięstwo nad Imperium.
Jak tylko Kimiko opuściła pokój, haustami zaczęła łykać powietrze po trochu dlatego, że było świeższe od poprzedniego, a po trochu z czystej chęci pożywienia się prawdziwą rzeczywistością, nie tą wykreowaną przez Mírén za pomocą kadzideł, hipnozy i smoczego tańca. Jakby rozpaczliwie chciała się w ten sposób uszczypnąć i wybudzić ze świata snu, w którym przez chwilę sama była uczestnikiem, aczkolwiek tylko obserwowała zajście między Dyris, a jej klientem. Starała się niesłychanie, lecz za nic nie mogła przegnać nikczemnych myśli o tym, że ona również coś podobnego, jeśli nie to samo, wyczyniać będzie z księciem Heylinu. Z nabytą wiedzą i umiejętnościami sprawi, że wojownik całkowicie jej ulegnie, padnie pod nią i stanie się bezgranicznie posłuszny. Poczuje wszystko to, co ona będzie chciała, ujrzy tylko i wyłącznie to, co ona zobrazuje mu słowami, szepcząc czule do ucha niczym rasowa trucicielka czy czarownica, wypowiadająca w ten sposób wieczne klątwy. Jednej nocy sprawi, że stanie się dla Chase’a jego panią, dla której on, zakochany i całkowicie oddany, zechce spełnić każde życzenie.
Wizja ta była warta poświęceń i dalszego starania się w Domu Nocy.

5 komentarzy:

  1. Niech Chase streszcza dupę i wypieprza z Japonii, bo ideał na niego czeka samotny i stęskniony w Domu Nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co jak w Japonii znajdzie lepszą od Kimi?xd Też z niebieskimi oczami?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Anonimowy12/24/2015

    Super! Życzę wesołych świąt i weny!:) Czekam na Chase'a!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ;) Wzajemmie! Chase pozdrawia z Japonii :D

      Usuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy