niedziela, 27 września 2015

2. Skazana na pech





Ktokolwiek mówił, że podróże są fajne i jednocześnie okrzykiwał się miłośnikiem globtroterstwa, z pewnością nigdy nie doświadczył takich trudów wędrowania po mapie z jednego miasta do drugiego, co Kimiko ze swym ojcem u boku, którego stan przy okazji zaczął się pogarszać. Świat na zewnątrz za granicami wsi Lianzhou okazał się znacznie brutalniejszy niż mogła to sobie wyobrażać podczas dwuletniego ukrywania się. Przez ten wprawdzie krótki okres rozkwitania reżimu i rządów Heylin Imperium, ludzie moralnie oślepli, oraz nauczyli się chodzić tylko jedną drogą: tą po trupach, jeśli chcieli przeżyć.
Dogadawszy się z sąsiadem, starym handlarzem konopi i soi imieniem Yu, który pracował od świtu do zmierzchu na utrzymanie swojej małej rodzinki: żony i synka, spowitej prześladującym ludzkość wirusem, przebyła pierwszą część wielkiej podróży z przeprowadzką, liczącą sobie cały jeden dzień. Jechali wozem zaprzężonym w grubo kopytne konie, niczym hoży sukcesorzy zamierzchłych czasów, którzy dawno powinni porzucić te prymitywne środki transportu i unowocześnić się technologią de facto produkowaną przez Heylin Imperium, a jednak merkantylnie i pazernie darowaną tylko miastom o znaczącym położeniu geograficznym. Mający już tysiąc pięćset lat na karku Imperator uwielbiał tradycje, gardził przeto nowinkami, lecz jednak umiał ustąpić koniecznościom dozbrajania swoich fortec w zaawansowane zabezpieczenia, bowiem od wroga zawsze lepiej być dwa kroki do przodu. To tylko potęgowało kontrast zaistniały na przestrzeni ostatnich lat między miastami a wsiami. Kimiko ogromnie ciekawa była, jak zdążyła przemienić się Stolica Imperium. W snach wyobrażała ją sobie jako miasto rodem z filmów sci-fi, aczkolwiek wizje te zdawały się być co najmniej groteskowe, zważywszy na fakt, że Imperator we wszystkim wykazuje swój umiar.
Miasto Kashgar, w którym się zatrzymali i jednocześnie pożegnali z handlarzem o wielkim sercu (mężczyzna przyjął skromną zapłatę w postaci małej ilości ubrań) było chwilowym przystankiem. Przybyli późnym wieczorem, a jednak nadal o dobrej porze, by móc wpaść do karczmy i wynająć pokój na jedną noc. Kimiko postarała się wybrać jak najtańszy zajazd, pamiętając, że jej portfel nie był wypchany juanami, które wraz ze zbliżaniem się do Stolicy będą coraz bardziej potrzebne. Tutaj, na zapomnianych przez nowoczesną cywilizację ziemiach, za kosztowności uchodziły niepodarte ubrania czy pasta do zębów, która w ogóle niektórym ludziom jawiła się jak rarytas. Wraz padnięciem przez niedbale zasłonięte obskurnymi zasłonami okno pierwszych promieni słońca, Kimiko obudziła się z ojcem, by szybko pognać na targ i tam zająć pierwszy lepszy pojazd zmierzający ku sercu Imperium, prosto do paszczy potwora.
Pewien dostawca jechał ciężarówką właśnie w tym kierunku; jego pojazd miał to wypisane na swej wielkiej przyczepie, w której zapakowane były wszelkiego rodzaju przyprawy, owoce i warzywa, a także jedwab, mający dostać się później bezpośrednio do pałacu Imperatora. Obecność jedwabiu czyniła pojazd wartościowym, ale również tak wysoce poważanym, że mógł swobodnie jeździć nie tylko za dnia, ale i nocą, kiedy szaleją rabusie, bowiem nikt nigdy nie odważyłby się napaść na cesarskie towary. Kimiko zagadała człowieka, wysokiego i szerokiego jak dąb, z twarzą obwołująca go typem przyjaznym, ale dobijanym powoli przez samotność i ciężki los, a także nieco przygłupim. Z jakiś nieznanych jeszcze jej wtedy powodów, kobieca intuicja cały czas ją przed nim przestrzegała, szepcząc, że podróż z tym człowiekiem może okazać się bolesnym doświadczeniem. Nie było jednak nikogo innego, kto zechciałby przyjąć składaną przez nią ofertę zabrania jej i ojca za coś innego niż pieniądze, zatem nie miała wyboru jak zignorować złe przeczucia i wsiąść do pojazdu z panem Ling. Zgodził się zabrać ją i ojca za ubrania, które mógłby upchnąć u swego dobrego przyjaciela za całkiem dobrą sumę, oraz za tę cudowną pastę do zębów o palącym wręcz język smaku mięty.
Kimiko oddawała wszystko, co mogła, wierząc, że u Keiko zaopatrzy się w utracone produkty z powrotem, w dodatku nie poskąpi sobie na jakości, gdy już zdobędzie pracę o honorowych warunkach. Niestety acz przewidziała możliwe składane oferty jej przez przewoźników, zważywszy na fakt, że jest kobietą, nie przygotowała solidnej obrony w przypadku takiej sytuacji, która w istocie z panem Ling miała miejsce.
Kiedy byli już dosłownie kawałek od Stolicy, na drodze pojawił się problem w postaci kontroli drogowej sprawowanej przez heylińskich wojowników. Wypełniali oni swój obowiązek i sprawdzali bagaże oraz dokumenty każdego, kto zmierzał w kierunku miasta. Kimiko posiadała wyrobione fałszywie dokumenty dla siebie i ojca – które udało jej zyskać w porę w okresie wielkiego zamieszania, tworzonego przez dochodzącego do władzy Chase’a Younga – ale ponieważ była z dala od cywilizacji przez spory kawał czasu, nie wiedziała, że na wejście do Stolicy potrzebna jest również zgoda zdobyta z urzędu miasta, która przychodziła pocztą przez sześć miesięcy, jeśli pozytywnie została rozpatrzona prośba inicjatora. Dowiedziała się o tym od pana Linga, który stojąc w korku stworzonym przez kontrolę tuż przed co chwilę podnoszą i opuszczaną balustradę, jak przed wjazdem na tory, kątem oka dostrzegł u niej brak owego kwitka.
– Co mam teraz zrobić? – zapytała Japonka, drżąc ze strachu z obawy, że ci inspektorzy na służbie rozkażą jej wysiąść i zamkną gdzieś w tymczasowym areszcie, a sprawdzając przy okazji jej tożsamość dojdą do tego, że wcale nie jest Miao Yanlin, zaś ukrywającym się zbiegiem. Już wyobrażała sobie ten telefon do księcia, a także odliczanie ostatnich sekund swego potępionego życia.
Spojrzała na pana Linga, który zwrócił swój wzrok na blokującą mu drogę furgonetkę.  Wówczas jakiś samotny strażnik przeszedł tuż obok ich ciężarówki, dźwigając miecz na plecach i z uśmiechem idąc dalej chodnikiem wzdłuż zakorkowanej ulicy. Kimiko skuliła się na jego widok; jej strach nie umknął uwadze panu Lingowi.
– Bardzo się boisz bezpośredniego spotkania z żołnierzami?
Słysząc to, przeklęła w myślach. Jeszcze tylko tego brakuje, aby kierowca sam ją wysadził, nie chcąc ryzykować życia transportowaniem kogoś podejrzanego. Zaprzeczyła ruchem głowy, po czym utkwiła swój wzrok w śpiącym ojcu. Biedak wreszcie znalazł chwilowy spokój i mógł zdrzemnąć się oraz odpocząć od walki z napadami kaszlu.
– Cóż, mógłbym pomóc.
Oczy Kimiko zrobiły się wielkie jak spodki.
– Oczywiście coś za coś – dodał szybko pan Ling. Następie otworzył schowek przed siedzeniem Kimiko, w którym zachowane były na przyszłość całe tony papierów z potrzebnym zezwoleniem, zagwarantowanych czerwoną pieczątką.
– Nie wiem, co bym mogła panu zaoferować…
– Wiesz. Tylko pomyśl.
Z pośpiechem zajrzała do torby, w której wciąż siedziała mała sakiewka z pieniędzmi, prowiantem, sztućcami i talerzami z porcelany, które jak dotąd okazywały się bezwartościowe, lusterko, resztki ubrań… Powiedziała co posiada, pomijając fakt o pieniądzach, ale pan Ling tylko pokręcił głową z niezadowoleniem.
– Nie mam nic innego – mruknęła smutnie, prosząc przodków by wpłynęli na serce tego człowieka.
Czas leciał, a oni powolutku zbliżali się do granicy, gdzie czekał na nich szwadron żołnierzy gotowych do przeprowadzenia inspekcji.
– Pomyśl. Masz coś innego.
„Chodzi mu o pieniądze. Sukinsyn chce moich ostatnich pieniędzy” – pomyślała, zaciskając mocno zęby.
– Jesteś kobietą – powiedział nagle, sugerując jej w ten sposób jeszcze jedną "deskę ratunku". W momencie serce w piersi Kimiko zabiło dwa razy mocniej. Zerknęła na ojca, upewniając się, że ten nadal śpi jak zabity.
– N-Nie wiem, o co panu chodzi – wycedziła, udając głupią.
– Och, dobrze wiesz – odparł nieco podirytowany. – Nie musimy oczywiście robić tego od razu tutaj, ale już po przekroczeniu granicy kontrolnej.
Pomyślała o tym, żeby wysiąść w tej chwili i uciec od tego zboczeńca, ale i wtedy może zostać zatrzymana. Najzwyczajniej w świecie znalazła się między młotem a kowadłem. Uświadamiając to sobie zaczęła cicho płakać, zaś Pan Ling pozostał bezwzględnie milczący. Przeczuwając rezygnację ze strony Japonki zamknął schowek z szybkością właściwą zimnym draniom, którzy nie mieli zamiaru ustępować w targowaniu się, jeśli był choć cień szansy na zrzucenie nieco z krzyża.
Kimiko nie miała jednak zamiaru puścić się z tym nieznajomym bez serca, toteż gorączkowo zaczęła rozmyślać nad ewentualną ucieczką. Zobaczyła, że w ślad wcześniej zaobserwowanego wojownika z mieczem, który ich minął z tym przeklętym uśmiechem, dając tym samym hołd uwielbiania względem jego wspaniałemu losowi, gdy wszyscy inni wokół cierpieli, poszli jego towarzysze. Opuszczenie ciężarówki w tym momencie wiązało się z nie lada ryzykiem, bowiem taki uciekający z pojazdu człowieczek tuż przed kontrolą wzbudziłby podejrzenia w niejednym funkcjonariuszu. Zwłaszcza, kiedy Imperator wciąż nie schwytał wszystkich smoków i każdy był świadomy tego, że gdzieś się na tym świecie ukrywają, o ile wcześniej nie padli od panoszącego się wirusa. Tak czy siak, dopóki nie dostanie chociaż ciał, nie przerwie swych poszukiwań, aczkolwiek nie wydawał się być zniecierpliwiony brakiem efektów, bo czy nie ułatwiłoby wszystkim śledczym sprawy, gdyby tak porozwieszał listy gończe za mnichami Xiaolin? Kto wie, może w stolicy Kimiko znajdzie jakiś plakat ze swoim wizerunkiem  i podpisem.
Nie mogła zatem wyskoczyć z pojazdu z ojcem, bo niewątpliwie zostałaby schwytana, a zostawać w nim nie chciała, bo za jaką cenę… Siedziała w miejscu jak pozbawiona ruchu kaleka, cicho skomląc pod nosem. Ręce całe jej drżały, aczkolwiek nawet nie położyła ich na pasie spinającym jej szatę, pod którą nie miała nic prócz bielizny. Czas leciał, a ona i pan Ling milczeli; żadne nie chciało ustąpić. Aż wreszcie pan Ling postanowił zejść nieco z ceny…
– Dobra, kochanie, wystarczy mi tylko jeśli pokażesz cycki.
– Pan zwariował… Wolę panu zapłacić – orzekła, wyciągając długo skrywaną przed nim sakiewkę.
– Zachowaj te pieniądze na Stolicę, ja swoją wypłatę sam zresztą zaraz dostanę. Pozwolenia na przejazd nie są jednak darmowe, więc decyduj się szybko, bo dojeżdżamy.
Posuwali się wolno jak ślimak po deszczu, a jednak dla Kimiko czas ten zdawał się uciekać z niesamowitą dziarskością, że nic a tylko siedzieć, płakać i przeklinać swój pech. Obiecała sobie pielęgnować swój honor, gdy tymczasem wszystko wokół robiło jej na przekór i ostatkiem sił próbowało zniszczyć ją doszczętnie.
W końcu pękła, czując, że nie ma wyboru. Widmo śmierci okazało się być zbyt przerażające, tym bardziej że nie miała pewności, czy wpadając w ręce żołnierzy nie przyjdzie jej wtedy stracić honoru w znacznie gorszych okolicznościach. Tłumaczyła sobie w myślach, że pragnienie przetrwania jest naturalnym aspektem podtrzymującym funkcjonowanie ludzkiej psychiki, a także każdego stworzenia na Ziemi; złapane zwierzę gotowe jest poświęcić członków rodziny, bądź zostawić w sidłach kończynę, aniżeli dać się zabić.
– Tutaj… czy gdy już przejedziemy…? – spytała łamiącym się głosem. Ponownie upewniła się, czy ojciec na pewno śpi i nie będzie świadkiem hańbienia się jego córki.
– Tutaj – odpowiedział kierowca. – Rozchyl szatę i odwróć się do mnie.
– Skąd mam pewność, że mnie pan nie oszuka?
Pan Ling otworzył schowek i wyciągnął z niego jedną zgodę. Przekazał ją w jej ręce.
– Drugą dostaniesz po „zapłacie”.
Kimiko z niesmakiem powtórzyła w głowie użyte przezeń słowo jako przykrywki dla tego, co zaraz uczyni. Trzęsącą się ręką nieśmiało sięgnęła dekoltu. Ani na moment nie przestawała się upewniać kątem oka, czy rodzic, lub żaden z przechodniów nie widzi zajścia w ich ciężarówce. Roniąc łzy rozwiązała szatę u góry i pokazała spoczywający w staniku dziewiczy biust.
– Wyciągnij je – nakazał mężczyzna, który z minuty na minutę stawał się dla Japonki coraz bardziej obrzydliwy z twarzy i śmierdzący.
W tej niespokojnej minucie o niezmąconej ciszy zaczęła powtarzać sobie, że jej piersi wyglądają tak samo jak piersi każdej kobiety na świecie i nie ma się czego wstydzić, bo nic wielkiego nie ukrywa. Działania reklam już dawno poszły w tym kierunku, że nie tylko klatki piersiowe mężczyzn, ale i kobiet były obnażane, tłumacząc, że jest to część ciała zbyt naturalna i za mało intymna, by musiała być tak samo chowana jak krocze. Ba, przecież nie raz widziała kobiety kąpiące się nad rzeką, które zakrywały się tylko w pasie, a resztę pozostawiały odsłonięte na promienie słońca i spojrzenia ewentualnych gapiów. Tylko że te kobiety były starymi babkami, lub matkami-dojarkami, których biust nie był ani trochę jędrny czy apetyczny, by wzbudzić jakieś podniecające uczucia u mężczyzny, co z kolei mogła już osiągnąć Kimiko tymi swoimi piersiami, dorównującymi wielkością co najwyżej brzoskwiniom. Niby ich wygląd dla nikogo nie powinien być tajemnicą, ale jednak z jakiś względów, między innymi z poczucia skromności,  nie paradowała pół naga po ulicach, toteż ciężko było jej podnieść do góry ten szary jak gazeta stanik. Żadne próby pocieszania się, iż to nic takiego, bo wiele modelek pokazuje swój dekolt setki fotografom, czyniąc z niego rzecz komercyjną, nie skutkowały. Z bólem przełamała się i odwróciła wzrok, nie chcąc obserwować malującego się na twarzy kierowcy zachwytu, zwieńczonego oblizaniem ust.  Spróbowała potraktować to jak ukłucie igły, które zaraz minie.
Na szczęście nie trwało to długo i gdy tylko pan Ling zadeklarował, że został w pełni nasycony, Kimiko z szybkością spłoszonej myszki zakryła się cała z powrotem, jednocześnie podkuliła nogi do góry.
– Dokument – przypomniała natychmiast. Jeszcze tego by brakowało, żeby jej poświęcenie poszło na marne.
– Proszę bardzo, kochanie – powiedział kierowca, wyciągając obiecaną drugą zgodę na przejazd.
Nawet nie liczyła, że kiedykolwiek zdoła zapomnieć o tym wydarzeniu i niewątpliwie okaże się później częstym koszmarem, jakby już samo doświadczenie nie miało zbyt wysokiej wagi dla samej psychiki, godząc w nią ostrzem kolosalnego bólu. Wciąż jednak nie dotarła do Keiko, pozostał kawałek drogi, lecz kto wie co jeszcze ją spotka na tym niby krótkim odcinku?
Po pokonaniu punktu kontrolnego Kimiko wysiadła wraz z ojcem na przystanku, dokładnie na obrzeżach miasta, przed murami otaczającymi Stolicę. Nie miała zamiaru przekroczyć bramy i zagłębić się w mieście - za bardzo się bała. Nie wiedziała jak wysoce miasto uległo zmianie na „lepsze” od ostatniego czasu, kiedy w nim była, ani nie zamierzała się dowiadywać. W tym tajemniczym zalążku świata, zamkniętym przez wysokie mury, czai się niebezpieczeństwo; jeśli nie sam książę we własnej osobie spacerujący ulicami, z której każda prowadziła do jego pałacu, gdzie poddani mogli oddawać mu pokłon, to jego wojownicy, od których miasto wręcz pęka w wszach. Niesamowite. Dawno nie była tak blisko swego wroga. Świadomość ta przyprawiała ją o dziwne uczucia. Nie tylko strach, ale i swego rodzaju ekscytacja towarzyszyła jej przez całą wędrówkę do drugiego przystanku, skąd ruszały pojazdy w kierunku miasta Xia. Mimo wszystko prosiła przodków, by nie spotkała Imperatora, aczkolwiek jej intuicja siedziała cicho i nie sugerowała już żadnych przykrych przygód.
Tudzież w przypadku ojca, co ją niepokoiło, bowiem nie znosił on dobrze pierwszej części podróży. Jego stan się nie polepszał, za to zaczął częściej kaszleć, oraz dostał gorączki. Kimiko nawet pomyślała, iż robi to specjalnie, chcąc w ten sposób nakłonić ją do powrotu, na który i tak nie było ich stać. Pokonali większa połowę drogi, a poza tym powrót oznaczałaby puszczenie w błoto tych oszczędności, które przeznaczyła na dotarcie do Stolicy. Nie mówiąc już o tej z najsowitszych zapłat, jakiej musiała się dopuścić, i w przypadku której czasu nie cofnie. Dzieliła się z nim pocieszającym pomysłem możliwym do zrealizowania, że kiedy już dotrą do Keiko, znajdą kompetentną pomoc medyczną, która pomoże uporać się z wirusem.
Jak się dowiedziała, nie było żadnych nocnych autobusów kursujących w upragnionym kierunku. Tak samo nie mogła wypatrzeć jakichkolwiek wyruszających handlarzy. Może miasto było nowoczesne, ale tak jak poczta chodziła wolno, tak komunikacja zalegała w zacofaniu, jak gdyby również miało to pogorszyć plany podróżującym wrogom – i w sumie Kimiko fakt ten okropnie przeszkadzał. Ponieważ nie chciała spędzić z rozchorowanym ojcem ani minuty dłużej na ulicy, udała się do najbliższej karczmy i tam poprosiła o jak najskromniejszy nocleg, gotowa zaakceptować choćby warunki gdzieś pod schodami. Wpierw musiała się jednak nachodzić, bo w dwóch pierwszych karczmach po wyłożeniu swoich drobniaków zostawała wyśmiana i wyrzucona na bruk. Dopiero trzeci oberżysta skinął na nią łaskawie i wyścielił im maty w kuchni przy grzejącym piecu. Kimiko nie wybrzydzała, aczkolwiek gdyby tylko dano jej taką możliwość, wybrałaby inny nocleg; nie ze względu na warunki, co gości wówczas tam biesiadujący. Przechodząc do kuchni z naciągniętym na twarz kapturem zaobserwowała grupy heylińskich wojowników siedzących przy stołach o wszędobylskich łapskach, nieustannie klejących się do usługującej im kelnerki – niespełna siedemnastoletniej blond dziewczyny.
Starając się nie zwracać na siebie uwagi, a także prosząc w duchu, by nikt na nią z żołnierzy nie zechciał wpaść, wypróbowując jedną ze swych technik „ślepego amanta”, nie wychodziła kompletnie z przydzielonego im pokoju przez oberżystę, chyba że na ewentualne siku, co kosztowało jej sporo odwagi z uwagi na to, że to właśnie przy drzwiach od toalety stało najwięcej nieokrzesanych i niewyżytych pułapek. Noc szczęśliwie minęła spokojnie, bez żadnych problemów za wyjątkiem tych stwarzanych przez ojca. Z trzy razy poskarżono się na nią, że sprowadzony przez nią zarażony osobnik nie daje ludziom zebrać myśli, spokojnie porozmawiać lub wypić piwa, o spaniu nawet nie wspominając. Pan Tohomiko kaszlał jakby wiecznie się czymś krztusił; Kimiko w pewnej chwili zaczęła się bać, iż wkrótce jego podrażnione gardło nie wytrzyma i zacznie pluć krwią. Noc mieli za sobą, lecz co do przyszłości nie mogła być pewna.
Ponieważ ojciec z rana czuł się fatalnie, Kimiko postanowiła nie pogarszać sytuacji i nie skazywać go na możliwie daremny wysiłek, toteż poszła sama poszukać kogoś, kto zmierzał o tej porze w kierunku miasta Xia. Pamiętała o tym, że musi się spieszyć, bowiem oberżysta o świcie kazał wynieść im się obojgu. Żałowała, że nie zapamiętała wszystkich rozkładów, które teraz jej się w głowie myliły. Pędem pobiegła na przystanki i zaczęła wyszukiwać busów. Przetrzepała kilkanaście z nich, obeszła stacje jedna po drugiej, łącznie z tymi, skąd ruszały pojazdy towarowe. Wreszcie, gdy znalazła prywaciarza zabierającego ludzi do swojego busa, i który akurat kursował tylko w jedną stronę – właśnie do miasta Xia – była już godzina dwunasta, zatem ubłagawszy kierowcę o piętnaście minut dodatkowego czekania i litościwej cierpliwości, pobiegła z powrotem do karczmy, w której zostawiła ojca. Jak się później okazało, nie zastała go w niej.
– Gdzie mój ojciec?! – zapytała przerażona oberżystę, który niemalże zbladł na widok Kimiko. Wyjaśnił, że sądził, iż zostawiła go im na utrzymanie, a ponieważ nie przyjmowali bezdomnych, wynieśli go z kumplami na zewnątrz. Tyle że wbiegając do karczmy Kimiko nie zauważyła żadnego targanego konwulsjami choroby staruszka, toteż poczuła, że serce podbija jej do gardła.
Wybiegła przez drzwi jak opętana, rozpaczliwie rozglądając się za rodzicem, któremu ślubowała opiekę. Teraz miała do siebie tony pretensji, że nie zabrała go wcześniej ze sobą. Już nawet nie rozmyślała o tym, co mogło stać się z bagażem, wszak zostawiła go wraz z torbą podróżną, zabierając z niej tylko to, co najcenniejsze – sakiewkę z pieniędzmi, w razie potrzeby przekupienia woźnicę do tego, by zechciał na nich poczekać nim wyruszy. Wiedząc, że czas jej ucieka, zaczęła szukać ojca po wszystkich możliwych zakamarkach, w którym mógł się skryć. Pogoda nie dopisywała, było paskudnie przez padający potokiem rzęsisty deszcz, którego ciężkie krople rozbijały się o kurz drogi, czyniąc ją trudną do przebycia przez wzrastającą szarą mgłę i błoto. Przez cały czas wyzywała się w myślach od skończonych idiotek, nie mogąc sobie wybaczyć tego, że zostawiła ojca w tych śmierdzących przedmieściach. Kto wie, co mogło mu się przytrafić, przecież obecnie był prawie jak niepełnosprawne dziecko.
Po jakiś trzydziestu minutach znalazła go, kulejącego w kierunku przystanków autobusów. Zapewne poszedł jej szukać, albo drogi do domu. Opatulony ciemnym płaszczem starał się ukryć oznaki wycieńczenia i szedł dzielnie naprzód, dźwigając ze sobą torbę z jedzeniem. Kimiko zatrzymała go, po czym zaczęła wylewać z siebie nieszczęsny strumień przeprosin i błagań o wybaczenie. Nie czekając nawet na to, co ojciec może mieć do powiedzenia, poprosiła go o w miarę żwawy trucht, inaczej zaraz ucieknie im jedyny pojazd jadący do Xia. Chociaż sili się jak mogli, nie zdołali dopiec doń na czas i zastali pusty przystanek, uginający się pod ciężarem wciąż padającego deszczu.
W tym momencie Kimiko naszła ochota, żeby się poddać, rzucić to wszystko i zostać tu gdzie są, a może jakoś by się powiodło, znaleźliby schronienie, dom, pracę… Miała dość już podróż, błagania ludzi o wyświadczenie im przysługi, znoszenia ich pełnego pogardy jak i litości spojrzenia. To wszystko raniło w jej godność, łącznie z faktem, że resztę dnia oraz nocy spędzi z ojcem na zewnątrz, na tym właśnie przemokniętym, zimnym przystanku, aby już żaden kursujący prywaciarz nie zdołał im uciec.
Przez cały czas przepraszała ojca za to, że zmusiła go do takiego wysiłku, który niczym się nie opłacał, a kosztował ich zdrowia. Była na siebie wściekła, że przez nią muszą tak niegodnie siedzieć na dworze i czekać, żałośnie licząc na przychylność losu. Z racji takiej, że noc była ciemna, zaś ulice opustoszałe, Kimiko wyciągnęła swoją Gwiazdę Hanabi i z jej pomocą rozpaliła małe ognisko, któremu niepotrzebne było żadne drewno do utrzymania płomieni przy życiu, a mokry chodnik w ogóle nie przeszkadzał. Grzała się przy nim wraz z ojcem przez całą noc, aż nastał świt i ogień zgasł, oddając całą swą energię słońcu, które z niewiarygodną siłą zaczęło przygrzewać całe ich otoczenie, w kilka sekund wysuszając każdy skrawek ziemi, na którym wciąż zalegała woda.
Ku własnemu zaskoczeniu mieli takie szczęście, że o ósmej znalazł się kierowca, który zabierał ludzi swoim autobusem. Jechał w kierunku miasta Zhengdu, po drodze zatrzymując się w Xia, oraz co najlepsze: oferował ulgi. Kimiko wykorzystując swą młodzieńczą aparycję późno starzejących się Japonek, zdołała oszukać kierowcę, że jest wciąż niepełnoletnią nastolatką, która zgubiła dokumenty. Opłakany stan jej i ojca dopomógł, aby wywrzeć na nim wrażenie bycia naprawdę pokrzywdzonymi przez los biedakami, zmierzającymi do jedynej pozostałej im rodziny. Zapłacili za bilety niskie cenę, po czym tonąc w przyjemności dawanej przez miękkie fotele pojazdu, bez żadnych obaw wyruszyli pokonać ostatni odcinek podróży, ani trochę nie zwracając uwagi na przybyłych nagle heylińskich żołnierzy, którzy otoczyli czerne od ogniska miejsce.


Skromnie usytuowane nad rzeką Han Shui miasto Xia należało do tych rzadkich zalążków Imperium, w którym obowiązkowi chodziły w parze z przyjemnością. Co prawda wirus dotarł również tutaj, bo jakże by inaczej zważywszy na fakt występowania portu skąd promem przybywali ludzie z pobliskich wsi, oraz dworca kolejowego, którego pociągi kursowały tylko do Stolicy i z powrotem, tak ludzie cieszyli się  zarobkami nie mieszczącymi się w określeniu „najniższa krajowa”, dzięki czemu każdy miał wystarczającą wysoką pensje na utrzymanie rodziny lub zagospodarowanie wolnego czasu w miarę atrakcyjną rozrywką. Przyczyniło się to do powstania klubów, w których rozkwitał hazard, a także kin i restauracji, przepędzających bary mleczne i karczmy, tak więc struktura miasta i jego oprawa stała wyżej od peryferii z jakimi jeszcze nie tak dawno borykała się Kimiko ze swoim ojcem. Wysiadłszy na głównym rynku zapełnionym po brzegi straganami przekrzykujących się wcześniej bezlitośnie nawzajem handlarzy, którzy obecnie zwijali się i zabierali swoje manatki, Kimiko wyciągnęła list od przyjaciółki, mając nadzieje, że zdoła dotrzeć do niej nim kompletnie zapadnie noc. Wzięła ojca pod ramię, po czym zagłębiła się w labirynt szeregowców, z których każdy miał parter przeznaczony na własną działalność handlową, zaczynając od prywatnych sklepów z żywnością, na salonach kosmetycznych skończywszy. Przez całą drogę ojciec nie przestał marudzić, nawet teraz, gdy już szli drogą Sao-Chengdu i szukali domu z numerem dziesięć.
– To zły pomysł. Powietrze śmierdzi tu Heylinem – mruczał rodzic pod nosem, jak tylko kaszel na chwilę ustępował.
– Powietrze wszędzie śmierdzi Heylinem, tato, żyjemy w Imperium.
– Co? Jak to? Co za Imperium?
Odkąd gorączka jakimś cudem zniknęła, u ojca zaczęły objawiać zaniki pamięci. Krótkotrwałe, ale jednak częste. Na szczęście wędrując ulicami miasta, Kimiko zdołała wybadać już dwa gabinety lekarskie i jedną tablice informacyjną, jak dojść do najbliższego szpitala, toteż próbowała zachować pogodne myśli. Już niedługo spotka się ze swoją przyjaciółką, którą zdawać by się mogło, że nie widziała całe wieki. Nieustannie rozmyślała nad tym, jak mogła zmienić się przez ten czas, czy zaczęła przewyższać ją wzrostem, dostała lepszych kobiecych kształtów, czy nadal farbuje włosy tak jak niegdyś ona i, co najważniejsze, czy znalazła miłość swego życia, lub chociaż ma kogoś na oku, kto może być odpowiednim kandydatem na partnera mającego do końca życia okazywać jej duchowe wsparcie w tych ciężkich czasach, które nastały.
Późnym wieczorem stanęła przed drzwiami do skromnego domku z numerem dziesięć pokrytym czerwonym drewnem, oraz z oknami wysadzonymi kwiatami w podłużnych doniczkach, co nadawało mu wyglądu niezwykle przytulnego. Przechodząc przez furtkę zdołała wyłapać nazwisko: Lai Song. Nagle dostała jakiejś dziwnej tremy, a może to zwykłe podniecenie, że ujrzy wreszcie przyjaciółkę pompowało krew do jej serca z taką werwą, że poczuła, jak miękną jej nogi. Nacisnęła dzwonek i poczekała. Po chwili klamka poszła w dół, a w drzwiach ukazała się słodka twarz rówieśniczki o miękkich rysach twarzy z dobrze zaznaczonymi kośćmi policzkowymi i płaskim nosem. Na widok czarnych włosów u Keiko przyozdobionych czerwonymi pasemkami, Kimiko nabrała ochoty by wybuchnąć płaczem, bowiem wnet przypomniało  jej się szczęśliwe dzieciństwo, pełnym zabaw we fryzjera właśnie z ową przyjaciółką od serca.
Z kolei zobaczywszy niebieskie oczy Kimiko, Keiko nie miała wątpliwości, kto przed nią stanął, bowiem zwiedziwszy dwa kraje i wiele miast, nie spotkała jeszcze żadnej innej Azjatki mającej ten sam rzadki atut przyciągających uwagę tęczówek.
– Na bogów, jak ty wyglądasz! – zawołała Keiko, po czym w mgnieniu oka wciągnęła i Kimiko, i jej ojca do środka. – Chcesz paść ofiarą plotek?
– Chciałaś, żebym przybyła jeszcze przed zimą… no to jestem. – Kimiko wzruszyła ramionami, otwierając je i czekając na gest powitalny.
Keiko pokręciła głową, następnie wzdychając ciężko między innymi ze wzruszenia, ścisnęła Kimiko z całej siły.
– Tak bardzo tęskniłam – wyznała Keiko.
– Ja też. Mam nadzieję, że wiesz co robisz. Przez całą podróż mój ojciec powątpiewał w to, czy przeprowadzka do ciebie jest dobrym pomysłem.
– Oczywiście, że jest!
Keiko pomogła panu Tohomiko spocząć na kanapie, zabrawszy od niego wcześniej brudny płaszcz i przykrywając kocem. Zapewniła, że z samego rana poleci po znajomego lekarza, który zdołał wyleczyć dzieciaka sąsiadów z wirusa i teraz jawi się wszystkim jako uzdrowiciel o nadprzyrodzonych zdolnościach. Zaparzyła im wszystkich herbaty z rumiankiem, nie przestając cały czas mówić o tym, jak to jest szczęśliwa z ich przybycia, i jak to wspaniale się wszystko ułoży dzięki niej.
– Co to za praca dla mnie, o której pisałaś w liście? – spytała Kimiko.
– Taka najzwyczajniejsza w świecie. Pewien sprzedawca artykułów z lakieru potrzebuje mało elokwentnej sprzedawczyni z urokiem osobistym, która zamiast odstraszać klientów, przyciągałaby ich, nie tak jak ta poprzednia kasjerka. W ciągu pięciu dni wygnała jakiś stu klientów, opowiadając im o wadliwościach sprzedawanego przez nią towaru. W tym mieście plotki rozchodzą się niezwykle szybko, zatem gdy tylko szef się o tym dowiedział, wyrzucił ją na zbity pysk. Udało mi się zaklepać ci to stanowisko. Pracowałabyś pięć dni w tygodniu, co łącznie daje ci czterdzieści godzin.
– Złapię się czegokolwiek, byle tylko móc ci wypłacić się za czynsz.
– Daj spokój – Keiko pomachała ręką, obejmując ją. – Jesteśmy prawie jak siostry, nie musisz za nic płacić. Ja mam pieniądze, utrzymam was bez problemu, tak więc niczym się nie przejmuj.
– Tak? A gdzie pracujesz? – Kimiko zrobiła zaintrygowaną minę.
Keiko zamilkła na moment, jakby skrywając przed swoją „siostrą” jakiś ciężki sekret. Po chwili jednak uśmiechnęła się i powiedziała, że to teraz nieistotne, a ponieważ pan Tohomiko właśnie zasnął, powinny odłożyć tę rozmowę na jutro, gdyż jak mniema, Kimiko również potrzebuje odpoczynku.
Z racji takiej, że Keiko nie przygotowała im jeszcze pokoju, zaproponowała, by tę pierwszą noc spędzili w salonie, posiadającym dwie kanapy ułożone przed małym telewizorem. Kimiko nie mogła uspokoić się z ogarniającego ją szczęścia, potęgowanego przez odczuwalne ciepło domu, o jakim zdołała zapomnieć. Przed snem wyciągnęła swoją Gwiazdę Hanabi i pogładziła jej czerwone serce, życząc sobie wszystkiego najlepszego, wierząc jednocześnie, iż czeka ją już tylko lepsze życie.


Minęły trzy dni, a Keiko nadal nie zdradziła gdzie pracuje, zawsze wymijając się wypadłym jej nagle obowiązkiem, lub niezbyt artykułowanym paplaniem, że idzie pomagać ludziom w jakiś gabinecie lekarskim, albo dentystycznym. Kimiko nie naciskała, bo i tak było jeszcze wiele innych tematów do rozmów, które musiały pokonać nie pomijając żadnego szczegółu. W życiu każdej z nich wiele się zmieniło, poza pewnymi drobnostkami.
– Nadal farbujesz włosy – odezwała się przy pewnym śniadaniu Kimiko.
– Zgadza się. Uzależniłam się od tego. Ty z kolei widzę, że przestałaś.
– Szczerze, to znudziło mi się to. Dawno odstawiłam farby i zauważyłam, że moje włosy świetnie to zniosły; przestały mi wypadać. Poza tym żyłam w nędzy przez ostatni czas, więc nie miałam, jak do farbowania wrócić.
– Możesz teraz. Powygłupiałybyśmy się jak za dawnych czasów.
Kimiko zachichotała.
– Nie, kusząca propozycja, ale naprawdę lepiej nie. Jak mówiłam, moje włosy odżyły, no i mam chyba lepsze poparcie u mężczyzn, gdy chodzę z czarną głową, nie różową.
– Byli chociaż jacyś przystojniacy w tej wsi Lianzhou?
– A skąd! – Kimiko wzdrygnęła się na wspomnienie o mężczyznach, których większość z nich miała krzywe uzębienie, albo w ogóle była szczerbata. Opowiedziawszy o swoich bolesnych doświadczeniach związanymi z nimi przyjaciółce, Keiko wybuchła śmiechem, szybko jednak potem zapewniając ją, że tutaj w Xia jest wielu przystojnych kawalerów, na co Kimiko pokręciła od razu głową. I tak nie w głowie były jej romanse, przez cały czas myślała o zemście i tylko i wyłącznie o niej.
Lekarz, który przybył zgodnie z przyrzeczeniem zaraz następnego dnia, gdy przybyli, oznajmił Kimiko, iż stan jej ojca jest krytyczny i musi zabrać go do swojego prywatnego szpitala, bowiem te publiczne są już od dawien dawna przepełnione. Powiedział, że jest szansa na wyleczenie, ale może to słono kosztować. Kimiko nie chciała dopuścić do siebie myśli, że może stracić jedynego członka swej rodziny, toteż poprosiła, by lekarz nie szczędził lekarstw, a ona przysięga za wszystko zapłacić.
– Potrzebuję tej pracy, Keiko – powiedziała przyjaciółce z goryczą w ustach.
– Ten facet ma dziś sklep nieczynny, ale jutro możemy podejść.
Cały dzień spędziły na rozmowach i próbach odzyskania straconego wspólnego czasu. Aczkolwiek Kimiko czuła, że jej więzi z przyjaciółką z dzieciństwa odnawiają się, widziała aż za dobrze, że Keiko coś ukrywa i wstydzi, lub boi się przyznać co.
– Dokąd wychodzisz? – spytała pewnego razu, gdy Keiko znowu szykowała się do wyjścia przed wąskim lustrem zawieszonym na ścianie.
– Do pracy. Taki dyżur mam. Wrócę jutro.
– Dlaczego mi po prostu nie powiesz, gdzie pracujesz? – dodała, ale w połowie zdania dziewczyna wyszła, machając na pożegnanie.
Jej postawa coraz mniej podobała się Kimiko i coraz bardziej zaczynała niepokoić. Intuicja siedziała cicho, ale z nią czy bez nie odpuści, by poznać prawdę skrywaną wszakże przez jedyną przyjaciółkę, która i tak miała sama się ujawnić za jakiś czas.



Niespodziewanie wszystkie sprawy w jej nowym życiu nabrały innego obrotu. Właśnie w pełni się zadomowiła, ciesząc się pracą, którą dostała bez żadnego problemu w sklepie z artykułami z lakieru, powoli dzięki niej spłacając swój dług wdzięczności u lekarza sprawującego pieczę nad jej ojcem, do dnia, w którym Keiko wróciła do domu po zrobieniu zakupów przerażona, jakby to zobaczyła cały legion duchów i cmentarnych upiorów. Cała się trzęsła i za nic nie mogła uspokoić. Wypiła wpierw szklankę zimnej wody, po czym spojrzała na Kimiko pełnym współczucia wzrokiem.
– Kimiko, tak bardzo mi przykro – po czym  przekazała słowo w słowo to, czego się dziś dowiedziała.
Usłyszawszy to, Kimiko poczuła, że jej serce tupocze niczym pod ciężkimi skrzyniami, duszone przez brak dopływu tlenu do płuca przez atak histerii, której nagle dostała. Była bliska tego, żeby zemdleć, następnie rozpłakać się i trwać w tym stanie cały dzień, aż przekrwawione jej oczy zechcą usychać, a potem znowu zemdleć. Tak ogromnie zdołowała ją wiadomość od Keiko, która stojąc na targu usłyszała nowinę wygłaszaną przez przybyłych do miasta heylińskich wojowników. Chase Young postanowił wyruszyć w podróż, by odwiedzić dosłownie każde miasto, każdy dom, bo szuka towarzyszki życia.

5 komentarzy:

  1. Jeju *_* to jest piękne *0* Takie smutne i urocze zarazem >.> W sumie Kim nie ma tak źle, jakby na to popatrzeć, bo ma wierną sobie przyjaciółkę, która /jak na razie/ jej pomaga. (Sorki nie wierzę w przyjaźń ;/ i boje się, że dziewczyna zdradzi byłą mniszkę)
    Chase zachowuje się jak dureń -,- skoro tak pragnie zagłady ludzkości, niech da się jej rozwijać-w dzisiejszych czas ludzie mają to do siebie, że sami się wyniszczają xD A gdy oś lub ktoś im zagraża-to jednoczą siły, aby się przeciwstawić ;-; nasza piękna ojczyzna jest tego dowodem >.>
    Aby mieć władzę, powinien pozbyć się inteligencji, ale z drugiej strony-kocha zło, ale gdyby zostawił same czarne charaktery to by zwariował, Po za tym musi być jakaś równowaga, nie ? xD
    Z tym farbowaniem włosów.... tak strasznie wyniszcza to włosy, ale w sytuacji Kimiko byłoby rozsądnym gdyby zmieniała swój wizerunek, tak aby w razie czego nikt jej ie poznał >.>
    Ciekawe kto by wytrzymał z naszym Imperatorem całą wieczność ? xD Haha, sądzę, że nikt >.>
    Pozdrawiam i czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ...bo szuka towarzyszki życia.
    Teraz pytanie: on tak na serio niczym książę szuka swego kopciuszka, czy koteczki mu doniosły, że jakieś dziwne ślady po ogniu zostały i Chase już wie, że to Kimi się przed nim chowa?
    Tak czy siak: Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! ;Q

    Głupi zboczuch. Przerąbane jest być młodą kobietą w tak złych czasach biedy i choroby.

    Czemu coś mi mówi, że Keiko pracuje w jakimś nocnym klubie?

    Cudowny rozdział jak zawsze. Tylko czemu Kimiko tak cierpi? :c

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za małe zamieszanie na katalogu i prosiłabym o ponowne dodanie opisu w komentarzu pod postem :')

    OdpowiedzUsuń
  4. Baardzo mi się podobał ten rozdział. To przez fragment, który pokazał mi trud podróżowania i w ogóle życia w imperium. To jak Kimiko musiała pokazać swoje piersi. Straszne i współczuje jej. W dodatku to nie był jedyny problem z jakim się mierzyła. ;/ Karczmarz wyrzucił jej ojca, no nieźle. Dobrze, że go odnalazła. Ja bym pewnie podobnie zaryzykowała, gdyby i mój ojciec był w tak ciężkim stanie. Nawet zapomina, w jakim kraju żyją. Biedak.
    Keiko wydaje mi się bardzo fajna. Ona i Kimiko widac, ze są dobrymi przyjaciółkami. Nie ma to jak sie spotkać tak po latach. :) Mam co do niej tylko podejrzenia... Naprawdę, niepokoją mnie jej postawy.
    Końcówka była najlepsza. Dobijająca, ale najlepsza. Kimiko przebyła taki kawał drogi, by dowiedzieć się, że Chase zacznie przeszukiwać cały świat, bo szuka towarzyszki życia. Ach, jak to brzmi! :)
    Wciąga mnie ta historia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jest łatwo, gdy Heylin rządzi.

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy