niedziela, 20 września 2015

1. W pogoni za odkupieniem




Sen roztoczył swe skrzydła fantasmagorii nad jaźnią młodej Japonki, zabierając w podróż do tego samego miejsca co zawsze, nad stawem ryżowych pól pod gołym, czarnym jak pigmentowy tusz niebem. Stąpając boso po mokrej, ciemnej glebie mijała plantacyjne, opustoszałe chatki tonące w mglistym bagnie, które rozprzestrzeniało się z każdym jej kolejnym krokiem. Zatrzymała się przed znakiem na rozstaju dróg, zwieńczonym symbolem złotego oka, połyskującym w zimnych ciemnościach niczym lampion rodem z festynu powitania Nowego Roku, świętowany w Chinach w niezwykle szaleńczym, pozbawionym skrupułów zachowania skromności trybie.
Kiedy wreszcie oderwała swój wzrok od prześladującej swym ostrzem pionowej źrenicy oka i spojrzała wyżej, błysnęły światła wypuszczonych fajerwerk, które jak stada jastrzębi poszybowały po niebie, wspinając się na jego najwyższe pułapy, niby chcąc przekroczyć granice atmosfery kuli ziemskiej. Wówczas eksplodowały z hukiem godnym grzmotu błyskawic, sypiąc ognistymi iskrami jarzącymi się jak brokat. Na bezgwiezdnym niebie na moment zalśniły gigantyczne, barwne gwiazdy, których świetliste ramiona podobne do serpentyn spłynęły rzędami po czarnym niebie w dół, dając iluzję płaczącej wierzby.
W tym momencie sen się urywał, spektakl fajerwerków zawsze był definitywnym końcem, niezależnie ile godzin spała. Zamiast śnić o szczęśliwym, bajkowym świecie ze strukturą wyspy Penglai*, zbudowanego na potrzeby ucieczki umysłu od okrutnych warstw obrazu rzeczywistości, znowu pojawiły się sztuczne ognie, mające się nijak do sytuacji, w której utknęła jak więzień, a nawet dodających pokładów frustracji, bo w więzieniu, we wsi Lianzhou rzadko kiedy mieszkańców było stać na wystrzelenie owych racy ku chwale zabawy. Nikt nie świętował z powodu braku pieniędzy lub nękających tę wieś, i jak prawie wszystkie inne miejsca w Heylin Imperium, zajmującego cały świat, choroby: szybko rozprzestrzeniającego się wirusa Zhayu, owocu wpłynięcia heylińskiej magii Imperatora na środowisko, unicestwiającej tym samym większość sielankowych pól trawy, lasów, jezior, spowijając je mrokiem tak ciężkim, iż samo powietrze nieraz z trudem przechodziło przez nozdrza do płuc, w ustach zaś pozostawiało kwaśnawy smak. Nie można było wskazać zależności, dla której niektóre krainy planety ginęły od złych czarów rzuconych z pragnieniem zyskania „lepszych” widoków za pałacowym oknem, a pozostałe trzymały się całkiem-całkiem. Gdyby nie wirus, który dotarł do Lianzhou, dałoby się żyć w owej wsi bez zamartwiania się o to, co może przynieść jutro.
Może właśnie ilość zmartwień przyczyniała się do powątpiewania przez Kimiko w słuszność treści snu, które wszakże jest choć w ułamku odbiciem przeżyć człowieka. Obudziwszy się wraz z nadejściem świtu nowego dnia, równie beznadziejnego co wszystkie poprzednie, pierwsze co zrobiła, to przeturlała się z maty na podłogę, by pójść koleinie do skrytki w ścianie za starym, zniszczonym po prawej stronie przez dosyć późno wygnane korniki regałem, do którego tylko ona mogła wcisnąć swą drobniutką rękę. Wsuwając palce w dziurę ciemności, po jakimś czasie wyłowiła z niej skarb, spuściznę starych, świetnych czasów i relikwię o wysokiej wartości sentymentalnej – małą gwiazdę ze szczerego złota o czerwonym sercu z nieznanego kamienia, wokół którego rozchodziła się kompozycja białych run.
Gwiazda Hanabi będąca jej symbolem, a dawniej również bronią w walce, z pomocą której mogła strzelać szerszą paletą ogni nie musząc czerpać mocy żywiołu tylko z otaczającej ją przyrody zaś z owego Sheng Gong Wu, była teraz zakurzona i utraciła swój blask, jak gdyby wraz z odejściem czasów Xiaolin odeszło z niej życie. Zdążyła zapomnieć o tym, kiedy użyła jej po raz ostatni. Wiedziała, że ponowne użycie artefaktu niesie ze sobą ryzyko, iż wytropi ją Imperator, który wykorzystując zdolności heylińskiej wiedźmy Wuyi schwytał w ten sposób jednego z mnichów klaszotoru… Bała się przez to nawet myśleć o cieple, które może zagwarantować chociażby zimą, gdy tu, na południu, nieraz bywa trudna do przeżycia. Ogień wymagający energii z natury bywał za słaby, zwłaszcza teraz, kiedy nie ćwiczy już kung-fu, a to dzięki niemu potrafiła złapać kontakt z otaczającym ją światem. Nie chciała jednak trafić w ręce wroga, zatem ukrywała Wu, jak i siebie. Obie były na swoistej emeryturze.
Schowała Gwiazdę Hanabi z powrotem do lipnej kryjówki, po czym zmieniła ubranie przy porannej, skromnej toalecie, myjąc twarz w zimnej wodzie pozyskiwanej z wioskowej studni. Potem zaczęła przyszykowywać śniadanie z wczorajszego ryżu i tofu, następnie zagrzała wodę na herbatę. Umiejętności powtarzane każdego dnia o tej samej porze niepotrzebnie wyćwiczyła do perfekcji, co jednak przydawało się zważywszy na fakt, iż wiodąc tak melancholijne życie, lubiła bujać z głową w chmurach. Wkrótce z gotowym posiłkiem udała się do ojca.
Obudzony Toshiro Tohomiko zawtórował skrzypnięciom podłogi  i głośnym kaszlem. Ten niegdyś zdrowy jak ryba czterdziestolatek, tryskający energią życia i radością, teraz leżał obwiązany szczelnie dwoma kocami, wbrew woli przykuty do łóżka, iż nawet wędrówka, by się odlać wiązała się z katorżniczym spacerem. Kimiko przykucnęła przy nim z wyuczoną, bo z nienarodzoną troską z racji tego, że prawie całe życie spędziła w xiaolińskim klasztorze szkolona na mnicha, smoczego wojownika, i z ojcem poza lichymi wspomnieniami z okresu wczesnego dzieciństwa, w którym i tak nie poświęcał jej zbyt wiele czasu, zważywszy na zamiłowanie do gier, które również ona odziedziczyła na mocy więzów krwi, nie miała tyle wspólnego, by drżeć o jego los jak na niezdemoralizowaną córkę przystało. By nie paść ofiarą wyrzutów sumienie wypełniania swoje obowiązki dobrej córki z należytym oddaniem i starannością, doglądając stanu ojca dzień w dzień, po kilka razy, upewniając się, czy niczego poza niewynalezionym jeszcze lekarstwem na wirusa mu nie trzeba. Opiekowała się nim, karmiąc zupą z tofu z tutejszych pól z soją, którymi Lianzhou mogła się poszczycić, bowiem gdyby nie ta skromna gospodarka i dbanie o handel z sąsiednimi wioskami i miastami, wieść dawno by upadła od emigrujących mieszkańców, acz i tak zjawisko emigracji było tutejszą zmorą niechcącą zniknąć pomimo faktu, że ostatnim czasem warunki mieszkania tutaj polepszyły się. Już nawet nie modlili się o lepszą, weselszą pogodę w tym przeto ciepłym klimacie; do szczęścia wystarczyłoby coś innego do jedzenia niż tylko doprawiane dania z tofu czy z ryżu. Kimiko czasem poszczęściło się na tyle, iż do rąk wczesną zimą dostała kawałek dziczyzny z upolowanego zwierzęcia z pobliskiego lasu. Liczyła, że ze smakiem zje mięso razem z ojcem, ale dzienne spożywanego tego samego sprawiło, że smakowało ono gorzej, niż sugerowała pamięć.
Była mniszka starała się nie narzekać na swój los, bo i tak bywało jej się lepiej niż ojcu czy sąsiadom. Jako jedna z nielicznych osób, którą nie zaatakował wirus, mogła pracować w pocie czoła, sprzątając w domach, na co inni nie mieli czasu przez własną pracę lub możliwości przez chorobę. A zarabiać musiała, tak więc ciesząc się wysokim zaufaniem w wiosce, sprzątała dom za domem, przy okazji  przygotowując czasem obiad dla rodzin, w których rodzic zbyt późno wracał do domu i nie miał czasu, by nakarmić swoje dzieci. Pensja nie była wysoka, lecz lepsza taka niż żadna. Z trudem przychodziło jej wiązać koniec z końcem, w dodatku, gdyby nie ciężki stan ojca mogłaby sprzątać więcej chatek dziennie i w efekcie więcej zarabiać.
Nie tak wyobrażała sobie życie jako świeża dziewiętnastolatka, nigdy też nie sądziła, że zostanie wcześniej wygnana ze swojego dotychczasowego domu, jakim był klasztor. Dojście do władzy nowego Imperatora zmusiło ją do tego, że zaczęła się ukrywać, ocaliwszy wcześniej ojca, którego firma została zniszczona tylko z powodu więzów krwi z xiaolińskim smokiem ognia. Udała się z nim na południowe ziemie dawnych Chin (teraz nie istniały już kraje czy granice; wszystko, każdy las, jezioro, skrawek ziemi były częścią Heylin Imperium), jak najdalej od północy, gdzie stał pałac Imperatora. Gdyby tylko nadarzyła się okazja, uciekłaby gdzieś dalej, najchętniej na drugą półkulę Ziemi. Może gdyby nie choroba ojca jej los prezentowałby się lepiej? Z początku niemalże każdego dnia zadawała sobie pytanie, czy gdyby nie pech nie straciłaby kontaktu z innymi mnichami, z którymi stanowiła kiedyś drużynę cieszącą się ogromną przyjaźnią, i o których teraz potrafiła momentami tak bezczelnie zapominać, iż nie wiedziała, czy wspomnienia o posiadaniu kiedyś przyjaciół-mnichów są prawdziwe. W tej grząskiej rzeczywistości wszystko potrafiło się mieszać.
Choć nie była pewna czy szczerze kocha ojca, z którym tak niewiele ją łączyło, poświęciła mu całe ostatnie dwa lata, żyjąc w nędzy, niegodnie, wiodąc życie zhańbione porażką w finałowym starciu z Chase Youngiem. I może to nie ona wyszła z planem porwania się na księcia ciemności, tak usłuchała lidera, smoka wiatru, którego wyglądu już prawie nie kojarzyła, i razem z całą drużyną udała się na misję samobójczą, popychana wiarą, że dobro zawsze wygrywa.
Czasem zastanawiała się, czy to chorujący świat nie sprawił, że wyhodowane w niej zło nakazywało jej powątpiewać nie tyle w treści snu, ile w słuszność opiekowania się chorym rodzicem. Zawsze była tą osobą, którą uważano za posiadaczkę niezwykle dobrego serca, pełnego współczucia i miejsca na miłość do drugiego człowieka. Ojciec poza wysłaniem jej do klasztoru nie zrobił dla niej nic, poświęcając się swojej manii, jakby wcale nie miał dziecka, zaś ona, jak gdyby nigdy nic została jego służącą i opiekunką, bo takie wpojono jej zasady posłuszeństwa względem rodzica. Honor był ważny, nigdy nie wolno o nim zapomnieć, toteż w chwilach zwątpienia używała go, żeby dźwignąć się z dołka i iść dalej na przekór losowi, stawić czoła wszystkim przeciwnościom nowego dnia. Czuła, że w ten sposób pielęgnuje swój honor i powoli ciężką pracą odkupuje duszę, by nie była już dłużej zhańbiona. Gdyby tylko pojawiła się jakaś inna, lepsza droga w jej życiu, w którą mogłaby podążyć i zabić tego, który sprowadził na nią to wszystko, nie zawahałby się.


Stara Onejromantka pachnąca wschodnią Europą, gdzie rosły największe zboża, to jej właśnie przepowiedziała, analizując sny o fajerwerkach i skrzyżowaniu dróg (część o oku z jakichś względów Kimiko pomijała), iż wkrótce wyruszy w daleką podróż, po której nadarzy się okazja na zemstę.
– To dobry znak, że o nich śnisz, bo są symbolem zabawy, zwycięstwa, świętowania. Nie chodź więc załamana, tylko ciesz się prawdą o tym, że los niebawem uśmiechnie się do ciebie, wyzwoli cię od wyrzutów sumienia, uwolni z tego miejsca, podaruje życiową szansę na szczęście jako nagrodę za dotychczasowy trud. W dodatku zdrowie nigdy cię nie opuści, a tłumione przez ciebie uczucia uwolnią się, iż zaznasz duchowego ukojenia – mówiła.
Według pesymizmu Kimiko powtarzała to, co mówi każdemu, byle tylko dać złudną nadzieję i ocalić gospodarkę wsi przed napływem samobójstw zdesperowanych ludzi. – Przy okazji, polecam odstraszacze koszmarów za jedyne pięćdziesiąt juanów!
Zemsta była tym, czym Kimiko potrafiła żywić się znacznie chętniej niż przeżartym tofu. Napędzała ją każdego dnia, aczkolwiek nie potrafiła tak ratować od depresji, jak potrzeba pielęgnacji honoru. Stanowiła obietnicę i odpowiedź na obserwowanie codziennej sceny, w której ludzie walczą ze sobą o każdy pieniądz, o każdy kawałek jedzenia innego niż tofu, o każdą szansę na lepsze życie. Była celem w życiu, którego przez pewien czas jej brakowało, przez co żyła w przeświadczeniu, że tkwi w monotonności obecnego stanu rzeczy. Jednocześnie przyprawiało o obawę, że heylińska magia roztaczająca się chciwe po świecie i ingerująca w jego prawa odbiła się na jej charakterze, przez co drżała, że powoli staje się osobą bez serca jeśli już nią nie jest.


Krople potu na czole ojca przywodziły na myśl ścięte łzy rosy. Na usianej w zmarszczki twarzy wisiały rumieńce, całe ciało z kolei dygotało, jak wystawiony na mróz nagi człowiek. Kimiko nakarmiła ojca podgrzanym daniem, czynność ta zabrała z jej życia prawie całą godzinę. Postarzały przez chorobę Tohomiko siorbał i mlaskał przy każdym kęsie, wolno, acz starannie miętosząc każde ziarenko ryżu, by żaden maciupeńki kawałeczek nie utknął przypadkiem między zębami.
Później Kimiko wzięła się za sprzątanie ich własnej chatki, korzystając z tego, że w poniedziałki miała wolne. Do południa zdążyła wszystko oprzątnąć i poukładać, przygotować obiad, zrobić pranie, a także zjawić się na czas przed ich posiadłością, bo wówczas drogę przemierzał listonosz, który nie wręczał nigdy paczek ani osobiście, ani nie zostawiał ich w skrzynkach pocztowych – takowe w ogóle nie istniały w tej części świata. Jeśli chciało się dostać jakiś list, trzeba było wyłapać godziny, w których listonosz przemierzał drogi przed twoim domem, a następnie zatrzymać go i zapytać, czy jest coś adresowane na ciebie. Tak się składa, że Kimiko od lat koresponduje szyfrem z jedyną przyjaciółką, z którą nie straciła kontaktu, i która obiecała jej pomóc, wyciągnąć ją z tego bagnistego więzienia do miejsca, w którym znajdzie na tyle kompetentnego lekarza, by zdołał chociaż uwolnić ją na jeden dzień od sprawowania pieczy nad chorym ojcem.
Nadzieja jej nie zawiodła i gdy tylko złapała za rękaw przechodzącego listonosza, małego, chudego chłopca o włosach czarnych jak smoła, do swojej wyciągniętej ręki otrzymała list z jej przybranym imieniem: Miao Yanlin.
Posiadanie drugiego imienia i nazwiska było koniecznością, jeśli chciało się pozostać anonimowym i sprytnie, ale i skutecznie ukryć swą prawdziwą tożsamość przed sąsiadami, którzy może każdego dnia okazywali dobre serce, na pewno na wieść o obecności poszukiwanego przez Imperatora smoka ognia w ich wiosce pokazaliby swe prawdziwe twarze – twarze ludzi wycieńczonych pracą i zbyt głodnych, by móc kierować się moralnością – i donieśliby na nią pierwszemu napotkanemu patrolowi heylińskich wojowników. Ponadto Kimiko miała pewność, iż Imperator nakazał sprawdzać pocztę, każdy list, każdą paczkę, byle tylko natrafić na jakiś ślad któregoś ze zbiegłych mnichów. Żywiła nadzieję, że jej przyjaciele z klasztoru postępują tak samo ostrożnie, jak ona i dlatego nie próbują w żaden sposób skontaktować się z nią, a nie że zostali już dawno schwytani. Z Keiko mogła pisać spokojnie. Książę Heylinu nigdy nie dowiedział się o jej istnieniu, a już sama japońska przyjaciółka zadbała o to, by tak właśnie pozostało.
Trzymając w dłoni list, Kimiko schowała się do środka chatki, po czym mijając bez słowa ojca, który i tak nie był zainteresowany niczym innym poza kolejnym snem, usiadła na macie w swoim malutkim pokoiku, by oddać się lekturze pachnącej herbatą i kwiatami orchidei.

Najdroższa Miao
To okropne słyszeć, że stan twojej matki się nie poprawia. Codziennie modlę się do bogów o to, by zwrócili jej zdrowie, nie mogąc przestać tęsknić za wspólną grą w warcaby z moją ukochaną ciocią.
Droga kuzyneczko, z tego, co się dowiaduję od Ciebie, to miasto zaczyna coraz bardziej chorować. Co jeśli wkrótce i Ty padniesz ofiarą wirusa? Powinnaś się stamtąd jak najszybciej ewakuować. Mam dla Ciebie dobre wieści, bo wreszcie mam warunki, by przyjąć Cię do siebie. Jestem w stanie zapewnić Ci dom nad głową, a Twojej matce i bratu odpowiednią opiekę medyczną. Co prawda wirus dotarł i tutaj, jednak w tak małym stopniu, że nasi lekarze spokojnie dają sobie radę z ochroną niezarażonych. I wcale nie mam tu na myśli tego, że jeśli przyjedziesz, trafisz z całą swoją rodziną pod kwarantannę… Równie dobrze musieliby zatrzymać każdego oddychającego powietrzem człowieka, czyż nie? Chciałabym ujrzeć Cię jeszcze przed zimą, o ile to tylko możliwe.
Jeśli zdecydujesz się przyjechać, znajdziesz mnie w mieście Xia, ul. Sao-Chengdu nr 10, na północ od głównego rynku.
Całusy,
Lai

Ta odpowiedź od Keiko szła do Kimiko przez prawie pół roku, nie było to jednak z winy przyjaciółki, zatem nie bez powodu brakowało w liście przeprosin za takie opóźnienie. Poczta specjalnie działała wolno z rozkazu Imperatora, aby utrudnić ewentualnym wrogom spiskowanie. Przeterminowane o dobre parę miesięcy raporty szpiegów czy plany ataku mogły od razu pogrzebać wszelkie intrygi. Władca Heylinu był świadom możliwości pisania przez wrogów szyfrem, jakim posługiwała się na przykład Kimiko, toteż jeśli sprawdzanie listów przez jego ludzi nie jest wystarczającą czynnością do zapewnienia sobie pełnej nietykalności i pewności, iż jego panowaniu nic nie grozi, niech czas czekania zrobi swoje.
Treść listu zdała się Kimiko przekonująca na tyle, iż w momencie zaczęła myśleć o tym, co powinna zabrać ze sobą na ową podróż. Wpierw postanowiła porozmawiać jeszcze ze swoim ojcem, poinformować go o planie przeprowadzki do lepszego miejsca. Spodziewała się sprzeciwów, oznak strachu, nieuzasadnionych kaprysów dyskwalifikujących opcję opuszczenia dotychczasowego miejsca zamieszkania, wszystkiego, ale nie tego, co powiedział:
– Kimiko kochanie, czy ty w ogóle wiesz, gdzie położone jest miasto Xia? Jestem chory, ale pamięci i wiedzy mi nie ubyło. Miasto Xia jest bardzo blisko stolicy i jest z nią świetnie połączone. Byłabyś krok od swojego śmiertelnego wroga. Nie sądzę by był to dobry pomysł… Przemyśl to jeszcze.
Racja. Jakże sama mogła o tym zapomnieć? Może mapy świata widziała na oczy prawie wieki temu, to wciąż uczyła się geografii Chin tyle lat, iż powinna doskonale zapamiętać na całe życie, które miasta znajdują się blisko stolicy zamieszkiwanej przez Imperatora. I ta jak na chwilę w jej życiu zabłysł płomyk nadziei i radości, tak rozpłynął się on niczym dym kadzidła, kiedy uświadomiła sobie, jak niebezpieczna jest oferta przyjaciółki. Co też sobie ona w ogóle myślała, zapraszając ją do siebie, skoro wroga ma zaraz obok? Dlaczego sama zamieszkała tak blisko niego? Przez moment Kimiko zastanawiała się nad czarnymi scenariuszami sypiącymi możliwościami, iż Keiko mogła zostać przekabacona na stronę Heylin… Kto wie, czy jej anonimowość nie została sforsowana któregoś dnia? A może panikuje i za tym wszystkim kryje się bardzo sprytny plan? Ponoć wroga najłatwiej jest oszukać, działając blisko niego najciemniej zawsze pod latarnią toteż jeśli chce się dalej chować przed Imperatorem, powinna wybrać miejsce położone stosunkowo blisko jego pałacu, aby oczyścić Miao Yanlin, której listy badane były za każdym razem, z wszelkich podejrzeń.
Tak. Na pewno o to chodzi Keiko i to chciała przekazać swoją wiadomością. Nie bez powodu podała też swobodnie pełen adres, by sama zademonstrować centrali, iż nie ma niczego do ukrycia.
Nawet jeśli plan był dobry, nadal nie likwidował ryzyka, że któryś z heylińskich wojowników, od których roi się w stolicy, przypadkiem nie odkryje jej i nie powiadomi swego pana. Z drugiej jednak strony wizja, aby resztę dni swego życia spędzić w tej zapchlonej wsi, w której jest zero ratunku dla jej ojca, wcale nie prezentowała się lepiej. Mogła zostać i ryzykować zdrowie ojca lub wreszcie udowodnić swą dobroduszność i wrażliwe serce, i przeprowadzić się do przyjaciółki. W obu przypadkach miała coś do stracenia. Długo na tym rozważając, doszła ostatecznie do wniosku, iż nie chce zapisać się na kartach historii jako ta, która wolała przełożyć swoje życie nad życie jedynego rodzica, który wszelako starał się, by zapewnić jej w dzieciństwie dobrobyt, a wysłanie do klasztoru Xiaolin nie było żadną ucieczką od odpowiedzialności: widząc potencjał i wyjątkowość w swojej córce, chciał dać jej to, co najlepsze w świecie rządzonym przez mężczyzn – niezależność i możliwość obrony.
– To nasza jedyna szansa na przetrwanie – tłumaczyła ojcu podczas kolacji.
– Żadna szansa. To pewna zguba.
– W innym wypadku zgnijemy tutaj, a i tak nie ma pewności, czy kiedyś i tu nie zacznie roić się od ludzi Imperatora. Na pewno, jeśli już tego nie zaczął, zacznie przeszukiwać wioski jak ta, by mnie odnaleźć. Lepiej wiec go przechytrzyć i udać się do miejsca, w którym nie przyjdzie mu do głowy mnie szukać.
– Ale to nadal ryzykowne… Nie mogłabyś może wyciągnąć od Kieko jeszcze jakichś informacji, czy to na pewno bezpiecznie?
Nie, nie mogła. Jeśli wyśle list, dojdzie on dopiero po zimie, do której zostało jeszcze pięć miesięcy. Kto wie, co się wydarzy do tego czasu. Możliwe, iż ojciec nie zdoła przeżyć kolejnych mrozów (poprzednie zniósł niemalże tragicznie, acz Kimiko grzała go swoim żywiołem tak mocno, jak mogła, spoglądając cały czas na miejsce, w którym ukryta była Gwiazda Hanabi i przeklinając swój los, że nie może jej użyć, by skuteczniej uchronić ojca przed zimnem). A jeśli nie zima, to choroba wreszcie go wykończy, tak więc wolała działać już teraz, zwłaszcza że Keiko z jakichś względów sama pragnie przyjąć ją jeszcze przed ową porą roku.


Następnego dnia stan ojca pogorszył się, zatem Kimiko nie miała już żadnych wątpliwości, iż zaryzykowanie w kwestii przenosin jest słuszną i szlachetną sprawą. Cały dzień poświęciła wszelkim przygotowaniom, pilnując, by zabrali ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Oszczędności wystarczą, aby przekupić woźnicę, który wiezie towar z soją do miasta Qufu. Stamtąd popłynęliby promem prosto do stolicy, podróż powinna być szybsza i tańsza. W stolicy z kolei nie powinna mieć już problemów, aby załatwić sobie transport do Keiko. Miała tylko nadzieję, że pieniądze, które uzbierała przez ten czas, wystarczą na pokrycie wszelkich kosztów, włącznie z noclegami w karczmach, gdyż gdzieś w końcu będą musieli parę razy przenocować.
Gdyby coś poszło nie tak, gdyby zabrakło im na coś pieniędzy, zawsze może sprzedać Gwiazdę Hanabi. Nikt nie będzie się wypytywać, skąd wzięło się w jej rękach Sheng Gong Wu; każdemu sklepikarzowi komu je pokaże rozbłysną oczy, iż gotów będzie zapłacić każdą cenę, wiedząc, że jest wiele kolekcjonerów na świecie, którzy zechcą zapłacić podwójnie, lub potrójnie więcej, by mieć artefakt dla siebie. Szybko jednak odpychała od siebie tę myśl, nie chcąc myśleć o konieczności sprzedaży czegoś, co było częścią jej samej i miało dla niej tak wielką wartość.
Już chyba prędzej będzie wolała uciąć sobie rękę.


________________________________

* – wyspa w mitologii chińskiej uważana za raj




7 komentarzy:

  1. Bo pod latarnią jest zawsze najciemniej. XD

    Ty to masz wyobraźnię. I talent. Jakie Ty książki czytasz?! Zapowietrzaĺam się z zachwytu co zdanie. Nie cierpię Cię, miej tego świadomość. XD

    Spodobał mi się pomysł, że Imperium rośnie w siłę. Ekhm, od razu mi powiedz: chcesz go umieścić? Jak Chaseowi jest za dobrze na początku historii, pod koniec szlag go trafia. Taki już schemat u Ciebie dostrzegam. Z tego tytułu wierzę, iż na HB jego losy potoczą się już tylko lepiej. Hej, ciekawe jaki mnich został już pojmany przez księcia, jak tak na początku pisałaś. Może Omi? XD Ta to ma przyjaciółkę! Jak tak czytam zarys historii i widzę ten szablon, plus odświeżam w pamięci nasze rozmowy, aż boję się swoich skojarzeń, na jakich warunkach Keiko zatrzyma u siebie Kimi. Z pewnością załatwi prace. Stolica pewnie żyje nocnym, no, życiem. XD Może Kimi zostanie... Piosenkarką? XD skpro teraz ma będę, nędzę, zagrożenie wirusem, może później będzie jej lepiej, w co głęboko ufam. Zemsty jej w głowie? Niedobrze, ona ma się zakochać! XD Chase chce smoczka ognia odszukać? Oby nie dlatego, że zabić......... XD Podoba mi się, w jaki sposób pokazałaś trud życia mieszkańców planety. Powtarzam: oby później było lepiej, dla wiesz kogo. XD
    Szkoda mi pana T. Przez zlych kumpli jej córki wybuchnęli mu fabrykę i oszczędności poszły się paść. xD Oby Chase mu odszkodowanie wypłacił, jak już zostanie jego zięciem. xD Tak, chcę ślubu.

    Weny!!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytam te same książki, co Ty! xD I jak zwykle przesadzasz. Mówisz tak tylko dlatego, że jesteś wiecznie niezaspokojoną fanką chamiko i chcesz, żebym pisała dalej, co miłe z Twojej strony, nie powiem, że nie.
      XD Nic Ci nie powiem! Jeśli dostrzegasz u mnie taki schemat, powinnaś wziąć pod uwagę fakt, że nie lubię się powtarzać i zawsze będę chciała wymyślić coś oryginalnego. ;x Dowiesz się, który to mnich wtedy, kiedy Imperator zaszczyci rozdziały swą obecnością.
      ^^ Keiko jest fajna, nie wątp w jej przyjaźń.... ani trochę... xD Znowu szukasz historii kopciuszka, ale tym razem u mnie?xD
      I tak, własnie dlatego Chase jej szuka. No a ona nie może czuć nic innego, jak chęć zemsty. Może kiedyś się to zmieni, a może nie... xD
      Hahaa xD Zięciem! Wezmę to pod uwagę. xD

      <333

      Usuń
  2. Początkowe opisy jakoś nie przypadły mi do gustu i było tam trochę błędów gramatycznych, ale później było już tylko lepiej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojaa, pamiętam jak jeszcze oglądałam Xiaolin i były opowiadania na onecie, i jak każdy pisał KimikoxRaymundo, te wspomnienia <3 Gdyby wtedy ktoś pisał tak jak Ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że tak nie pisali. Osobiście uważam, że raikim jest dziecinne, małostkowe i nudne, więc niech utrzymuje swój niski poziom.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Wspaniałe opisy, uwielbiam je. :) Kojarzę bajkę Xiaolin,oglądałam ją w dzieciństwie. Pamiętam, że Kimiko była moją ulubioną postacią. Kiedyś była moda na pisanie opowiadań o tej bajce, ale już minęła. Podziwiam Cię, że mimo tego sama masz wenę pisać od siebie i ciekawy pomysł. A więc Kimiko i jej drużyna przegrali starcie z Chasem. Pamiętam, że Chase'a lubiłam. Fajny był. Mroczny i taki mądry zawsze. Miał też długie włosy, a faceci z długimi włosami w bajkach to moja słabość. :)
    Nie uważam, żeby udawani się do miasta położonego tak blisko niego było dobrym pomysłem. Ta Keiko to na pewno dobra przyjaciółka? Oby nie wciągnęła Kimiko w jakieś kłopoty.
    Rozdział jak najbardziej zachęcił mnie do dalszego czytanina. :) Lecę więc dalej!

    OdpowiedzUsuń

Prawa autorskie

Wszelkie zamieszczone na stronie teksty, stanowią wyłączną własność ich autorki - LayaliN. Jakiekolwiek kopiowanie, zmienianie i rozpowszechnianie materiałów w celach innych niż użytek własny jest zabronione i podlega karze zgodnie z: Dz. U. Nr 24, poz 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
____
Obrazki zamieszczane w rozdziałach pochodzą z Internetu.

Obserwatorzy