poniedziałek, 23 listopada 2015

5. Postanowienia




W szpitalu panował niesłychany zgiełk od parteru po same trzecie piętro. Atmosfera pełna chaosu wśród rozbieganych lekarzy i nieładu w salach między zaniedbanymi łóżkami, na których leżeli schorowani pacjenci, tworzyła aż nazbyt odczuwalny kontrast dla tych, co przychodzili z dworu, gdzie tańczące na wietrze liście drzew grały cichą melodię z krokami przechadzających się ludzi i tworzyły aurę nieskazitelnego ładu. Ta aura zamykała ludziom oczy na prawdę o świecie, który przecież ginął powoli od wirusa Zhayu szybciej niż to epidemia dżumy potrafiła wykończyć niegdyś ogromną część społeczeństwa ludzkiego w Europie. Nikt nie wpadał w panikę i wśród ludzi panował powszechny spokój, a to  z zasługi skorumpowanych mediów, które wyjątkowo nie zachowywały się jak hieny i nie trąbiły w wiadomościach od rana do nocy o tragedii zdolnej wywołać nie tyle publiczne poruszenie, co właśnie niechcianą panikę, zdolną zaszkodzić Imperatorowi. Kimiko nie mogła zdzierżyć zachowania świata, które dobrowolnie oddało się w ręce tyrana i nie miało wystarczająco tyle odwagi, aby wziąć sprawy w swoje ręce. Przymykało oko na tragedię ludzi oraz przyrody, potulnie niczym baranek wysłuchując kolejnych zasad ustaw wprowadzanych przez dyktatora. Na początku, gdy jeszcze trwał wielki przewrót i Chase Young obejmował władzę, obecni przywódcy świata zamiast zebrać swych ludzi i usunąć zagrożenie, które mówiło jasno, iż pragnie zniszczenia ogólnego dobra, stawiali na dialog, ślepo wierząc, że rozmową uda im się coś zdziałać; że przemówią do rozsądku Heylinowi, któremu tylko przemoc była znana. I tak skończyło się na sromotnej klęsce.
Siedziała na korytarzu utrzymywanym w miętowych barwach, czekając na przybycie lekarza opiekującego się jej ojcem, gdy ona nie mogła. Szpital był prywatny, zarabiał więc więcej niż była w stanie w ciągu całego roku na leczeniu swoich pacjentów, a jednak wyglądem przypominał kliniki z czasów II Wojny Światowej, gdy nie chciano wydawać pieniędzy na lepszą architekturę budynków służb zdrowia i innych, bo w oczach przywódców dozbrajanie się było cenniejsze. Kimiko denerwowała się, co było gołym okiem widać po jej roztrzęsionych dłoniach i nerwicy nóg, które nieustannie stukały o podłogę. Bała się tego, co usłyszeć może od doktora na temat swego ojca. Poprzedniego dnia wróciwszy z Domu Nocy do mieszkania dostała telefon, iż musi zjawić się w szpitalu nazajutrz z samego rana, najszybciej, jak to możliwe, bo sprawa dotyczy jej ojca i nie toleruje zwłoki. Teraz miała strzaskane nerwy i za nic nie mogła ich ogarnąć.
– Pani Tohomiko?
Podniosła głowę i ujrzała twarz doktora, wysokiego mężczyznę o azjatyckiej urodzie z rzucającą się w oczy obrączką na palcu, którą nie zwykli nosić jego koledzy lekarze. Gestem dłoni poprosił, by udała się za nim. Kimiko niechętnie wstała, jak gdyby całe czekanie, którego nienawidziła, nagle stało się przyjemnością, bo jednak miała zagwarantowany jako taki azyl podczas grzania krzesła, a wiadomość o stanie zdrowia ojca leżała odłogiem. Teraz zaś musiała przygotować się psychicznie na możliwie przykre wieści i stawić im czoła. Czemu jednak z góry panikowała? Może zdarzył się cud i ojciec został magicznie uzdrowiony? Możliwie, że to z obserwacji zachowań ludzi żyjących swoim życiem i nie przejmujących się Imperium czyniła tak, a nie inaczej; jakaś wewnętrzna potrzeba próbowała ją samą zmusić do panikowania w zastępstwie za cały świat.
Doktor Shuen zaprowadził ją do pokoju z numerem 10, gdzie w środku leżało z ośmiu pacjentów, a wszyscy w zbliżonym wieku. Kimiko nie tak wyobrażała sobie warunki, w jakich przebywać będzie jej rodzic. Wszak była to prywatna placówka, za którą płaciła wysokie jak dla niej sumy pieniężne. Już nie liczyła na to, że ojczulek dostanie osobny pokój z łóżkiem przy oknie z własną toaletą. W tej sali, w jakiej go zastała nie było nawet telewizora, który przecież jest w każdym szpitalu, bo w tych czasach załączenie takiej kablówki z trzema kanałami wystarczającymi pacjentowi do bycia wciąż w obiegu z najważniejszymi informacjami, powinno kosztować niewiele więcej co ryż z perspektywy zarządcy, który i tak zarabia krocie na samej działalności kliniki.
– Powie mi pan, o co chodzi? Dlaczego musiałam przybyć? – spytała, zatrzymując się.
– Najpierw niech sama się pani przekona.
Po czym kontynuowali swój chód. Kimiko minęła łóżka ze schorowanymi starcami, którzy nie byli na tyle samodzielni, by móc jeść w samotności, zatem jak dziecko karmiły ich pielęgniarki, podając od czasu do czasu leki. Wyciągnęła taboret spod łóżka, na którym leżał jej ojciec. Wzięła go za rękę, markotniejąc na jego widok. Stary Tohomiko wyglądał tragicznie; miał nie tylko podkrążone i przekrwione oczy, cienie pod nimi, wysypkę na twarzy z dziwnymi krostami, zzieleniałą cerę, ale również powiększyły mu się okropnie zakola. Żałowała, że na własne oczy przekonała się o jego fatalnym wręcz stanie. Nie spał, zaś leżał i patrzył się w okno, nim zjawiła się przed nim zmartwiona córka.
– Hej tato, jak się czujesz? – zapytała schematycznie i bez wcześniejszego namysłu. O dziwo spotkała się z przyjaznym spojrzeniem z jego strony.
– Dobrze. Bardzo dobrze. Myślę, że nie długo stąd wyjdę.
Kimiko uśmiechnęła się smutnie pod nosem. Nie będzie wyprowadzać go z błędu; niech i on żyje w spokoju i w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa i dobrobytu jak reszta ludzi, bowiem było to jednak miodem na serce i pozwalało normalnie funkcjonować, żyć, czy trwać. Obojętnie, grunt, aby nadal oddychał.
– Mają tu całkiem niezłe jedzenie – orzekł schorowany ojciec. – Aż czasem dobrze jest zachorować i trafić do takiego azylu.
– Nie mów tak, tato. Poza tym to jedzenie idzie z naszej kieszeni. Jeszcze tego by brakowało, by było złe…
– Masz rację. Dużo cię to wszystko kosztuje? Naprawdę nie chcę być dla ciebie ciężarem. Jak powiedziałem, czuję się lepiej niż wcześniej. Chyba można mnie już zabrać do domu, co doktorze?
Spojrzawszy na doktorka nie zauważył smutnego wyrazu na twarzy Kimiko, która była bliska płaczu. Jej rodzic naprawdę wyglądał źle i zamiast pamiętać o żelaznej zasadzie, by nie panikować zawczasu, pozwalała myślom nękać ją wizjami, iż już wkrótce pożegna się z nim, jak każdy człowiek z bliźnim, którego dotknął nieuleczalny wirus.
Doktor chrząknął parę razy i skłamał, że jeszcze nic nie jest przesądzone i pewne, toteż trzeba być po prostu dobrej myśli. Następnie zabrał Kimiko z powrotem na korytarz i tam kazał zmierzyć jej się z okrutną prawdą.
– Przykro mi o tym mówić, ale on umiera, pani Tohomiko, a my nie mamy czym go leczyć.
– Zapewniał mnie pan, że może mu pan pomóc. Że z tego powodu prowadzi pan własną klinikę, na którą zwyczajnie nie byłoby mnie stać, gdyby pan mi nie wmówił, że jest mu pan w stanie pomóc.
– Nic nie obiecywałem. Powiedziałem, że jest szansa. Proszę się uspokoić.
Kimiko prychnęła.
– Jak mam się uspokoić, kiedy mówi mi pan, że ten miesiąc płacenia na nic się zdał i mój ojciec i tak, i tak umrze?
– Niestety, robiliśmy i nadal robimy wszystko, co w naszej mocy, ale prawda jest taka, że za późno zabraliśmy się za pani ojca. Wirus jest już w takiej fazie rozwoju, iż niszczy wszystkie krwinki, organizm nie ma już czym się bronić, a każdy lek okazuje się bezskuteczny.
– Czyli nie ma już niczego, co mogłoby mu pomóc? To jak wyrok śmierci.
– Jak powiedziałem, bardzo mi przykro. Jedyne, co mu może pomóc to cud, albo sam Wieczny Cesarz.
Nie mając jej już nic więcej do powiedzenia, pan doktor odszedł, zostawiając Kimiko samą. W tej jednej chwili poczuła się oszukana. Świadomość powtarzała Japonce, że żyła przez cały czas nadzieją, która wzrosła na zapewnieniach doktora, iż nic nie jest stracone i są szanse na uzdrowienie jej ojca. Coś nagle musiało się wydarzyć, że wszystkie te szanse gdzieś przepadły, a oni znów byli w kropce. Na samą myśl o straconych pieniądzach robiło się Kimiko słabo, ale to nie z chciwości, zaś z nasilającego się gdybania, iż mogła poszukać kogoś innego, kogoś z bardziej przekonującymi argumentami, by mu zaufać i jemu opłacić leczenie ojca.
Wróciła do sali i usiadła z powrotem przy łóżku. Na szybko zaczęła wymyślać jakieś w miarę konstruktywne i wiarygodne kłamstwo, które zbiłoby ojca z tropu podejrzeń wywołanych spostrzeżeniem miny u córki. Postanowiła, iż powie, że chodzi o pieniądze, bo wymysł ten pokrywał się po części z prawdą, oraz będzie doskonałą wymówką w dniu, w którym zmuszona zostanie zabrać rodzica z powrotem do domu, bowiem ledwie dychających jeszcze trupów w swej jakże szanującej się i poważniej klinice nie trzymają.
Patrząc się na niego, wyobrażała sobie swoje przyszłe ofiary.
„Oni też będą tak wyglądać i tak cierpieć. A nawet gorzej, bo dostaną wirusa w zaawansowanej fazie…”
– A jak z twoją pracą? Wszystko dobrze? – zapytał.
– Taak. Choć to ryzykowny biznes.
– Jak bardzo?
Kimiko zamilkła na chwilę, wspominając Dom Nocy i zasady zarobku, jakimi się rządził, oraz jakimi wypłacał należyte, ciężko zarobione zarówno fizycznie, jak i psychicznie diety.
– Muszę wiedzieć w co zainwestować, żeby nie stracić, a też jeśli nie zainwestuję, to nic nie zyskam. To i tak nie wszystko, bo nieźle będę musiała się napocić, by klient wyszedł zadowolony – powiedziała całkiem swobodnie.
– No proszę. Kto by się spodziewał, że w takim zwykłym sklepie są aż takie trudności.
– Klienci są dziś wybredni.
– Wszyscy ludzie są wybredni, Kimiko. Chociaż czasy są ciężkie, potrzeby ludzi rosną i chcą coraz więcej i więcej, przez co wzrasta też pożądanie na jakość. Za ludzkością nie da się nadążyć.
Później milczeli chwilę, a milczenie wypływało z zasmuconej postawy Kimiko, nie mogącej pogodzić ze sobą myśli, które obarczały winą ją samą za wszystko, co wokół ją otaczało; od powstania imperium, po kończące się zbyt wcześnie życie rodzica. Ojciec oczywiście, pewny tego, iż nic mu nie dolega, próbował rozweselić jakoś swoje jedyne dziecko, posiłkując się chociażby beznadziejnymi żartami, ani na trochę niespełniających swego zadania i niepocieszających Japonki. Może gdzieś tam, głęboko w sobie, trafnie domyślał się powodów jej uwidaczniającego się z minuty na minutę coraz bardziej załamania – usilnie próbowanego przez nią ukryć – iż to tylko mylne wrażenia, że jest z nim dobrze, w istocie wkrótce pożegna się ze światem. Może dlatego właśnie odczuł w sobie jakąś silną potrzebę zbliżenia się do córki, polepszenia z nią kontaktu. Pragnienie nadrobienia straconych lat, w tym i tych ostatnich dwóch, które owszem spędzili razem, jednak nieustannie w ukryciu, nie mogąc żyć w spokoju i jak normalni ludzie, było tak silne, że w końcu poprosił ją, by po prostu go przytuliła, bo tęskni za nią każdego dnia, w dodatku nie opuszcza go wrażenie, że córka za wcześnie musiała dojrzeć i przez to może wpaść w jakiś kłopoty, bo bądź co bądź, brakowało jej lat doświadczeń z tym, jak poradzić sobie z brutalną rzeczywistością. Jego nękało poczucie winy, że nie spędził z córką wystarczająco dużo czasu, a życie prawdopodobnie niebawem mu się skończy i jest już za późno na zabawę w rodzinę, zaś Kimiko walczyła z sumieniem, które nie chciało przestać wypominać tego, iż podróż, w którą wyruszyli tak nagle, i która była niewyobrażalnie ciężka, pogorszyła zdrowie jej ojca. Ponadto, i co najmocniej ją bolało, to fakt, że nie wypełniała swego obowiązku opiekowania się nim z właściwą starannością. Wszak nieraz miała pretensje o to do niego, które doszczętnie w sobie ukrywała, nie mając odwagi, żeby się przyznać, że musi latać przy nim od świtu do zmierzchu, to karmić, to sprzątać po nim, to zaprowadzić do łazienki, bo sam nie miał siły iść. Musiała sama ciężko pracować i utrzymywać ich oboje, powoli zapominając, że kiedyś była wojowniczką żyjącą w godnych warunkach, i której nigdy niczego nie brakowało. Tęskniła za bogactwem, za wygodą, za brakiem poczucia czasu, bowiem teraz liczyła się każda godzina, gdyż niepewne było, czy dane będzie przeżyć następną.
I może to właśnie z poczucia winy i chęci naprawienia złych uczynków, których honorowa córka nigdy nie powinna była się dopuścić, Kimiko obiecała sobie, mocno ściskając ojca za rękę, iż zrobi wszystko, aby wyrwać go z tego miejsca. Znajdzie jakiś sposób, by go uzdrowili, aby mógł dożyć później starości, tak jak marzył – acz powodem do zaistnienia tego marzenia była nieodzowna chęć posiadania wnuków, wobec których Kimiko nie pozostawiała złudzeń, iż ich nie dostanie. Wiedziała, że aby to osiągnąć, musi ponownie coś poświęcić, ponownie wrócić do ciężkiej pracy. Tym razem, jako skrytobójczyni z Domu Nocy, postara się zarobić takie pieniądze, aby na zawsze pożegnać wszystkie smutki, a przy okazji zemścić się na tych, którym żyje się lepiej. Na tych bandziorach z Heylinu, opływających w dostatku i opijających niedolę niewinnych. W przeszłości dawny mistrz powtarzał jej, że ludzie zmieniają się dopiero na końcu, gdy stoją na krawędzi przepaści, na której dnie jest śmierć ich, lub kogoś im drogiego. Dopiero zwiastowany koniec ma taką moc nakłonienia człowieka do zmiany. Tudzież właśnie Kimiko zachęcił do tego, aby zrobić wszystko, by odjąć sobie grzechów od duszy i podziękować ojcu za wszystko, co zdążył jej podarować.

◊◊◊

Od dawien dawna nie kosztowała cudowności, jaką może podarować gorąca kąpiel, tudzież jeszcze wzbogacona wlaniem do wody olejków zapachowych wpływających również korzystnie na wygląd i dotyk skóry, i które swą siłą oraz ilością utworzyły nad Kimiko grubą warstwę puszystej piany. U Keiko jedyne, na co mogła liczyć, to szybki prysznic pod letnią wodą; podobnie było jeszcze za czasów wolności w klasztorze Xiaolin. Teraz, zatopiona po samą szyję w wąskiej wannie, cieszyła się odprężającym rarytasem, który był tak silny, iż odchyliła głowę nieco do tyłu, oparła ją o krawędź, po czym zamknęła oczy. Gdyby nie Matka, która niespodziewanie i bez zapukania weszła do łazienki, pewnie by zasnęła.
– Nie pesz się tak, nie musisz się mnie wstydzić. W ogóle powinnaś przestać się wstydzić. Oduczyć tej rzeczy – powiedziała Wan Lanfen na widok obejmującej się ramionami Kimiko, której i tak skrywała po samą głowę piana. – Tak jak nauczyć się walczyć z wyrzutami sumienia, gdy już zaczniesz zabijać. Pozwól, że nałożę balsam na twe włosy.
Kimiko aż brwi uniosła do góry, słysząc to. Nigdy by się nie spodziewała takiej dobroci ze strony Matki, przeto uchodziła ona za surową osobę; za nikogo, kto nadawałby się na koleżankę. Za tym musiał stać jakiś wyższy cel, więc przygotowała się na serię pytań mogącą paść ze strony starszej kobiety. I nie pomyliła się, bo gdy tylko Matka wzięła jej zmoczone wodą pukle do rąk i zaczęła wmasowywać w nie środek o intensywnym zapachu cytrusów, poczęła pytać ją wprost o prywatne sprawy.
– Czy jesteś dziewicą, Kimiko?
Wpierw zamarła ze wstydu, nim zdążyła szczerze odpowiedzieć.
– Tak. Czemu Matka pyta?
– Muszę wiedzieć, jak bardzo jesteś nowicjuszką jeśli chodzi o seks. Siłą rzecz skoro jesteś dziewicą, możesz być kiepską aktorką.
W tej samej chwili Wan Lanfen wzięła kolejną dawkę balsamu na dłonie z czarnego pudełeczka przyniesionego ze sobą. Kimiko natomiast spróbowała się odprężyć, choć intuicja podpowiadała jej złe zamiary ze strony kobiety, która opowiadała się za byciem jej opiekunki.
– Co w takim razie Matka planuje?
– Na razie jeszcze nic. Po prostu przykładaj się do nauk. Dopóki nie będę mieć pewności, że sobie poradzisz bez stosunku, nie dopuszczę do ciebie żadnego mężczyzny. Jednakże nie możesz uczyć się w nieskończoność, bo pieniądze skądś na życie musisz mieć, dlatego też im prędzej wszystkiego się nauczysz, tym szybciej zaczniesz pracować.
„Pracować zabijając. Jak to brzmi.”
– Przygotuj się jednak na to, że kiedyś swoją cnotę pewne stracisz.
Słysząc to, Kimiko obróciła się do tyłu, by spojrzeć Matce w oczy. Jej długie czarne włosy wysunęły się nieco z rąk kobiety.
– Nie stracę.
– Każda traci. To nieuniknione. Prędzej czy później coś pójdzie nie tak, zdarzy się jakiś trudny klient, a ty wtedy padniesz ofiarą jego niezaspokojonych żądzy. Skoro decydujesz się na to, by z nami działać, lepiej byś wiedziała o tym już na początku.
Kimiko nie chciała tego słuchać. Pokręciła głową, nie zgadzając się ze słowami Matki, które wywoływały u niej mdłości, niczym u kobiety ciężarnej.
– Ale ja nie stracę. Poradzę sobie z każdym klientem. Zapewniam cię.
– To ja cię zapewniam, że to niemożliwe – nie zgadzała się Matka. – Żadnej się to jeszcze nie udało, a wierz mi, ambicji i motywacji moim dziewczynom nie brak. Nawet najbardziej doświadczone skrytobójczynie mają czasem problem, żeby kogoś odurzyć narkotykiem.
– To ja będę pierwszą, której się to uda – Kimiko wytrwale trwała przy swoim.
– No cóż, mam szczerą nadzieję, że to ci się uda. – Wan Lanfen uśmiechnęła się do niej, kończąc pielęgnacje jej włosów. – Masz naprawdę długie włosy. Zachowaj je. Zarówno one, twoja twarz jak i oczywiście twe wspaniałe, niepowtarzalne oczy, będą twoim kluczem do zwycięstwa w tym biznesie.
– Rozumiem więc, że nie będzie mnie Matka, tak jakby, zmuszać do prawdziwego współżycia? – spytała Kimiko, gdyż jeszcze to jedno pytanie nie dawało jej spokoju.
– A skąd, do niczego cię zmuszać nie będę. Uwierz mi, że naprawdę nie znoszę, gdy dowiaduje się, że którejś z was się nie powiodło i musiałyście się prostytuować. Nienawidzę ponosić klęsk. Niestety ta droga prowadzenia zamtuza jest najlepsza do wabienia Heylinu. Fakt, że jesteś dziewicą, mogłybyśmy nawet wykorzystać…
– To znaczy?
– Pomyśl. – Przesunęła się do niej i kucnęła z boku, by mogły mówić do siebie, patrząc sobie prosto w oczy. – Dziewictwo można sprzedać za ogromnie wysoką cenę. A ponieważ dziś już tylko ludzie z Heylinu są bogaci, zwabimy największe szychy, największych zbrodniarzy. Tym jedynym, który zapłaci, zajmiesz się ty, zaś zawiedzeni wezmą moje dziewczyny, bo oczywiście zdążą się napalić przez ten czas, iż będą szukać zaspokojenia. Wszystko od ciebie zależy, czy utrzymasz cnotę przez noc, czy też nie. Jak jednak powiedziałam, to okazja do zwabienia tych, którzy mają bezpośrednią styczność z samym Imperatorem. Jeśli chce się niszczyć system, to najlepiej uderzać bezpośrednio w jego filary.
„Może nawet zwabi to jego samego” – pomyślała przez chwilę Japonka. Szybko jednak wzdrygnęła się z niesmaku na samą wzmiankę o Księciu Heylinu. „Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie mam najmniejszej ochoty oglądać jego twarzy! Zwłaszcza w takiej sytuacji” – zaraz potem wyobraziła sobie scenę, w której ów książę dowiaduje się o zorganizowanej sprzedaży jej cnoty. „Umarłby ze śmiechu.”
– Ale da mi Matka czas na naukę, zanim się zorganizuję tę całą… sprzedaż?
– Oczywiście. Cieszę się, że się zgodziłaś. Wieść o tym, że niebieskooka wschodnia piękność gotowa jest oddać swoją cnotę, wstrząśnie całym Heylinem.
– Czy to nie niebezpieczne? Co jeśli zwabi to samego Imperatora?
Matka popatrzyła jej znacząco w oczy.
– Wtedy będziemy miały niepowtarzalną okazję, aby raz na zawsze uwolnić świat. Wzięłam pod uwagę ten fakt, dlatego zaczekamy, aż będziesz gotowa.
– Ale ja nie chcę się z nim widzieć.
– Dlaczego?
„Bo mnie zabije w pierwszej sekundzie.”
– Bo to tyran.
– Nie martw się, każda z nas go nienawidzi. Jednak czasem trzeba spojrzeć demonowi prosto w oczy i wziąć byka za rogi. Trzeba się zmusić. Zresztą, czytasz czasopisma? Książę jest uważany za najseksowniejszego mężczyznę świata. Pomyśl, że nie będziesz musiała być w jednym łóżku z brzydalem.
– Wszystkie czasopisma są dziś cenzurowane i zawierają propagandę… Jasne, że będą tak o nim pisać.
– W porządku, brzydź się go. Nie mam nic przeciwko. I tak, i tak jest mała szansa na to, że to on da za ciebie najwięcej. Ostatecznie jest zbyt zajęty szukaniem żony.
– Szuka żony, która ma być dziewicą. Jak usłyszy o wystawieniu dziewicy, ruszy sprawdzić, czy jest warta kupna. Przodkowie, jak to okropnie brzmi!
– Wszędzie widzisz problemy. – Matka wstała, widocznie podirytowana już zachowaniem Kimiko.
– Bo wolę dmuchać na zimne, niż się później sparzyć.
– I przez to giniesz od wiecznego poczucia bezpieczeństwa. Zapominasz czym jest ryzyko, czym jest odwaga. W efekcie brakuje ci zwyczajnie jaj, żeby poświęcić to, co trzeba. – Zaczęła zmierzać w stronę drzwi, by wreszcie dać Kimiko spokój i pozwolić się umyć. Czekała ją ciężka praca, więc niech teraz zrelaksuje się, ile może, by mieć potem siły na przyswajanie wiedzy zdolnej ocalić świat. – Jest jeszcze jedno, nad czym musisz zacząć myśleć już teraz.
– Co takiego?
– Potrzebny ci pseudonim artystyczny – powiedziała Matka, rozsuwając drzwi. – Nowe imię, którego będziesz używać w Domu Nocy. I którym będą się do ciebie zwracać mężczyźni. Musi to być coś poetyckiego, ładnego w brzmieniu i zapadającego w pamięć. I coś, co nie będzie banalne. Możesz nawiązać do swoich oczu, jeśli chcesz. Myślenie nad tym pozostawiam tobie.

◊◊◊

Po południu Keiko pokazała Kimiko cały Dom, który liczył sobie trzynaście dużych pokoi, z czego dziewięć należało do każdej z pracującej dziewczyn i to tam miały nocować, spędzać wolny czas, oraz przyjmować klientów. Każdy posiadał mini łazienkę. Pozostałe z tych trzynastu to kuchnia, biblioteka, nieumeblowane pomieszczenie do nauk uwodzenia, tańca, czy śpiewu, oraz sypialnia samej Matki. Potem postanowiły zamknąć się w pokoju Keiko, który był najbardziej kolorowym ze wszystkich wnętrz, zasypanym przez luźno spadającymi po ścianach tkaninami, udekorowanym kwiatami i świecami zapachowymi, jedynie podłoga pozostawała dziewiczo czysta, bo jej panele nie ścielił choćby dywanik. Gdy rozsunęły drzwi do pokoju, zaczepiła je Dyris zmierzająca właśnie do siebie, aby uszykować się na wieczór, podczas którego niewątpliwie będzie szaleć ze swoimi klientami.
– No, no, Miao. Słyszałam, że masz zamiar cnotę do ślubu zachować.
– Co ci do tego? ­– spytała Kimiko, nie robiąc sobie nic z pojawiającego się na twarzy Dyris złośliwego uśmiechu.
– Ależ nic. Życzę ci powodzenia, choć i tak nie wytrzymasz. Na pewno zaczęło cię już świerzbić w okresie dojrzewania. Jestem pewna, że wymiękniesz przy pierwszym mężczyźnie.
– Zobaczymy.
Dyris prychnęła jeszcze na odchodnym, po czym Kimiko wraz z Keiko zamknęły się w pokoju i siadły przed łóżkiem ze stosem tęczowych poduszek. Nic nie wskazywało na to, by Dyris i Kimiko miały się kiedykolwiek polubić, lecz kto wie? Może kiedyś zdarzy się coś takiego, że połączą siły dla wyższego celu. Postanowią zawrzeć więzi.
– To, że wam się nie udało, nie oznacza, że i ja muszę ponieść klęskę – dopowiedziała jeszcze Kimiko, kierując słowa do swojej przyjaciółki, jak gdyby oczekując od niek poparcia, co zresztą otrzymała w przytaknięciu. – I co to niby miało znaczyć to świerzbienie…? Że wymięknę sama, bo seksu mi się zachce?
– Wiesz, czasem tak bywa – odparła Keiko. – Czasem jest tak, że jesteś zamknięta z niezwykle przystojnym mężczyzną. Wiesz, że jest z Heylinu i jest zły, oraz że musisz go zabić, ale jednak gdy zaczynacie się całować, obejmować się, ściskać, zaczynają doskwierać ci ogromnie mocne motyle w brzuchu. Wystarczy słaba samokontrola i te motyle zaczynają cię pochłaniać, a ty skończysz rozebrana.
– Ja nie mam zamiaru się nawet z kimkolwiek całować.
– Nikt ci nie każe. To był akurat przytoczony element gry wstępnej, którą jedna z nas raz zastosowała.
– I nie brzydziła się lizania z Heylińczykiem?
– Był bardzo przystojny. – Keiko wzruszyła ramionami, usprawiedliwiając jako tako koleżankę z pracy, acz brzmiała tak dobitnie, jakby przemawiała na łamach własnych doświadczeń.
– Mnie się to nigdy nie zdarzy.
– Nigdy nie mów nigdy. Ale dobra, przejdźmy do rzeczy. – Keiko wyciągnęła z kieszeni małe pudełeczko, które po otwarciu odsłoniło przed Kimiko parę soczewek z brązowymi tęczówkami. Sięgnęła po nie, aby je przymierzyć. – Jesteś pewna, Kimiko, że chcesz je nosić?
– Tak ­– odpowiedziała od razu.
„Kimiko? Co za Kimiko?” – Stojąca pod drzwiami i podsłuchująca Dyris doznała lekkiego szoku, usłyszawszy imię, którym Miao Yanlin w ogóle się nie posługiwała. Jeszcze bardziej nastawiła uszu, chcąc wyłapać więcej ciekawostek.
– Nie mam dłużej ochoty mieć niebieskich oczu – mówiła Kimiko, zakładając szklane tęczówki. – Powiem Matce, że to brązowy jest moim prawdziwym kolorem, a dotąd nosiłam soczewki, które się popsuły. Muszę wtopić się w tłum i przestać ściągać na siebie uwagę.
„Że co?!” – Dyris doznawała szoku za szokiem. „Dlaczego chce ukryć prawdę o sobie? Przed kimś się ukrywa?”
– Niech to! – zawołał nagle smok ognia, bo jedna z soczewek magicznie odczepiła się od oka i spadła na podłogę, brudząc się. – Co to za śmieć, że się nie trzyma?
Keiko westchnęła.
– Najtańszy śmieć, na jaki było nas stać…
Kimiko załamała ręce, ciskając pudełkiem o podłogę.
– Nie martw się, Kimiko, kiedyś zarobisz sobie na nowe i lepsze – przyjaciółka spróbowała ją pocieszyć.
– Oby przed Wiecznym. Jeśli on mnie tu odkryje, to koniec.
Usłyszawszy to, Dyris wstrzymała oddech. Po chwili odeszła od drzwi, udając się do salonu z recepcją.
– Nie wiem czy jest sens kupowania innych – westchnęła Kimiko. – Matka chce zrobić furorę z tego, że właśnie mam takie, a nie inne oczy. Sama kupi mi niebieskie soczewki, gdy powiem, że to nie jest mój prawdziwy kolor, a boje się, że jeśli Chase o nich usłyszy, domyśli się, że chodzi o mnie… Tak bardzo nie chcę go widzieć!
– Ale chcesz z nim walczyć? – spytała Keiko.
– Tak. Tak, chcę. Jednak z ukrycia. Nie chcę stanąć z nim w oko, w oko. Nie chcę, żeby zobaczył, jak skończyłam i miał ze mnie ubaw. To żenada stanąć jako dziwka przed swoim arcywrogiem. To żenada w ogóle przed nim teraz stawać, po tym, jak przegrałam i się ukrywam. Nie zniosłabym tego.
– Na pewno nigdy się tak nie stanie. – Przyjaciółka uśmiechnęła się przyjaźnie. Obie czule się uścisnęły.


◊◊◊

Kimiko dowiedziała się, że wszystkie dziewczęta, których razem z nią było dziewięć, posiadały swoje pseudonimy artystyczne, które wisiały pod ich zdjęciami w katalogu Domu Nocy na stoliku przed recepcją, by każdy klient mógł po niego swobodnie sięgnąć i wybrać ze spisu tę według niego najpiękniejszą. Niebawem i Kimiko miała się w nim znaleźć, lecz wpierw musiała nauczyć się sztuki uwodzenia, oraz wybrać sobie drugie imię. Jeśli o to chodziło, to nie miała żadnych ograniczeń w podjęciu decyzji. To mogło być wszystko, od imienia symbolicznego, po czysto fikcyjne, jakie na przykład nosiła Dyris.
W rzeczywistości ruda miała na imię Xianmei i była Chinką, która przyszła na świat gdzieś daleko na wschodzie, w osadzie z dostępem do morza. Ponieważ chciała wyróżniać się na tle innych Mírén – bo tak zwykły się nazywać uwodzicielki w Domu Nocy – postanowiła przefarbować sobie włosy na rudo, co jak się okazało, zrobiło furorę i natychmiast wybiło ją spośród rywalek, sprowadzając do niej masę zgłodniałych jej wyjątkowych wdzięków napaleńców. Wybrała sobie imię Dyris inspirując się syreną z jednej z baśni dla dzieci, którą usłyszała w dzieciństwie. Ale jej sukces nie leżał tylko w ognistym kolorze włosów, zaś w samych rysach jej twarzy, o których niektórzy z Heylinu potrafili układać pieśni, póki nie skonali od trucizny. Sam pomysł farbowania włosów przestał być oryginalny, odkąd Keiko dołączyła do Sióstr. Ona, pamiętając wspólną przeszłość z Kimiko, wybrała sobie właśnie imię Gloriosa i znana była z tego, iż każdego tygodnia miała inny kolor włosów. Wokół niej chodziły plotki, iż od koloru włosów zależny jest jej charakter, oraz sposób kochania się z mężczyzną. Jeśli były to odcienie ciepłe, oznaczało, że będzie łagodna i uległa, chętna na każdą zabawę, zaś jeśli zimne, mężczyzna mógł spodziewać się wyrachowania i chęci dominacji. W Domu były jeszcze dwie Chinki – Yu Tian o pseudonimie Wisienka, która miała najdłuższe włosy sięgające łydek, oraz Cing, znana jako Nuta Słodkości, o bardzo wąskich oczach. Prócz tego dwie Japonki: Fumi – czyli Kicia – o twarzy bardzo okrągłej i Meisa – Sikorka – z twarzą bardziej podłużną i z noskiem wysoko zadartym. I ostatnia z nich wszystkich: pochodząca z Korei Południowej Choi Soo – gorąca, krótkowłosa Iskra Rozkoszy.
– Masz dużo czasu na wymyślenie własnego pseudonimu, Kimiko – powtarzała jej Keiko, gdy ponownie szły korytarzem, tym razem po to, aby udać się do Matki i poprosić o narkotyk do ćwiczeń.
– Dlaczego nikt nie zwraca się do Dyris po jej prawdziwym imieniu? – zapytała Kimiko, mając w głowie wciąż małe sprzeczki z Siostrą.
– Bo Dyris sobie tego nie życzy.
– Dlaczego?
– Nie wiem, zapytaj jej.
Smok ognia wywrócił oczami. Raczej nie miała zamiaru odzywać się do wrednej, rudej zazdrośnicy.
– Wszystkie wiedzą, że masz tak naprawdę na imię Keiko – zauważyła.
– Tak, bo jesteśmy ze sobą blisko i mogę im w tej kwestii ufać, zwłaszcza że nie jestem jedyną, która w życiu codziennym używa fałszywego nazwiska. Na przykład Meisa. Tak naprawdę ma na imię Chikane. Słyszałaś tę historię z bijącym swoją żonę mężem, którą sprzedałam Imperatorowi? To prawdziwa historia Meisy. Zapożyczyłam ją.
Gdy znalazły się już w salonie, usiadły przed stolikiem, na którym dopiero co postawiono świeżo zaparzoną herbatę. Dyris nie przestawała obarczać smoka ognia podejrzliwym spojrzeniem. Nic jednak jeszcze nie zrobiła z usłyszanymi informacjami, stwierdzając, że poczeka na najlepszy moment, który dostarczy jej ogromu satysfakcji. Po chwili w recepcji pojawiła się Matka, lśniąca od nadmiaru złotej biżuterii.
– Miao, nalej herbaty – nakazała.
Kimiko posłusznie sięgnęła po dzbanek, pamiętając o zachowaniu gracji, lecz niespodziewanie z dworu wpadła do środka Siostra, cała zdyszana i czerwona na buzi. Była tak wykończona biegiem, iż padnięcie na kolana przed Matką stało się wybawieniem, pozwalającym odpocząć chwilę nogom. Próbowała złapać oddech, podczas gdy wszystkie Mírén zebrały się wokół niej wraz z Wan Lanfen, ciekawe powodu, dla którego zjawiła się tu z szybkością błyskawicy.
– Spokojnie, Meiso, oddychaj. Stało się coś w mieście? – spytała Matka.
Meisa wyprostowała się, pozostając wciąż na klęczkach.
– On tu idzie, Matko… – wymamrotała, wciąż ciężko dysząc.
– Kto? Kto taki?
– On. Imperator… Ze swoją gwardią… Będzie tu dosłownie za minutę…!
Jej słowa zwieńczył brzęk rozbijającego się naczynia o twardą podłogę.


2 komentarze:

  1. Uwielbiam swoje przeczucia! xD zadyszka jednej z nich podsunęła mi pomysł: Idzie! <3

    Ale będzie ubaw!!! XDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chase idzie... Chase idzie...! <3 Jeny, jak ja się jaram! <3
      *pfff... dziwek się zachciewa?*
      Nieważne!

      ludzie zmieniają się dopiero na końcu, gdy stoją na krawędzi przepaści, na której dnie jest śmierć ich, lub kogoś im drogiego. --> jakie to smutne a zarazem prawdziwe. Serio chwytające za serce swoją prawdziwością Bardzo mi szkoda pana T i oby Imperator poruszony tragedią swej przyszłej żony(?! <3 xD) zechciał go z wirusa wyleczyć.

      A teraz Kimiko... xD
      Moja kochana! Tak trzymaj! Zuch dziewczyna! Nikomu cnoty nie oddawaj! Do ślubu wytrzymaj! Człowiekiem jesteś, nie zaświerzbionym zwierzaczkiem! Ale pamiętaj, że jak cię Mama wyceni i zgłosi się po ciebie sam Imperator, w tym jednym jednym przypadku, możesz mieć motylki i wylądować na podłodze bez ciuszków xD (;_; jestem nienormalna). Hahaha, oj, pewnie Dyris sporo namiesza. Wygada, że Miao to podpucha albo coś... będzie chciała ją zniszczyć... Farbowana ruda wredna pipa. Niech Kimi się dobrze przykłada do nauk uwodzenia, żeby była ta jedną jedyną heroiną, jaka nie puściła się z przystojnym heylińcem(choć wiesz, że w przypadku jednego nie będzie mi to tak przeszkadzać xD). Oj, Kimi, nie chowaj swoich pięknych oczu! To twój atut, że nawet Sam Wiesz Kto sie tobą zainteresuje...! Nie no, nie mogę. Tak się jaram.
      Siooostra, jeszcze na gg Cię będę męczyć, ale wiem już co nieco, więc wiedz, że liczę na super akcje typu: Chowajta mnie, on mnie znaleźć nie może! xDDD
      Ale będą jaja. Już czuję ten dreszcz emocji.

      Usuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy