środa, 25 listopada 2015

6. Wieczny Cesarz Imperator, Książę Heylinu




Gwardia Cesarska eskortująca samego Imperatora przyjechała konno, odziana w jednakowe, czarno-zielone zbroje, wystawione na zachodzące słońce i lśnienie w jego pocałunkach blasku. Twarze ich wszystkich zakrywały maski o demonicznych twarzach, za którymi wyłaniała się korona pukli długich włosów.  Było ich około dwudziestu, a dwoje z nich trzymało w dłoniach sztandary ze złotym okiem o pionowej źrenice na ciemno-zielonym tle – symbol Heylinu pod hegemonią Chase’a Younga. Po tym symbolu rozpoznawało się najwyższych i najważniejszych panów i wojowników, którzy na co dzień mieli bezpośredni kontakt z Wiecznym. Protektorzy, którzy jak wasale sprawowali pieczę na innych kontynentach, posiadali własne znaki, o własnych barwach, aby dać ludziom możliwość odróżnienia złych od gorszych, ważnych od mniej ważnych.
Otaczany najlepszymi wojownikami mogącymi stąpać kiedykolwiek po świecie, Imperator, podróżujący na karym, długogrzywym koniu rasy Quarter, zatrzymał cały swój oddział przed bramą do Domu Nocy. Jego długie  czarne włosy kaskadą opadały mu na plecy, mieniąc się złowrogim zielonym blaskiem, co było nienaturalnym efektem wieloletniego spożywania smoczego eliksiru. Uśmiechając się na napis na tabliczce zawieszonej na wielkich wrotach, zszedł z wierzchowca, a wraz z nim pięcioro jego ludzi. Jacyś mieszkańcy przechadzający się nieopodal ulicą na jego widok padli na twarz, onieśmieleni jego dostojnością. Poniekąd też ze strachu.
Okuty jak zawsze w swoją ciemno zieloną zbroję, wyróżniającą się od zbroi towarzyszących mu wojowników złotymi naramiennikami, jakie zwykli nosić księża i cesarze w starożytnych Chinach, szedł prosto przed siebie, nie zawracając sobie głowy oddającymi mu pokłony poddanymi, bo to i tak były w jego mniemaniu tylko pionki, które nim zdąży mrugnąć okiem, zamienią się w garść popiołu. Smoczymi również od eliksiru, który pił każdego dnia dla zachowania wiecznej młodości, oczami, wpatrywał się w otwarte na oścież wejście do Domu Nocy. To tam musiała wbiec ta piękność, która spanikowawszy na ich widok, chwilę ścigała się z ich końmi, aby zdążyć do burdelu przed nimi. Pokonawszy w krótkim czasie dziedziniec, wszedł do środka Tiánmì. Japonka, która nie tak dawno do niego wbiegła, by poinformować Matkę o zbliżającym się majestacie zdążyła na czas. Imperator nawet nie raczył wcześniej ocenić wyglądu dworu i zdobiących domostwo kwiatów oraz dekoracyjnych rzeźb, co było zjawiskiem dziś już rzadko spotykanym. Tak jakby czas go naglił i do Domu Nocy wchodził z jakiegoś przymusu lub obowiązku.
Gdy się zjawił, Wan Lanfen zbladła, jak gdyby zobaczyła najprawdziwszego ducha. Serce podskoczyło jej do gardła i po raz pierwszy w swoim życiu połknęła język w gardle, nie umiejąc się przywitać. Nawet Dyris, która zawsze była w stanie zastąpić Matkę w sytuacjach podobnch i pochwalić się swoją bystrością oraz cechami osoby elokwentnej, stała niczym wryty w ziemię słup, wpatrując się  nieskończenie nieskazitelne oblicze Imperatora, władcy całego świata, władcy ich dusz. Pozostałe sześć Mírén również nie wiedziały, co ze sobą począć, w dodatku trzęsły się ze strachu, o którego istnieniu zapomniały w dniu, w którym z pełną swobodą nauczyły się tępić zarodniki Heylinu. Na wszystkich wpłynęło tak pojawienie się Wiecznego, bowiem dla nikogo nie był znany powód jego wizyty; wszak powinien być zajęty  szukaniem odpowiedniej niewiasty nadającej się na bycie jego księżniczką. Z tego też faktu wszystkie wystraszyły się, że ich działalność jakimś cudem mogła zostać odkryta, a książę osobiście przybył po to, by wymierzyć sprawiedliwość i wybić sprawców, którzy mieli czelność zaszkodzić jego ludziom.
Książę zagłębiając się do wnętrza głównego pawilonu, nic nie mówił, czekając, z wyuczoną do perfekcji na przestrzeni kilkunastu wieków cierpliwością, na pierwszy ruch ze strony Matki i jej prostytutek. Przypominając sobie o obowiązujących ją zwrotach grzecznościowych, Wan Lanfen uklękła przed Imperatorem, gdy ten zatrzymał się przy fotelach okrążających stolik z czasopismami. Kiedy już w jej ślady poszły wszystkie dziewczęta, spoczął na nim, a po chwili dołączyli doń heylińscy wojownicy, acz dwójka z nich zmuszona była postać, bowiem miejsc nie starczyło. Nadal milczał, toteż Matka postanowiła w pełni wziąć sprawy w swoje ręce. Wszak nie po to tyle lat walczyła z Heylinem, aby teraz wymięknąć na widok jego księcia.
– Wasza Cesarska Mość… To wielki zaszczyt przyjąć cię do nas – mówiła, nie przestając dotykać czołem podłogi.
Książę Heylinu milczał jeszcze jakiś czas, zmuszając tym samym kobiety do dłuższego klęczenia. Powoli rozejrzał się po całym pomieszczeniu, wymieniając ze swoimi wojownikami wesołe i pełne nieposzanowania względem prostytutek spojrzenia, niby wymieniając się z nimi telepatycznie jakimiś soczystymi komentarzami.
– Rozumiem, iż na poczęstunek z herbaty nie mamy co liczyć? – odezwał się wreszcie, a gdy jego ciężki ton głosu zabrzmiał w pawilonie, Wan Lanfen poczuła, jak przechodzi ją dreszcz.
Przeczuwając, że już jej wolno, wyprostowała się w plecach, wciąż jednak pozostając na klęczkach, po czym zerknęła na roztrzaskany na drobne kawałki dzbanek, pod którym wsiąkała w panele olbrzymia kałuża herbaty. Pamiątka po Kimiko, która na wieść o zbliżającym się Cesarzu upuściła naczynie z rąk, a następnie dała nogę, pędząc w poszukiwaniu jakiejś kryjówki. Matka zdążyła krzyknąć do niej, aby wróciła ze szmatą i starła podłogę, ale Kimiko zamiast pobiec po nią do kuchni, pobiegła do… swojego pokoju, jak gdyby kierowana przeczuciem, iż to niby tam właśnie będzie bezpieczna, choć było to bzdurą.
Wróciła do swej wcześniejszej pozycji, składając księciu kolejny ukłon.
– Bardzo Waszą Wysokość przepraszam za ten bałagan! – Zerknęła na Yu Tian. – Posprzątaj to.
Książę nic jej na to nie odpowiedział, zaś obrócił się wraz z okręcanym krzesłem ku stolikowi, którego powierzchnie zajmował między innymi katalog z portretami Mírén i ich krótkimi opisami.
– Dlaczego nie widzę tu magazynu Evil do czytania? Toż to obowiązkowa lektura. – Przeczesawszy leżącą makulaturę w poszukiwaniu tytułu, który nadawałby się na zastąpienie jego ulubionego tygodnika, rzucił dwa egzemplarze z Mírén swoim żołnierzom.
Tymczasem Wan Lanfen wymyśliła kłamstwo.
– Dzisiaj po południu zorientowałyśmy się, że go nie ma. Jakiś klient musiał się zapomnieć i zabrać je ze sobą. Nie zdążyłyśmy zakupić dziś nowego…
– Mhm – mruknął tak, jakby wcale nie wierzył w ani jedno jej słowo, ale ponieważ nie chciało mu się prowadzić dochodzenia w tej sprawie, zignorował to i przeszedł od razu do rzeczy: – Czy to wszystkie panny, jakie tu pracują?
Uznając, że nic się nie stanie, jeśli wstanie, Matka podniosła się z podłogi, a wraz z nią wszystkie skrytobójczynie. Powiodła po nich wzrokiem, a wówczas zorientowała się, że oprócz Kimiko brakuje również Keiko; Japonka ta musiała pobiec za spanikowaną przyjaciółką, pragnąc wesprzeć ją w tej trudnej chwili. Dokądkolwiek jednak poszły, Matce bardzo się to nie spodobało.
– Nie, Wasza Wysokość. Brakuje jeszcze dwóch, z czego jednej nie znajdzie książę w katalogu, gdyż jest nowa i ani nie potrafi naszych sztuczek, ani nie posiada pseudonimu…
Wnet jeden z wojowników, który trzymał ów katalog w dłoni, zarechotał, wyczytując jedną z nazw:
Nuta Słodkości! Jak to brzmi!
Imperator jak gdyby podchwytując dobry żart, uśmiechnął się szerzej do swoich żołnierzy, którzy rechtali bez żadnych skrupułów. Matka z kolei zignorowała ich zachowanie i pozwoliła sobie kontynuować:
– Czy Wasza Wysokość pragnie spędzić nadchodzą noc z moimi dziewczętami?
– Nie ja, lecz dwóch moich wojowników – odparł. –  W połowie drogi stwierdzili, że są strasznie napaleni na dziwki, które od kilku dni siedzą im w głowach. I to przez jedną z was, której teraz tutaj nie widzę – odpowiedział, nawiązując do Keiko, którą poznał jako Sayuri.
– Wasza Wysokość jest pewien, że to była dziewczyna od nas? Albo, że nie ma jej teraz wśród nas?
– Mogą pieprzyć mi się imiona, ale pamięć do twarzy mam dobrą. Nie ma jej tu.
Matka popatrzyła tym razem na Dyris, gestem dłoni nakazując się do niej zbliżyć.
– Dyris, poszukaj je i sprowadź.

◊◊◊

Serce Kimiko szalało w jej piersi, omalże roztrzaskując żebra, tudzież rozcinając płuca gwałtownymi skokami, jak gdyby pragnęło wyrwać się z klatki, którą stanowiło targane strachem ciało Japonki. Keiko biegła tuż za nią, ale przyjaciółka była nieuchwytna i dopiero na końcu korytarza, czyli w ślepym zaułku, od którego można było tylko zawrócić lub wstąpić do któregoś z sąsiadujących pokoi, zdołała ją dogonić. Wpadając w ramiona Keiko, Kimiko puściły nerwy i rozpłakała się.
– Błagam… Błagam schowaj mnie gdzieś…! Gdziekolwiek! Schowaj!
Nie chcąc jakby tracić czasu na zbędne ceregiele w postaci słownych przytaknięć, Keiko wciągnęła ją do czyjegoś pokoju – do pokoju Dyris. Tam się zatrzymały, bo nie widziały żadnej dobrej kryjówki, mogącej ukryć Kimiko na pewien czas, o ile okazałoby się, że książę faktycznie przybył po to, aby przeczesać Dom w poszukiwaniu xiaolińskiego smoka. Szafa była za mała, kufry na przedmioty różnego rodzaju też, stoliczek do herbaty za niski, iż nawet kot by się pod nim nie zmieścił, a łóżko z kolei było zwykłym materacem przylegającym bezpośrednio do podłogi. Kimiko nie pozostało nic innego, jak tylko stanąć na środku pokoju i zacząć się modlić.
– Powiem Matce, że się źle poczułaś, i że wymiotujesz. Nie będzie cię ściągać do salonu – zapewniła Keiko, po czym zasunęła za sobą drzwi, zamykając smoka ognia z jedynie lichą nadzieją, jako przyjaciółkę i wsparcie psychiczno-duchowe.

◊◊◊

– Matko, Miao nigdzie nie ma – oznajmiła Dyris, która znalazłszy na korytarzu tylko i wyłącznie Keiko, postanowiła z nią wrócić, bowiem jak najprędzej pragnęła z powrotem znaleźć się w salonie, w którym przebywał przystojny książę.
– Jak to nigdzie jej nie ma? – warknęła Matka. O ciut za głośno, iż zwróciła na siebie uwagę Imperatora.
– Miao źle się poczuła i wymiotuje – pospieszyła z fałszywymi wyjaśnieniami Keiko.
– Od czego? Zresztą nieważne, i tak nic nie umie, więc ustawiajcie się! Raz, dwa!
Dziewczyny stanęły w szeregu jedna obok drugiej. Wyprostowały się jak na zawołanie, wysilając na pełne zalotów uśmiechy. I choć stały na baczność, a wnętrza targał im huragan obrzydzenia na widok wojowników z cesarskiej gwardii, którzy z Heylinem styczność mieli od kilkuset lat, wyglądały uroczo, profesjonalnie – jednym słowem kusząco, iż spragnieni rozkoszy wojownicy zaczęli się ślinić. Pamiętając jednak o naglącym ich czasie, pospieszyli się i zaczęli namyślać.
Imperator, który dostrzegł w tłumie Keiko, prychnął przez nos.
– Pamiętam cię – rzekł, wskazując ją palcem i uśmiechając się przy tym.
 Następnie zwrócił się do żołnierza czytającego właśnie katalog z poleceniem, aby przerwał i przekazał go jemu. Otrzymawszy owe portfolio z prostytutkami, powierzchownie przeczytał stronę poświęconą Keiko. Zorientował się, że ma kolor włosów ciepło orzechowy, bardzo naturalny, co według opisu miało znaczyć, iż funduje gorące rozkosze.
– Jak miałaś na imię, Glorioso?
Keiko przełknęła ślinę.
– S-Sayuri, mój panie…
Słysząc to, dziewczęta stojące obok niej popatrzyły na nią zdziwione, co nie uszło uwadze księcia.
– Zbliż się. Pokaż, jak całujesz.
Gdy padła ta komenda, nogi Keiko zrobiły się miękkie niczym z waty. Nim postąpiła naprzód, musiała na nowo odnaleźć w sobie odwagę i przypomnieć nauki, jakie w Domu Nocy miała. Dopiero wówczas podeszła do niego, po czym nachyliła się, kładąc dłonie po obu stronach oparcia fotela. Chwilę trzymała z nim kontakt wzrokowy, a potem pocałowała, stawiając na siłę i namiętność, iż w efekcie całowała go zachłannie, od razu wciskając się językiem do środka, szarpiąc wargami za jego, do tego wydając przy tym ciche pomruki. Nagle książę odepchnął ją od siebie niby z gniewu. W rzeczywistości był niezadowolony, ale nie miał ściągniętych z tego powodu brwi. Keiko, która omal nie wywróciła się od siły jego ciosu, otarła tylko usta rękawem swego kimona, nie żałując tego, iż źle według niego wypadła.
 Wojownicy dokonali wyboru, nie do końca pewnego. Ciężko było wybrać spośród całej ósemki pereł te dwie najpiękniejsze. W końcu okazało się, że kryteria gustu wojownika o kaukaskiej urodzie imieniem Crove spełniała Keiko, zaś tego drugiego, rodowego Chińczyka, który walczył kiedyś dla cesarza Jianwena, noszącego imię Zen Yu – Fumi. Tylko Crove i Zen Yu byli tak spragnieni kobiecego ciała, zatem reszta dziewczyn rozeszła się do swoich pokoi, patrząc jak Keiko i Fumi za rękę prowadzą ich do swych sypialni i nie przestają się przy tym zalotnie uśmiechać. Cesarz z resztą swoich ludzi pozostał w salonie, siedząc w wygodnym fotelu i w milczeniu przeglądając leżące na stoliku czasopisma.
Dyris tymczasem postanowiła zrobić coś, co kusiło ją już od dłuższego czasu. Złośliwa natura nakłaniała do tego, by zaszkodzić nowej Mírén w ich w Domu, która, jak się okazuje, nie jest tak naprawdę tą osobą, za którą się podaje. Targała nią tak silna ochota, by wiadomość o tym, co udało jej się dowiedzieć z podsłuchiwania, dotarła również do Imperatora, była tak wielka, iż nie powstrzymując się ani trochę, zaczepiła Matkę, gdy ta siadła za recepcją chcąc wyliczyć koszty usług, by potem wystawić wojownikom rachunek.
– Matko, czy ty wiesz, że Miao ma w ogóle zamiar nosić szkła kontaktowe, bo nie chce mieć niebieskich oczu?
– Co ty opowiadasz?! – Uniosła się ogromnie, nie dowierzając.
– Mówię prawdę. Słyszałam, jak rozmawiała z Keiko.
– Zwariowała chyba. Jej oczy są jej największym atutem, a ona chce je ukryć? Wybije jej ten durny pomysł z głowy.
Kątem oka dostrzegła, że siedzący w fotelu książę nieco zwrócił się profilem w ich stronę, nadal podparty ręką zgiętą w łokciu. Wyglądało na to, że dotarły do niego strzępy ich rozmowy, toteż zaczął się przysłuchiwać. Dyris uznała to za swój punkt.
– W ogóle ona tak naprawdę chyba nie ma na imię Miao, ale Kimiko. Słyszałam, jak Keiko się tak do niej zwraca.
Wówczas Matka spojrzała na nią lodowatym wzrokiem. Pokręciła tylko głową z dezaprobatą, jednocześnie zaciskając usta w cienką linie. Nie była głupia, a że jeszcze znała charakter Dyris, zrozumiała jej taktykę, która była po prostu zdradziecka.
– Podła z ciebie żmija, Dyris – wyszeptała, po czym zerknęła w stronę Imperatora. Ruda uczyniła to samo, ciekawa jego reakcji.
Wieczny wciąż siedział, analizując w milczeniu usłyszane słowa. Nie wydawał się nimi ani poruszony, ani zaskoczony, a jednak po chwili poruszył się w siedzeniu, zerkając na swych żołnierzy. Dopiero oni zobaczyli, że był spięty i zły.
– Znaleźć mi ją.

◊◊◊

Kimiko chodziła po pokoju Dyris, który był zlepkiem wysoce udekorowanych mebli, wyścielonych złotymi płótnami, z łóżkiem z baldachimem, ze ścianami przysłoniętymi zasłonami, które stosuje się do okien, z pułkami o złotych ornamentach, oraz z licznymi kuframi na rzeczy osobiste, w których roiło się od między innymi wspaniałej biżuterii. Nie miała głowy, by oceniać wystrój pomieszczenia, bowiem ciągle zastanawiała się, czy by nie wyjść na korytarz i nie spróbować otworzyć któregoś z zakratowanych okien. Tutaj, w pokoju Dyris, jak w każdym innym, brakowało ich, przez co można było dostać klaustrofobicznego odczucia, iż jest się w klatce. W końcu namyśliła się, stwierdzając, że albo wyjdzie teraz, albo zostanie tu, gdzie jest, bo im dłużej zwlekała, tym większe były szanse na to, że książę wydał już rozkaz przeszukania Domu Nocy. Bo niby z jakiego innego powodu mógł tu przybyć? Raczej nie ze zwykłej ochoty na dziwki, tego Kimiko była pewna.
Rozsuwając powoli drzwi, ostrożnie wyjrzała na korytarz, sprawdzając, czy nikogo nie ma. Pusto. Wysunęła głowę, potem całe ciało i cichutko na palcach zaczęła iść ku ślepemu zaułkowi. Kiedy już się tam znalazła, podeszła do okna, które jako jedyny otwór w tym holu wpuszczało promienie światła do środka. Adrenalina w jej żyłach nie przestawała pracować. Liczyła, że okno uda się otworzyć, ale nie posiadało żadnych zawiasów, czy klamki – było nie do otwarcia. Pomyślała, że mogłaby wypalić dziurę, jednak zaraz wybiła sobie z głowy ten pomysł, bo nie dość, że gdyby jakiś wojownik zobaczył ślad po ogniu, książę miałby już pewność, iż ona tu pracuje, a nawet jeśli zdołałaby uciec, i tak, i tak zmuszona będzie tu wrócić. W dodatku Matka pociągnęłaby ją do kosztów.
Zrezygnowana postanowiła wrócić do pokoju, lecz gdy się odwróciła, na przeciwnym końcu korytarza, jakieś parę metrów przed sobą, dostrzegła dwóch mężczyzn w czarno-zielonych zbrojach. Zamarła.
– Ty tam, stój! – rozkazał jeden z nich, ale Kimiko ani myślała go słuchać.
Kierowana strachem i instynktem spróbowała wejść do któregoś z pokoi, ale wszystkie znajdujące się najbliżej jej położenia były zamknięte. Do pokoju Dyris miała kilka kroków.
„Jest szansa!”
Z nadzieją, iż zdąży dobiec do pokoju nim mężczyźni dobiegną do niej, zerwała się do biegu. I faktycznie dała radę. Prędko rozsunęła drzwi, po czym spróbowała za sobą zamknąć, by potem już tylko przekręcić zamek i poczuć się chwilowo bezpiecznie. Niespodziewanie w trakcie zasuwania, klinga białego ostrza zdążyła się przecisnąć i zablokować jej czynność. Kimiko tak bardzo wystraszyła się nagłego wysunięcia w jej kierunku katany, iż odskoczyła do tyłu. Mężczyźni wtargnęli do środka, szybko się na nią rzucając. Kimiko  przyszykowała swoje pięści, gotowa się bronić. Niestety z braku ćwiczeń jej kondycja i motoryka ciała pogorszyła się, przez co nim zaatakowała, jeden z żołnierzy zdołał już położyć na niej swoje łapska. Pisnęła.
– Nie wierć się! – wrzasnął wojownik chowający do pochwy katanę, który następie ruszył z odsieczą swemu przyjacielowi.
Kimiko czuła, że serce za chwilę naprawdę wyskoczy jej z piersi, rozpruwając klatkę piersiową niczym pocisk. Szarpała się z nimi, targała, walczyła, wszystko, byle tylko nie zaciągnęli jej do salonu. Byli jednak zbyt silni, by mogła się długo opierać. Szybko zaczęła oddychać płytko nie ze strachu, zaś ze zmęczenia.
Widziała, jak prowadzą ją do foteli, na którym jednym z nich siedział zwrócony do niej tyłem długowłosy mężczyzna. Nie potrzebowała potwierdzeń, by mieć pewność co do jego tożsamości. W momencie w jej szarpaniach pojawiła się nie wiadomo skąd dodatkowa siła napędzana świadomością, iż jeśli zaraz czegoś nie zrobi, zginie. Spróbowała się więc zapalić, przeistoczyć w chodzącą pochodnię, ale ponieważ umysł miała w chaosie, nie potrafiła się skupić i przywołać płomieni.
– Co ona wyprawia, dlaczego się tak zachowuje? – pytała Matka Dyris, widząc jak Kimko nadal próbuje się oswobodzić. A odgłosy tej szamotaniny docierające do Imperatora, były niczym melodia lub hymn zwycięstwa dla jego uszu. Matka owszem wiedziała, że chowa się ona ze swoim prawdziwym imieniem, jednak czemu tak bardzo panikowała przed Imperatorem, tego już nie potrafiła pojąć. Powoli docierało do niej, że jej nowa pracodawczyni musi mieć coś poważnego na sumieniu.
Kimiko stanęła przed nim, lecz twarz trzymała zwróconą doń profilem i z zamkniętymi oczami w nadziei, iż może jeszcze jej nie rozpoznał; że może nawet, jakimś cudem, pozwoli jej odejść bez wcześniejszego sprawdzenia tożsamości. Choć szans nie miała na to żadnych, modliła się w duchu do bogów o tę drobną łaskę i wyciągnięcie jej z tej opresji. Cały czas zaciskała powieki, tłumacząc sobie, że nie może pokazać mu swoich oczu. Wszystko, byle tylko mu ich nie pokazać, bowiem wtedy wszystko stanie się jasne. Niestety szybko ten sam wojownik, który ją do księcia zaciągnął, widząc niechęć Japonki do ukazania w pełni swej twarzy, uderzył ją mocno w plecy, popychając jeszcze kawałek do przodu. Wówczas stanęła przodem do niego i uświadamiając sobie bezsens z dłuższego chowania swego spojrzenia, z wolna otworzyła oczy, a kiedy czarny obraz powoli zanikł i zobaczyła oblicze swego dawnego, śmiertelnego wroga, struchlała.
Na początku książę siedział wciąż w tej samej pozie z głową wspartą prawą ręką, która zasłaniała jego usta, co utrudniało odczytanie wyrazu jego twarzy. Dopiero po chwili wyprostował się, pozwalając Kimiko dostrzec pełen satysfakcji uśmiech, który uderzył ją w serce całą masą ciężkimi jak kowadło batami.
„To koniec.”
Pragnąc delektować się tą chwilą wiekopomnego zwycięstwa, którego piętno miałoby przyświecać chwalebnie dumie księcia, zaś Kimiko przypominać o poniesieniu kolejnej klęski, nie pospieszył się z tym, żeby wstać i cokolwiek zrobić, jakkolwiek skomentować. Siedział jeszcze długo, lustrując postać stojącej przed nim Japonki od góry do dołu, odzianej w zapożyczone kimono, w którym wyglądała nie najgorzej. Zdawać by się mogło, że sytuacja odwróciła się i teraz to wojownicy okrążający dziewczynę zaczęli odczytywać myśli swego pana, których treści – prawdopodobnie czarne, nikczemne i może nawet nieprzyzwoite – rozbawiały ich do tego stopnia, że chichotali cicho za jej plecami. Speszona tym wszystkim Kimiko z powrotem zaczęła trzymać głowę spuszczoną, pragnąc by opadająca na jej twarz firana czarnych włosów, ukryła ją całą przed świdrującym spojrzeniem złotych oczu arcywroga. Była jak upieczony królik na talerzu, wydany mu na spałaszowanie.
Nagle Wieczny Cesarz Imperator namyślił się, by rozprostować chwilę nogi; wstał i długo nie odrywając od tej odnalezionej zguby złośliwego, knującego spojrzenia, i łobuzerskiego uśmiechu, podszedł do Matki, która nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co się dzieje, pamiętała o swych obowiązkach opiekunki, zatem gorączkowo myślała nad jakąś deską ratunku, którą mogłaby Kimiko podrzucić. Trzeba było wymyślić coś, co by nie tylko ją uratowało, ale i nie rzutowało negatywnymi konsekwencjami na cały Dom. Ale widok twarzy Imperatora tuż przed sobą bynajmniej nie pomagał.
– Jednak wybrałem dziewczynę. O tę. – Bezlitośnie wskazał Kimiko palcem. – Czy możemy dostać jakiś osobny pokój, by pobyć sam na sam?
– Oczywiście, Wasza Wysokość, ale…
– Żadnych ale – przerwał tonem nieznoszącym sprzeciwów.
Matka zerknęła na Japonkę w opresji. Gdy zmierzyła się ze spojrzeniem niebieskich oczu czerwieniących od napływu łez, przeklęła w duchu.
– Jednakże, Wasza Wysokość – ostrożnie podjęła się próby ratowania swojej nowej pracownicy – uniżenie prosiłabym o wybranie sobie innej… – Uniosła nań oczy, w których tańczyły światła strachu.
– Albowiem?
– Albowiem dziewczyna jest nowa i nie poznała jeszcze w pełni arkanu naszej sztuki miłosnej.
– Nic nie szkodzi – orzekł, ponownie zerkając na Kimiko i to do niej kierując te ostatnie słowa: – Wezmę ten obowiązek na siebie.
Gdy z powrotem spojrzał na Matkę, było jasne, że kobieta nie może mu odmówić, inaczej spotka ją straszliwa kara, a ona, chociaż lubiła Kimiko, nie mogła ryzykować. Miała obowiązek chronienia również innych dziewczyn, zatem liczyła, że zrozumie ona jej decyzje i nie zechce się mścić.
– Dyris! – zawołała rudą, która promieniowała z satysfakcji. Posłała jej znak, by oddała im na tę schadzkę swój pokój, bo to wstyd zapraszać Wiecznego do tego, w którym brakuje mebli. Dyris chętnie objęła rolę przewodnika i gestem dłoni zaprosiła Imperatora, by on i Kimiko udali się za nią.
Matka podeszła jeszcze do załamanej Japonki, chcąc szepnąć jej coś na ucho:
– Nie rób nic głupiego, a wszystko, co ci rozkaże.
Na koniec jedyne, czym raczyła ją obarczyć, to żadnymi słowami otuchy, zaś ciepłym i pełnym współczucia spojrzeniem. Kimiko, długo się wahała, by ruszyć wreszcie z miejsca, lecz postawa czekającego na nią księcia była nie do zniesienia. Unikając więc jego wzroku poszła przed siebie niczym prowadzona na rzeź świnia. Książę puścił ją przodem.

◊◊◊

Znowu nie zawracała sobie głowy oceną wspaniale udekorowanego na złoto pokoju Dyris, bowiem jedynie, wokół czego skupiały się myśli Japonki, to krążący wokół niej jak jakiś napastnik lub kat Imperator. Trzęsła się, co było widać gołym okiem. Płakała, co usłyszałby każdy głuchy człek. Schowanymi pod długimi rękawami różo-białego kimona ramionami, uroczo odnoszącym się do jej cnoty, zapragnęła objąć siebie samą, bo nagle poczuła się jeszcze mniejsza niż zwykle i jeszcze bardziej samotna, opuszczona przez wszystkich.
Wreszcie książę zatrzymał się przed nią.
– Hm… Płaczesz? – Spróbował ściągnąć palcem łzę z jej policzka, lecz Kimiko rychle się odsunęła.
– Nie dotykaj mnie!
Książę zabrał rękę, uśmiechając się.
– W porządku, nie zamierzam. – Wycofał się, dając krok w tył, po czym przypatrzywszy jej się dobrze, zaczął oglądać pokój w jakim się znaleźli. Stanął na jego środku, by ponownie spojrzeć na połykającą słone łzy Japonkę. – Płaczesz z samego faktu, że cię odnalazłem, czy może z tych niegodnych xiaolińskiego smoka okoliczności, w jakich to się stało?
Sama nie była do końca pewna, toteż powstrzymała się od udzielenia odpowiedzi na to pytanie, zaś zadała własne, dzielnie na księcia spoglądając:
– Jesteś szczęśliwy z tego, jak skończyłam?
– Po prostu mnie to bawi. – I faktycznie nie krył się ze swym pogodnym nastrojem.
Kimiko ponownie spuściła wzrok, zaciskając dłonie w pięści. Wytrzyma te blamaże, zniesie każdy jego atak, nieważne, jaki nie byłby okrutny i z jaką siłą wywołującą zażenowanie. Przetrwa to, jak wszystkie trudności, które zgotował jej los przez ostatnie dwa lata.
– Przyznam szczerze, że to ostatnie miejsce, w jakim bym się ciebie spodziewał – oznajmił, podchodząc do niej. Przeczuwał, że nie uzyska żadnej reakcji ze strony upadłej mniszki i słusznie, bo jej nie dostał. Zamierzała udawać słup bez duszy, odporny na wszystkie uszczypnięcia, aż do chwili: – Ta cała Gloriosa to twoja przyjaciółka? Doprawdy zasługuje na śmierć za te wszystkie kłamstwa.
Kimiko wybałuszyła oczy.
– Błagam, daruj jej życie! – zawołała, zbliżając się o jeden krok, by książę był w stanie lepiej dojrzeć proszalny wyraz twarzy Kimiko. Lecz na przestrzeni wielu wieków zdążył on nauczyć się bezwzględności na tego typu zagrywki próbujące wywołać u niego miłosierdzie.
– Ty lepiej błagaj o własne – rzucił oschle.
Usłyszawszy to, Kimiko przełknęła głośno ślinę. Nie, ona nie może umrzeć. Ne może zostawić swego ojca, wszak obiecała mu opiekę; obiecała mu iść naprzód i walczyć z Heylinem. Jeśli jednak pragnęła spełnić swoje zobowiązania, musiała wpierw wyciągnąć swe życie z łap tego wiecznie młodego autokraty, a innej drogi niż ta, by istotnie zacząć prosić o akt miłosierdzia z jego strony nie było. Nie mając zatem choćby cienia gwarancji, czy to się powiedzenie, padła przed nim na kolana, jak nigdy dotąd gotowa błagać, w dodatku człowieka, którego nienawidziła, i którego autorytet u poddanych pragnęła tępić, by nie zostało z niego nic, a sama prawda, iż to człowiek najpodlejszy ze wszystkich, bo nie dość, że zły, to jeszcze diabelsko sprytny i obeznany w tematach świata i ludzkości dzięki swej nieśmiertelności, która również czyniła go osobnikiem trudnym do pokonania. Nigdy nie sądziła, że będzie kiedyś w stanie to zrobić, ale tak jak Keiko zdążyła już powiedzieć: nigdy nie wolno mówić nigdy, bo przyszłości się nie zna, a los uwielbia płatać figle i być kapryśny.
Gdy jej kolana dotknęły podłogi, zaś oczy księcia rozbłysły z satysfakcji, mruknęła:
– Proszę, nie zabijaj mnie.
Życie dla Kimiko było ważne, jeśli nie najważniejsze. Nie po to tyle przechodziła i na tyle się godziła, by na końcu poddać się tak łatwo, nim zdążyła choć w ułamku pomścić wszystkie odniesione smutki i rany w walce o przetrwanie. Może poświęcić się jeszcze trochę, to i tak nie ma już prawe znaczenia, przed kim klęka, bo tak naprawdę metaforycznie klęka prawie codziennie przed każdym, by w świecie zdeprawowanym i zniszczonym, w którym każdy był potencjalnym zamachowcem gotowym wyciągnąć niespodziewanie broń, klękała i błagała, aby jej darował życie. To tylko podświadomość nacechowana dumą ganiła ją za okazywanie słabości, którą niewątpliwie była chęć przetrwania, poprzez uniżanie się przed osobą Imperatora. Później, o ile przeżyje, doda sobie do listy „rzeczy do pomszczenia” również i tę hańbiącą chwilę.
Ujął delikatnie jej podbródek, jak gdyby była z porcelany.
– Niech będzie, nie zabiję cię. Ani też nie wykorzystam, więc możesz odetchnąć, bo nie miałem takiego zamiaru, aczkolwiek przyznam, że wyrosłaś nieco. Ładna byłaś już wcześniej. Teraz się to nie zmieniło.
„Ty też się nie zmieniłeś. Nadal masz twarz łajdaka.”
– A zatem jak? Opowiesz mi, co sprowadziło cię do tego miejsca? Zaprawdę jestem ciekaw, jak potoczyła się twoja historia. Może usiądziemy? I może czymś mnie poczęstujesz, bym choć trochę poczuł się jak gość, nie zaś mundurowy na przesłuchaniu?
Kimiko pomyślała wówczas, iż los daje jej szansę na wyciągnięcie z niego informacji na temat tego, co stało się z jej dawnymi towarzyszami. Rozejrzała się i zobaczyła, jak książę siada na poduszce na podłodze, przed którą stał dzbanek z herbatą na niskim stoliczku. Wzięła go do rąk. Był zimny, ale to nie stanowiło problemu.
– A czy jest szansa, że dowiem się, czy moi przyjaciele…
– Nie. Nie dowiesz się – urwał. – Będę trzymać cię w niepewności.
Ponownie uśmiechnął się łobuzersko, zaś Kimiko z gniewu sprawiła, że jej dłonie zgodnie z wolą podświadomości w momencie podgrzały herbatę w dzbanku.
– Nadal pamiętasz swoje sztuczki, brawo – usłyszała.
– Czy Wasza Wieczna, Imperialna Cesarskość Heylińsko-Książęca słodzi?
– Och, przestań. Sposób, w jaki zwracasz się do mnie tytularnie, ujmując na miłym tonie, boli.
– Wasza Wysokość woli, bym przeszła na „ty"?
– Wasza Wysokość woli, byś zwracała się per „książę” lub „pan”.
– Zabawne. A mężczyźni dziś proszą, by nie mówić do nich per „pan”, bo to do wieku dodaje, kiedy oni są młodzi. – Po kilku sekundach dodała: – Drogi książę. – Z tym samym zimnym tonem.
Zabawne, że to tak mówisz, wiedząc dobrze, że nie jestem typowym, przeciętnym mężczyzną. Chyba sam fakt, że żyję tysiąc pięćset lat, nie posiadając ani jednej zmarszczki jest wystarczający, by uznano mnie za młodego, a przez to brakuje mi doświadczenia związanego z tym, jak to jest być w czyiś oczach panem, nie zaś kolegą.
Przypomnienie o tym, jak długo żyje Książę Heylinu dziwnie zabolało Kimiko, jakby doznała jakiegoś ukłucia zazdrości, oraz gniewu, iż ktoś, kto zupełnie na ten dar wieczności nie zasłużył, ma ją i wykorzystuje w złych celach.
„Ależ ja bym chciała skrócić twoje męki…”
Nie chciał czekać, aż Kimiko namyśli się, czy zechce opowiedzieć mu o tym, co ją spotkało, czy też nie. Nie odpowiedziała mu na to nic, toteż po raz kolejny sam zabrał głos. 
– Opowiesz mi więc, jak tu trafiłaś, czy mam wyciągać informacje od Gloriosy?
Wzięła głęboki oddech, nalewając mu herbaty.
– Usłyszałam, że książę szuka żony, to musiałam się gdzieś schować, byle tylko książę się mną nie zainteresował.
„Co ja wygaduje?! ”
Powinna powiedzieć, że poświęca się dla ojca, darując sobie wyjawienie sekretu, iż robi to również z zemsty, a zamiast tego zahaczyła o coś, co ją tak naprawdę najmniej obchodziło: o to, że książę poszukuje towarzyszki swego życia. Czasem tak miała, że potrafiła palnąć totalną głupotę mającą się nijak do prawdy życiowej – acz ta była istotnym czynnikiem, który wpłynął na takie decyzje, jak ta związana z przeprowadzką, jednak wciąż nie chciała, by książę myślał, że to ją coś obchodzi, to raz, a dwa: ubrała to w nienajlepsze słowa, toteż zalała się rumieńcem wstydu, dostrzegając uniesione do góry brwi Imperatora i wymowny wyraz twarzy zdradzający na jeszcze większe rozbawienie z pograniczna zaskoczenia. Wyrwał mu się chichot, który zdołał przerwać pytaniem:
– Masz duże mniemanie o sobie, smoku. Skąd pewność, że w ogóle chciałbym wziąć cię na swoją… księżniczkę?
„Nie, nie dam robić z siebie błazna” – stwierdziła, czując napływającą złość.
– Tak naprawdę to chodzi o mojego ojca – odważyła się powiedzieć. Dostrzegając zaciekawiony wyraz twarzy u księcia, wypuściła z siebie powietrze, niby z ulgą, acz w prawdzie postanowiła wylać z siebie długo zagnieżdżający się w niej potok słów, bardzo obraźliwych w swej formie. – Jest chory. Przez ciebie. Przez twoje popieprzone rządy – syknęła, a wówczas mina Chase’a nabrała ostrzejszych i bardziej niebezpiecznych rysów. Nie zraziło to jednak Japonki, która po znalezieniu w sobie wreszcie odwagi po tak długim czasie tchórzostwa i bezsensownego uciekania, bo i tak, i tak na końcu miała zmierzyć się ze swym śmiertelnym wrogiem, nie miała zamiaru łatwo odpuścić. – Zostało mu zaledwie kilka dni życia, bo Zhayu go wykańcza. Nigdy nie spełni swoich marzeń, nigdy nie zobaczy jak spełniam własne. Umrze, nim poczuje się spełniony, ale co z tego skoro nie jest jedyną osobą na tym świecie, która odchodzi przedwcześnie, bo jej energie życiową zabiera cały twój Heylin? Poddani ci umierają, a ty masz to w dupie. Bawisz się w szukanie żony, chociaż wszyscy wiedzą, że żadna cię nie chce, gdyż ktoś z jej rodziny zdążył już ucierpieć przez twoje rządy. A jeśli jednak chce, to z pewnością musi być pustakiem, który podejdzie do sprawy czysto rzeczowo, tak jak ty to robisz, bo nie żenisz się z miłości, i tak i ta farciara, którą wybierzesz, z miłości za ciebie nie wyjdzie, natomiast dla wygód, które oferujesz. Ciebie się nie da kochać, drogi książę. – Ani razu nie zastanowiła się nad tym, co robi, czy co mówi, liczyło się tylko to, aby wygarnąć Imperatorowi wszystkie zarzuty, jakimi zwykła go obarczać, oraz powiedzieć wszystko, co zbyt długo leżało na jej sercu. Myślała tylko o sobie, nie zaś o Siostrach czy Matce, o tym, co może się stać z nimi, jeśli książę zdecyduje się na odwet, w którym zawsze cierpią też osoby trzecie. Wszystkie myśli Kimiko skupiły się wokół jednej prawdy, mianowicie tej, że ona i Chase od zawsze byli wrogami, dążącymi do unicestwienia drugiego. Raz tylko był przyjacielem w jednej przygodzie, gdy to z przyjaciółmi zwiedziła alternatywną rzeczywistość, i tylko i wyłącznie tam poznała Chase’a dobrego, nieskażonego złem ani obłudą; szybko stał się więc przyjacielem, kimś bliskim. Jednak był to Chase ze zwierciadła z krzywym odbiciem, nikt zaś prawdziwy, bo prawdziwy jest zły i prawdziwego nienawidziła. A jako że nic się w tej kwestii nie zmieniło i gdy stał przed nią, tym wrogiem pozostawał, dziewczynie towarzyszyła ogromna potrzeba pojedynkowania się z nim, tudzież walki, w której ostrzami były słowa. Rządziła nią dziwna, niepojęta siła, która odebrała na moment rozsądek oraz pamięć o innych, przeistaczając ja w zwykłą marionetkę, za której sznurki pociągały emocje. A emocje są słabością ludzką, jak lubili mówić ci z Heylinu. – Doprawdy współczuje ci, że musisz szukać żony, podczas gdy żadna nie szuka ciebie.
Po czym skończyła mówić, ale nie skończyła walczyć. Na sam koniec spróbowała rzucić w księcia przyszykowaną potajemnie za swoimi plecami kulą ognia, której książę nie dostrzegł, bo za bardzo zatopił się w spojrzeniu gniewnych niebieskich oczu, gdy sam patrzył na nią wściekły do białości. Ale pocisk Kimiko został od razu sparowany; książę złapał ją za rękę, starającą się płomieniami zadać cios i ścisnął ją mocno, aż dziewczyna zawyła z bólu i z odczucia bliskiego łamaniu kości. W pewnej chwili wystraszyła się i była już pewna, że naprawdę zamierza pogruchotać jej za karę dłoń, lecz wiedziony pokusą zadania gorszego cierpienia, puścił ją, zdając sobie również sprawę, iż ta dłoń będzie smokowi ognia bardzo potrzebna.
– Wiesz co – zaczął, powoli dobierając słowa. – Miałem ochotę pójść i wyleczyć ci ojca, bo to żal patrzeć, jak taki smok jak ty musi zniżać się do tak niskiego poziomu dziwki, by ze szlachetności serca wypełnić swe obowiązki, i który w efekcie marnuje swoje zdolności i swój potencjał. Nawet dałbym ci spokój i pozwolił swobodnie żyć, gdyż skoro już raz cię znalazłem, to więcej nie zgubię i zawsze bym wiedział, czy coś kombinujesz. Jednakże teraz… – zamilkł na chwilę, chcąc uspokoić grzmiącą w nim złość. Kimiko natomiast cały czas stygła w miejscu, nie dopuszczając do siebie myśli na temat tego, co straciła przez swój brak kontroli. – Teraz czuję się urażony – powiedział wreszcie, zaś w jego przymrużonych oczach paliły się złote iskierki, których Kimiko poczęła się bać. – Dołożę wszelkich starań, byś tu zgniła. Nigdy tego miejsca nie opuścisz, choćby nawet na pogrzeb swego ojca.
Krótkie i piskliwe „nie” wydobywające się z krtani Japonki po tym, jak książę skończył mówić i skierował się następnie w stronę wyjścia, zawisło między nimi. Nagle Kimiko zapragnęła powiedzieć coś pokroju „nie chciałam”, choć byłoby to zwykłym kłamstwem, bo jasne, że chciała go obrazić, tylko teraz żałowała, ale to nie mało już żadnego znaczenia. Wybiegła za nim na korytarz, nie wiedząc, czy łapać go za ramię i zatrzymać, czy też nie. Nie przestając się wahać, pozwoliła mu dojść do recepcji, a tam wszystkie oczy Mírén, oraz Matki, pytająco zwróciły się ku niej, nie rozumiejąc powodów, dla których książę się unosił, emanując złowrogą aurą.
– Ona ma dożywotni zakaz opuszczania tego miejsca – oznajmił Imprator, mówiąc bezpośrednio do Matki, która wciąż próbowała zgadnąć, co zaszło między nim a Japonką. Słysząc, na jaki wyrok skazuje on jej nową Mírén, zawiesiła wzrok na Kimiko. – Jeśli dowiem się, że stąd wyszła, obojętnie z jakiego powodu, cały ten burdel puszczę z dymem. A zapewniam, że dowiem się od razu.
– Czy ja mogę chociaż…! – pisnęła Kimiko, truchlejąc z przerażenia na wizję o tym, że Dom Nocy wraz z tym dniem staje się jej więzieniem. Książę zerknął na nią, uśmiechając się z pogard i marszcząc brwi ze zdziwienia. Był jednocześnie zaskoczony i zły, że Japonka ma czelność oraz odwagę się jeszcze doń odzywać. – … Zabrać swoje rzeczy z mieszkania…
Książę parsknął śmiechem.
– Nie. Nie możesz.
Po czym zawołał jednego ze swoich wojowników imieniem Victor, któremu oznajmił, że muszą już ruszać, a że Crove i Zen Yu są dorośli to zostawią ich ot tak, gdyż drogę do pałacu znają.
Matka odprowadziła księcia wzrokiem, życząc mu na do widzenia miłej podróży, a także zapraszając go do ponownych odwiedzin. Wróciwszy do środka zamtuza okrążyła Kimiko wraz z innymi dziewczętami. Smok ognia dał upust swym łzom, wyjąc po cichu.
– Co mu zrobiłaś?

14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Kiiiiimiiiikooooo, jak mogłaś? XD Zrobiłby z Ciebie księżniczkę! Tatę wyleczył! Zrobił księżniczkę...!
      Ta pipa Dyris choć raz się na coś przydała. xD

      Usuń
    2. Jaką księżniczkę?XD Co Tyy mówisz... xD

      Usuń
    3. Wezmę ten obowiązek na siebie. Serce mi stanęło i strach przed wzięciem mnie za wariatkę skutecznie powstrzymał przed wybuchnięciem śmiechem na wykładzie. Ale takim śmiechem-śmiechem z grubej rury zarezerwowanym wyłącznie na sceny opatrzone naklejką: Chamiko według Layali, nie czytać w miejscu publicznym! XD

      Usuń
    4. Przed wybuchem śmiechu?xD Śmiechu?xD To dobrze, że to ten śmiech z tej grubej rury a nie innej. xd
      Kurcze, muszę więc to chyba w sobie zmienić, bo nie może być tak, że moich tekstów nie można czytać w miejscu publicznym, no. xD Toż staram się, żeby był dobrym zabijaczem nudy i czasu w tramwaju czy w autobusie. xD

      Usuń
  2. Bardzo dobry rozdział, kocham Twoja Kimiko za charakter, nareszcie ktoś kto nie bał mu sie powiedzieć co myśli! Na innych blogach byla potulna i mega wkurzająca... To nie ejst wojowniczka. Twoja Kimiko ma ogień i pamieta o naukach Xiaolinu, dziękuje za nią.
    Błagam tylko tego nie zmieniaj, niech Kimiko nie poddaje sie Chase'owi i z nim rywalizuje, bo to na tym polega urok ich relacji!

    P.S.
    bardzo dobre dialogi między ta dwójką, gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kimi ma ten temperamencik, to chce go zaznaczyć. :D Akurat w jej przypadku nie jest to takie łatwe, jak sie wydaje, bo jednak te zasady honoru i szacunku, które zna zarówno ona, jak i Chase, są ciężkie do połączenia. Jak tu się jednocześnie kłaniać i pyskować?:D Ale będę z tym walczyć i próbować pokazywać ogień Kimi, pamiętając o zasadach zachowania właściwym kulturom wschodu. Akurat chamiko ma wiele uroków. :D Mnie sie podoba w każdej wersji, zarówno w takiej, w której Kimi rywalizuje z Chasem, jak i w tej, w której jest potulna, a on dominującym księciem. Mogę Ci to zagwarantować, że będzie z nim rywalizować tutaj dużo i nie da sobie w kasze dmuchać. Tak samo zresztą on. xd Jesli wszystko pójdzie dobrze, to z tej eksplodującej mieszanki wyjdzie w praniu... coś... I oby to coś było logiczne dla nas, Polaków, mających problem z ogarnięciem orientu. xD
      Dzięki śliczne za komentarz i za miłe słowa! :D Postaram się Ciebie nie zawieść.

      Usuń
  3. Woow :0 jestem pod wrażeniem, tak jak zwykle. Ten rozdział musiałam przeczytać kilka razy, aby w pełni go ogarnąć. Jest świetny! Prawie cały czas nie mogłam usiedzieć z emocji! Nie wiele jest takich blogów, a wiele już czytałam, żeby pobudzały coś we mnie, a Tobie się to udaje bez zastrzeżeń ;) Również podoba mi się to, że smok ognia ma charakter i nie dał Chase'owi takiej satysfakcji. Pomimo efektu końcowego, jednak wygrała tą bitwę, moim zdaniem ;) Ciekawe, czy Wieczny zawita do Domu częściej...
    PS. Przepraszam, że nie zostawiłam tu po sobie nic wcześniej... Postanawiam jednak poprawę!

    Weny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ugh, nie dobrze, jak musiałaś czytać kilka razy, żeby go ogarnąć. Znaczy, że kiepsko pisze, nieskładnie itd. xD Może to też wina literówek, których na pewno jest cała masa w nim... Cieszę się, że mimo wszystko uznajesz za świetny. ^^
      Na dręczące Cię pytania niestety nie udzielę odpowiedzi, ale mogę zaprosić do dalszego czytania i życzyć ponownych, pozytywnych wrażeń! ^^
      Również weny życzę! <3

      Usuń
    2. To nie tak xd źle mnie zrozumiałaś :D po prostu pewne fakty były tak super, że czytałam je więcej niż raz. Słowo "ogarnąć" było bardziej w zastosowaniu: "Matko jakie to cudne! Nie wyrabiam, przeczytam to jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze, i jeszcze, aż do znudzenia!" Więc nie masz o co się martwić xd A literówki to spotykam max 5 na cały rozdział, więc moim zdaniem to i tak dajesz z siebie 150% ;)

      Usuń
  4. Po pierwsze -uważam, że i tak by jej (Kimiko) nie pomógł i tym sposobem zrobił zamknięcia jej, zrobił sobie kurtyzanę do wynajęcia.
    Po drugie -Dyris to szmata i mam nadzieję, że spłonie w ogniu xd
    Oprócz tego właśnie czytam "wyznania geiszy" więc cieszy mnie, że wzorowałaś się na tej książce/filmie xD rozdział genialny, czekam na netto
    I życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha xd w ogniu, który rozpali Kimi/
      Ja wyznań gejszy nie czytałam, więc nie mogłam sie na nim wzorować. Jak już to trochę inspiruję się filmem. ;D
      Dzięki i również weny życzę

      Usuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy