piątek, 9 października 2015

3. Dramat na tacy



Mgiełka żaru nienaturalna na tę porę roku uwidaczniała się na ulicy, rozciągając się na niej niczym opadły całun łusek ginącego smoka, przez które przedzierały się liczne grupki osób. Keiko długo się wzbraniała i walczyła z ochotą, lecz ostatecznie po raz kolejny wyjrzała przez okno z kratownicą o finezyjnej ornamentacji, charakterystycznej dla wschodnich domów. Zobaczyła heylińskich żołnierzy kroczących dumnie na przód z mieczami zawieszonymi na plecach bądź przy pasie, rozgłaszających zamiar przybycia księcia do miasta w najbliższym czasie. Chodzili od domu do domu, pokonując trzewia miasta i całe wstęgi szeregowców z wejściami skierowanymi oczywiście na południe, z glazurowaną dachówką o łukowatych wygięciach, oraz z kompozycyjną strukturą elewacji podkreślaną przez płaskorzeźby przy stylowych drzwiach. Personalnie pukali do drzwi i raz jeszcze przekazywali „cudowną” wiadomość, a także załatwiali pewne drobne formalności. Keiko stała tak przez dłuższy moment, analizowała coś w milczeniu i w tajemnicy. Odgłos pukania do drzwi wyrwał ją z rozmyślań tak nagle, iż podskoczyła w górę całkiem przerażona, jak przyłapany na polowaniu drapieżnik. Wreszcie przyszli i do niej.
Pospiesznie wyszła z kuchni, acz gdyby tylko mogła, udałaby, że jej nie ma. Wiedziała jednak, że ukrywanie się przed zaglądającymi do każdego domu wojowników Imperatora jest grubo pozbawione sensu, wizyta bowiem była nieunikniona, nieważne ile razy spróbowałoby ją odwlec. To właśnie tym wojownikom Keiko szła odważnie stawić czoła. W ogóle się nie denerwowała, jak gdyby nad wszystkim miała pewną kontrolę i doskonale wiedziała, co ją czeka. Położyła dłoń na klamce i otworzyła drzwi. Gdy jej oczom ukazał się wysoki mężczyzna o kaukaskich rysach twarzy, dopiero struchlała ze strachu. Przy tym uzbrojonym od góry do dołu człowieku z posturą goryla była niczym świeżo wyciągnięta mysz spod miotły, wystawiona na pastwę wygłodniałego kota. Wojownik zlustrował ją wzorkiem, uśmiechnął się niby przyjaźnie, po czym przejrzał trzymaną w dłoni listę.
– Lai Song?
– To ja  – odparła spokojnie.
Wojownik zmrużył oczy na informacje zapisane przy jej fałszywym nazwisku.
– Właścicielka domu, pracująca. Ostatnio ma pani u siebie współlokatorkę, panią Miao Yanlin. Zgadza się?
Zawahała się.
– Zgadza.
– Czy jest teraz obecna w domu?
Ponownie to samo.
– Nie ma jej, przykro mi.
– Dokąd wyszła?
– Do pracy. Wróci późnym wieczorem.
Nieustępujący wojownik raz jeszcze przeczesał wzrokiem informacje na liście.
– Faktycznie, jest zameldowana jako osoba pracująca. Przypominam, że podróżowanie jest obecnie zabronione, a złamanie zakazu grozi śmiercią. W ciągu miesiąca może przybyć tutaj Imperator, proszę się należycie przygotować.
– Oczywiście – tymi słowami pożegnała go, odwzajemniając składany jej przez żołnierza ukłon. Powoli zamknęła za nim drzwi, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń czy oznak zdenerwowania, śledząc przy tym wzrokiem oddalającego się gościa, który przed domem dołączył do swoich towarzyszy będących w niecodziennym, rozpromienionym nastroju.
Gwizdek czajnika przerwał zapadłą, głuchą ciszę, tnąc ją głośnym skowytem niemalże boleśnie drażniącym bębenki w uszach. Tudzież zagłuszył kroki wyłaniającej się z cienia pochłaniającego korytarz Kimiko, która mizerna na twarzy i z bezlitośnie uwidaczniającym się na niej załamaniem, szła prosto do wpół otwartych drzwi, niczym pogodzony ze swym losem skazaniec składający ostatni marsz ku poligonowi.
– Co ty wyprawiasz? – Keiko zganiła przyjaciółkę najcichszej jak mogła, zamykając szybko wyjście na obleganą przez żołnierzy ulicę. Podbiegła do niej, by ją zatrzymać, na co Kimiko odpowiedziała agresją.
– Puszczaj mnie! I tak nic już mnie nie uratuje!
Obie zaczęły się ze sobą szarpać, jedna z pokojowymi zamiarami, druga z pełną gotowością wymierzenia ciosu, byle tylko oddać się w łapska Heylinu. Keiko walczyła dzielnie, aż wreszcie zdołała uspokoić Kimiko. Usiadła z nią na schodku stanowiącym granice korytarza ciągnącego się przez cała długość domu z przedpokojem na ściąganie butów. Objęła ją i stała się na długi moment ramieniem do wylewania łez.  Delikatnie pogładziła twarz Kimiko.
– Nie poddawaj się, nie wolno ci.
Głos Keiko zagłuszany był przez ciężki, przepełniony bólem i bezradnością szloch. A także gwizdek alarmującego wciąż o gotowej wodzie w czajniku, którego nie można było zlekceważyć. Mając jako taką pewność, że Kimiko nie zrobi żadnej głupoty, którą obie będą żałować do końca życia, poszła szybko do kuchni, by nalać im herbaty. Wróciła, niosąc dwa porcelanowe kubki. Kimiko wzięła jeden i przybliżyła do ust.
– Poczekaj! Za gorące! – zawołała Keiko, lecz jej słowa zostały zignorowane. Kimiko wzięła całkiem spory łyk herbaty jak gdyby wcale nie mała do czynienia ze wrzątkiem, a z ostudzonym napojem. – Doobra… Masz niesamowite gardło.
„Jestem smokiem ognia” – pomyślała Kimiko. „Albo raczej nim byłam, a to tylko niedopałki z mojego poprzedniego wcielenia…”
– Powinnam stąd wyjść – powiedziała. – Moje ukrywanie się jest bez sensu, Chase i tak mnie znajdzie, więc tylko narażam ciebie na niebezpieczeństwo.
– Daj spokój – Keiko pomachała ręką, insynuując, że to żaden problem i przy okazji udając, że podanie imienia Imperatora z taką swobodą całkowicie jej obcą i niesłyszaną na co dzień, jakby wcale nie miało się do czynienia z tematem tabu (a wypowiadanie jego imienia bez użycia władczego tytułu, owszem było niecodziennym zjawiskiem), nie zrobił na niej żadnego wrażenia. – Jesteś moją przyjaciółką. Siostrą z dzieciństwa. Nie mogę cię zostawić i na pewno coś wykombinuję, aby cię nie znalazł.
Kimiko prychnęła.
– Powodzenia. Nie mogę stąd uciec, bo postawili kontrolę, która przeczesuje wszystkie autobusy, pojazdy, promy i wyrzuca z nich wszelkie dziewczyny mające mniej niż dwadzieścia trzy lata. Przeniosłam się tutaj, licząc na nowe, lepsze życie, a także wierząc, że ten zmniejszony dystans od pałacu tego jaszczura zapewni mi jeszcze większy kamuflaż. Jak się okazuje, wydałam mu się prawie jak na tacy. Naprawdę chciałabym się stąd wydostać…
– Nawet gdybyś się stąd wydostała i wróciła do tamtej dziury, wiedz, że on odwiedzi również i ją, i poza dodatkowym czasem na życie nie zyskałabyś nic innego. Tu potrzebny jest inny plan działania. Ucieczka odpada.
– Niby jaki? Nazwisko może i zmieniłam, ale wyglądu nie dam rady. Prawie nic się nie zmieniłam przez te dwa lata… Może powinnam rzucić się pod koła? Albo ponacinać sobie twarz. – Zamyśliła się. – Tak, to mogłoby mi pomóc.
– Przestań tak mówić – Keiko nieco podniosła ton swojego głosu. – Wygląd i tak, i tak musielibyśmy ci zmienić. Masz za bardzo charakterystyczne oczy. Postaram się załatwić ci jakieś soczewki. Buzi na pewno nie będziemy ci szpecić.
– To nic nie da. Jestem już trupem.
Keiko odstawiła na bok kubek, patrząc z niezakłamanym żalem na przyjaciółkę, próbującą pogodzić się ze swym losem. W pamięci zachowała obraz Kimiko pełnej odważnego ducha, który nigdy, ale to nigdy nie poddałby się w nieważne jak ciężkiej sytuacji. Osoba, którą obecnie miała przed sobą, była dobita napotkanym losem i zaserwowanymi przezeń trudnościami. Poświęciła wiele, żeby przejść jakoś przez te dwa ostatnie lata, dbając przy tym o rodzica, oraz by do niej dotrzeć, a na końcu okazuje się, że cały trud poszedł na marne. Nie taką Kimiko pokochała w dzieciństwie i nie do takiej chciała się przyzwyczajać.
– Nie jesteś. Obiecuję ci, że wyjdziesz z tego cała i zdrowa. Choćby nie wiem co.


Przez cały następny tydzień Kimiko chodziła jak nafaszerowana lekami narkomanka, nękana wizją zamknięcia na odwyku. Nogi same jej się plątały, potykała się, niczym ślepiec przyganiany mrozem, jaki szybko pojawił się na zewnątrz po ucieczce upału. W żadnym miejscu nie potrafiła usiedzieć dłużej niż pół godziny, co tyczyło się również spania. Budziła się co chwila i z pospiechem wybiegała na korytarz, łapała za klamkę od drzwi, po czym wyglądała przez malutką dziurkę, bowiem za każdym razem śniło jej się, iż ktoś zapukał do mieszkania, a gdy wyjrzy, zobaczy upiorną twarz kostuchy. Keiko szybko zorientowała się, że jej przyjaciółka cierpi na owe dolegliwości, okrutną bezsenność, toteż dla pewności i większej, własnej otuchy, zamykała dom na klucz, który następnie chowała w szkatułce w szafce, grającą przy każdym otwieraniu głośną, irytującą melodię, zdolną wybudzić każdego niedźwiedzia z zimowego snu. To samo robiła za dnia, gdy po południu musiała wychodzić do pracy, tym samym pozbawiając jej możliwości odwiedzania ojca dochodzącego do siebie w szpitalu. Poprosiła zaufaną sąsiadkę, by miała oko na to, co dzieje się u nich na podwórku, gdy ona sama jest w pracy, a w przypadku zobaczenia wyłamującej się z domu młodej kobiety z bagażem lub bez, natychmiast ją zatrzymać, choćby uderzeniem w potylicę krzesłem. Sąsiadka była w dość podeszłym wieku, toteż słysząc o koniecznościach gwałtownego działania i bezwzględnego pozwolenia na użycie siły w celu ujarzmienia takowej uciekinierki, podniosła oczy ku niebu.
– Z opętaną przyszło ci mieszkać, droga Lai?
– Można tak powiedzieć. Opętaną przez strach, że przyjdzie jej poślubić księcia.
– Biedulka niech się niczym nie przejmuje, nie jest jedyną, której nie podoba się ta wizja. W końcu nie każdy chce wychodzić za mąż za kogoś, kto żywi się jaszczurkami, czy czymś tam. Nawet jeśli jest nieziemsko przystojny i ma władzę. Aczkolwiek są stada kobiet gotowych pójść za nim w ogień, choć nawet go nie znają…
Keiko wzruszyła ramionami.
– Dzisiejsze panny takie są.
– Zgadza się. Statystyki w gazetach podają, że średnio co druga szesnastolatka nie jest już dziewicą. Takie są puszczalskie. I takie też się pocą ze szczęścia na myśl, że książę może je odwiedzić. Jaka szkoda, że nie wiedzą, że książę za żonę chce pojąć dziewicę tylko i wyłącznie. Ile może być takich dziewic na świecie? Niewiele, jak sądzę, więc to szukanie żony nie zajmie mu pewnie więcej niż rok.
Słowa sąsiadki mocno ugrzęzły Keiko w pamięci i pchnęły umysł do głębszego myślenia. Jak widać nie wszystkie furtki ucieczki były zamknięte i był pewien sposób, by ominąć bezpośredniego starcia z Imperatorem. Wystarczyłoby przekazać mu informacje, iż dana osoba nie jest cnotliwa, co automatycznie pozbawia go chęci zobaczenia chociażby twarzy potencjalnej kandydatki. Lecz wiadomość ta musi być podparta jakimiś dowodami, a niby jak to zrobić, bez konieczności załatwiania kwitku od ginekologa i to jeszcze w taki sposób, by sam Imperator nie zechciał przebadać krocze… Keiko nie potrzebowała dużo czasu na wpadnięcie na plan z gotowym i gwarantującym pełen sukces rozwiązaniem. Niestety był na tyle kontrowersyjny, iż nie wiedziała, jak przedstawić go Kimiko, by nie stracić jej zaufania. Tym bardziej że w przeciągu następnych tygodni niemogąca znieść więziennego życia Kimiko, przygniatana przy tym przez ciężar okrutnej świadomości kończącego się czasu, stawała się nie tyle agresywna, ile chamska i złośliwa. Niczym sęp krążący nad jeszcze żywą istotą i czekający do rozpoczęcia żeru.
Najbardziej nie do zniesienia jej nowe postępowanie dawało się odczuć wieczorami. Wówczas Keiko wracała do domu, tak samo piękna, pachnąca i po prostu zniewalająca co po południu, gdy wychodziła nie wiadomo dokąd, by ponownie gdzieś iść, nie dzieląc się informacji gdzie. Kimiko, która ugrzęzła w paskudnej sytuacji, do której de facto przyczyniło się zaproszenie jej przyjaciółki, z dnia na dzień nabierała coraz większych podejrzeń, toteż nie chciała pozostawić na Keiko żadnej suchej nitki.
– Jak zwykle pięknie wyglądasz – zaczynała, stając w korytarzu przed szykującą się do wyjścia Keiko.
– Dziękuję – odpowiadała ona, jak gdyby nigdy nic, acz przeczuwała szykujący się atak.
– I pewnie jak zwykle nie zechcesz mi powiedzieć, dokąd idziesz?
– Do pracy, oczywiście, a niby dokąd?
– Do której dokładnie? Raz pracujesz jako dentystka, potem jako pielęgniarka, a  przedwczoraj tak się jąkałaś, że usłyszałam o pracy w telewizji.
Keiko milczała, zawiązując pospiesznie swój płaszcz.
– Co przede mną ukrywasz? – ciągnęła Kimiko.
– Zupełnie nic, połóż się spać. Jesteś zmęczona, masz podkrążone oczy, ostatnio w ogóle nie śpisz i nie jesz.
– Żywię nadzieję, że może skonam z głodu nim Wieczny Cesarz zapuka nam do drzwi.
Keiko spiorunowała ją wzrokiem.
– Masz jeść, bo nie mam ochoty uganiać się za grabarzem, żeby sprzątnął trupa bez sprawdzania oryginalności naszych dokumentów. Nie zmuszaj mnie do tego, żebym cię karmiła jak małą dziewczynkę.
Po czym wyciągnęła z torebki pomadkę, by poprawić barwę ust. Teraz to Kimiko przymrużyła oczy ze znacznie większą podejrzliwością.
– Bardzo się o mnie troszczysz. Zupełnie jakby ci ogromnie zależało na tym, bym dożyła wizyty księcia.
Keiko spojrzała na nią, nic nie mówiąc. Dolna warga drgnęła i lekko opadła w dół.
– Głupoty gadasz – powiedziała po minucie. – Nie wiesz, co mówisz, i tyle.
Już miała sięgnąć klamki drzwi, kiedy niespodziewanie Kimiko pojawiła się w mgnieniu oka przed nią i zagrodziła jej sobą drogę.
– Mów dokąd idziesz – warknęła tak groźnie, iż Keiko odstąpiła parę kroków do tyłu dla osiągnięcia bezpiecznego dystansu.
– Do pracy, przecież wiesz…
– Kłamiesz! Ukrywasz coś i nie chcesz mi powiedzieć co! – Kimiko krzyknęła, idąc małymi krokami do przodu. – Szpiegujesz mnie?
– Zwariowałaś?
Z każdym następnym krokiem Keiko coraz bardziej oddalała się od wyjścia, zaś zyskująca wygraną pozycję Kimiko stawała się groźniejsza, o czym świadczyły niebezpiecznie błyszczące się niebieskie oczy, niby mające się zaraz zapalić najprawdziwszym ogniem. Jak nigdy dotąd Keiko zaczęła obawiać się swojej przyjaciółki. Przesłuchanie szybko przerodziło się w awanturę i opus krzyknięć, niebezpiecznie rozbrzmiewających w całym wnętrzu mieszkania, a także sięgających falami echa dworu.
– Zamykasz mnie w domu i pozbawiasz wolności! Nie dajesz mi nawet spróbować uciec!
– Robię to wszystko po to, żeby cię chronić!
– Raczej samą siebie!
Kimiko spróbowała poderwać się do „ataku”, obrawszy sobie za cel pchnięcia przyjaciółki na podłogę, osiągając tym samym szczyt furii jaka na nią zstąpiła. Zatrzymała się w połowie, dostrzegając uniesiony do góry palec Keiko, przeistaczający się w przerywnik w spisie padających w tej kłótni zdań.
– Cicho! Słyszysz to? – spytała, skutecznie odwracając tym uwagę Kimiko od siebie.
Była mniszka spojrzała w kierunku drzwi, od których dobiegały ledwo artykułowane według uszu dźwięki. Szmery, brzęk otwieranej furtki, męskie śmiechy, gwizdnięcie. Wówczas zastygła w miejscu, czując napływ konwulsji, które wnet zaczęły nią targać, iż na ten stosunkowo krótki moment – dla niej trwający niczym wieczność – przerodziła się w trzęsącą się pralkę, której skręcały się w zawirowaniu przez strach wszystkie wnętrzności. Rozpoznała głos dominujący w gmatwaninie wezwań, zapowiadających zbliżającą się wizytę nemezis. Tę barwę rozpozna zawsze i wszędzie.
Przeniosła swój wzrok z powrotem na Keiko. Nie było w nim już złości, wypełniło je samo rozczarowanie.
– Byłaś dziś na mieście i niby nie obiło ci się o uszy, że on do niego przybył? Zdradziłaś mnie… Ty… Moja przyjaciółka…
Po czym dała upust łzom, które niczym rwąca rzeka przedarły się przez dolne powieki i zalały zbladłe z przerażenia policzki.
Keiko pokręciła szybko głową.
– Wcale cię nie zdradziłam! Uspokój się. – Podeszła do Kimiko i chwyciła w swoje ramiona, nim ta zdążyła upaść na podłogę, tracąc wszelkie siły w nogach.
– To koniec – szeptała.
Keiko zignorowała jej słowa, rozglądając się pospiesznie po korytarzu w poszukiwaniu kryjówki. Po sekundzie zaciągnęła ją do salonu i wskazała jedną z dwóch kanap.
– Szybko, schowaj się tutaj!
– Żartujesz sobie?
– Wciskaj się pod sofę! W tej chwili! – mówiła z lekko podwyższonym głosem, dbając jednak o to, by jej słowa nie dotarły do zbliżających się gości. Kimiko chciała coś jeszcze powiedzieć, zbuntować się i zaprzeczyć idei tego pomysłu, wskazując na jego głupią, nieprzemyślaną strukturę i łatwość odnalezienia jej w przeciągu śmiesznie krótkiego czasu od momentu postanowienia przeszukania domu, co niewątpliwie zaczęłoby się od schylania i zaglądania do zakamarków mebli. Jednakże, gdy tylko rozległ się dzwonek po wszystkich pomieszczeniach, zrobiła to, co podpowiadał instynkt – schowała się, oddychając z ulgą, iż udało jej się zmieścić pod kanapą.
Pole widzenia zwęszyło się i ograniczyło ją do postrzegania tylko stóp. Zobaczyła jak nogi Keiko chwile drżą, gdy ta ogarniała pospiesznie i na ślepo swój wygląd, chcąc wyglądać przyzwoicie przy księciu, po czym pomaszerowała cała zdenerwowana do drzwi. Zniknęła za rogiem prowadzącym na korytarz, zgasiwszy za sobą światło i w tym momencie Kimiko wytężyła swój słuch, stając się członkiem cieni i modląc się o to, by ten kamuflaż wystarczył, aby przetrwać.
Pierwsze dźwięki, jakie wyłapała, to ten przy otwieraniu drzwi, kroki wchodzących do środka mężczyzn, których ciężar odbijał się w skrzypnięciach podłogi, potem nerwowy chichot Keiko i powitanie.
– Witam, Wasza Wysokość i zapraszam. Nie spodziewałam się wizyty o tej porze… Właściwie to miałam właśnie wychodzić. Proszę mi wybaczyć bałagan…
„Bałagan? Serio?” – Kimiko wywróciła oczami, słysząc te nędzne próby podlizywania się oparte na kłamstwach.
– Lubię zaskakiwać – odpowiedział jej głos przepełniony rozbawieniem. Słysząc tę barwę i ten ton byłej mniszce serce zabiło dwa razy mocniej, jakby zostało uderzone kowadłem i miało zaraz wypaść z piersi, by poturlać się po podłodze, do której nie przestawała się dociskać.
„To on!”
Uderzyła w nią tak wielka fala adrenaliny, iż ogarnął ją strach, że nad sobą nie zapanuje i za chwilę wyda swoją kryjówkę. Od bardzo dawna nie była tak blisko swego śmiertelnego wroga, że zdążyła zapomnieć już, jakie to uczucie. To nagłe obudzenie całego ciała, pełna gotowość, niepewność, ciągłe obawy. Wszystko kotłowało się w niej w jednym kotle, wprowadzając w jej głowie istny szał myśli, niepozwalający racjonalnie rozważać danej sytuacji. Żałowała, że zdała się na łaskę Keiko, której teraz musi zaufać, acz zwątpiła w nią tego wieczoru i nie miała pewności, czy zaraz nie padnie ofiarą zdrady.
– Może zaparzyć herbaty? – słysząc to, Kimiko znowu zakpiła. Nie usłyszała po tym żadnej odpowiedzi, toteż wyobraziła sobie gesty posyłane przez księcia, jak kiwnięcie głowy, czy znaczący uśmiech… Pamiętała, że uwielbiał uśmiechać się w każdej sytuacji, nad którą miał pełną kontrolę i ten uśmiech zawsze potrafił ją prześladować w chwilach samotności. Nienawidziła go.
Nagle dobiegły ją odgłosy idących w głąb mieszkania wojowników, którzy nie poskromili kąśliwych uwag co do wystroju. Bez pozwolenia zaczęli się panoszyć, zaglądając do każdego pokoju, w tym do salonu. Gdy Kimiko zobaczyła opancerzone buty dwójki z nich, zadrżała. Stanęli w drzwiach na jakiś czas, zapalili światło, po czym odeszli, wracając do swojego pana, czekającego na poczęstunek.
– To jak masz na imię? – padło pytanie z jego strony. Jeden z wojowników pomimo braku werbalnej komendy natychmiast zaczął przeszukiwać trzymaną w dłoniach listę zamieszkałych na ulicy Sao-Chengdu ludzi.
– Lai, mój panie.
– Uroczo. Tak jak ta twoja fryzura.
Keiko nie wiedziała, czy to komplement, czy sarkastyczna, złośliwa uwaga, toteż puściła ją mimo uszu i ściągnęła z ognia czajnik z zaparzoną wodą. Spróbowała nabrać pewności siebie, by wypaść jak najlepiej i naturalnie. Za nic nie chciała zdradzać odznak wielkiego zdenerwowania, od którego lekko drżał jej głos.
– To może przejdźmy do salonu? Tam będzie gdzie usiąść.
– Prowadź.
Kimiko wybałuszyła oczy, czując powoli wbijający się nóż w plecy.
„Co ona wyprawia? Chce mnie wydać?!”
Przesunęła się bliżej ściany, chcąc by cień pokrył ją całą. Tym samym jeszcze bardziej ograniczyła swoje pole widzenia, acz słuch pozostawał dobry i wciąż wyłapywał nadchodzącej kroki.
Keiko lekkim truchtem postawiła filiżanki na stoliku, po czym nalała do nich herbaty o intensywnym zapachu imbiru. Jedną z nich podała księciu.
– Bardzo proszę, niech Wasza Wysokość usiądzie – zaproponowała, wskazując ręką kanapę, pod którą leżała Kimiko.
– Postoję – odpowiedział. Głos Imperatora stał się znacznie wyraźniejszy, przez co Kimiko zaczęła odmawiać modlitwę do bogów, ignorowanych przez całe swoje życie.
– Na pewno? Wasza Wysokość musi pewnie sporo się nachodzić, zaglądając do każdego z domów w poszukiwaniu tej jedynej.
– Nie martw się, spacer jeszcze nigdy mnie nie zmęczył. Poza tym w każdym domu słyszę takie same propozycje i z niektórych zdążyłem już skorzystać.
– No cóż… To nie byle jakie wydarzenie, kiedy Imperator odwiedza poddanych…
– A tak, zgadza się – prychnął kilka razy, udając śmiech. – Nie można jednak cały czas siedzieć w domu, ostatnie dwa lata w nim przesiedziałem. Wcześniej jeszcze miałem okazje, by wyjść i podokuczać bandzie dzieciaków, zabrać im na przykład jakąś zabawkę, zaś teraz… Muszę jakoś zagospodarować ten wolny czas, więc czemu by się nie przejść po miastach i nie zobaczyć, jak żyją moi poddani? Nie najgorzej, jak się okazuje. Chyba podatki są zbyt niskie. – Przeszedł się po pokoju, po czym stanął przed komodą, nad którą Keiko trzymała swoje zdjęcia. Kimiko usłyszała brzdęk odkładanej filiżanki. Przycisnęła twarz mocniej do podłogi, a wtedy zobaczyła jego czarne buty. – Sama tutaj mieszkasz?
Pytanie podchwytliwe, na które Keiko nie mogła odpowiedzieć inaczej, jak zgodnie z prawdą.
– Z koleżanką – odparła, przełknąwszy cicho ślinę.
Kimiko domyśliła się, iż po jej słowach jeden z towarzyszących księciu wojowników znów sprawdził listę danych, bo powiedział:
– Mieszka razem z Miao Yanlin.
Intuicja Kimiko podpowiadała, że jest źle i zaraz będzie jeszcze gorzej, aż padło następne pytanie Imperatora, które na moment wstrzymało jej oddech:
– Ona też posługuje się fałszywym nazwiskiem?
– S-Słucham…? – Keiko dzielnie walczyła, ale ostatecznie pokazała zdenerwowanie, wywołane dużym uśmiechem na twarzy księcia.
– Przecież słyszę, że masz akcent i nie jesteś prawdziwą Chinką. Słabo wyrazisty, ale jednak masz. Hm… Japonka?
Keiko niechętnie przytaknęła, aczkolwiek zapragnęła skłamać. Imperator posłał  swoim ludziom kolejny sygnał głową, by udali się na górę i sprawdzili pozostałe części mieszkania. W pomieszczeniu zrobiło się dziwnie gorąco.
– Zatem jak masz naprawdę na imię? – dopytał.
– Sayuri – odpowiedziała szybko i bez namysłu, posiłkując się fabułą niedawno obejrzanego filmu.
– Ślicznie.
Na jakiś czas zapadła cisza, podczas której książę znów zaczął przechadzać się po pokoju. Kimiko ciągle drżała, bojąc się, iż w pewnej chwili zamiast stóp, ujrzy jego kolana, a potem twarz z rozweselonymi oczami na widok odnajdywanego, ukrytego skarbu, od której pewnie padnie na przedwczesny w tym wieku zawał.
– Dlaczego posługujesz się fałszywym nazwiskiem? – kontynuował przesłuchanie.
Keiko ponownie przełknęła ślinę, nie mając pomysłu na w miarę wiarygodne kłamstwo.
– Naprawdę nie chciałabym opowiadać swojej historii…
– Ależ nalegam. Jestem ogromnie ciekaw, skąd pomysł ukrywania swojej prawdziwej narodowości.
Zupełnie nie wiedziała, co mu odpowiedzieć, toteż wpierw wolnym krokiem podeszła do kanapy stojącej naprzeciwko tej, pod którą leżała Kimiko, po czym udała, że powrót myślami do przeszłości zadaje jej fizyczny ból, od którego oddychanie przychodzi z trudem, na koniec nerwowo złączyła ze sobą dłonie, zagłębiając je między kolana.
– Ukrywam się przed swoim byłym mężem. Musiałam od niego uciec, bo jedyne co potrafił to mnie bić i gwałcić…
– Niech to, czyli nie jesteś dziewicą? – przerwał, choć nie było po nim słychać jakiegoś zawodu.
Pokręciła głową, tym samym skreślając się z listy kandydatek.
– Mów dalej.
–… No więc… Co tu dużo mówić… Musiałam uciec do innego kraju, na wszelki wypadek zmieniłam też nazwisko, żeby mnie nie odnalazł.
„Debilko” – powiedziała w myślach Kimiko. „Zaraz zapyta cię o wiek i się wyda, że kłamiesz!”
– Nez – Imperator odezwał się wnet do towarzyszącego mu żołnierza, który był właśnie tym, co trzymał listę z danymi personalnymi różnych osób. – Sprawdź proszę w jakim wieku jest Lai.
Po minucie padła odpowiedź:
– Ma dziewiętnaście lat.
Dziewiętnaście – powtórzył z naciskiem na znaczenie wyrazu, stojąc przodem do Keiko. – Młodziutka jesteś. To ile ty miałaś lat, wychodząc za mąż?
Keiko trzymała spuszczony wzrok.
– Piętnaście, mój panie…
– Tylko tyle? No proszę, a ja wyznaczyłem przedział wiekowy, że moja żona ma mieć minimum siedemnaście. Kto wychodzi za mąż w takim wieku?
– Moi rodzice byli ludźmi o staroświeckim poglądzie i wierzyli, że jestem wystarczająco dorosłą kobietą, bym mogła dać mojemu mężowi dużo dzieci. Poza tym jest to naukowo udowodnione, że kobiety są najpłodniejsze  od piętnastego do dwudziestego piątego roku życia. Nie chcieli więc tracić czasu, tym bardziej że mąż pochodził z bardzo bogatej rodziny… Nienawidzę go. Gwałcił mnie każdej nocy!
– To brzmi niemalże tak, jak średniowieczne dramaty – skomentował. Prawdopodobnie jednak uwierzył w tę historię, aczkolwiek trudno było to rozstrzygnąć, bowiem nie przestawał mówić z głosem ogromnie wesołym, jakby uczestniczył w opowiadaniu dowcipów. – Uważam, że powinnaś wrócić do swojego męża. Przysięgałaś mu wierność i lojalność, a także oddałaś mu się w dniu ślubu, zatem ma prawo posiadać cię w każdy dowolny sposób, na jaki najdzie go ochota. Pozwolisz, że każę swoim ludziom go odnaleźć i poinformować, gdzie jesteś.
Aktorstwo poszło Keiko świetnie.
– Proszę, nie…! – pisnęła.
Przystawił do ust palec, nakazując milczenie.
– Żadnych sprzeciwów. – Po czym znów się kawałek przeszedł, wyjrzał przez okno. – Jest strasznie późno, dokąd chciałaś wyjść o tej porze?
W tym momencie wrócili pozostali wojownicy, których wcześniej Imperator posłał na górne piętro. Niczego nie znaleźli, co Kimiko wywnioskowała po ich milczeniu, i co potem zostało zresztą potwierdzone.
– Do pracy – odparła Keiko.
– A pracujesz jako…?
Zawahała się, myśląc o obecnej w pomieszczeniu Kimiko.
– Można sprawdzić w papierach…
– Ale możesz też mi odpowiedzieć, żeby było szybciej – uznał.
Potrzebowała parę chwil, by zdołać się przyznać.
– Jako prostytutka.
„Co?!” – Kimiko omal nie uderzyła się głową o sofę, doznając szoku.
Odpowiedź Keiko zwieńczył gromki śmiech wszystkich mężczyzn w pomieszczeniu, z których jeden z nich gwizdnął. Imperator również się zaśmiał, rozkładając teatralnie ręce.
– To ja już w ogóle nie rozumiem – przyznał otwarcie – Uciekłaś od męża, bo cię gwałcił, żeby zostać prostytutką w innym kraju. Zawsze wydawało mi się, że kobiety po takich przeżyciach mają dość seksu do końca życia, bo zawsze wywołuje on bolesne wspomnienia. Niech mi to ktoś sprawdzi, bo nie uwierzę – zwrócił się do swoich ludzi, pozostając rozbawionym.
Nez przeczesał listę.
– No cóż… zgadza się. Jest dziwką.
Kimiko z kolei nadal nie dowierzała.
„To niemożliwe… Po co Keiko miałaby nią zostawać?”
– To nieźle – ocenił książę. – Kompletnie mnie już nie interesujesz. Powiedz, gdzie twoja koleżanka, która z tobą ponoć mieszka?
– W pracy. Wyszła niedługo przed przyjściem Waszej Wysokości.
– Czy też jest dziwką z zawodu? – spytał. Wówczas Kimiko zaczęła przygotowywać się na najgorsze, aż nagle Keiko nie wiadomo czemu przytaknęła.
– Tak.
– Dwie dziwki pod jednym dachem? – zdziwił się. – Nie powinniście być rywalkami? – Wystarczyło, by wypowiedział imię najbliżej stojącego podwładnego, by ten ponownie sprawdził dane osobowe Miao Yanlin.
– Pracuje w sklepie z artykułami z lakieru.
„To koniec” – pomyślała, będąc świadkiem zapadającej niezręcznej ciszy w salonie.
– Okłamujesz mnie? – książę zapytał głosem niebezpiecznie spokojnym. – Czyżby Miao była jakaś specyficzna?
– Nie, Wasza Wysokość! Proszę jeszcze raz sprawdzić, to stara informacja. Miao zmieniła swoją profesje, przysięgam!
– Żadnej takiej informacji tutaj nie mam – powiedział Nez.
– W takim razie nie zostały zaktualizowane! – kłóciła się Keiko.
Kimiko zobaczyła, jak jej przyjaciółka stawia krok do tyłu, oddalając się od księcia i jego wojowników. Całe szczęście nie drżała, udając, że naprawdę zaszła pomyłka i niczego nie ukrywa.
– Wasza Wysokość, przysięgam – padła na kolana. – Proszę udać się do Domu Nocy na ulicy Paohu i tam zapytać o Miao. Pokażą wtedy potwierdzenie, że wczoraj się u nich zarejestrowała, a dzisiaj ma swoich pierwszych... klientów… Naprawdę…!
Książę wciąż stał w miejscu i nic nie mówił. Wreszcie podszedł do Keiko i dźwignął ją do góry, żeby wstała.
– Spokojnie, nie denerwuj się – zaczął. – Wierzę ci. Nikt nie śmiałby mnie okłamywać, a już głupotą jest ukrywać dziewczynę, która mogłaby zostać księżniczką – mówił na wpół sarkastycznie, przez co Keiko nie mogła mieć pewności, czy aby na pewno kupił jej bajkę. Skierował się do wyjścia. – Nic tu po mnie. Szkoda, że nie przyjdzie mi poznać Miao, chociaż może to i lepiej? Jeszcze okazałaby się równie piękna co ty lub nawet piękniejsza, a wtedy musiałbym z bólem obejść się ze smakiem, gdyż w końcu nikt nie bierze dziwki za żonę. Pozdrów tę swoją koleżankę.
– Oczywiście, panie…
Gdy zamknęła za Imperatorem i jego ludźmi drzwi, Keiko odzyskała spokojny oddech, a że cała akcja kosztowała ją sporego kłębka nerwów, osunęła się na podłogę. Jakoś poszło, wyszedł, nie odnajdując przedtem Kimiko. Zobaczyła, jak ta po wyjściu spod kanapy wybiega na korytarz, po czym spogląda na nią, wytrzeszczając oczy. Keiko uśmiechnęła się słabo.
– Nawet nie skosztował herbaty – mruknęła.

8 komentarzy:

  1. Nie znoszę klimatów Japonii itp. a na ten blog wstąpiłam przypadkiem i zaczęłam czytać..
    Nie żałuję.
    Bardzo spodobał mi się ten rozdział i lecę prędko nadrabiać pozostałe ;)
    Fabuła jest ciekawa, niewątpliwie, współczuję Kimiko.
    Nie wiem, co napisać więcej, ale niecierpliwie czekam na kolejną część i życzę weny :)
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie cierpię tego typu komentarzy. ;p

      Usuń
  2. Anonimowy10/13/2015

    Opowiadanie zaczyna się naprawdę bardzo fajnie. Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!! Dajesz mi winę kobieto!! ^-^

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale Keiko nawymyślała księciu bajek! :D Dobra jest. Uff jak dobrze, że Kimiko nie wpadła, bo poważnie się o nią bałam. Chowała się pod tą kanapą xD
    Książę wydaje się być bardzo fajny! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Chase wyszedł Ci świetnie w tym rozdziale!

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy