poniedziałek, 16 listopada 2015

4. Skrytobójczynie z Domu Nocy





Niezmącona niczym cisza wypełniała dosłownie każdy skrawek powierzchni domu, wprowadzając do niego atmosferę pełną napięcia i niepokoju. Nastał nowy dzień ze znacznie lepszą pogodą, na którą mieszkańcy miasta Xia nie mogli narzekać, bo słonce grzało, obdarowując ciepłem, zaś lekki wiaterek wywołany nadchodzącym nieubłaganie frontem z zachodu chłodził, gdy nachodziła potrzeba, ściągając z drzew ich korony liści i ścieląc nimi chodniki. W domu Japonek gdyby ktoś lub coś spróbowałoby przerwać panujący tam potencjalny spokój, zerwałby się huragan, a potem poleciałyby talerze. Zwłaszcza Kimiko miała przez cały czas olbrzymią ochotę stłuc jakieś naczynie. Jedząc śniadanie ze swoją przyjaciółką, które odbywało się w niepowtarzalnym milczeniu, czuła mrowienie w dłoni, która leżąc na stole obok półmiska z ryżem, pragnęła chwycić za niego i z całej siły walnąć o krawędź blatu. Wrażenie, iż do przełamania tej przeklętej ciszy wywołanej sytuacją z Imperatorem poprzedniego wieczoru, oraz wyjaśnieniem perfidnie skrywanego przez Keiko sekretu, potrzebny był jakiś impuls, nie chciało odpuścić. Jakby same nie potrafiły na nowo się dla siebie otworzyć, tracąc tę umiejętność na rzecz wielodniowego focha. A każda z nich posiadała swój własny powód dla kontynuowania tej dziecinady, która nie powinna mieć miejsca w czasach, gdy liczył się każdy sojusz z drugim człowiekiem, bowiem będąc zupełnie sam bez możliwości wsparcia ze strony kogoś innego, ciężko szło przeżyć w ofiarowującym surowe klimaty Imperium, dodatkowo propagującym odhumanizowanie. Kimiko między innymi uważała, iż nie zasłużyła sobie na brak zaufania ze strony Keiko i tajemnice, toteż potępiała jej zachowanie, jakimikolwiek kontrargumentami nie byłoby podpierane. Wreszcie jednak ciekawość tych powodów zwyciężyła i po zjedzonym śniadaniu, dawny smok ognia Xiaolin raczył pierwszy się odezwać. Poniekąd przyczynił się do tego jako taki impuls w postaci wibracji telefonu o bardzo, bardzo starym modelu, informującym o odebraniu wiadomości tekstowej.
– Dzisiaj też idziesz do pracy?
Keiko odważyła się spojrzeć w surowo spoglądające na nią niebieskie oczy. Nie pospieszyła się z odpowiedzią.
– Tak.
Kimiko wydęła wargi, manierycznie unosząc na ułamek sekundy brwi.
– Kiedy zamierzałaś mi się przyznać? – zapytała.
Keiko wzruszyła ramionami, robiąc smutną minę.
– Kiedyś… – Dostrzegając gromadzącą się złość na twarzy przyjaciółki, szybko dodała: – Bałam się twojej reakcji, musisz mnie zrozumieć.
– No właśnie dlatego nie mogę – odparła Kimiko. – Jak mogłaś się mnie obawiać? Jak mogłaś mi nie ufać? Ja ci zaufałam, bo wydawało mi się, że jesteśmy przyjaciółkami. Ryzykowałam życiem, jadąc do ciebie, a ty masz przede mną sekrety. Jakiej niby mojej reakcji tak bardzo się obawiałaś? Że będę cię oceniać?
– Między innymi – orzekła Keiko. – Wybacz, kochana, ale ostatnio źle się z tobą działo. Nie dość, że panicznie bałaś się nawet własnego cienia, to nie kontrolowałaś swoich słów, swoich czynów. Jakbym ci powiedziała, jeszcze byś poszła wszystkim o tym rozgadać, a raczej podoba mi się moja opinia świętoszki u sąsiadów. Nie chciałabym usłyszeć od kogokolwiek na tym osiedlu, że jestem „grzesznicą”, lub co gorsza: „kurwą”. Zwłaszcza od ciebie.
– Nigdy bym cię tak nie nazwała, aczkolwiek nie pochwalam twojego zawodu…
– Jestem bardziej czyścicielką niż dziwką…
– Och tak? Pomagasz facetom opróżnić im ich jądra?
Keiko zrobiła zagniewany wyraz twarzy.
– Widzisz, jaka jesteś złośliwa? Musisz wszystko jak zawsze komentować.
– Przepraszam! To spowodowane jest tym, że jednak mnie okłamywałaś, gdy, jak powiedziałam, ja ryzykowałam życiem, ufając tobie! Nie miałam gwarancji, czy ktoś się za ciebie nie podaje, lub po prostu nie przeciągnął cię na stronę Heylinu i nie zaczęłaś dla niego szpiegować…
– W tej chwili ja również mogę się obrazić za to, że myślałaś o mnie jak o dwulicowej suce.
– To nie tak! – pospieszyła z usprawiedliwieniem Kimiko. – Jeśli miałabyś mnie zdradzić, to na pewno nie z własnej woli. Po prostu nawet nie wiesz, jaki Heylin jest okropny. Jak ludzie potrafią tam manipulować sobą nawzajem i się wykorzystywać. Gdyby dopadł cię Chase, mógłby ci po prostu zrobić pranie mózgu.
Keiko wywróciła oczami.
– Przesadzasz… Chociaż niechętnie przyznam, że jednak Imperator to kawał przystojniaka… Widziałaś, jakie on ma proste zęby? – zażartowała.
Kimiko westchnęła.
„Powtórka z przeszłości, gdy oglądałyśmy gazetki z modelami i aktorami”
– Właśnie mniej więcej o tym mówię. Pożarłby ci serce i umysł, a potem z zimną krwią zabił, gdy już przestaniesz mieć dla niego wartość.
– Powiedziałam ci, wyluzuj. Lojalność względem przyjaciółki ma dla mnie większe znaczenie niż jakiś facet. Uwierz mi. Facetami to ja już wręcz rzygam.
– A jednak pracujesz w burdelu…
Tym razem to Keiko westchnęła, odsuwając swój talerz. Oparła się o krzesło, po czym spojrzała w okno, niepewna, czy Kimiko jest gotowa na poznanie jej jeszcze jednego sekretu.
– To nie jest do końca burdel… I to nie jest tak, że się prostytuuję.
– Więc czemu tak powiedziałaś Chase’owi?
– Musiałam Wiecznemu skłamać, inaczej by mnie pewnie zabił. A potem zaczęliby przetrzepywać dom i wreszcie by cię znaleźli.
– Dlaczego? – ponaglała Kimiko. Dostrzegając niepewność ze strony Keiko, odsunęła się na krześle od stołu, wstała, po czym wziąwszy owo krzesło ze sobą, usiadła obok przyjaciółki i złapała ją za ręce. – Jeśli mamy sobie nawzajem ufać i przejść przez to piekło, jakie nam funduje Imperium, to musimy być ze sobą szczere. We wszystkim.
Keiko jeszcze chwilę milczała, zastanawiając się. Patrzyła Kimiko w oczy ze sporym zmartwieniem, którego była mniszka nie mogła pojąć. Przyszło jej do głowy, że Keiko musi robić coś znacznie gorszego, do czego boi się jeszcze bardziej przyznać. W tym wypadku musiała jej udowodnić, iż zawsze będzie ją wspierać i trzymać jej stronę (o ile tą stroną nie był Heylin, rzecz jasna).
Glorioso – Kimiko mruknęła do niej po przezwisku, jakim lubiła wołać Keiko, gdy były małe, a pochodziło ono od ulubionego kwiatu Japonki, którego kolory przyczyniły się do tego, że przefarbowała sobie włosy, wybierając właśnie jaskrawą czerwień i żółć. Ponieważ wraz z nową fryzurą Keiko bardzo upodobniła się do owego kwiatu, przezwisko to na długo funkcjonowało, i gdy teraz zostało przywołane z odmętów pamięci, coś przyjacielskiego znowu między nimi zaiskrzyło, iż znów poczuły się sobie bliskie. – Powiesz mi?
W końcu Keiko pokiwała głową.
– Należę do tajnej organizacji skrytobójców – powiedziała. – Jestem wojowniczką-zabójczynią, a Dom Nocy to tylko przykrywka; miejsce, do którego sprowadzamy nasze ofiary.
Usłyszane słowa zakopały się w głowie Kimiko z ciężarem tak wielkim, iż opadła jej dolna warga, a płuca wstrzymały pompowanie powietrza na krótką chwilę. Pierwsza jej myśl brzmiała: "Czy to żart?" Spodziewała się usłyszeć różnych, strasznych i nie do pozazdroszczenia rzeczy, o przesłaniu wzbudzającym poczucie litości. Szykowała się na to, by otoczyć przyjaciółkę ramionami i czule przytulić, lecz struchlała rychło po nowinie, że ta niby krucha oraz tylko z przypuszczenia bezbronna duszyczka przed nią jest morderczynią. W dodatku od dłuższego czasu niewątpliwie zdążyła naliczyć na swym koncie wiele dusz innych, a także nabyć umiejętność spełniania się zawodowo z zimną bezwzględnością. Zaraz po zamarciu cicho stęknęła, jakby ktoś rozciął ostrzem skórę na jej klatce piersiowej. Czy to było w ogóle możliwe? Może Keiko przez ostatnie lata zaraziła się od kogoś dziwnym poczuciem humoru, które nakłaniało ją do kreowania takich żartów o czarnym, wysublimowanym charakterze. Wszak to niemożliwe, aby ona, ta młoda, mała Japonka, kolorowa niczym Gloriosa i łagodna jak baranek: Keiko, jej Keiko, byłaby zdolna do popełnienia tak straszliwych czynów. Zabijanie zupełnie do niej nie pasowało. Po prostu brzmiało jak gorzki dowcip.
W głębi duszy Kimiko szczerze przyznała, iż już chyba woli Keiko jako prostytutkę, nie zaś morderczynię. Ale prawda była odwrotna, toteż nim skomentowała wypowiedź przyjaciółki, cicho przełknęła ślinę i zwilżyła wargi.
– Zabijasz ludzi…? Normalna jesteś?! – niespodziewanie wybuchła niczym jakaś matka po odkryciu narkotyków w szufladzie swego dziecka. – To jest twój sposób na zarabianie na życie? Chodzisz po trupach?
Wówczas ponownie uświadomiła sobie, co stało się ze światem w przeciągu zaledwie dwóch lat i o tej paskudnej prawdzie, nieopuszczającej jej każdego dnia – dziś każdy idzie po trupach, w przenośni lub dosłownie. Zasady czy moralne ograniczenia już dłużej nie obowiązywały w Imperium, które gorszyło ludzi, nastawiało przeciw sobie i zniżało do pierworodnego poziomu – do poziomu zwierzęcia. Tudzież szło naprzeciw religiom i teorii Darwina udowadniając wszystkim, że człowiek nie podchodzi od małpy, zaś od świni. Gotowa zeżreć wszystko i każdego – nawet człowieka – świnia jest chodzącym potworem. I takim też jest człowiek, zawsze zdolny podłożyć bliźniemu nogę, wystawić, oszukać, okraść, zrobić wszystko, by to on miał gorzej.
I chociaż Kimiko o tym wszystkim wiedziała, a także doświadczyła przykrości związanych ze zmianą postępowania ludzkości od dnia, w którym Chase Young objął władze nad światem, nie mogła przełknąć tego faktu, że Keiko również nie była tą samą osobą, co dawniej. Nadal doskonale pamiętała ją jako wesołą dziewczynę nie zdolną skrzywdzić chociażby muchy, o cudowności świata przed nadejściem Imperium, jaki teraz jawił się niczym wymyślona bajka nie wspominając. A minęły zaledwie dwa lata, kiedy ona miała wrażenie, że co najmniej pół wieku. Co mogło być tak potężnie mocnym czynnikiem zdolnym zmienić świat i ludzi o pełne sto osiemdziesiąt stopni? Czyżby brak pieniędzy na luksusy lub po prostu życie niegodne? Czy może świadomość, że zło zwyciężyło, a powiedzenie, iż to dobro zawsze wygrywa okazało się zwykłą ściemą?
– Pozwól mi dokończyć – odezwała się nagle Keiko, przerywając kontemplacje Tohomiko. Tylko czy Kimiko chciała jej dłużej słuchać? Nie była pewna, czy w ogóle chce dalej obok niej tak blisko siedzieć. Oczywiście nie dlatego, że się jej bała; gdyby spróbowała zaatakować, spotkałaby się z serią wciąż pamiętanych ciosów Kung Fu, zwieńczonych miniaturowymi pociskami ognia. Chodziło bardziej o wstręt do okrucieństwa, które Keiko sobą reprezentowała. – Owszem zabijam ludzi, ale nie tych niewinnych.
– A skąd ty możesz mieć niby moc odróżniania większego grzesznika od drugiego? Bo niewinne to są tylko niemowlęta – znów jej przerwała.
– Nie zabijam przypadkowych ludzi, którzy postanowią odwiedzić burdel! – uniosła się Keiko. – Jedynie tych, co mają związek z Heylinem. Co są jego częścią i w jego imieniu działają.
Kimiko milczała, po kolei analizując słowa współlokatorki.
– Powiedziałam ci na początku, że jestem czyścicielką. I jestem. Oczyszczam świat ze zbirów, którzy nigdy się nie nawrócą, i dla których nie ma drogi odwrotu ani ratunku. Zabijam jednego skurwysyna, żeby ocalić tysiące innych, tych… hipotetycznie niewinnych. Uciemiężonych przez Heylin. Widzisz więc jednak, że zatrudniając cię tam, wcale nie każę ci być prostytutką, ale wojowniczką walczącą ze złem, jak dawniej. Z tą jedynie małą różnicą, że tym razem możesz je zwalczać na serio, poprzez unicestwianie jego gnid. A tak się składa, że właśnie dostałam wiadomość, że mam cię do Domu Nocy przyprowadzić, bo wymagane jest twoje potwierdzenie, bez którego na stałe Miao Yanlin nie będzie mieć w papierach tej roboty, a wtedy Wieczny znów tu się zjawi, by rozwikłać zakładkę, dlaczego tak jest. Przy okazji wszyscy cię w Domu poznają.
Zapewne jeszcze parę minut temu wykrzyczałaby jej prosto w twarz, że nie chce mieć nic wspólnego z tym obrzydliwym światem seksu, ale teraz, po usłyszeniu, iż jest to sprawa wyższej wagi i o wyższym celu, była pewna jednej rzeczy:
– Chcę się sama przekonać, jak to działa. Zaprowadź mnie tam.

◊◊◊

Nie poszły tam od razu, toteż Kimiko miała chwilę, by wstąpić do swojego ubogo umeblowanego pokoju podarowanego z czystej dobroci serca. Podeszła tam do łóżka, po czym opieszale podniosła materac do góry. Spod jego spodu wyciągnęła potajemnie skrywany przed Keiko przedmiot. Hipokryzja, bo złościła się za nią za tajemnice, a sama nie pisnęła słowa na temat tego, że trzyma w ich mieszkaniu Sheng Gong Wu, którego użycie może sprowadzić na nich natychmiastowe kłopoty.
Gwiazda Hanabi połyskiwała w świetle przebijających się przez okno promieni słońca, spoczywając w wyciągniętej na półmrok pokoju ręki. Jej rubinowe oko zdawało się płonąć. Przez jakiś czas, dopóki Keiko nie zawołała Kimiko, mówiąc, iż nie mają całego dnia na zwiedzanie burdeli, wpatrywała się w magiczny talizman, próbując przypomnieć sobie czasy świetności Xiaolinu oraz przede wszystkim – pokoju. Aczkolwiek i wtedy istniało zło, z którym musiała walczyć ze swoją małą paczką przyjaciół, nadal pozostawały to czasy szczęśliwe, spokojne, kolorowe. Teraz wszystko było czarne, straszne i mroczne. „A to przecież tylko dwa lata zmiany…” Głaszcząc ramiona trzymanej gwiazdy, oddawała się konsumującej jej kawałek po kawałku nienawiści, która niczym trucizna wlewała się do serca, zaś umysł zatruwała ledwo pamiętanym obliczem sprawcy tego całego nieszczęścia. Nawet twarzy księcia Heylinu nie potrafiła sobie dobrze przypomnieć. Czym oni ją karmili na tej wsi, że w umyśle dziewczyny powstała tak gigantyczna przepaść między przeszłością a teraźniejszością? Możliwe, iż był to jakiś sposób obrony przed cierpieniem, jaki potrafiła wywołać tęsknota. Albo po prostu ucieczka przed pojednaniem się z faktem poniesienia sromotnej klęski w walce o wolność świata. Tak. Zdecydowanie właśnie z braku chęci wzięcia odpowiedzialności i idącej za nią ciężaru brzemienia, zbudowała sobie w głowie mur, który miał wpoić jej inną prawdę o życiu, mianowicie głoszącą, że świat, który niegdyś znała, nigdy nie istniał, a Imperium było od zawsze. Wieczne, jak jej nieśmiertelny, Wieczny Imperator. Ot prosta myśl zdolna zmienić człowieka.
A jednak wciąż pozostawały w niej resztki powodujące sprzeczności i nakazujące pochwycić tę oferowaną przez los szansę odkupienia swych win. Czemu by nie spróbować?

◊◊◊

– Tak na wszelki wypadek – odezwała się Keiko, gdy szły chodnikiem wzdłuż dwupasmowej ulicy – nie mów, że jesteś mniszką Xiaolin. Utrzymuj, że jesteś Miao.
Dom Nocy „Tiánmì”, którego nazwa oznaczała słodycz, istniał od trzech wieków i był wiele razy remontowany, wiele razy transportowany z jednego miejsca do drugiego, oraz rejestrowany na nowo w aktach archiwalnych, toteż nie zawsze nazywał się tak, jak teraz, ani nie zawsze robił za siedzibę dla skrytobójców, którymi były niezwykle atrakcyjne, wschodnie piękności. Od zawsze jednak uważany był za jeden z najlepszych – lub najlepszy – dom uciech. Na przełomie ostatnich dwóch wieków zakończył się ostatni remont, który skończył się doprowadzeniem zamtuza do jego finałowej fazy, czyli rozbudowania go do kompleksu połączonych ze sobą szerokimi korytarzami parterowych budynków, których całość spełniała kryteria Siheyuanu. Te zbudowane na planie prostokąta, doskonałe symetrycznie i drewniane mini mieszkania skupiały się wokół wielkiego dziedzińca, na środku którego wyłaniała się największa z budowli, z jednym wejściem zwróconym na południe oraz do bramy otaczającego cały zespół muru, a z drugim po przeciwnej stronie, prowadzącym do tak jakby drugiego dziedzińca, zagospodarowanego na ogród. Przekraczając otynkowany mur z wyprutą w nim czerwoną bramą, Kimiko dostrzegła wielki napis z nazwą przybytku, pod którym wisiał dodatkowy dopisek z pomniejszoną czcionką gwarantujący niezapomniane wrażenia. Prychnęła przez nos.
Wszystkie kobiety w Domu Nocy były Azjatkami. Nie było ani jednej, która nie posiadała skośnych oczu. Zwyczajnie żadnych wyjątków, bowiem powszechnie uważano, że to właśnie Azjatki są najpiękniejszymi kobietami świata dzięki malutkim nosom, wysokim kościach policzkowym i drobnej posturze ciała, przy której mężczyzna mógł się czuć niczym potężny bóg. Wchodząc do środka głównego pawilonu, Kimiko poczuła się przy nich jeszcze mniejsza. Przebywające tam rzekome prostytutki były doprawdy niezwykle piękne, i to równo, iż niemożliwym okazywało się wybranie spośród nich zwyciężczyni. Uczesane i umalowane po prostu błyszczały niczym perły, okalane bogato zdobionymi, kolorowymi kimonami, które musiały zapewne kosztować majątek, a przecież wszyscy wokół głodują, więc nikt nie powinien mieć nawet wystarczająco dużo pieniędzy, aby zapłacić kobietom tyle, by miały na takie ubrania. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że przychodzący do Tiánmì klienci nie byli zwykłymi ludźmi, ciężko pracującymi na swoje utrzymanie. Sam widok tychże kimon nasuwał na język dawnej wojowniczki  jedno słowo: „Japonia”. Wszystkie panny ubrane były jak japońskie gejsze, stąd Kimiko poczęła zastanawiać się nad tym, czy nieobca jej sztuka aktorska stosowana przez gejsze została w jakimś stopniu przez zamaskowane skrytobójczynie zaabsorbowana.
Zmierzając w kierunku stołu przypominającego wyglądem standardową, zachodnią recepcję występującą na przykład w hotelach, Kimiko starała się trzymać bez przerwy blisko Keiko, jakby ze strachu, iż któraś z przebywających w pomieszczeniu morderczyń spróbuje na nią napaść z jakimś nożem w dłoni. Nie dość, że obserwowały ją podejrzliwie z przymrużonymi oczyma, to roztaczające przez palące się zapachowe kadzidła opary nadawały im wyglądu zjaw, niespodziewanie wyłaniających się z ciemności. Całkowicie zabrakło według niej atmosfery, jaką powinno się czuć zawsze, wchodząc do zamtuzów.
Wang Lanfen, czyli pani w średnim wieku, która uchodziła za Matkę, okazała się być kobietą drobnej postury, lecz o wymowie twarzy tak silnym i złowrogim, iż każdy śmiałek spoglądający w jej oczy kulił się z szacunku oraz w rychłym pragnieniu zawarcia sojuszu. Czarne niczym najtwardszy onyks ślepia świdrowały również Kimiko, z nieprzychylnym grymasem. Otaksowały postać przybyłej Japonki, która nie wiedząc, co ze sobą zrobić, będąc w tym nagłym centrum zainteresowania, złapała się za łokieć jednej ręki i stanęła jeszcze bliżej Keiko.
Tytuł „Wang” Lanfen nadała sobie w dniu, w którym przejęła całkowitą kontrolę nad ośrodkiem, czyli jakieś dwadzieścia lat temu. Lecz dopiero od dziesięciu lat zaczęła ścigać niegodziwców, zaśmiecających sobą świat, począwszy od zwykłych bandziorów, których ściągała do Domu, każąc swoim dziewczynom ich wykończyć, na heylińskich panach skończywszy. Ubierała się na czarno pod kolor oczu, a jedynymi akcentami kolorystycznymi były czerwono-fioletowe ornamenty na jej ubraniu, oraz złota biżuteria. Choć wyglądała dosyć staro z twarzy, co usilnie starała się ukryć makijażem, nadal mogła pochwalić się brakiem siwych włosów, które upinała w wysokiego koka.
Keiko dała znak Kimiko, by razem z nią padła przed Matką na kolana, która siedziała przed recepcją na jednym z foteli, które okręcały się na jednej nodze. Złożywszy odpowiedni ukłon, wstały, a wtedy Keiko zaczęła mówić.
– Matko, to jest Miao Yanlin, która chciałby właśnie do nas dołączyć.
– Dołączyć, powiadasz… – Matka przeniosła swój wzrok powoli z Keiko na Kimiko. Jakaś atrakcyjna Azjatka z włosami przefarbowanymi na rudo podeszła do nich i zajęła miejsce obok Matki, nalewając sobie wcześniej herbaty z niesamowitą gracją. – Pragniesz zostać prostytutką?
– Nie… Nie prostytutką. – Kimiko zerknęła na Keiko. Nie potrafiła nic wyczytać z jej oczu. – Zabójczynią. – W głosie smoka ognia nie było słychać choćby krzty przekonania.
– Proszę – odezwała się niespodziewanie ruda piękność. – Skosztuj herbatki.
– Dyris! – zawołała Matka. Ruda Dyris jak rażona piorunem zabrała rękę z filiżanką, którą zamierzała ofiarować Kimiko. – Za wcześnie. Keiko, wytłumaczysz się?
– Tak. No więc, Miao można ufać. To moja przyjaciółka z dzieciństwa. Nie zdradzi nas, a Heylinu nienawidzi. Chyba najbardziej z nas wszystkich.
Wang Lanfen uniosła do góry brwi, jak gdyby nie dowierzając.
– Podejdź tu – zaprosiła do siebie Kimiko gestem dłoni. – Pokaż no mi się. – Złapawszy jej nadgarstek, podciągnęła ją do siebie i boleśnie trzymając za podbródek, zaczęła oceniać wygląd jej twarzy. Wszakże twarz była najważniejsza w tym zawodzie… – Hm… Hmm… Idealne rysy układające się w literę „V”, moje gratulacje. Na pewno jesteś Chinką?
– Moja matka była Japonką, a ojciec pół na pół.
– Jak dla mnie to trochę taka kocia mordka – wtrąciła złośliwie Dyris.
– Jedno, co mnie w tobie niepokoi – kontynuowała Matka – to konflikt między twoimi oczami a twarzą. Twarz masz bowiem trójkątną, symbolizującą naturę ognia, jednak oczy są pełne wody. To oznacza duży temperament, złożoność i niebezpieczeństwo. Jestem dosyć przesądna i boje się, że możesz sprowadzić na nas kłopoty.
– Zapewniam, że…
– Jęknij – dodała nagle Matka.
– S-Słucham…?
– Słyszałaś. Jęknij.
Kimiko nie rozumiała polecenia, aczkolwiek brzmiało bardzo wyraźnie. Czy wydanie z siebie tego erotycznego dźwięku było częścią jakiegoś rytuału? Z jakiegokolwiek powodu miała to zrobić, nie potrafiła nabrać powietrza i naprężyć strun w krtani, by wykonać zadanie. To było częścią intymnego życia ludzi, a zażądali od niej podzielenia się tym publicznie, gdy wszyscy wokół patrzą i słuchają. Za bardzo się wstydziła. Przy tym wszelkie treningi w klasztorze Xiaolin okazywały się prościutkie.
– Głuchaś?
Wówczas Dyris zaszła Kimiko od tyłu i niespodziewanie przerzuciła jedną rękę do przodu, by uderzyć ją z całej siły w podbrzusze pięścią. Japonka zgięła się w pasie, stękając z bólu.
Matka cmoknęła, kręcąc niezadowolenie głową.
– Okropne. Piszczysz jak mysz. Jeszcze facetom bębenki popękają – stwierdziła. – Ale twarz masz wspaniałą. I te oczy. Wyjątkowe. Nie wiem jednak czy to wystarcza i czy nadajesz się na zabójczynię.
– Umiem walczyć – odparła dumnie Kimiko. Jasne, że potrafi. Wciąż pamięta ciosy, których uczyła się z wielką zawziętością. Jedyne przez dwa lata przerwy mogła stracić nieco na kondycji.
– Walczyć? Bronią?
– Też. Ogólnie to jednak… Znam judo. – Nie mogła powiedzieć, że Kung-Fu, bo jeszcze ktoś by zaczął ją podejrzewać o związek z Xiaolinem.
– Nieźle. – Matka pokiwała z uznaniem głowa. Kimiko dostrzegła, jak Dyris przewraca z kolei oczami.
– No dobrze, skoro Keiko zapewnia, że można ci ufać, nie pogardzę nową dziewczyną. Zwłaszcza że Heylin strasznie szybko się rozmnaża. Coraz więcej sukinsynów zasila szeregi Wiecznego dla pieniędzy… Dyris, nalej herbaty.
Dyris zamiast nalać, sięgnęła po filiżankę już napełnioną.
– Nie, Dyris. Chcę czystą herbatę.
Słysząc to, Kimiko zmarszczyła brwi. Czy to znaczy, że ruda wsypała coś ukradkiem do filiżanki z herbatą, którą planowała ją poczęstować? Jeśli tak to co, skoro Matka sama coś dosypywała z saszetki wyciągniętej z kieszeni swego qipao? W dodatku wsypała tego bardzo dużo…
– Wypij to. – Podała jej filiżankę.
– Co to jest? – spytała od razu.
Nie otrzymała odpowiedzi, a jedynie uśmiech pełen tajemnicy. Znów zerknęła za siebie, na Keiko. Dziewczyna pokiwała głową, zapewniając tym samym o bezpieczeństwie. Chyba jej już mogła ufać?
Zebrawszy się na odwagę, przystawiła kubek do ust, a po chwili lekko przechyliła. Herbata była ciepła, ale nie gorąca. Wzięła malutki łyk, licząc, że to wystarczy.
– Duszkiem. – Usłyszała surowy głos Matki.
Nie była tego pewna, ale czuła, że ma Keiko po swojej stronie, oraz że brakuje jej wyboru. Wypicie tej zatrutej czymś herbaty musiało być częścią jakiegoś rytuału i prawdopodobnie jeśli odmówi wykonania zadania, spotka się z przykrymi konsekwencjami. Musiała pamiętać, że bądź co bądź, otaczają ją zabójczynie. I to nie byle jakie, skoro walczyły z Heylinem i nadal nie spotkały się z żadną karą.
Tak jak jej więc kazano, opróżniła całą filiżankę, dziwiąc się słodkością herbaty. Spodziewała się poczuć jakieś pyłki proszku, które mogłyby nie zdążyć się rozpuścić, lecz nic z tego. Jak tylko przełknęła ślinę, poczuła coś dziwnego. Jakby ścisk w żołądku. Zaraz po tym uderzyła ją fala dziwnego gorąca, która nie wiadomo skąd czerpiąc swe źródło, zalało każdy skrawek jej ciała, po same koniuszki palców. Wówczas obraz przed oczami Japonki zaczął się rozmazywać, ale nie tracąc na swych barwach. Kolory szybko nabierały na jaskrawości. Zobaczyła jak twarze Dyris i Matki robią się jeszcze bielsze; tą bielą wręcz paliły oczy niczym słonce.
– Co się ze mną dzieje…? – wymamrotała, chwiejąc się na nogach. Z jakiegoś powodu zrobiły jej się miękkie jak z waty. Nim jednak upadła, zdążyła jeszcze dojrzeć powiększające się ściany, oraz meble. Swą wielkością pożerały pomieszczenie, po chwili zatracając się w nim i mieszając w jednej wielkiej palecie kolorowych plam. Przestała odróżniać sylwetki ludzkie od przedmiotów. Zawołała Keiko oraz ponownie zapytała o rodzaj zachodzącej w niej reakcji, aż coś, co długo buchało ogniem w jej łonie, wreszcie eksplodowało po całości, rozsypując zimne błyskawice orzeźwienia po każdej kończynie. Bała się tego jak diabli, a jednak było to coś cudownego. Przyjemnego. Wreszcie padła na podłogę, tracąc przytomność.

◊◊◊

Obudziła się z powrotem po jakimś czasie i znowu zaatakowało ją światło, tym razem pochodzące od palącej się na suficie lampy. Zmrużyła oczy, stękając. Instynktownie powędrowała dłonią do swojego łona. Dziwnie pulsowało, jak gdyby ktoś przeniósł jej tam serce. Wtedy spostrzegła, że nadal jest w tym samym pomieszczeniu, ale Kieko i Dyris gdzieś zniknęły. Była sam na sam z Matką.
– Podobało się? – zapytała, pijąc jakiś napój, który pachniał herbatą, ale z pewnością nie było tym, co przed chwilą sprzedała Kimiko.
– C-Co… Co to było? – Kimiko spróbowała podnieść się z podłogi. Nad sobą miała postać wciąż siedzącej w fotelu Wang Lanfen. Jakby minęło kilka sekund, kiedy Kimiko dokuczało wrażenie, iż zdążyła minąć cała następna doba.
– Orgazm. – Usłyszała.
– Co proszę?
– Naprawdę masz problemy ze słuchem? To był orgazm.
– Jak mogłam odczuć niby orgazm, skoro wcale nie… nie ten…
– W Chinach wyprodukują ci proszek, który jeśli zalejesz wrzątkiem, zmieni się w główkę kapusty. Myślisz, że i proszku wywołującego orgazm nie stworzą? Skosztowałaś wyższego rodzaju Ekstazy. Wiesz, takiego narkotyku. Nasz jednak lepszy, bo nie zostawia żadnego posmaku ani wrażenia piasku. Ten Dom Nocy nie jest burdelem. To przykrywka. Moje dziewczęta owszem, zaciągają mężczyzn do łóżka, ale rzadko kiedy dochodzi do stosunku. To zabójczynie. Z bezwzględnością i perfekcyjnością żmii oczyszczamy świat z łajdaków pokroju Imperatora. A ten specyfik, którego miałaś okazje spróbować, podajemy właśnie facetom, by myśleli, że doszło do stosunku, kiedy z rana się obudzą.
– Nie rozumiem, przecież ich zabijacie…?
– Nie tak od razu. Gdybyśmy tak robiły, już dawno nasza działalność zostałaby odkryta. Ponieważ brzydzimy się tych wszystkich heylińskich patałachów, którzy przychodzą tutaj zaznać cielesnych rozkoszy, moje dziewczęta zamiast się z nimi pieprzyć po prostu dolewają im narkotyku do herbaty, pilnując, by wypili wszystko. Gdy klient dozna orgazmu i zaśnie, wprowadzają mu do żył truciznę. To ona po prawie siedmiu dniach go wykańcza. Ta trucizna to nic innego, jak wirus Zhayu w uproszczonej formie, który potrzebuje paru dni, aby wykiełkować w ciele człowieka i go zjeść. Widzisz zatem, że nieszczęśnik umrze od choroby, na którą nikt z nas nie ma wpływu.
Zapytana o przyczyny prowadzenia tej jakże szlachetnej działalności i o to, czy kieruje nimi tylko i wyłącznie nienawiść do Heylinu, Wang Lanfen odparła:
– Wszystko w świecie musi mieć swoją równowagę. Odkąd powstało Heylin Impeirum, zauważyłaś, że źle się dzieje. To zaledwie dwa lata, które są niczym w perspektywie historii ludzkości, a  jednak wystarczyły, by przesączone złem środowisko zaczęło się bronić. Powstał więc wirus, który potrafi dopaść każdego z nas i przed którym nie potrafimy się bronić. Niby są szpitale, które potrafią na jakiś czas powstrzymać jego szkodliwe pożeranie czerwonych krwinek, ale ostatecznie zawsze wraca. Widzisz więc, że nawet jeśli łaskawy Imperator powiedział, że Imperium istnieć będzie tylko przez dziesięć tysięcy lat, aby potem świat mógł się odrodzić, zło odpocząć i tak dalej, bo nawet on wie, że nie wolno mu doprowadzić do całkowitego unicestwienia planety, tak jednak koszty są dla nas zbyt wysokie, byśmy mogli pogodzić się z jego panowaniem. Natura jest zbyt bezwzględna, przez co cierpią niewinni. Tak zmarła między innymi moja siostra, kobieta o duszy czystej jak łza. Całe dnie poświęcała modłom, które jak widać na nic się jej zdały. Nikt z nas nie jest w stanie dokonać zamachu stanu i zabić głównego sprawcę tego bagna, ale możemy zaszkodzić innym bydlakom.
– A jak to się dzieje, że klienci nie orientują się, że po herbacie doznają orgazmu? Przecież ja się od razu zorientowałam, że to przez nią, jak więc jest z nimi?
– Dziewczęta szkolone są w sztuce cichego zabijania, polegającego właśnie na wprowadzeniu trucizny do organizmu klienta, ale również w sztuce miłosnej. Dlatego chciałam usłyszeć brzmienie twojej krtani w akcji. Jeśli masz brzydko śpiewać podczas fałszywego stosunku, lepiej, żebyś milczała, ale wszyscy dobrze wiedzą, jak milczenie ze strony kobiety dołuje mężczyzn. Wpierw uczysz się solidnie uwodzenia. Całej taktyki z podchodami, która jest niczym innym, jak grą wstępną. Przez cały czas kontrolujesz swoje czyny i reakcje mężczyzny. Flirtujesz z nim, sprawiasz, że traci dla ciebie głowę, jednocześnie pilnując, by wypił swoją herbatę. Zwyczajnie w świecie uczysz się najprawdziwszej hipnozy, która sprawia, że koleś połyka cały narkotyk, a wtedy przystępujesz do drugiego etapu, jakim jest smoczy taniec. Wchodzisz na partnera, oczywiście oboje jesteście ubrani, po czym zaczynasz udawać, że jest seks. W nim już wówczas działa narkotyk, więc spokojnie w to uwierzy. Ty masz tylko pozostać dobrą aktorką, aby nie domyślił się, że coś jest nie tak. To, co podasz mu w herbacie nie będzie miało tak silnego działania, jak to, co sama wypiłaś, tak więc będzie się rozpalać powoli. Jeśli jednak okażesz się kiepska w hipnozie i w uwodzeniu, klient nie zechce wypić herbaty, a wtedy skupi się tylko i wyłącznie na tym, po co tu przyszedł. Nie wolno ci wtedy odmówić i musisz się zmusić, nieważne jakim by był obrzydliwym dupkiem. Musisz umieć go zadowolić, aby nam renoma nie spadła. W końcu uchodzimy za najlepszy burdel świata. Skupiaj się więc na tym, by być dobrą w praniu mózgu aktorką, a unikniesz niechcianego seksu.
Kimiko przeszedł dreszcz obrzydzenia na samą myśl o współżyciu z obcym facetem.
– Czy nie jest tak, że większą rolę od odstawiania teatrzyku nie odgrywają te proszki z ziołami? Na pewno każdy, kto tu przyjdzie, weźmie chociaż łyk herbaty i czy nie można wsypać tego tyle, by łyk wystarczył, aby już padł na plecy?
– Nie bowiem jest zbyt duże ryzyko, iż zorientuje się, że coś było w herbacie. Tu potrzebna jest wyszlifowana gra wstępna, którą ty musisz przeprowadzić. Wszystko musi mieć swój początek i koniec. Poza tym narkotyk, którego używamy, jest niezwykle drogi i żebyśmy mogły go dalej importować, potrzebna jest kasa, o którą dziś bardzo ciężko. Wiele więc dziewczyn decyduje się z tego powodu przyjmować zwykłych mężczyzn, których nie zabijają, a tylko po to, by dać im rozkosz i w efekcie zarobić. Dyris na przykład potrafi tak zahipnotyzować mężczyznę bez użycia narkotyku, że ten opuszczając nasz Dom, zostawia niewyobrażalnie wielkie sumy pieniędzy. Dzięki temu stać ją i na największa ilość ziół, jak i na różnego rodzaju zabiegi upiększające. Na nie, na kosmetyki, ciuchy i ozdoby również musisz sama zarobić. Pamiętaj, że im gorzej wyglądasz, tym mniejsze masz szanse na ściągnięcie klientów i powodzenie w starciu z heylińskim oprychem.
„Raczej nie sądzę, żeby Dyris zechciała podzielić się sekretem swojego sukcesu” – pomyślała smutnie Kimiko.
– A jak idzie Keiko? – spytała.
– Nie tak wspaniale, jak Dyris, ale wystarczająco dobrze, by mogła cię wszystkiego nauczyć.
Była mniszka szybko dostrzegła, że wszystkie dziewczęta Domu Nocy uważają się za wyjątkowe – za zbawczynie świata. Ego więc chodziło im na najwyższych obrotach, a co za tym szło, choć wiedziały, że wszystkie muszą być sobie oddane jak członkinie jednej, wielkiej rodziny, po cichu potrafiły się nienawidzić. Zaciekle konkurowały ze sobą o wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Ich życie zamieniło się w wieczną pielęgnacje ciała, ubieranie w wysoce zdobione i piękne dla oka szaty, malowanie, oraz perfumowanie. Gdyby ktoś wysłał je na wieś, pozostawiając z tylko szczoteczką do zębów, wszystkie po kolei by oszalały. Poza upiększaniem się nie miały praktycznie żadnych innych zajęć; przerwy między zabiegami zajmowały im ćwiczenia uwodzenia, aż do nadejścia zmierzchu, podczas którego cały Dom stawał na nogach, by przyjąć przybyłych łajdaków. Na pierwszym miejscu stała rywalizacja.  Od Keiko Kimiko dowiedziała się, że to, co Dyris wsypała jej do herbaty, którą próbowała jej później wcisnąć, było właśnie trucizną zawierającą wirus. Dyris nienawidziła bowiem wszystkich nowych dziewczyn, uważając je za niepotrzebną konkurencje. Pomimo jednak tego, że nie było między uwodzicielkami przyjaźni, potrafiły ze sobą współpracować, przywracane do porządku przez zimny ton głosu Matki. Wszystko doskonale zdawały sobie bowiem sprawę z tego, że jeśli jedna z nich zostanie schwytana, to wszystkie będą zagrożone.
– Matka powtarza nam, że to, co mamy między nogami, to nasza największa broń, która pozwala wyjść z najcięższych opresji z udziałem mężczyzn, ale też i nasze przekleństwo – powiedziała ubrana w kimono Keiko, prowadząc Kimiko przez długie i szerokie korytarze, zatłaczane przez masę cieni. – Nikt już nie zwraca uwagi na to, co dziewczyna sobą reprezentuje. Każdy facet dzisiaj to ograniczony umysłowo wzrokowiec. Zależy mu na dobrym wyglądzie twarzy partnerki, bo gdyby twoja muszelka była … niewygodna, przynajmniej będzie mógł się pocieszyć, że nie robi tego z jakimś brzydalem.
– Niewątpliwie wierzę, że te straszne informacje masz prosto od któregoś ze swoich klientów – rzuciła z nieco ciętym językiem Kimiko. Bądź co bądź okazało się, że jednak Keiko zmuszona była nieraz współżyć naprawdę z jakimś mężczyzną tylko po to, by zarobić, bo na narkotyk już nie miała. Każda z dziewczyn dostawała od Matki na start określoną ilość proszku, którą indywidualnie i po swojemu miały zagospodarować. Potem za każdą następną sakiewkę trzeba było Matce płacić.
– To wiedza podstawowa, którą łatwo zdobyć bez posiadania związku z prostytucją.
– Ale jednak się puszczasz. – Co jak co, ale Kimiko była pewna, że ona zawsze odegra swoją rolę perfekcyjnie i uchodzić będzie za tę dziewczynę, która nigdy nie była zmuszona do prostytucji.
Nie puszczam się – zaprzeczyła Keiko. – A poświęcam to, co mi zostało dane, by przeżyć. Nie zrozumiesz tego.
– A co tu jest do zrozumienia? Dajesz dupy obcym facetom w imię jakiś wyższych spraw.
– Niekoniecznie. Przecież skupiamy się na tym, by do tego stosunku jednak nie doszło.
– Ale może być on nieunikniony, jeśli coś nie wyjdzie, sama się przyznałaś, zatem to miejsce to zwykły burdel.
– Burdel? – przerwał im czyiś głos. Jego posiadaczka, przepiękna Dyris, szybko wyszła ze swego ukrycia, jakim były papierowe ściany z drewnianą kratownicą. Rozsunęła jedną z nich, by dołączyć do rozmawiających ze sobą Japonek na korytarzu. Jej pełen lodu wzrok godził w Kimiko niczym ostrze, przygotowując na otrzymanie mającego zaraz nadejść jeszcze większego bólu. – Śmiesz nazywać nasz dom burdelem, tylko dlatego, że nasza praca idzie w parze z seksem? Przyjmujemy cię do siebie, ratując tym samym twój tyłek, bo widać jak na tacy, że boisz się z jakiegoś powodu spotkania z Wiecznym, a ty w zamian obrażasz nas wszystkie? Jesteś bezczelna i powiem ci jedno: nic nie wiesz o życiu. Chcesz, to żyj sobie zgodnie ze swoimi zasadami moralności. Zobaczymy, ile dzięki nim przeżyjesz. – Po czym zasunęła z powrotem drzwi, zamykając się w swym bogato udekorowanym pokoju.
– Zimna suka – skwitowała Kimiko.
Keiko zaś wzruszyła ramionami.
– Może i suka, ale ma rację. Co ty możesz wiedzieć o tym, jakie życie jest brutalne? Krótko znasz nędze, zaledwie dwa lata. Dotychczas żyłaś sobie spokojnie w Klasztorze, w którym niczego ci nie brakowało. Zawsze rozpieszczana przez tatusia, nie przestającego nigdy wysyłać ci prezentów. Jesteś jedyną osobą tutaj, która miała taki dobry start w życiu. Przestań więc wszystkich oceniać.
Potem Keiko pokazała Kimiko jej pokój, na którego składały się cztery puste ściany i równie pusta podłoga. Na środku stało niskie łóżko z materacem i pościelą, a obok dwa małe stoliczki ze zwykłymi świecami zamiast lamp. Nie było szafy, czy małej toaletki z lustrem do malowania się. Na wszystko Kimiko miała sama zarobić, a również i miejsce, w którym przyjmować będzie swych klientów ma znaczenie.
– Jak mówiłam, faceci są wzrokowcami. Jednak twarz i nasze krocze to nie wszystko, co może ich podniecić. Szybko przekonasz się, że każdy nagi skrawek ciała kobiety jest w stanie utwardzić im to, co trzeba. Na przykład taki nadgarstek. – Keiko zademonstrowała swoją dłoń, która długo po same palce skrywana była przez ogromnie długi rękaw jej szaty. – Kimono to cudowny wynalazek, gejsze doskonale o tym wiedziały. Chodząc przez cały czas zakryta przy mężczyźnie do granic możliwości, powoli zaczynasz działać na jego wyobraźnie. Jest sfrustrowany, bo nie wie, co maluje się pod ubraniem tej pięknej twarzyczki, która przed nim siedzi. Jak zapewne dobrze wiesz, faceci nie zawsze potrafią nas słuchać. Zazwyczaj siedzą i udają, że słuchają, a tak naprawdę odlatują, wyobrażając sobie kształty twego ciała. Tutaj to się nasila. Ponieważ będziesz ubrana po samą szyje, samo odsłonięcie dłoni i pokazanie nadgarstka będzie dla mężczyzny czymś niezwykłym. Zobaczy, że masz szczupłe ręce, które lśnią gładkością. Jego myśli zaczną krążyć wokół pytań, jaka jest twoja skóra w dotyku i czy wszędzie indziej jesteś równie taka szczupła i lśniąca. Jednak jak tylko odsłonisz czy nadgarstek, czy stopę, gra zacznie robić się trudniejsza. Uwodzenie to nie łatwa sztuka. Im dłużej pozostaniesz w swym kokonie, tym mężczyzna bardziej się wyczuli na jakikolwiek blask gołej skóry, a wtedy efekt jest silniejszy. Za długo jednak też nie można z tym zwlekać, żeby to czekanie go nie znudziło. Ale zapewniam, że to wytrwali gracze, więc w twoim wypadku możesz się skrywać, ile tylko chcesz. Wystarczy jednak by popełnić jeden błąd, a możesz ściągnąć kłopoty na cały Dom. To Matka zawsze decyduje, na kogo jesteś gotowa, i to ona będzie wybierać ci klientów. Nie zabijesz żadnego z żołnierzy Heylinu, póki nie udowodnisz, że potrafisz obchodzić się z narkotykiem. Już pewnie zdążyła cię uprzedzić, iż narkotyk, którego używamy, jest bardzo niebezpieczny. Gdy uśpisz klienta, musisz wprowadzić mu do żył poprzez zastrzyk truciznę, która jest niczym innym, jak wirusem. Zawsze wykorzystujemy to, co daje nam natura.
– Zaraz, ale czy Imperator nie uzdrowi swych podwładnych? Przecież jeśli zacznie mu chorować ktoś, kto jest oddany Heylinowi i blisko z nim współpracuje,  jak na przykład taki Panda-Bubba, to czy nie nabierze podejrzeń, i nie zacznie zastanawiać się, jakim cudem do tego doszło? Czy nie jest tak, że z Heylinu wszyscy mają immunitet na choroby?
– Nie. Nie jest. Raz był u nas jeden z jego wojowników i wiesz co? Był jednym z najłatwiejszych klientów, który umarł dziewięć dni później. Zdarzenie to miało miejsce rok temu i nie widać, żeby książę zainterweniował. A jeśli jego wojownika można zainfekować, to i każdego na świecie.

◊◊◊

– Na początek podzielę się z tobą jakimiś ciuchami i kosmetykami – zaoferowała Keiko, po tym jak rozsiadły się w przydzielonym Kimiko pokoju, chcąc dokończyć rozmowę przy zwykłej herbacie. – Pamiętaj, o tym, co już wiesz o facetach, że oceniają po okładce. Żeby pokochał twoje wnętrze, potrzeba czasu, a ty masz tylko jedną noc. Skupiamy się więc na tym, jak wyglądamy. Bardzo ważna zatem jest pielęgnacja całego ciała. W Domu Nocy powiedzenie By wyglądać pięknie, trzeba cierpieć, sprawdza się każdego dnia. Zioła chińskie Shan Zha mają wiele zastosowań, między innymi niektóre dziewczęta rozcieńczają je wodą, a później dodają sobie do herbaty, co działa lepiej, niż zachodnia kofeina. Bez energii jest się niczym flegmatyczny kot – miły dla oka i w dotyku, ale ponieważ tylko leży i nic nie robi, nudzi się w kilka sekund. Ponadto przyspieszają metabolizm, nie pozwalając przytyć, upiększają  paznokcie oraz włosy, o polepszaniu pracy serca już nie wspominając. Są też świetnym środkiem antykoncepcyjnym. W kosmetyce również posiadają swoje zastosowanie, jako idealny balsam do ujędrniania. Jeśli zaś chodzi o modelowanie ciała, używaj baniek chińskich, które odsysają niechciany tłuszcz. Na włosy istnieje specjalnie przyszykowany preparat zgodny z przepisem mającej wieloletnie doświadczenie w dziedzinie upiększania Matki, składający się z takich składników, jak: żeń-szeń, ligustr, chlipta, alba, wiciokrzew, mięta, dzięgiel i korzeń rdestu. Jeśli chodzi o depilacje miejsc intymnych, stosujemy pastę z Yurgi, która bardzo spowalnia odrastanie włosków idaje efekt gładkiej skóry na całe pięć dni.
Zdradzę ci coś, Kimiko. Śledząc Dyris udało mi się poznać jej sekret na duże piersi. Otóż codziennie wypija ona filiżankę herbaty z kozieradką. Używam jej dopiero od miesiąca, ale już czuję, że moje piersi są nieco większe. Bez urazy, kochanie, ale masz malutki biust i mogłabyś go sobie troszkę powiększyć właśnie takim naturalnym sposobem.
Kimiko spuściła nieco głowę, chcąc spojrzeć na noszoną przez siebie zmorę jej nastoletniego życia, które długo przed osiągnięciem pełnoletności, prześladowały ją… swoim brakiem. Przez cały okres nauki w klasztorze była płaska jak deska, a to z powodu ciężkich treningów Kung-Fu, które mocno skupiały się na umięśnieniu klatki piersiowej, odpowiedzialnej za sprawne oddychanie podczas walk, i nie brało pod uwagi podziału płci, toteż w konsekwencji wiele mniszek nie posiadało tego istotnego waloru i cechy kobiecości. W ciągu jednak ostatnich dwóch lat, podczas których Kimiko nie miała żadnej styczności z ćwiczeniami, ciało upomniało się o swoje i zdołało nadać sobie choć lekkich wypukłości, zdolnych ucieszyć na przykład takiego kierowcę pana Linga…
– Ponieważ jednak przeważa w tobie natura ognia oraz, jak obie dobrze wiemy, ten ogień serio w tobie siedzi, Matka nakazała ci dużo odpoczynku i pić białej herbaty. Zero zaś kawy i mandarynek. Mandarynek masz się jak ognia wystrzegać, bo zniszczą ci cerę. Dla wprowadzenia harmonii w twoim ciele używaj dużo morskich ziół, jak Algi czy wodorosty. Rób sobie z nich maseczki.
Dostrzegając niepewną swego położenia buzię Kimiko, Keiko westchnęła przeciągle, po czym wzięła ją za ręce.
– Musisz być pewna, czy chcesz to robić. Oczywiście zrezygnować możesz w każdej chwili, bezpowrotnie, rzecz jasna. Jeśli do nas dołączysz, dla wszystkich staniesz się siostrą, a wówczas spadnie na ciebie ogromna odpowiedzialność. Odpowiedzialność chronienia tej rodziny. Czy rozumiesz, Kimiko?
Keiko zaczesała wolno opadający na policzek przyjaciółki kosmyk za jej ucho, uśmiechając się ciepło. Była mniszka spojrzała zaś w jej oczy, powtarzając w głowie usłyszane słowa.
Odpowiedzialność. Kochała ten wyraz. To właśnie on najmocniej na nią wpływał, bo zahaczał o wspomnienia, o to, co w przeszłości kierowało jej życiem i nadawało mu sens. Jeszcze za czasów istnienia Klasztoru Xiaolin, Kimiko uczona była czym jest owa odpowiedzialność, jakim darem, i jakim przekleństwem. Stanowiła część czteroosobowej drużyny smoków, którzy jeśli chcieli zwyciężyć w walce ze złem, musieli współpracować. Nigdy nie można było zawieść, aby nikt z przyjaciół nie ucierpiał. Wtedy też miała swoją małą rodzinkę, którą kochała i dla której wspinała się na wyżyny granic swych możliwości. Odpowiedzialność napędzała ją, dodawała odwagi w walce, motywowała do cięższych treningów. Liczyło się to, aby przetrwać i aby utrzymać drużynę przy życiu. Teraz wszyscy byli rozsiani, o ile reszta z ich paczki w ogóle nadal żyła… Uznała, że brakuje jej tej adrenaliny, ryzyka i poczucia ważności. Chcąc na nowo poczuć ten smak zapewniający ją, iż wciąż może coś zdziałać, walczyć ze złem, oraz że nic nie jest jeszcze stracone, definitywnie zgodziła się na dołączenie do skrytobójców z Domu Nocy.

11 komentarzy:

  1. Zajebiste. Nie mam słów... Narazie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem(by nie zaczynać od "a więc", bo to niby niepoprawne, blabla xD) oficjalnie jestem i wiedz, że nie będę po raz enty w swoim życiu(haha, nie, nie wierz w to) wychwalać opisy, cudowność zdań, bogate słownictwo, jakim operujesz, i jak bardzo Ci go zazdroszczę - a w ogóle to przepadnij, Ty-Ty - bo to już oczywista oczywistość, zresztą wiesz, że zawsze wzdycham.
      Tak teraz rozkminiam... JAK KEIKO MOŻE ZACHWYCAĆ SIĘ JEGO PROSTYMI PEREŁKAMI W USTACH, skoro walczy w konspirze z sprzymierzeńcami księcia Czesława, więc również i nim...? xD Ale fakt faktem, nie dziwmy się dziewczynie; nawet Mamuśka by się śliniła przy kontakcie pierwszego stopnia z Imperatorem. Według mnie Kimiko ma tam najlepsze warunki do skrytozabijania. Wymieńmy jej walory: Kung fu lasia + nienawiść do Heylin + największe doświadczenie w walce z Heylin + idealne rysy w kształcie V(tak, obczajałam z lusterkiem w ręku swoje własne) + niesamowite oczęta + wodny-ognisty charakterek. Podsumowując: Idealna Żona dla Heylin Imperatora, ktoś się nie zgadza? xD
      Okropnie spodobał mi się pomysł zwalczania zła za pomocą naturalnych warunków właściwym kobietkom. xD Oczywiście Kimiko przerośnie urodą oraz umiejętnościami konkurentki a zwłaszcza... Dyris. -_- Aczkolwiek spodobało mi się to, w jaki sposób naskoczyła na Kimi, mówiąc, że ta życia nie poznała i jak śmie określać ich dom i sposób na walkę mianem burdelu. Mnie samą Kimi tym zirytowała. :x Jakkolwiek wygląda to z zewnątrz, tym lasiom przyświeca słuszny cel i osądzanie ich byłoby bardzo niesprawiedliwe. Spodobało mi się, że Matka tak fajnie oceniała Kimi; była surowa, zimna. Widać, że mocno stępa po ziemi i ślicznie prowadzi... gospodarstwo. xD Właśnie! Wspominałam i wspomnę raz jeszcze: niech Kimi dobrze gospodaruje pieniążkami, bo Keiko nie będzie w nieskończoność kosmetyków pożyczać i fajnych rad udzielać. Niech Kimi nie będzie zmuszona zarabiać dupą na pastę do depilacji i i orgazmiczny proszek. Wgl gdyby w realu zaświerzbione nastolatki dysponowały takim czymś, liczba dzici poczętych drogą wpadki by drastycznie spadła. xD Podobał mi się element a la gejsze, gdy Keiko niczym starsza siostra dawała rady co i jak(btw Kimi ma sobie sama pokój do zabaw urządzić? xD Fajnie! Niech wybierze niebieskie mebelki. Chase lubi niebieski ^___^). I niech się Kimi nauczy jęczeć jak syrena. Choć... myślę, że jak przyjdzie co do czego, samo jej się wymsknie(bo mam nadzieję, że przyjdzie jej się figlać z Chase'em, który będzie tym pierwszym i ostatnim!!!).
      Uwielbiam Twój oryginalny pomysł. Generalnie to przez całe dnie mogłabym wymyślać, co się dalej potoczy i kiedyś serio zacznę pisać fiki do Twoich fików, jeśli będziesz trzymać mnie w niepewności, i pozostawiać w łebku tyle pytań bez odpowiedzi.

      Weny, siostra! <3

      Usuń
    2. Dobra, dobra, i tak, i tak będę Ci zaprzeczac, bo obie dobrze wiemy, że kit próbujesz wciskać non stop. xD
      Keiko tak powiedziała bardziej dla żartu i jeszcze nie raz tak palnie. ;D Jasne, że nie znosi księcia, to się raczej nie zmieni w przyszłości. Przynajmniej nie powinno. ^^ Obczajałaś swoje rysy twarzy?XD Ja też, jak tylko wyczytałam, że twarz w kształcie V to ideał na wschodzie. Niestety, ja mam twarz owalną aż za bardzo. XD Fajnie, że pomysł z zabijaniem Ci się podoba, choć na pewno ktoś już go użył, i fajnie, że Kimi Cię zirytowała. Nie może być fajna, idealna i wgl Mary Sue, więc niech ma trochę wad. xD Jakbyś zaczęła pisac fiki do moich fików byłoby wdeche, acz ja pewnie zacznę pierwsza! XD
      Weny Tb też! <3

      Usuń
  2. Świetne jak zawsze! Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału ^-^

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11/17/2015

    Bardzo podoba mi się twój styl pisania. Bardzo chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej na temat Dyris i innych skrytobójczyń! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj :)

    Nominowałam Cię do LBA. Po więcej informacji zapraszam na:
    ciemna-strona-dobra.blogspot.com/2015/11/liebster-blog-award-ii.html

    Pozdrawiam

    Addie Della Robbia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro "nie bawisz się w takie rzeczy", cofam nominację, aby dać szansę innym autorkom.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Powiem tylko tyle: wszystko jest po prostu super! Ale to opowiadanie ma potencjał. W ogóle nie żałuję,że tu zajrzałam. Ten pomysł ze skrytobójczyniami, które używają narkotyku by facetów oszukiwać i ich truć wirusem... Świetny! Kimiko ma wątpliwości co do tej pracy, ale ja wierzę, że ze wszystkim sobie poradzi. Licze oczywiście na jakies trudności i przygody. :D Nie może być za łatwo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne opisy. Wszystko trzyma się bardzo dobrego poziomu. :) Kimiko troche zachowała się bezczelnie, przecież Keiko próbuje ją ratować przed księciem...

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy